Nie mam pojęcia o czym jest ten wpis, bo zapomniałam

trzepaczka

 

Zawsze byłam trochę roztrzepana. Taką porządną trzepaczką do jajek, ale nie taką z Tesco za 9,50, taką starą, babciną z drewnianą rączką.
Mam kiepską orientację w terenie – (te ulice są czasami tak idiotycznie oznakowane… Albo: odchodzę dosłownie kilka kroków, a w tym czasie wszystko przesunięto za wydmy: mój koc i parawan, i dziesięć innych parawanów dookoła, wraz z wieżyczką ratownika.)
Mam kiepską pamięć do twarzy – (Bosssszzzzze, do ilu żenujących sytuacji to doprowadziło! Nad tym boleję najbardziej, zwłaszcza, że w moim „wyuczonym zawodzie” rozpoznawanie twarzy to jedna z ważniejszych umiejętności).
Często gubię różne rzeczy, a potem ich szukam, bo przecież przed chwilą miałam to w ręce! Co więcej – podczas szukania, potrafię zapomnieć czego szukam…
Zapominam słów, imion, przekręcam całe zdania.
Wiele rzeczy robię bezmyślnie, machinalnie i bez sensu.
Nie mam podzielności uwagi, a samą uwagę też trudno mi czasami skupić.
Męczy mnie to. Męczy okrutnie. I smuci.
Tomek, jak zwykle, pociesza: „Liczy się to, że pamiętasz o rzeczach ważnych. Reszta to pierdoły.”
Ale z takich pierdół składa się całe życie, czyż nie?
Wracam do domu i już w progu towarzyszy mi dziwne uczucie. Czegoś mi brakuje, ale czego? Torebka? Jest. Portfel? Jest. Klucze? Są… Kevin?! Nie, to nie to, ale blisko. Co może być blisko Kevina… Co może być blisko Kevina… Kuwa! Kuwaaaaa! PIES! Zapierdzielam pod sklep, gdzie Pan Roniowy wita mnie obrażonym wzrokiem. Odwiązując go od słupa, nie patrzę mu w oczy. Na szczęście taka akcja zdarzyła się tylko kilka razy. Zresztą wtedy był szczeniakiem, więc mogłam siebie usprawiedliwić faktem, że nie zdążyłam się do niego przyzwyczaić. I w tym miejscu przypomina mi się jeden z odcinków Simpsonów. Bart gubi najmłodszą siostrzyczkę, a wracając do domu układa sobie, co powie rodzicom. Miał dwie wersje: „Mamo, tato, dzieci teraz tak szybko odchodzą z domu” oraz „Mamo, tato, ona była jeszcze taka mała, że nie zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić”.
Wchodzę do sklepu, zapominając co miałam kupić. Jeśli to Społem to spoko – pokręcę się między regałami i w końcu sobie przypomnę. Gorzej gdy bezmyślnie przesuwam się w jakiejś kolejce. „Słucham?” „El emy linki, ciemnozielone” – recytuję znaną na pamięć formułkę. „To chyba nie u mnie, ale mogę zaproponować coś na kaszel palacza…” Chyba nie muszę dodawać, że aptekę tę omijam już szerokim łukiem.
Wizyta z Tamalugą w przychodni. Ja, Tomek, Tamaluga, wózek, torba pod pachą Tomka, Tamaluga na jego rękach, pod moją pachą- kurteczka i czapeczka, w dłoni smoczek i grzechotka. Rozmawiam jeszcze z panią doktor, Tamaluga zgrzana, głodna, chce natychmiast wyjść, o czym oczywiście informuje nas i połowę przychodni. Jeszcze tylko o coś pytam, już, już, wychodzimy, muszę ją na chwilę uciszyć, więc bez namysłu wkładam smoczek w usta… Tomka. Gdy usiłuję też założyć mu czapeczkę – zapada cisza. Pani doktor też urywa w pół zdania, a ja, gdy tylko orientuję się co zaszło – wybucham śmiechem. Zataczamy się z Tomkiem ze śmiechu przez cały korytarz i jeszcze na dworze.
Siedzę we własnym pokoju. W pokoju, który, nie wiedzieć kiedy stał się własnością publiczną. Usiłuję coś pisać na laptopie, ale właśnie w tej chwili Oliwia potrzebuje przepytania z geografii. Siedzę więc po środku, po mojej lewej Oliwia, po prawej, w łożeczku stoi Tamaluga i piszczy. Wciąż usiłuję pisać, odrywając się co chwilę i zerkając w Oliwkową ściągę.”Czad?” „Ndżamena” – odpowiada Oliwia. „Etiopia?” „Addis Abeba” – odpowiada Oliwia. „Egipt?” „Kair” – odpowiada Oliwia. „Ghana?” Cisza. „Ghana” – powtarzam. Nic. Odrywam się od pisania i obracam głowę w prawo: „Stolicą Ghany jest Akra! Powtórz!” Tamara patrzy na mnie w skupieniu i mówi: „prrrry bibi”. „Akra” – dochodzi do mnie cichy głos z lewej strony. „Mamo, wszystko OK?”, a ja w tym momencie orientuję się, że pytam o afrykańską stolicę, roczne dziecko… Po prostu nie w tę stronę odwróciłam głowę.
Wydaje mi się, że te „dolegliwości” ostatnio się nasilają. Nie wiem, czy to kwestia wieku, czy przemęczenia, ale fakt pozostaje faktem. I zaczyna mnie to naprawdę niepokoić.

17 uwag do wpisu “Nie mam pojęcia o czym jest ten wpis, bo zapomniałam

  1. Ojjjjj coś o tym wiem, że starość nie radość 😀 HAHAHA! A do tego masz jeszcze trójkę dzieci! Myślę, że pomimo wszystko radzisz sobie fantastycznie, a najważniejsze jest to, że potrafisz się z tego (przewaznie) śmiać. Może wakacje we dwoje? To powinno uporządkować Twoją plątaninę myśli.

    Polubienie

    1. Dziękuję ci za miłe słowa. Ja też myślę, że jakoś sobie radzę, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo staram się jak mogę. Co do wakacji to one chyba nigdy nie będą „we dwoje”, ale mogę to nieco zredukować. W sierpniu pozbywamy się dziewczyn, ale pozostaje Tamaluga i Pan Roniowy. Trudno, lepiej nie będzie. Chyba wyjedziemy nad morze na kilka dni…

      Polubienie

  2. Ojjj, jak ja Cię rozumiem… Od 6 lat pracuję w jednej firmie i nadal nie potrafię dopasować 80% imion do twarzy pracowników. Dobrze, że przynajmniej kojarzę koleżankę z pokoju i swoją kierowniczkę.

    Polubienie

  3. Kevin? 😀
    Ja przez jakiś czas miałam złudną nadzieję, że może trzeba odczekać kilka miesięcy po porodzie żeby to przeszło, bo to pewnie hormony.
    Oczywiście nie przeszło do dziś a ja łapię się na tym, że wkładam skarpetki do lodówki…

    Polubienie

      1. Kiedy dowiedziałam się, że urodzę chłopca, wiedziałam od razu, że zostanę otoczona skarpetami. Nie myliłam się… ;P
        Ciekawe czy odziedziczy po tacie wenę w kategorii „Gdzie dziś powieszę zużyte onuce”…Im się chyba wydaje, że dla mnie to jak szukanie jajeczek na Wielkanoc 😛

        Polubienie

      2. Żyją twoi chłopcy, w myśl takiej zasady:
        skarpety gdziekolwiek, lecz nie do szuflady.
        „Chyba bez różnicy, gdzie je dziś porzucę,
        w końcu to nie pilot, a zwykłe onuce”
        :DDD

        Polubienie

  4. W architekturze przestrzennej daję radę, nie gubię się. Raz mnie zgubiono w lesie i wyszłam w dobrym kierunku…3km od miejsca, ale szosą sobie wracałam jak akcja poszukiwawcza mnie odnalazła.
    Z twarzami i dopasowaniem do nich imion zawsze miałam kłopot…i tak zostało…
    Namiętnie szukam kluczy, i zapominam dokumentów, więc standard.

    Polubienie

  5. W pełni Cię rozumiem z tym, że ja mam bardzo dobra pamięć do twarzy, ale nie bardzo dopasowuję imiona. Wiem, że znam daną twarz ale do cholery jak ma na imię? Kiedyś chciałam przedstawić koleżance znajomego sprzed lat, który podszedł do nas na imprezie, ale niestety zapomniałam jego imię. Pamiętałam jedynie jego ksywkę „Małpa”. Ale nie powiem przecież „Olga to jest Małpa, Małpa to jest Olga”. Porażka 😦

    Polubienie

    1. Kiedyś w tramwaju pewien chłopak bardzo ucieszył się na mój widok i (choć w myślach zaklinałam: nic do mnie nie mów, nic do mnie nie mów, bo ni cholery cię nie kojarzę) on jednak uparł się na pogawędkę. „Nadal tam mieszkasz, gdzie mieszkałaś?” „Tak” odpowiedziałam, bo akurat mieszkałam w tym samym miejscu od dziecka. „A ty nadal mieszkasz tam, gdzie mieszkałeś?” zapytałam, bo wypadało coś powiedzieć. On spojrzał na mnie dziwnie i chyba chciał mnie sprawdzić, bo spytał „czyli gdzie?” Problem polegał na tym, że miałam dwóch potencjalnych kandydatów. Facet przypominał mojego kumpla z liceum oraz moją obozową miłość 😀 Ostrożnie postawiłam na to drugie i wymieniłam jego ulicę. Miałam farta – to był on. Heh

      Polubienie

  6. już pisałam jak zapomniałam co chciałam zabrać z łazienki ? Każdemu się to zdarza – ale staram się być dobrze zorganizowana więc lodówkę mam obwieszoną kartkami – później tylko zapominam ich czytać

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s