Historia odkurzona. Z dobrym ciągiem

Zepsuł nam się odkurzacz. To jedna z dwóch rzeczy, bez których nie potrafię funkcjonować. Po prostu nie potrafię! Drugą rzeczą jest pralka. Przysięgam, że przeżyję bez lodówki, telewizora i kuchenki. Nawet bez internetu. Jakiś czas… Ale brak pralki i odkurzacza sprawia, że czuję się jak człowiek pierwotny i dopadają mnie stany depresyjno – lękowe. Całe szczęście, że dotąd nie zepsuły się na raz, bo chyba wylądowałabym w pokoju bez klamek. I bez pralki. I bez odkurzacza.
No, więc, zepsuł się odkurzacz. Najtańszy kosztuje ze dwie stówy i niby nie ma problemu, ale problem jest. Jeśli nawet dysponuję jakąś gotówką, to z przeznaczeniem na pięć innych celów. Myślę, więc, gorączkowo, co tu zrobić „póki co”. Garaż sąsiada. Ostatnio, gdy zapuściłam tam żurawia, zauważyłam całkiem przystojny odkurzaczyk, sądząc only po widoku – sprawny i na chodzie… Zaczęłam więc czatować na sąsiada w oknie i pod blokiem, spacerując z Panem Roniowym. Wiedziałam, mniej więcej, o której sąsiad kończy pracę i przechadzając się niby przypadkiem, zaszliśmy pod sam garaż. Oho, już jest, podjeżdża. Przygładziłam włosy i wciągnęłam brzuch. „Dzień dobry, Panie Andrzeju!” – schyliłam się nonszalancko i odpięłam Pana Roniowego ze smyczy – niech sobie staruszek polata. Uśmiechnęłam się szeroko, zastanawiając się czy na pewno wymyłam dzisiaj zęby. Jednocześnie, gorączkowo myślałam co dalej, co zrobiłby Tomek, by podtrzymać konwersację. On ma to, cholera, we krwi. Z każdym zagada, wszystko załatwi, a ja, choćbym nie wiem jak się starała – na ogół robię z siebie głupka.
„Panie Andrzeju, jest taka sprawa… Bo zepsuł się nam odkurzacz, a niechcący (będę smażyć się w piekle) podejrzałam, że ma pan w garażu… Czy mogłabym pożyczyć na kilka dni? „Oczywiście, nie ma problemu” stwierdził sąsiad. Ufff. Poszło łatwiej niż myślałam. „Muszę tylko dostać się do garażu” – dodał, patrząc niepewnie w jego stronę. Podążyłam za jego wzrokiem i… wzięłam głęboki oddech. Przy samych drzwiach garażu, dosłownie po środku, kucał Pan Roniowy robiąc spektakularną kupę. Oczywiście, tylko mi mogło przydarzyć się coś takiego. Sięgnęłam po woreczek do plastykowej kostki, żeby stwierdzić, że… jest pusta. Desperacko i z nadzieją obracałam wałeczek, ale żaden woreczek nie chciał się na nim pojawić. „Ja… ja tylko skoczę do domu po woreczek… Po reklamówkę” – poprawiłam się widząc rozmiar kupy.
Koniec końców, odkurzacz trafił do mojego mieszkania. Fajny, porządny, z regulacją „ciągu”, co jest ważne, gdyż odkurzacz w moim domu pełni różne funkcje. Poza tą oczywistą, do której został stworzony, jest też, na przykład, odsysaczem kataru Tamalugi. No, więc, służył nam dzielnie, o różnych porach dnia i nocy, przez kilka tygodni. Wreszcie nadszedł ten smutny dzień i musieliśmy się rozstać. Okazało się, że odkurzacz nie należał do sąsiada, ale do jego córki, która szczęśliwie (niestety) przeprowadziła się do nowego mieszkania i mogła odebrać swoją własność.
Pozostało mi tylko jedno… sąsiad z pierwszego piętra. Po przeliczeniu gotówki okazało się, że jeśli dokonam zakupu odkurzacza, to przez resztę tygodnia będę żywić siebie i rodzinę 4 zupkami chińskimi i dwoma bochenkami chleba.
I tak, odkurzacz z pierwszego piętra trafił na parter. Niestety, był to jedyny odkurzacz jakim dysponował ów sąsiad. Odkurzaliśmy więc na zmianę (i tak wisiał mi przysługę, bo kilka razy, bez przeszkolenia i ochronnego odzienia, wyprowadzałam jego bulteriera). Ten odkurzacz był dużo gorszy: ledwo zipał i rysował parkiet. Cóż mogłam począć? Po 4 dniach mordęgi, sięgnęłam po portfel.
Ja, Tomek, Tamaluga i Media Markt. Niedziela, tuż przed zamknięciem. Obsługa nic nie wie, nie orientuje się, w ogóle zarobiona jest. Przemierzamy dwie alejki szósty raz. Tamaluga domaga się „Aba je”, czyli opuszczenia wózka i susa w głąb sklepu. Daję jej biszkopcika i ulotkę na temat korzystnych rat. Mamy spokój na jakąś minutę. Tomek lustruje odkurzacze na prawo, ja na lewo. Wiele z nich jest przemieszanych, tak jak ich ceny. W końcu decydujemy się na jeden z nich, ale szybko okazuje się, że nie ma wszystkich części. Z kolei worki do drugiego z wybranych, dorównują mu ceną. Tomek przemieszcza się na czworaka, zaglądając do kartonów. Tamaluga piszczy, przekraczając barierę tolerancji słuchowej, i wychyla się z wózka. Ja upuszczam pudełko z biszkopcikami, które rozsypują się z wdziękiem po wykładzinie. Nadchodzi pani z obsługi, a raczej wyrasta nagle spod ziemi. Tomek, będący wciąż na dole, niemal zderza się z jej kolanami. „Kurwa!” wyrywa mi się, gdy pozbierawszy wszystkie biszkopty, prostuję się do pionu i coś strzela mi w plecach. Jakaś pani obok patrzy na mnie z naganą i kręci głową. Pani z obsługi też kręci głową, ale z innego powodu: nie umie nam pomóc (dlaczego mnie to nie dziwi?) Gdy jestem już u kresu wszystkiego – znajdujemy TEN odkurzacz. Zwykły, bezworkowy, ale dobrej firmy i całkiem, całkiem… A cena jego dobiega trzystu… Trudno. Nie mam już siły. Ale zaraz, zaraz… cena jest przekreślona. Zmęczona pani z obsługi twierdzi, że nie zna nowej ceny, bo ta będzie ustalona… jutro. Co? Po tym wszystkim mamy wyjść bez odkurzacza? Przypominam sobie pobojowisko z połamanych kredek, doniczkowej ziemi i psich kudłów, które czeka na nas w domu.
Gdy dochodzimy do samochodu, Tomek zadaje mi pytanie, po którym krew odpływa z mojej twarzy: „Widziałaś gdzieś smoczek?” To proste pytanie sprawia, że stoimy sparaliżowani i bezradni w obliczu nadchodzącej katastrofy. „KO” przypomina sobie Tamaluga i w ryk. Tomek biegiem wraca do sklepu, a ja staram się ją uspokoić, tańcząc na parkingu, czym ściągam na siebie dziwne spojrzenia. Tomek wraca z pustymi rękami, a ja odczuwam pierwsze oznaki paniki. „Ko jeśt!” stwierdza Tamaluga i na dowód wyciąga łapkę ze smoczkiem. Jezu… Uffff!
Ostatecznie i na drugi dzień odkurzacz zostaje kupiony. Jako wersja testowa – zyskuje wspaniałą cenę 149 złotych. To się nazywa przecena! To się nazywa pozytywne zakończenie!

16 uwag do wpisu “Historia odkurzona. Z dobrym ciągiem

  1. No ja tak ogólnie bez prądu nie funkcjonuję w domu. Jak tylko wyłączają, biorę książkę i się też wyłączam. Po ciemności świecę sobie latarką i czytam. Przychodzi prąd, zaczynam cokolwiek innego robić 😉

    Nie mam dywanów, mam odkurzacz, który włączany jest raz na ruski rok. Lecimy na mopie lub szmacie na mokro ;p

    Polubienie

    1. Ja, niestety, nie dałabym rady lecieć na mopie, bo Pan Roniowy jest najbardziej kłaczącym się psem świata. Do tego stopnia, że czasami muszę odkurzać dwa razy w ciągu dnia, a i tak znajduję jego kudły w różnych dziwnych miejscach, np. szufladzie z bielizną :/
      My też nie mamy dywanów – Bosszzze! Wtedy to by dopiero było! 😀

      Polubienie

  2. Hahahaha znowu się uśmiałam 😀 Lubię Twój styl pisania 🙂
    Czyli szczęście w nieszczęściu, że musieliście poczekać na wycenienie odkurzacza- jeszcze z desperacji wzięlibyście na dwa razy więcej tego samego dnia!
    A pies srający pod garaż sąsiada to istny klasyk! 😛 😛

    Polubienie

  3. Ustalając budżet na zakup nowego mieszkania uwzględniłam JEGO, czyli odkurzacz „samobieżny”. Kosztował majątek, ale kocham go i nie zamieniłabym na żaden inny. Wprawdzie nie sprawdzi się, jako odsysacz dziecinych glutów, ale za to powrót do mieszkania, które właśnie przed chwilą samo się odkurzyło – bezcenne.

    Polubienie

  4. Matko i córko mój pies też wie kiedy jest najbardziej odpowiedni moment, aby trzasnąć sobie dwójkę 🙂 Już nawet zaczęłam z nim wychodzić na hektary łąk zanim wyruszę w bardziej cywilizowane obszary zamieszkania, żeby wiochy nie robił i nie wystawiał dupska w najbardziej nieodpowiednim momencie, ale mój pies wie lepiej, że najlepsza jest dwójka na „przypale” 🙂
    Chociaż ostatnio go poniósł melanż i chyba za bardzo poczuł wolność, bo pod moim domem zatrzymała się policja, żeby skontrolować samochód, a mój pies co ? „HWDP” i do przodu ! hał hał hał słyszę, wyglądam przez okno, a ten oszołom na policjanta szczeka, szybka rozkmina, wołać go czy udawać, że pies przybłęda 😛 Modliłam się tylko żeby go za nogawkę nie złapał 😛 Ale w porę mu się znudziło i powrócił dumny do domu 😛

    Polubienie

  5. Pamiętam z dawnych czasów, jak pies mojej Big Sis – takie coś w stylu goldena, wyjątkowo niezdarny – wytarzał się…no, wiadomo w czym 😉 Uknułyśmy sprytny plan – niedaleko jest zalew, więc pójdziemy tam, będziemy udawać, że to nie nasz pies, a ona uwielbia wodę, więc się sama wymyje. No bo tam ludzie się kąpią a tu smród, więc trzeba jakoś się zamaskować.
    Pies jak nigdy przedtem w swoim życiu szedł jej przy nodze, wlepiając się w moją Sis z uśmiechem na pysku, a w wodzie, w której zazwyczaj pływała jak dzika, zmoczyła zaledwie tylne pięty (?).
    My po drodze prawie zwymiotowałyśmy kilka razy, pies resztę dnia spędził na zewnątrz 😉

    Polubienie

    1. 😀
      Z kolei ty mi przypomniałaś, jak kiedyś byłyśmy z koleżanką i jej małym jorkiem nad jeziorem. Jork też miał tendencję do tarzania się w kale, więc przez cały „pobyt” nad jeziorem uważałyśmy na niego. Przez to same też miałyśmy g.. zabawę, zero luzu i relaksu. W końcu stwierdziłyśmy, że to bez sensu i czas wracać. Gdy ładowałyśmy się z powrotem do auta – piesek zniknął. Wrócił po pięciu minutach cały ukakany…. Smród w samochodzie całą powrotną drogę nie do opisania 😀

      Polubienie

    1. Hehe:)
      No, ja właśnie stwierdziłam, ze odkurzacz jest do dupy:( To znaczy odkurzać – odkurza, ale nie ma regulacji, przy chodniczkach wydaje dźwięk niczym nóż po talerzu (po każdym odkurzaniu muszę dochodzić do siebie w kąciku). No i nie ciągnie Tamalugowych glutów! Tylko jej nosek podrażniłam i nic! Cholera by go…!

      Polubienie

  6. Uwielbiam zakupy przez internet. O połowę taniej. Nieraz jadę do w/w sklepu w celu oglądnięcia naocznie sprzętu i porównania cen. No i jak Ci nie odpowiada to możesz odesłać 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s