Przyjaciółki z mojej półki, czyli (prosto)kącik czytelniczy

Zacznę od naszych starych, dzielnicowych anegdotek, ale żeby je zrozumieć muszę opisać miejsce, w którym mieszkam. Moja dzielnica, w czasach PRL-u szumnie nazwana „willową”, z całych sił próbuje zachować taki charakter. Niestety, im głębiej w las (czyli dalej od centrum miasta) tym mniej w niej romantyzmu, a więcej wulgaryzmu. Po prawej edukacja, po lewej libacja. A pośrodku stoi mój blok. Gdy chodziłam do podstawówki, wraz ze mną uczęszczały do niej i dzieciaki z prawej, i z lewej. Siłą rzeczy ja, i mi podobni, czyli zawieszeni pomiędzy dwoma światami, musieliśmy się kolegować i z jednymi, i z drugimi. Gdy tak teraz o tym myślę, to było nie lada wyzwanie. Punktem zbornym wszystkich była biblioteka. Jedni wypożyczali w niej książki, drudzy pili pod nią piwo.
Doprowadzało to często do komicznych sytuacji:
„Jaceeek! Co tam masz?” „Książki.” „Co???” „Książki, takie prostokąty z kartkami w środku!” „Ty! Bo jak ci zaraz przypier…!”
Albo:
„Kaśkaaa! Przyjdziesz do nas?” „Nie. Idę do domu.” „A co będziesz w domu robić?” „Czytać książkę.” „A co? Masz karę?”
I tak to szło, w podobnym tonie. Dzisiaj żal mi tamtych, spod biblioteki. Zastanawiam się, czy gdyby ktoś z nich, chociaż raz w życiu przeczytał książkę, to jego życie potoczyłoby się inaczej.

Tęsknię za czasami, nie tak znowu odległymi, gdy książki dosłownie pochłaniałam. Bo ja na książki muszę mieć fazę. Nie tylko czas, bo to żadna wymówka, ale taką fazę właśnie. Jak przychodzi mi faza na książki to czytam ciurkiem, jedną za drugą, i choćbym akurat była najbardziej zajętą kobietą na Ziemi – zawsze znajduję na to czas. Potem mi przechodzi, na 2 – 3 miesiące i nastaje np. faza na filmy, faza na krzyżówki, czy też faza na bloga (mowa o czasie wcześniejszym, bo ostatnio na bloga mam fazę prawie zawsze).
Na pytanie Sylwii, jakie gatunki książek lubimy, zamyśliłam się głęboko. Na upartego można to opisać w kilku zdaniach, ponieważ jednak książki zajmują bardzo ważne miejsce w moim życiu – wypada poświęcić im cały wpis.
Książki mogę podzielić na różne kategorie, na przykład na takie, do których wracam co jakiś czas i nigdy mi się nie znudzą. Albo takie, które odegrały w moim życiu ważną rolę, czegoś mnie nauczyły, coś odkryły, były moimi pierwszymi, lub wiążą się z konkretnym wspomnieniem. No i na takie, które po prostu lubię, bo odpowiadają mi gatunkiem, albo zafundowały mi taką dawkę emocji, że prędko o nich nie zapomnę, choć pewnie drugi raz nie przeczytam. Moje dzieciństwo wypełnione było książkami. Rodzice i dziadkowie uwielbiali czytać, każde z nich miało swoje książki, którymi też chętnie się wymieniali, a ja nie mogłam się doczekać aż dorosnę do tych ich książek. Póki co, mama dawała mi dużo baśni, bajek, opowiastek i wierszyków. Niektóre kupowała, inne pochodzą jeszcze z jej dzieciństwa, jak np. „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”, Marii Konopnickiej, z 1959 roku. Najpierw czytywała mi na dobranoc, potem na dobranoc i na dzień dobry, a potem zamęczałam ją setki razy dziennie, więc się poddała i nauczyła mnie czytać. I tak, w wieku 5 lat czytałam już sobie sama, płynnie i ze zrozumieniem, co było ewenementem, a ja stałam się okazem dziwaka.

DSCN0002
Miałam dużo książeczek z serii „Poczytaj mi mamo” – ktoś je pamięta? Ostatnio w Empiku doznałam szoku widząc ich nowe wydanie, zebrane w jednej książce – super pomysł! Miałam też w swojej kolekcji Wawiłow, Porazińską, Tuwima, Brzechwę i innych. Z biegiem lat zmieniały się moje zainteresowania i nastroje, co zaowocowało np. przeskokami z Pollyanny i Mary Poppins na całą serię Musierowicz, a z Chmielewskiej na Anię z Zielonego Wzgórza:)
Gdybym miała wymienić tytuły moich dwóch ulubionych książek, o dziwo nie miałabym problemu. To są książki, które towarzyszą mi od dzieciństwa, i z którymi czuję się mocno związana. A poza tym to z nich nauczyłam się czytać i to na ich stronach powstawały moje pierwsze rysunki:D
„Księga Nonsensu”. To zbiór wierszy znanych brytyjskich pisarzy, (między innymi Lewisa Carrolla, autora „Alicji w Krainie Czarów” i A. Milne’a – twórcy „Kubusia Puchatka”)które, jak sama nazwa wskazuje z logiką mają niewiele wspólnego. Jakże lekko i cudownie się je czyta!Mój ojciec cenił brytyjską kulturę i skwapliwie korzystał z jej dorobku. Lubił angielskie kryminały (najlepsze na świecie), angielskich aktorów i pisarzy i angielski absurdalny humor. Tak, więc obecność „Księgi Nonsensu” w naszym domu nie dziwiła nikogo. Rodzice nie oponowali, gdy po nią sięgałam, wręcz przeciwnie: sami mi ją podsuwali. Nie przypuszczali, że może mieć to jakieś konsekwencje…
Bossszzze ile najedli się przez nią wstydu!
Wystawna kolacja, ważni goście, wystrojeni rodzice. „O, jaka ładna dziewczynka! Chodź do nas, powiedz jakiś wierszyk!” Wdrapałam się na stołek i niepewnie spojrzałam na mamę. „Mów, mów” zachęciła, no to powiedziałam:
Raz niania, robiąc kilka grzanek,
spłonęła żywcem w pewien ranek.
Lecz to najgorszym było zgrzytem,
że grzanki też spłonęły przy tym.
Czekałam na brawa, ale zapadła cisza. Dygnęłam więc grzecznie, przygładziłam włosy i luknęłam na rodziców. Mama wyszła do kuchni, bo dostała ataku śmiechu, a ojciec czerwony jak burak ukrył twarz w dłoniach. Nie pamiętam już jak potoczyła się reszta wieczoru. Do tej pory znam na pamięć większość wierszyków z księgi, które zresztą czasami wykorzystuję w różnych sytuacjach. Uczyłam ich dziewczynek, gdy były małe, nauczę i Tamalugę:)

DSCN0004

 

„Trzech Panów w Łódce, nie licząc psa”. Jerome’a K. Jerome’a. Kocham, po prostu kocham tę książkę! Pierwszy raz przeczytałam ją, gdy miałam może z 10 lat. Bez problemu zrozumiałam specyficzny brytyjski humor, a za każdym przeczytaniem odkrywałam go więcej. Trzech przyjaciół, Brytyjczyków w średnim wieku, (jednym z nich był najprawdopodobniej autor) wybrało się w podróż po Tamizie. Początkowo książka miała być przewodnikiem turystycznym, jednak „element komiczny bardzo rozrósł się podczas tworzenia” i całkowicie zmieniła ona swój charakter. (Brzmi znajomo – niczym mój blog:) Ostatecznie powstała opowieść pełna przygód, napisana tak humorystycznie, że wciąż przerywa się czytanie żeby w spokoju się wyrechotać. Jest jeszcze jedno miłe wspomnienie, odnośnie tej książki. Otóż w latach 80, w programie tv „Studio lato”, czytał ją w odcinkach Wojciech Pokora, a robił to rewelacyjnie. Ta książka już zawsze kojarzyć mi się będzie z wakacjami, beztroskim dzieciństwem i tęsknotą za tamtym czasem. Niestety, kiedyś pożyczyłam ją komuś i już nie odzyskałam.
Wstyd się przyznać i mam nadzieję, że nie czyta tego żadna z moich Pań Polonistek, uczących mnie w swoim czasie, ale z obowiązkowych lektur w liceum przeczytałam tylko „Makbeta”. I jeszcze raz, i jeszcze – tak mnie wciągnął. Nie było to do końca normalne, zważywszy na treść przekazu. (Na maturze jechałam ze streszczeń, przeczytanych dwa dni wcześniej. O skutki proszę nie pytać.)
No to już na zakończenie, postaram się wymienić ulubione gatunki, w takiej właśnie kolejności.
1. Thrillery – psychologiczne, medyczne, z elementami fantastyki. Bezdyskusyjnym królem jest dla mnie Dean Koontz. Potem cała reszta świetnych pisarzy, których jest zbyt wielu by wymienić. /Alex Kava, Ken Follett, Mary Higgins Clark i inni/. Uwielbiam „Wielki marsz” Richarda Bachmana (czyli Stephena Kinga) – coś niesamowitego. Czytałam wielokrotnie i za każdym razem wywiera na mnie ogromne wrażenie. Tak, jak „Kościarz” Luk’a Rhineharta – uwierzycie, że inteligentny, wykształcony człowiek pozwala, aby jego życiowymi wyborami kierowała kostka do gry?
2. Biografie – tu rozstrzał duży: od Mozarta, przez Billa Gatesa po Bin Ladena. Moją ulubioną jest biografia Michaela Jacksona, pisana przez jego brata – ale to moja osobista korba, wy nie musicie:D
3. Literatura faktu – wszystko o bezwzględnym, muzułmańskim prawie, o kobietach, które „stamtąd” uciekły, które wciąż tam żyją, o powstaniu państwa islamskiego itp.
4. Kryminały – Sherlock Holmes – moja miłość. Potem: Agatha Chritie, Collin Dexter, Simon Beckett, Lee Child i cała masa innych, których nazwisk już nie pamiętam. Absolutnym objawieniem był dla mnie Francuz, Guillaume Musso, którego odkryłam po jego pierwszej, wydanej w Polsce książce „Potem”. Od tego czasu napisał już 12:) Właściwie trudno jest mi go przypasować do jakiegoś gatunku. Trochę thriller, trochę literatura obyczajowa, trochę romans z elementami fantastyki (lub na odwrót:) Jego książki są mocne, ale na tyle łagodne, że podsuwam je do czytania Oliwii. A w ogóle to Musso jest prawie moim rówieśnikiem, no i ciacho z niego :p:D
Znacznie rzadziej czytuję dramaty i komedie, a zwłaszcza ich połączenia w jedno. Tu zaskoczył mnie tylko „Forrest Gump”, od którego nie mogłam się oderwać, i przez którego nieraz przegapiłam przystanek lub popuściłam w majtki ze śmiechu, lub oba powyższe na raz. Książka zawiera dwa razy więcej przygód niż film, który i tak jest długi, i jest naprawdę świetnie napisana.
Dobra, bo widzę, że przedłużam, jak ślepy stosunek, a jeszcze tyle jest książek…Więc tak to zostawię. Teraz czekam na reakcję zwrotną, jak mawia lekarz po podaniu leku na przeczyszczenie. Śmiało, kochani!

20 uwag do wpisu “Przyjaciółki z mojej półki, czyli (prosto)kącik czytelniczy

  1. Ja też mam często fazy na filmy, na muzykę, na książki, ale ostatnimi czasy – już w sumie od ponad roku, konsekwentnie utrzymuje się faza na książki. Rozmach mam bardzo duży, bo nudzę się, gdy skupiam się tylko na jednym gatunku. Zazwyczaj staram się przeplatać, coś z kryminałów, z czymś nie typowym, może czasem z jakimś dramatem. Ja lektury czytałam, ale tylko te, które mi pasowały, na szczęście kilka fajnych ich było, ale pierwszą jaką pamiętam to chyba „Dzieci z Bullerbyn”, ale największy sentyment mam do „Zemsty”, z racji tego iż grałam scenkę z koleżanką, oczywiści fragment „Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby.”. Moje pierwsze zapędy aktorskie, które zakończyły się epizodem w Jasełkach, w których grałam pastuszka 😛
    Ja uwielbiam Marka Krajewskiego zwłaszcza serię z Popielskim, brutalne zabójstwa i konsekwentne dochodzenie do prawy, klimat książek fantastyczny !
    Kolejnym moim, dość nie dawnym odkryciem jest Andrzej Pilipiuk i Konan Destylator, gość ma tak specyficzne poczucie humoru, że nie da się „przejść” obojętnie obok jego książek 🙂
    „Najgorszy człowiek na świecie” M. Halber – ta książka zrobiła na mnie największe wrażenie, pełna emocji, smutku i cierpienia. Do bólu prawdziwa.
    Chyba muszę też u siebie co nie co napisać o książkach 🙂

    Polubienie

    1. Z lekturami to jest tak, że gdy ktoś mnie do czegoś zmusza, to nie ma drąga we wsi. Blokada i już. Zresztą chętnie stworzyłabym własną listę lektur i podejrzewam, że większość uczniów byłoby zadowolonych. W obowiązkowych znalazłaby się nawet manga, bo osobiście lubię i uważam, że trzeba poznawać obce nam kultury, a ta japońska jest fascynująca.
      Ja też odgrywałam jakieś scenki (z Antygony i Balladyny – długo kłóciłyśmy się z koleżanką, która będzie Balladyną, bo żadna nie chciała. W końcu zostałam Aliną.)

      Polubienie

  2. Też uwielbiam historie z krajów muzułmańskich. W ogóle od kilku lat interesuję się tą religią i kulturą.

    Przeczytam „Trzech Panów w Łódce, nie licząc psa” i jeszcze do tego na pewno po angielsku, żeby uchwycić ten oryginalny, pełny i prawdziwy brytyjski humor 🙂

    Lektury w szkole czytałam WSZYSTKIE. Były jednak dwie, przez które nie przebrnęłam: „Solaris” i „Jądro ciemności”.

    Też mam (a raczej miałam, bo chyba została w Polsce) książke, która dużo dla mnie znaczyła. Były to „Wichrowe Wzgórza”, które były zreszą kiedyś na liście lektur i nie mam pojęcia, dlaczego zostały wycofane, bo książka jest genialna, pełna mroku i długo się o niej myśli po przeczytaniu. Miałam egzemplarz z antykwariatu, bez okładki, obity płótnem 🙂 Dał mi ją tata, który wyczuł u mnie zamiłowanie do zaświatów.

    Polubienie

    1. Jeśli chodzi o Solaris, to nie przebrnęłam nawet przez film. Nie wiedziałam, że Wichrowe Wzgórza były lekturą. Czytałam kiedyś, ale dawno temu i mam duże luki w pamięci. Nie wiem dlaczego nie wróciłam do niej, pewnie kojarzyła mi się z romansidłem, a wątek mroczny gdzieś uleciał po drodze… Muszę nadrobić:)

      Polubienie

  3. Moja biblioteczka dramatycznie się rozrasta. Do tego stopnia, że ostatnio kilka razy się zastanawiam, zanim kupię jakąś książkę, bo po prostu nie mam już gdzie ich trzymać (po przeprowadzce do nowego domu zostawiłam sobie trzy wolne półki, które już zostały zapełnione niemal całkowicie). Żeruję za to na moich znajomych i zawsze, kiedy u kogoś jestem – pierwsze co robię, to przeglądam jego księgozbiór.
    Księga Nonsensu leży na mojej półce i jakoś nie złożyło się, żebym ją przeczytała (mam ją po dziadku). Muszę ją odgrzebać i przestudiować.
    Również uwielbiam literaturę angielską, a moim ukochanym pisarzem jest Terry Pratchett – fantastyka w Świecie Dysku dla inteligentnych (pochlebiam sobie, że taką jestem), z całym mnóstwem nawiązań do naszego świata. Polecam na każdą pogodę.
    Forrest Gump filmowy nie dorasta książce do okładki (chociaż kontynuacja – Gump i spółka – już nie była taka cudna).
    Ostatnio przeczytałam „Złodziejkę książek” Zusack – zryczałam się jak norka. Z kolei (podobno) wyciskacz łez „Zanim się pojawiłeś” Moyes wzbudził tylko moją irytację.

    Polubienie

    1. U mnie większość książek popakowana w walizkach w piwnicy, z tego samego powodu.
      Naprawdę masz „Księgę Nonsensu”??? Normalnie szok!!! Nie znałam nikogo, kto choćby o niej słyszał, nie mówiąc o „mieniu”… Do teraz:)
      „Gump i spółka” nie czytałam, ale z tego co piszesz chyba sobie daruję.

      Polubienie

  4. Pasuje tutaj jak pięść do nosa bo…hm…żadnej w tym dumy… nie czytam. Skończyłam chyba przypadkach Bunga Witkacego a potem nagle nic. Nawet gazety. Zero. Po latach wzięłam do ręki autobiografię Głowackiego bodaj i po kilku stronach rzuciłam w kąt zastanawiając się jak można być tak zadufanym w sobie by pisać o sobie takie nędzności. Potem znów kilka lat i włączyłam audiobook. Cejrowski…nawet nieźle, Zbrodnia i kara…nędza. Mistrz i Małgorzata…moje klimaty i starczy i to by było na tyle. Może mam jakąś wadę, feler, albo fobie ukrytą…nie czytam. Wielu prosiłam o pomoc ale nikt nie uznał za stosowne. Można nie czytać i żyć słuchając Chopina, DavisaSex Pistols Rachmaninowa, Metallica, Paderewski….która pierwsza rzuci kamień ?

    Polubienie

    1. To oburzające!
      Wyznaczam karę 5 lat czytania „Dziadów” od końca. I stanowcze ograniczenie Sex Pistols do pół godziny tygodniowo 😀

      Polubienie

    2. *Pac!*
      …Żartuję! 😉
      Oj, kto powiedział, że wszyscy bez wyjątku muszą czytać wszystko, bo inaczej nie są na wybitnym poziomie jaki reprezentuje nasze zacne społeczeństwo?
      Poza tym muzyka to czysta poezja – zaliczyłaś! 😉
      PS. Eeeej, uwielbiam „Dziady!” 😛

      Polubienie

      1. No tak, biorąc pod uwagę kolejność wydarzeń to rzeczywiście nie miałoby sensu – wszyscy zmartwychwstają (No dobra, więc idea mesjanizmu zachowana…), improwizacje okazują się hajem, z którego budzą się bohaterzy, upiór wyprowadza się od księdza, a na samym końcu/początku (niepotrzebne skreślić) jacyś nawiedzeni ludzie uciekają z cmentarza po wywołaniu duchów 😉
        W sumie to nawet ciekawsze! 😀

        Polubienie

  5. U mnie faza na książki trwa niezmiennie odkąd nauczyłam się czytać.
    Niezmiennie też nie sięgam po fantastykę, poradniki…
    Sensację pokochałam jak przeczytałam „Wszystko czerwone” wiadomo kogo 🙂
    Lektury najczęściej miałam przeczytane już w wakacje.
    Ale o dziwo nie mam tej jednej ukochanej książki, i rzadko wracam do tej samej lektury, bo tyle jest książek jeszcze nieprzeczytanych, że szkoda mi czasu, choć zdarzało się sięgnąć, kiedy nie miałam pod ręką nic nowego.

    Polubienie

    1. „Wszystko czerwone” – no, wiadomo kogo, wiadomo:) Też czytywałam namiętnie. Ale lektury przeczytane w wakacje to już dla mnie wyższa szkoła jazdy tramwajem bez trzymanki i na czerwonym:D

      Polubienie

  6. Hmmm…Księga Nonsensu i opowieść o trzech dżentelmenach brzmi fajnie, sama kocham brytyjski humor, brytyjski akcent, Monty Pythona i nie wyobrażam sobie życia bez tej „brytyjskości” 😀
    A propos biografii – w kolejce do przeczytania na mojej półce czeka Katarzyna II. I mam nadzieję, że nie będzie czekać za długo, żeby mi nie zdemoralizowała innych mieszkańców regału 😛

    Polubienie

  7. Dobrze powiedziane – faza na książki – jak takową mam to łykam kilka i później posucha – ale zdecydowanie książka musi być rozrywką a nie praniem mózgu czy innym ambitnym posunięciem

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s