Garowanie przy garach, czyli kulinarne wywody

Po cholerę tak się wysilać, starać, męczyć? Gdy pół dnia spędzam w kuchni pichcąc, smażąc, dusząc i piekąc – akurat nikt nie jest głodny. Gdy raz na ruski rok pozwalam sobie na dzień buntu i nie robię nic – nagle wszyscy umierają z głodu i od rana wyglądają obiadu. A przygotowanie jednego obiadu, który by wszystkich zadowolił, graniczy z cudem.
Od kiedy sięgam pamięcią, niemal każdy członek mojej rodziny jadał coś innego. Czasami oznaczało to 3 różne obiady i pół dnia przy garach. Dlatego, gdy Wiktoria oznajmiła, że zostaje wegetarianką, miast poprzeć me dziecię w słusznej sprawie – opadły mi ręce. „Jesteś tego pewna? Może jeszcze się zastanowisz?” nalegałam z nadzieją. Oliwia, z kolei nigdy nie przepadała za mięsem, więc przynajmniej odtąd mogłam robić „tylko” dwa obiady – mięsny i bezmięsny. Tomek, na szczęście zjada wszystko, co ugotuję (chociaż, oczywiście musi dodać swoje trzy grosze, czyli dosolić, dosłodzić, dopieprzyć:)
Nigdy nie byłam jakimś kulinarnym wirtuozem, ale lubię gotować, eksperymentować i nieźle mi to wychodzi. Zwłaszcza, gdy robię to dla mojej rodziny i wkładam całe serce. Jednak te ich jedzeniowe fanaberie skutecznie tłumią mój zapał i doprowadzają do białej gorączki! Obiad powinien kojarzyć się z miłym, rodzinnym spędzeniem czasu, a jedyne co spędza to sen z moich powiek. Przed zaśnięciem obowiązkowo dumam co komu jutro, ile i o której. A potem mam senne koszmary, w których przypalam ryż, rozgotowuję ziemniaki i moczę stopy w garnku (właściwie ten ostatni najbardziej mnie niepokoi.)
Gdy byłam mała bardzo chciałam pomagać babci w kuchni. Niestety, była ona z tego gatunku babć, które resztę rodziny, a zwłaszcza małoletnią – wywalają z kuchni, by nie kręciła się pod nogami. Bo nikt tak nie zrobi jak one. Bo one muszą same (a potem narzekają, że muszą same:) Tak, więc, gdy w wieku 17 lat nagle zostałam sama – nie potrafiłam nawet ugotować ziemniaków. (Na mamę – artystkę też nie mogłam liczyć. Wiedzę o ziemniakach jako taką miała, ale przy większym obiedzie pewnie poprosiłaby o podpowiedź publiczność:)
Na szczęście trening i ze mnie uczynił „mistrza”, a gdy przyszły dzieci zostałam samozwańczą MKJ – Mistrzynią Kuchni Jałowej. Dzielnie przyjmowałam na klatę wszelkie ciosy („Mamo, czy to kupa?” „Nie, to wątróbka”) i powoli zgłębiałam kulinarne tajniki.
Dawno temu, moje najstarsze córki lubiły mi pomagać w gotowaniu. Potem im przeszło i aktualnie obie reprezentują kulinarne antytalenty. No i byłoby OK, wszak nie każdy musi, gdyby nie fakt, że… one o tym nie wiedzą. Nie potrafią poddać się z godnością, o nie! One prą na kuchnię jak łosoś na tarło. Cieszy ich gotowanie, a mnie cieszy, że ich cieszy, ale…
„Mamo, idę na imprezę.”
„OK”
„Mamo, idę na koncert.”
„OK”
„Mamo, będę piekła ciasto.”
„Jezusie kochany! Gdzie, z kim, kiedy?! Zabezpieczyłaś się?! No, fartuch, rękawice, gaśnica…?”
Zazwyczaj wtedy przychodzi do nich koleżanka i we trzy zamykają się w kuchni. W mojej świeżo wysprzątanej kuchni! Pół biedy, gdy chociaż koleżanka jest w miarę ogarnięta kulinarnie. Gorzej gdy tą koleżanką jest (wspomniana w innym wpisie) Żanejro… Wówczas pozostaje tylko, jak mawiał Mark Twain, „spuścić zasłonę miłosierdzia na koniec tej sceny”. Siedzimy z Tomkiem w pokoju i usiłujemy oglądać jakiś film, ale nie możemy się skupić. Co chwilę spoglądamy w stronę kuchni, a na każdy dźwięk zrywamy się jak poparzeni. Ale znosimy to dzielnie do końca, zwłaszcza, że dziewczyny zazwyczaj pieką ciasto na cele charytatywne.:)
Ale wracając do tematu obecnych obiadowych fanaberii. Do tego wszystkiego doszła mi Tamaluga, do której też muszę dopasować tenże posiłek. I czasem, i treścią, i formą. Bałagan po niej nieziemski, więc jeszcze muszę uprzątnąć stół i okolicę, bo zaraz wchodzi kolejna zmiana. Ostatecznie wygląda to tak, że są dwa obiady, o czterech różnych godzinach: Tamalugowy o 14:30 (dostaje to co my, albo to co dziewczyny). Oliwkowy – wegetariański o 15:00. Tomkowy między 16 a 17, Wiktoriański – wegetariański około 17, ale nie później, bo jest na diecie… A mój? No, cóż… Często jadam z Tamalugą, czasami z innym członkiem rodziny. Przeważnie jestem tak wykończona gotowaniem i „prześmierdła” zapachami z kuchni, że nie mam ani siły ani ochoty na jedzenie.
Kiedyś odwiedziła mnie znajoma M, której higieniczna rodzina (mąż i syn lat 8) jada higieniczne obiady, przy higienicznym stole, bez marudzenia, w idealnej harmonii i zawsze o tej samej godzinie. Odwiedziła mnie w porze gotowania obiadów, która często trwa u mnie od rana do odwołania. Zasiadła w kuchni i patrzy, przygląda się, obserwuje jak uwijam się przy garach, gotując kilka rzeczy na raz. Wykończona, spocona jak afrykański guziec, poparzona w palce, pozacinana nożem… Brwi M unoszą się pytająco, więc śpieszę tłumaczyć, że tu mam to, a w tym garze, o, to mam tamto. To mięso, to warzywa, a to chuj wie, bo zapomniałam… M kiwa ze zrozumieniem głową i pyta „A jaka zupa na pierwsze?” NOSZKUWA! Naprawdę o to spytała, przysięgam! „Wywar z łasiczych pipek! Czy ty się przypadkiem nie spieszyłaś do domu?””A, tak, rzeczywiście” odpowiada i kieruje się do drzwi. „Przypala ci się sos…” rzuca na do widzenia, a ja mam ochotę wlać ten sos do jej torebki.
Moje dziewczyny wyjeżdżają na cały sierpień i cierpieć będę okrutnie. „Pomyśl o dobrych stronach” pociesza mnie Tomek. „Nie ma dobrych stron” jęczę. „Są.” „Nie ma!” „Odpadną ci obiady!” mówi, a gdy dociera do mnie sens jego słów – wielki banan pojawia się na mej gębie…

22 uwagi do wpisu “Garowanie przy garach, czyli kulinarne wywody

  1. Ja szczęśliwie na co dzień korzystam z dobrodziejstwa posiłków przedszkolnych. Schody pojawiają się w weekendy, ale wtedy często na obiad podstępnie udajemy się do dziadków…

    Polubienie

  2. O słodki jeżu…wysiadłabym bym przy takim galimatiasie obiadowym. Wystarczy mi mój, czyli nigdy nie wiem o której OM wróci i będzie jadł, bo nawet jak wiem, to i tak to się przesunie, a kiedy stawiam talerz na stół, potrafi zniknąć…
    współczuję! 😉

    Polubienie

  3. Aaaa tak w ogóle ! To właśnie wczoraj natchnęła mnie myśl o notce na ten sam temat 😛 ! Ze względu na moje bezrobocie postanowiłam spróbować własnych sił w kuchni (częściej niż raz w miesiącu) i tam dzieją się takie przygody, że aż o tym i tak napiszę ! 😛 Ha ! Czy w twych magicznych mocach znajduje się też umiejętność czytania w myślach przez łącza internetowe i „podkradanie” inspiracji notatkowej ? 😛

    Polubienie

    1. Ale to fajne właśnie, sama też już kilka razy natknęłam się u was na temat, o którym właśnie miałam pisać… To taka blogerska telepatia 😀

      Polubienie

  4. Uwielbiam spędzać czas w kuchni. Przebywanie tam mnie relaksuje i nieważne, co robię: sprzątam, gotuję, czy piję piwko przy YouTubie. Ale ten poligon, który opisałaś…… HAHAHA 😀
    Też czasem muszę gotować na „dwa gary”, ale przyznam się bez bicia, że zaczęłam wyznawać nową religię: żryj, albo będziesz głodny. Na tę wyrodność pozwalam sobie coraz częściej 😛

    Polubienie

    1. Dla mnie kuchnia bardzo długo była najważniejszym pomieszczeniem w domu. Tam spędzałam najwięcej czasu, nie tylko na gotowaniu, tam zapraszałam gości:) Magiczne to miejsce, zaiste. I żaden obiadowy kierat tego nie zmieni! 🙂

      Polubienie

      1. Taaa…u nas w domu niby mam swój wymarzony pokój na górze (chwilowo, dopóki Boob nie podrośnie i mnie z niego nie wykopie) a tak naprawdę siedzę na dole – w kuchni (połączonej z salonem). U mnie w domu zawsze wszyscy siedzieli w kuchni 🙂

        Polubienie

  5. 🙂 lubię gotować a najbardziej lubię takie gotowanie kiedy ktoś gotuje za mnie a ja mogę odkurzyć chałupę albo umyć kibelki.. Ale radzę sobie żywiąc dwóch wielkich facetów hordy znajomych kolegów dziewczynę psa i dwa koty. Ale za to sama piekę chleb 🙂 samiuteńka

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s