Dzisiaj przynudzę o Tamaludze. Kiki, Kupa i inni

Ale najpierw krótko wyjaśnię: Nie piszę dużo o moich dzieciach z kilku prostych powodów. Przede wszystkim, gdybym już zaczęła, to nie mogłabym przestać. Zdominowałyby wszystkie wpisy, a i tak nie nadążałabym z ich umieszczaniem. Poza tym, nie chcę żeby mój blog zrobił się parentingowy. No i wreszcie, każdy ma swoje własne dzieci lub zdanie o nich i niech tak zostanie. Jednak od czasu do czasu muszę, no po prostu muszę coś napisać. Zresztą zaglądam do blogów dzieciowych i tak mi się włącza, że i ja chcę coś napisać. To tyle.
Codziennie na nowo odkrywam moją Tamalugę. Przypominam sobie jak zajebiste są dzieci w tym wieku. Z całą gamą min i poz, ze swoją słodyczą, i cwaniactwem,

IMG_2888
Kreatywność Tamalugi ujawnia się na wiele sposobów. Każdego dnia łączy coraz więcej słów tworząc proste zdania z sensem głębokim i jawnym, lub ukrytym i dostępnym tylko dla niej. Coraz częściej ją rozumiemy, ale równie często musimy zgadywać o co chodzi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Tomek radzi sobie z tym lepiej… Normalnie jestem w szoku. Córeczka tatusia. Gdy ktoś wchodzi do domu, Tamaluga biegnie do drzwi z radosnym okrzykiem „Tata, tatuś, tatiś!”po czym kończy się na: „A, tio mama psiśła…” 😀
Tamaluga kiedyś bała się sygnału, przejeżdżającej za oknem karetki, straży lub policji. W końcu pojęła, że „ijo ijo” w niczym jej nie zagraża, zwłaszcza w domu. Przyjęła do wiadomości, że owe dźwięki wpisane są w naszą codzienność (tym bardziej gdy się mieszka między komendą policji i szpitalem). Narodziła się, swojego rodzaju, fascynacja. Kilka dni temu przytargała na środek pokoju gumowego osiołka, normalnie służącego do siadania na nim. Postawiła na jego grzbiecie (żeby było wyżej) wyświetlającego gwiadki baranka. Zawołała nas do pokoju, włączyła baranka i wszem i wobec oznajmiła „ijo ijo!”
Przejeżdżamy obok ulicy, na której właśnie naprawiana jest sygnalizacja. Samochód stoi na podnośnikach, a na dachu migają światełka. Tamaluga: „Mama, tata! Auto ijo ijo. I auto jeśt apa!”*
* Apa to chodzenie na nóżkach, wysiadanie, wsiadanie, siadanie, bujanie, podskakiwanie, bycie wysoko.
Idziemy na spacer i konsekwentnie omijamy wszelkie kratki chodnikowe. Tamaluga po prostu na nich nie staje. Trochę się ich boi, a trochę ją fascynują. Ostatnio przykucnęła przy jednej i krzyczy w głąb „Uuuuuu!” A potem znowu „Uuuuuu!” I jeszcze raz „Uuuuuu!” Tamaluga, chodź, idziemy, i biorę ją za rączkę. Zanim wstała, postanowiła się pożegnać „Papa, uuuuu!” 😀
Tak samo żegna się z innymi rzeczami: „Papa, auto, papa, miś, papa ijo ijo”, czy też, zakrywając nogawką siniaka: „Papa, ałka!” W ogóle samo słowo „papa” brzmi w jej ustach niesamowicie. Mówi je z takim naciskiem, akcentem i tonacją, jak by stanowiło główny element rozmowy. Jej śpiewne „papa” rozbrzmiewa kilkanaście razy dziennie, w domu i na spacerze.
Tamaluga oczywiście zna imiona członków rodziny. Na Oliwię mówi Olia, na Wiktorię – Kiki. Zadziwiające jest to, że czasami zwraca się do nich „mama Olia” i „mama Kiki”. Na początku sądziłam, że się pomyliła, ale szybko okazało się, że mówi tak świadomie. Zaczęłam ją poprawiać, ale w końcu się poddałam. Przemyślałam sprawę i uznałam, że chyba nie ma w tym nic złego. W końcu dorośnie i zrozumie te skomplikowane relacje rodzinne, a póki co… Spojrzałam na to jej oczami. Przecież dla niej Wika i Ola to nie są siostry (bo nie zna tego pojęcia) ani dziewczynki, ale dorosłe osoby płci żeńskiej, czyli inne mamy! Takie zastępcze:) (Oliwia, poza tym jest jej Matką Chrzestną).
Myślę, że to buduje jeszcze silniejszą wieź między nimi. Tamaluga uwielbia dziewczyny, a one mają świra na jej punkcie. Nigdy nie sądziłam, że będzie aż tak i bardzo mnie to cieszy! Przecież kiedyś tylko one jej zostaną, a skoro tak bardzo ją kochają to mogę być spokojna. Kolejną osobą, uważaną przez Tamalugę za pełnoprawnego członka rodziny jest chłopak Wiktorii, Kuba. Zawsze wita go entuzjastycznie, leci do przedpokoju, z radością wołając go po imieniu. I tu rodzi się mały problem: w ustach Tamalugi Kuba i kupa są niemal nie do odróżnienia… 😀 Gdy Kuba przychodzi do domu razem z Wiktorią, Tamaluga zrywa się z miejsca i opluta z emocji krzyczy „Kiki Kupa! Kiki Kupa!” A Kuba coraz częściej zaniedbuje swoją dziewczynę, bo zanim wejdzie do pokoju musi wyściskać Tamalugę i cierpliwie wysłuchać, co ma mu do powiedzenia i zobaczyć, co ma mu do poakazania 🙂
A Tamaludze nie zamykają się usta – potrafi mówić bez przerwy. Czasami dziewczyny opuszczają pokój dyskretnie, zanim się zorientuje, ze ich nie ma. Wtedy ma bardzo smutną minę i pokazując rękami, stwierdza: „Mama, widziś? Nie ma kogo! ” 😀

Reakcja Tamalugi na cokolwiek, co chociaż trochę przypomina muzykę jest zawsze taka sama: „Muzika, nanana!” Zaczyna tańczyć (o dziwo w tempie dostosowanym do rytmu) i zmusza do tańczenia wszystkich w zasięgu wzroku.
Na Tamalugę trzeba bezustannie uważać. Poza tym, że jest bardzo ruchliwa i pełna energii, to jest też odważna i kontaktowa. Pójdzie z każdym, kto da jej rączkę, ba! Często sama się o to ubiega. Dominuje wszelkie festyny i inne imprezy. Kręci się, włazi na scenę, pcha między ludzi (w kawiarni wybrała sobie panią i wdrapała się jej na kolana. Potem weszła w grupę młodzieży siedzącej w kółku na poduchach i usiadła na podłodze, na samym środku, czekając na rozwój wydarzeń :D)
I tak, oto, zdominowała też wpis.

Przy okazji: witam wszystkich w nowym miejscu i dziękuję za przybycie 🙂
No, to papa uuu!

 

IMG_2922.JPGO dziwo, Tamaluga potrafi siedzieć spokojnie dłużej niż kilka minut, gdy się ją czesze, maluje, stroi… 😀 Tu akurat maluję ją Wika.

IMG_2932.JPGTamalugowe koti 🙂

22 uwagi do wpisu “Dzisiaj przynudzę o Tamaludze. Kiki, Kupa i inni

  1. Witaj,mam wrażenie, że jeszcze potrwa, zanim się zadomowimy, jakoś tu dziwnie. Sprytną masz córę i gadułkę. Zastanawiam się, kiedy Żaba mi wyjdzie poza świętą trójcę 3 wyrazów. Chyba, że doczekam matury i dopiero wtedy od niemowy usłyszę „A gdzie kompot?” Także tak …Uuuu

    Polubienie

      1. Żaba jest roczniak… ale że charakter po ojcu własnym wzięła w 100 % to idzie mi ciężko – nadmiar energii mnie wykończy…choć w sumie lepiej w tę stronę niż odwrotnie i za 3 lata leczyć autystę 😉

        Polubienie

    1. Próbuję też odczytac twój nick, ale wzrok mi się plącze hahaha! O, Jezu, oszaleję tu 😀 Ja też nie mogłam swojego zatrzymać, no chyba że zgodziłabym się na Ahaja1259873526148540053838 😀

      Polubienie

  2. Okej,
    dodarłam i ja a dzięki wordpressowi mam swój nick i jeszcze awatar 😀
    Tyle że z importem swojego bloga już tak łatwo nie mam a wszystko przez to, ze jest za gruby :(((

    Polubienie

  3. Właśnie pożegnałam się z twoim starym blogiem i oficjalnie melduję się na nowym. Gdzie kawa i ciastka? 😛 No wiesz, u Lady Makbet chociaż piosenki lecą na parapetówce 😀 hahaha
    Ojej to już nie będziesz Ahają? Dla mnie zawsze będziesz Ahają.
    Kocham twoją Tamalugę, boska jest :)) I te „kitki” jakie słodkie! Moje też takie nosiły, tylko krótsze :))

    AKSINIAKAWAPUDELKAA – (musiałam skopiować, bo nie byłam w stanie przepisać 😀 ) – jejku pamiętam ten kawał! dziecko nic nie mówi przez 6 lat, a potem nagle pyta przy stole „A gdzie kompot?” Matka zdziwiona, że potrafi mówić, a on, że pewnie, że potrafi i na pytanie czemu wcześniej nic nie mówił stwierdza, że „Bo wcześniej kompot zawsze był” haha
    Moja starsza zaczęła wcześniej gadać i tak jej zostało 😉 A młodsza po 2 urodzinach i … gada jeszcze więcej niż siostra. Wariatkowo. Już nawet nie pamiętam jak to było jak mówić nie umiały. Kiedyś jak E. była malutka ktoś mi powiedział, żebym doceniła to, że nie potrafią mówić, bo potem będą się kłócić ze mną i pyskować hahaha. Kocham takie słodkie mówienie.
    J. ma nowe słowo: Mówi do mnie „Ulepmy BAHANA” mając na myśli oczywiście bałwana, ale jedyne moje skojarzenie to „Bahama mama” :D:D

    Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w nowym miejscu!

    Polubienie

    1. No, witaj, kochana! Sorry za brak kawy i ciasteczek (może moja strona ich nie obsługuje? 😀 😛 ) Ale jak to? Naprawdę muzyka leci u Makbetki???

      Aaaa, no faktycznie! Przypomniałam sobie ten kawał!

      Bahana też od razu skojarzyło mi się z Bahama Mama, a co za tym idzie – z Dziubasową, bo ona mnie tak nazwała:) (Ciekawe jak jej idzie przenoszenie bloga…)
      Ale byłoby fajnie gdyby nasze dziewczyny mogły razem ulepić bałwanka… Tym czasem nie jestem pewna, czy Tamaluga w ogóle jakiegoś ulepi w tym roku :/ Niby wczoraj jakiś tam puszek popadał, ale przestań, co to za śnieg…
      No to buziaczki!

      Polubienie

  4. Jestem i ja. Muzyka u mnie leci wirtualnie, ale dla Ciebie mogę zobaczyć, czy nie da się puścić czegoś automatycznie po wejściu na bloga. Takie „granie na czytanie” 😉

    „Kiki” to bardzo uniwersalne imię, bo np. chrześniaczka P. mówi tak na Kingę 😉 Pisałam Ci już, że Tamaluga jest przeurocza, a z tymi powiedzonkami to już w ogóle!
    Czyli te piękne włosy na zdjęciu należą do Wiktorii? Cudowne!!! W poprzedniej klasie miałam uczennicę Wiktorię, która też miała takie ciemne, długie kosmyki. Super 🙂

    Podpisuję się pod komentarzem Izzy, dla mnie też pozostajesz Ahają, mimo że używasz… pseudonimu pseudonimu. Ahaja Incognito. Jesteś sprytniejsza od Bonda, moja droga 😉

    Polubienie

    1. No, nareszcie! 🙂
      Wiem, ja też tęsknię trochę za Ahają. No, trudno.

      Oczywiście możecie się do mnie zwracać jak chcecie:)

      Granie na czytanie – rewelacja! I pomysł i nazwa.

      Wiktorii włosy wracają do normy, bo trochę je wyniszczyła dwa lata temu, rozjaśnianiem :/ Młoda – głupia. Gdybym ja miała takie włosy to bym dbała jak nie wiem co! Gdy Wika miała z 4 – 5 lat to już na swoich włosach siadała. Co chwilę jej przycinałam, i za chwilę wracały, rosły jak szalone! To była normalnie gęstwina pięknych zdrowych włosów, ale ja ich nie ogarniałam. Ona nie dawała się czesać, miała bardzo wrażliwe cebulki, więc prosiłam koleżanki i fryzjerki żeby ją rozczesywały chociaż raz na tydzień, wyobrażasz sobie?! Potrafiłam specjalnie jechać do znajomej wieczorem autobusem żeby Wice włosy rozczesała… a trwało to jakieś dwie godziny… Jak sobie przypomnę to aż mi słabo. Ale teraz powiem ci hicior. W pierwszej klasie Wika złapała ospę i dwa tyg siedziała w domu. W tym czasie dzwoni do mnie znajoma matka i mówi, że mamy niesamowitego farta z tą chorobą, bo… w szkole zapanowała wszawica, wyobraź sobie 100 % klasy! 100%, nawet u chłopców! Rzeczywiście fart niesamowity, nawet nie chcę mysleć, co by było, gdyby… Z takimi włosami… i jeszcze pewnie by na Oliwię przeszły… Jezu.
      Swoją drogą to niesłychane, żeby jeszcze w 21 wieku takie rzeczy się działy:(

      Polubienie

      1. A co w tym dziwnego? Sprawdź nazwiska dzieci w klasie. U mnie był cygan, nie nazwisko, tylko przynależność, …przed komunią wszystkie miałyśmy włosy do skóry obcięte, tylko jedna Oleńka się uchowała, bo jej ojciec dzień w dzień siedział i rozczesywał i trutki lał – jedyna poszła z warkoczem do komunii. Co prawda to był wiek XX 😉

        Polubienie

      2. O kurcze! Biedulki:(
        Tak, za naszych czasów to częściej spotykane. Dziwiłam się tylko, że jeszcze za czasów moich dziewczynek też się zdarzało…
        Na poprawę humoru mogę dodać, że i ja do Komunii szłam jak na ścięcie, bo… ścięta pod garnek 😀 Jak mówiłam: wiecznie mi e włosy opitolali (jest takie słowo?), bo niby szybko odrosną i będą gęstsze. Żadnej z powyższych rzeczy nie zauważyłam. Co do pierwszej, to nawet nie miałam okazji sprawdzić…

        Polubienie

  5. Raz w życiu złapałam wszy. W pociągu. Wracając z Twojego miasta, żeby było śmieszniej 😉

    Też miałam kiedyś takie długie włosy, że na nich siadałam. W ósmej klasie ścięłam je „na pazia”. Wyglądałam kretyńsko, a niestety już mi takie piękne nie odrosły 😦

    Polubienie

  6. Jaka cudna Tamaluga! A w tym kocim makijażu jaka słodka! 🙂
    Olitoria, hyhy – brzmi poważnie! Ahaja jakoś mi się z hajem kojarzyło ale tak wiesz, pozytywnie 😀
    Tamaluga dużo mówi – dobrze, jak każda prawdziwa kobieta! A ta wizja, kiedy krzyczy na biednego chłopaka KUPA…mistrzostwo świata! 😀
    No, noooo – ładnie się tu urządziłaś, postaram się niczego nie zniszczyć 😀 Gdzie postawić kaktusa?

    Polubienie

  7. Olitoria to Oliwio-Wiktoria? 🙂

    Świetnie mi się czytało te słodkie fakty o Tamaludze. Bardzo dobrze, że Mała ma taką siłę przebicia. Od razu przypomniało mi się bożonarodzeniowe przedstawienie w szkole Krystiana, na którym byliśmy 2 dni temu. Jedna dziewczynka wchodziła na scenę z taką miną, że nie wiedziałam, czy się śmiać, czy wzywać karetkę. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że wyraz jej twarzy sugerował stan przedwylewowy połączony z miną staruszka (bez urazy dla nikogo!), który właśnie zrobił kubę yyyy kupę w majtki, znaczy się. Najlepsze było to, że mąż mi szepnął do ucha: That’s me. Chodziło o to, że on był w wieku szkolnym bardzo nieśmiały. Aż mi się zrobiło ich obu szkoda!

    Dla kontrastu na scenie pojawiłam się ja sprzed lat! Ta dziewczynka miała nawet tak samo długie i brązowe włosy, jak ja. Śpiewała i tańczyła z takim samym zapałem, jak ja w jej wieku. Była na tej scenie przeszczęśliwa, a kiedy skończyła się jej rola i reszta dzieci zeszła ze sceny, ona zaczęła płakać, że nie chce! 😀 Nauczycielka pozwoliła jej zostać z kolejną grupą i wykonać również ich część przedstawienia. To było niesamowite! Na koniec wysyłała siedzącej na widowni mamie buziaczki. Ja się aż popłakałam ze śmiechu i wzruszenia. Skubana ma może 4-5 lat!! 🙂 🙂 🙂

    Polubienie

    1. Aaaa tu cię mam! Rzeczywiście, przeoczyłam ten komentarz i faktycznie odgadłaś nicka:) Tak, dzieci potrafią być przesłodkie w tym wieku.
      Popłakałam się jak zobrazowałaś minę tej dziewczynki haha! Dzieci są tak skrajnie różne, nawet wspólnie wychowywane. Wika była szalona i wszędzie się pchała, a publiczne występy to był jej żywioł. Oliwia za to nieśmiała i schowana za Wiką:) Jaka będzie Tamaluga jeszcze się zobaczy, ale póki co to szaleństwo, energia i bycie w centrum uwagi. Podoba mi się to, że lubi ludzi i bez przerwy się do nich uśmiecha, zaczepia…

      Polubienie

      1. My też z siostrą jesteśmy całkowicie inne. Aż ciężko uwierzyć, że pochodzimy od tych samych rodziców 😛
        Najlepiej zobrazowała to sytuacja, w której zasiadłyśmy obie do oglądania filmu z sześciopakiem piwa (dobrze, że chociaż piwo obie lubimy!). Tak długo szukałyśmy filmu, który nam obu by pasował, że w końcu zostało nam po jednym piwie….. Żeby już zakończyć te bezowocne poszukiwania, zdecydowałyśmy się na film, wokoł którego był wtedy niezły szał, czyli ekranizacja „Twilight”. Film był tak denny, naiwny i sztuczny, że stwierdziłyśmy, iż musiałyśmy trafić na parodię… Okazało się, że nie! Hahaha 😀

        Polubienie

      2. Takie wspólne szukanie tego, co was połączy (w tym wypadku filmu) też was łączy! No i skoro obie stwierdziłyście, że denny, to obie macie podobny gust:)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s