Dwa oblicza „ojojoj”. Z pamiętnika podwójnie osadzonej (w pyle i w pokoju)

Gdy słyszę „ojoj!” To znaczy, że Tamaluga coś zmalowała. Albo coś upuściła, albo na coś wpadła, ewentualnie przełączyła kanał lub pomazała długopisem książkę. Oczywiście „niechcący”. Gdy słyszę „ojojoj” to znak, że się czegoś przestraszyła. Podwójne „ojojoj, ojojoj” oznacza, że zmalowała coś takiego, co ją samą przestraszyło, a więc należy rzucić wszystko i lecieć do pokoju.

Tamaluga od kilku dni mówi na mnie „musia” (utworzony z lenistwa skrót od „mamusia”). Uwielbiam to w jej wykonaniu, i skubana dobrze o tym wie. Gdy coś przeskrobie, głaszcze mnie po twarzy, powtarzając „musia, musia, moja musia”. Boszszsze to dziecko mnie rozwala!

Sama w to nie wierzę, ale w piątek stuknęły jej dwa latka 🙂

 

Ostatnio coś mi nie pasowało w twarzy mojej sąsiadki z góry. Teraz się przyjrzałam: ma zielone brwi, ZIELONE. Może po ciemku dobierała kredkę? Może ktoś jej powiedział, że tak wygląda fajnie? Może to z okazji Walentynek?

 

Snajper za to wykrakała: wymieniają nam piony.

{ https://tamaluga.wordpress.com/2017/09/24/jak-utrzymac-poziom-w-pionie/ }

W piątek przyszło ich trzech: dwóch drabów i mały pomagier. Jeden drab dreptał w miejscu, drugi pociągał nosem, a mały poinformował nas, że od poniedziałku zaczynają, i że musi obejrzeć łazienkę. Mały, nachyliwszy się nad wanną, odsunął drzwiczki prowadzące do czarnych czeluści, z pajęczynami i rurami z dumnie sterczącym wodomierzem. „Ojojoj!” stwierdził. „Wodomierz nie do odczytania. Rura pęknięta. Druga uszkodzona. Ojojoj, OJOJOJ! powtórzył z kapsloka, a ja przysięgłam sobie, że jeśli jeszcze raz usłyszę „ojojoj”, kopnę go w zadek, aż wpadnie do wanny. Oczywiście draby też musiały zajrzeć, jeden po drugim, zasłaniając całe przejście. „Ojojoj, jaka rura! Ojojoj!” (trzymajcie mnie). Oczywiście za chwilę przybiegła podniecona słówkiem, Tamaluga. Stanęła w bezpiecznej odległości i powtórzyła z powagą „ojojoj”.

„Czyli co, spotykamy się w poniedziałek” powiedział mały i poszli sobie.

Nie spotkaliśmy się w poniedziałek. Przynajmniej w tamten. Dobrze, że nie wynieśliśmy łazienkowych sprzętów, jak niektórzy sąsiedzi. Nadgorliwość gorsza od sraczki, (chociaż w sytuacji odcięcia drogi do kibla, już nie jestem tego taka pewna). Na fachowe trio przyszło nam poczekać do następnego poniedziałku. A już się cieszyłam, że zapomnieli albo zmienili zdanie.

Wjechali o ósmej rano, o ÓSMEJ! Teatralnie hałasując sprzętem i trzaskając drzwiami. Odcięli wodę, rozwalili połowę łazienki, narobili smrodu, hałasu i chaosu. Siedziałam z Tamalugą w pokoju, starając się nie stresować i nie oglądać wodospadów. Łomot dochodzący zza drzwi wyraźnie sugerował, że wraz z rurami poszedł strop, a może nawet i podłoga… Wyobraźnia podsuwała mi zatrważające obrazy i póki co, wolałam tego nie sprawdzać. O godzinie 13 zapanowała złowieszcza cisza. O 13:10 nieśmiało wyjrzałam z pokoju: „Nie ma kogo”, jak mówi Tamaluga. Czy oni wyszli i nie wrócą? Czy oni wyszli, i wrócą w najmniej spodziewanym momencie? Czy wciągnęła ich ta, całkiem spora dziura w podłodze? Moje serce wyrywało się do pierwszej opcji, (chociaż nie zamykałam się też na ostatnią) zwłaszcza że to pora drzemki Tamalugi.  Nagle drzwi się otwierają i wpada mały pomagier: „Nie musi pani za bardzo sprzątać, bo wracamy jutro rano.”

Nie wrócili.

W środę też  „nie ma kogo”. Zaczęłam już snuć śmiałe plany oczyszczenia łazienkowej podłogi, ale  przyszli. Oczywiście o której godzinie? O 13! Wparowali z wiertarami i rezolutnym żarcikiem, że lepiej późno, niż wcale  – wprost na Tamalugową drzemkę. Porobili może z godzinę i przenieśli się do sąsiadki, ale Tamaluga już wybiła się ze snu i o drzemce nie było mowy. Przez następne 10 minut szukałam miejsca na ścianie, w które mogłabym walnąć głową. Właściwie trudno stwierdzić czego dokonali przez tę godzinę, bo łazienka wyglądała tak samo jak przedtem. W takim tempie to będzie trwało jeszcze z tydzień. Jeśli nadal będą przychodzić co drugi dzień – to i dwa tygodnie. Jutro Wiktoria ma studniówkę. Nie widzę tego dnia bez dostępu do łazienki.

Dzisiaj jest czwartek. Wiercą i kują od rana. Zaraz ogłuchnę. Tylko raz odważyłam się zajrzeć do łazienki, by stwierdzić, że wyciągnęli rurę, którą w poniedziałek wsadzili. Gratuluję. Siedzę w pokoju z Tamalugą, która nie rozumie dlaczego nie możemy z niego wyjść. Staram się ją zabawiać, staram się wstrzymać siku i nie oglądać wodospadów. Staram się zignorować pył i kurz, wdzierające się do pokoju szparą pod drzwiami. Staram się zignorować brudne włosy i ręce oraz świadomość, że woda jest odcięta.  Staram się nie oszaleć, chociaż właśnie to przychodzi mi z największym trudem. Przypominam sobie snajperkę, gdy ćwierka wesoło, że „zrobią nam piony i ciepłe rurki” i że „pięć razy do nich dzwoniłam, żeby wreszcie zaczęli, bo ile można czekać?!” Nie wiem, co jej zrobię gdy wreszcie wyjdę z pokoju, ale może zobaczycie mnie w „Breaking news” z zapikselowaną twarzą. Poznacie mnie po warstwie kurzu na włosach.

23 uwagi do wpisu “Dwa oblicza „ojojoj”. Z pamiętnika podwójnie osadzonej (w pyle i w pokoju)

  1. OJOJOJ!!! Pamiętam jak u nas wymieniali instalację i doprowadzali ciepłą wodę. Mama uznała, że w takim razie skoro demolują pół łazienki to już całą wyremontuje, bo i tak płytki pamiętające PRL zaczynały odpadać… a, że do pracy zaciągnęła znajomego, który robił to po godzinach normalnej pracy.. trwało to uwaga! 2 miesiące! A w międzyczasie albo bez wanny, albo bez kibla… albo bez światła (to akurat było romantyczne, taka wymuszona kąpiel przy świecach ;)) Kij z wanną, ale chodzić kilka razy dziennie do sąsiadki na siku było co najmniej krępujące, nie mówiąc o 2jce. Każdy woli robić 2jkę u siebie 😀 Jakoś przetrwaliśmy. A moja zdolna mama, jedyna w bloku ma i wannę i prysznic w tak małej łazience! 😀

    Polubienie

    1. Hahahaha!
      Nie ma jak 2jka na własnym kibelku, się wie!
      Jasne, że jeśli łazienka wymaga remontu, to takie akcje mogą być motywujące. Gorzej gdy ktoś właśnie sobie wyremontował… 🙂

      Polubienie

  2. Przypomniała mi się akcja z książki „Biała Masajka”, w której główną bohaterkę złapał „wodospad”, ale nr 2 (po zmianie klimatu z Europejskiego na Afrykański) i wyszła sobie tylko za róg swojej chatki z g*wna i tam na piasku załatwiła potrzebę, która w ciągu 5-u minut wyparowała za sprawą żaru lejącego się z nieba.
    Dwa wnioski:
    1. Człowiek cywilizowany utrudnił sobie życie
    2. Nie powinno się pisać komentarzy na urlopowym haju, na którym dzisiaj jestem od godziny 14:15.

    Polubienie

    1. Czytałam, czytałam, ale dawno i parującej kupy nie pamiętam.
      Urlop yuppiiieee!!!
      A wgl zauważyłam pewną dziwną przypadłość mojego bloga: to chyba jedyny, w którym najczęściej pojawia się słowo „kupa”… Sama nie wiem co o tym sądzić… 😀 😀 😀

      Polubienie

  3. Przeczytałam, że przyszło dwóch ARABÓW…
    No to faktycznie OJOJOJ – cokolwiek związanego z ewentualnym remontem łazienki wywołuje u mnie palpitacje. Brak łazienki cofa mnie do średnoiwiecza i mam przed oczami tylko turnieje rycerskie, taniec dworski i fale zarazy.
    Dwa latka – wszystkiego najlepszego! Ach te dwulatki 🙂
    PS. STUDNIÓWKA! Aaa! Mogę przyjść? Tylko zatańczę poloneza i wyjdę! Kocham poloneza!

    Polubienie

  4. Mojej Babci będą zdejmować junkers i ciepłą wodę doprowadzać, już się tego boje, bo niektórzy polscy „fachowcy” chyba typowo wygrali swój fach w toto lottku… Życzę Ci wytrwałości, bo sama ciężko znosze remonty których nie planowałam, czyli: sąsiadów i tych ogólno-mieszkaniowych :*

    Polubienie

    1. No, a dzisiaj to wgl armagedon… Wanne podłaczyli dopiero o 16, a kolejka do niej! Wika na studniówkę, Oliwia na urodziny… Niech ten dzień się już skończy…
      A, dziękuję w imieniu Tamalugi 🙂

      Polubienie

  5. Zdecydowanie „OJOJOJ”, koniecznie z caps lockiem. Zabrakło tylko obowiązkowego „Pani kochana, kto to pani tak spier….” – w wykonaniu któregoś z drabów. Skoro powyższy komentarz napisałaś w piątek, a dziś jest sobota, to pozwolę sobie zapytać, ja sytuacja na froncie. Czy „fachowcy” dokończyli robotę? Wrócą jeszcze? Czy odkryłaś, dokąd prowadzi dziura w podłodze? I najważniejsze: jak się Wiktorii podobała studniówka?

    Polubienie

    1. „Pani kochana, kto to pani tak spier…” Hahaha! albo „Kierowniczko, co się nie da, jak się da” 😀
      Komentarz pisałam w czwartek, a w piątek Wika szła na studniówkę, a Oliwia na urodziny, więc Armagedon! Właśnie wtedy było najgorzej! Wanne podłączyli z powrotem dopiero o 16!!! Przy okazji coś spieprzyli, co wywnioskowałam z ich okraszonych mięchem, podwaniennych szeptów. 😀 Podobno w poniedziałek nie przyjdą, ale we wtorek i środę już tak… HELP
      Ale studniówka się udała. Wika miała najładniejszą fryzurę i wszystkim się chwaliła, że mama zrobiła 🙂 Była jedną z niewielu osób niepijących, więc towarzystwo trochę jej się dało we znaki pod koniec. Ale i tak jest bardzo zadowolona:)

      Polubienie

  6. Nasi fachowcy podczas malowania klatek schodowych przemalowywali nam 3 razy drzrzwi. Raz na kolor scian potem na taki inny szary i na koniec na brązowo, bo jako jedyni mamy drzwi, które nie są z drewna. No brawo oni 🙂

    Polubienie

    1. 😀 😀 😀
      Gdy prosiliśmy o wymianę drzwi w mieszkaniu nie dostaliśmy odpowiedzi. Po dwóch latach pojawili się fachowcy, bez uprzedzenia: „Przyszliśmy wymienić drzwi”. No i wymienili wstawiając na odwrót. Także, tego…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s