Dlaczego snajper nie chodzi do kościoła

Codziennie odkrywam wiele rzeczy. Na przykład to, że wegetarianie to ostatecznie też ludzie. W dodatku mi najbliżsi. Wyluzowałam z gotowaniem 3 obiadów i jakże piękniej się zrobiło, jakże piękniej… Gotuję jeden, a imię jego, na przykład kurczak z ziemniakami, sosem i surówką. Serwis wychodzi z kuchni w wersji pełnej, powyższej oraz skróconej: ziemniaki, sos, surówka. Dlaczego o tym piszę? Nie mam pojęcia.

Błogosławieństwem jest oszklona brama naszej klatki, o czym przekonuję się każdego dnia. Widzę przechodzące sąsiadki, zanim jeszcze zejdę ze schodów, i zyskuję czas na szybką decyzję: wycofać się, czy dopuścić do konfrontacji. Jeśli to, na przykład Renatka, pierwsze rozwiązanie jest najlepsze. Gorzej, gdy na  zewnątrz czeka mnie niespodzianka: otwieram bramę i dopiero wtedy ją zauważam, co nie daje mi zbyt dużego pola do manewru. Zazwyczaj wtedy udaję, że jej nie widzę, bo jestem zajebiście skupiona na klamce (jakaś brudna dzisiaj, czy coś). Wtedy możliwości są dwie: Renatka mnie nie zauważa i wchodzi do swojej bramy, albo zauważa i wtedy za Chiny Ludowe nie wejdzie. Będzie stała i czekała na mnie, a w akcie desperacji może nawet podejść.

W sobotę nie miałam szczęścia. Renatka, zwana w niektórych kręgach Snajperem (wymyślone przez Tomka) niemal podbiegła do mnie w rączych podskokach. Stałym czytelnikom przypominam, że to prowodyrka wymiany pionów, niewtajemniczonych odsyłam do lektury, (z której dowiedzą się też, dlaczego jest Snajperem):

https://tamaluga.wordpress.com/2017/09/24/jak-utrzymac-poziom-w-pionie/

W każdym razie facetka dopada mnie przed blokiem. Nasza „rozmowa” trwa zaledwie dwie minuty, ale ile można dowiedzieć się o człowieku! Kiedyś myślałam, że Snajper jest normalną kobietą ze swoimi dziwactwami i trudnym charakterem. Potem nabrałam podejrzeń, co do stanu jej umysłu, ale dopiero po tej dwuminutowej pogawędce byłam pewna: klientka ma coś z garem.

Snajper: „Widziałaś tych ludzi?”

Ja: „Jakich ludzi?”, pytam bardzo ostrożnie. (Tych, co nie wiedzą dlaczego boję się zadać to pytanie – również odsyłam do w.w. wpisu).

Snajper: „W sklepie”.

Ja: „Hmmm”.

Snajper: „Nienormalni. Ci ludzie są nie-nor-mal-ni!”

Ja: „No…”

Snajper: „Stoją w kilometrowej kolejce, jakby jutro miał być koniec świata, a to tylko niedziela…”

Co prawda, to prawda.

Snajper: „No to mówię do nich: wariaci, jutro jest handlowa niedziela, han-dlo-wa! A oni dalej stoją…”

Ja: myślę co powiedzieć. W końcu rzucam zrymowanym żartem w stylu Karola z Familiady: „handlowa – palmowa!”

Snajper zerka na mnie spod byka: „Gówno tam, nie palmowa. Ja do kościoła nie pójdę!”

„Dlaczego?” pytam, przeklinając się w duchu. Co mnie to, ku*wa, obchodzi?!”

Snajper: „W życiu nie pójdę do tych chytrusów zakłamanych! Kiedyś chodziłam święcić palmę… Z jajkami też chodziłam, ale od 5 lat nie chodzę!”

Ja: (w myślach tłukę się młotkiem: zamknij się, zamknij się!) „Dlaczego?”

Snajper bierze głęboki oddech i teatralnie przewraca oczami. W tym czasie, w mojej głowie rysuje się obraz zbuntowanej opozycjonistki, walczącej za gorszy sort. Oczekuję idealistycznej historii, bo niezależnie od poglądów, szanuję ludzi walczących dla sprawy.

Snajper: „Kiedyś przyszłam z palmą. Byłam przed czasem. Usiadłam w pierwszym rzędzie, po środku, naprzeciwko księdza. A on co?! Tak wywijał tym mokradłem, ale tak wywijał, że… ani jedna kropla nie spadła w moją stronę… Ani jedna! Normalnie wody mi pożałował! Powiedziałam: nigdy więcej, i słowa dotrzymam!”

Ja: milczę. Nadal nie wierzę, że to koniec opowieści.

Snajper: „I co ty na to?!”

Ja: „Zatkało mnie”, przyznaję zgodnie z prawdą.

 

Jutro Wielkanoc. Pogoda jest, jaka jest. Na szczęście nauczona wieloletnim doświadczeniem – zimową kurtkę trzymam w szafie do maja.

Tomek zazwyczaj nie przeklina, ale dzisiaj powiedział brzydkie słowo na „k”, aż trzy razy pod rząd. Rzekłabym, że wyczerpał roczny limit. Pierwszy raz, gdy zobaczył, że skończył się majonez. Drugi raz, gdy przypomniał sobie, że Żabka czynna do 18. Trzeci raz, gdy spojrzał na zegarek i było pięć po.

Także, kochani, w związku z pogodą nie życzę wam mokrego dyngusa, bo można to źle zrozumieć. W związku z Tomkiem, życzę wam zapasu majonezu. W związku ze wszystkim życzę wam udanych świąt, takich, o jakich marzycie.

 

 

 

 

37 uwag do wpisu “Dlaczego snajper nie chodzi do kościoła

  1. …patrz, jakie skąpiradła, wody jej pożałowali! …nie wierzę, że to prawda, tam musi być drugie dno, powinnaś się poświęcić i zmusić do wyjawienia prawdy…
    Wszystkiego najlepszego! Zdrowia dla panny T – i dla pozostałych takoż, majonezu, czynnej Żabki i co tam sobie jeszcze Waćpani raczy życzyć 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ależ ty szybciutka, patrzcie państwo 😀
      Wolę ze Snajpera niczego nie wyduszać, nawet najprawdziwszej prawdy. Każdą minutę w jej towarzystwie muszę odchorować, także takowa wiedza mi wystarczy.
      Dziękujemy i wzajemnie, i wzajemnie 🙂

      Polubienie

  2. Muszę przeżyć Święta bez pomidorów, które uwielbiam. Na szczęście mały osiedlowy sklepik jest otwarty w poniedziałek 3 godziny! Także możliwe, że będę na nie polował. Chyba, że kiełbasa i jajka wezmą górę. Majonezu kupiłem aż za dużo 😀 Komuś przesłać?! Kurcze, to sąsiadka by mnie nie polubiła. Moja święconka i ja byliśmy kropieni wczoraj (w sobotę) dwa razy, a ja na mszy Wigilii Paschalnej kolejne dwa, w tym raz w ucho. Także chyba mam święte ucho, czy coś takiego 😀

    Polubienie

    1. O to, to! Ucho to jej ulubiony organ. Pałałaby zawiścią gdyby się dowiedziała. Wyobrażasz sobie ucho snajpera skroplone wodą święconą?! Toż to przyzwolenie na podsłuchiwanie i tworzenie plot, przyzwolenie od samego Boga!

      No, mi możesz przesłać, chociaż o 13 otwierają Żabkę, to szybciej kupię.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Życzę Wam zapasu majonezu na cały rok 😁

    U nas wczoraj mnie i Siostre deszcz odprowadził do domu po święcące. Wykorzystałam ten fakt i tak oto deszcz zaprowadził nas do sklepu, gdzie zamieniłam go w dobre winko 😂

    Polubienie

  4. Mam zapas majonezu. I to niechcący, bo na na ogół nie mamy go wcale. Ciekawe, kiedy wymyślą przesyłanie przedmiotów mailem. Zgłaszam się na ochotnika z majonezem.
    A Renatki, widzisz, ksiądz nie pokropił wodą święconą i może dlatego jest, jaka jest… 😉

    Polubienie

  5. Dzisiaj ludzie szukają różnych wymówek, dlaczego nie chodzą do kościoła.. kazda jest dobra… haha 😀

    My nie święciliśmy koszyczka, bo nie mamy xD Pewnie dopiero z dzieckiem pojdziemy. Z reszta po cichu liczę, że za rok to może pojedziemy do Polski na Wielkanoc? ;>

    Polubienie

    1. Bo święta nabierają mocy, gdy masz dziecko. Tak uważam. Zwykłą święconkę można zamienić w zabawę, na przykład koszyczkiem w kształcie pluszowej kaczuszki, którą dźwigały do kościoła moje dziewczynki, gdy były małe. Teraz doczekała Tamalugi i nadal jest w niezłym stanie.
      Wielkanoc w Polsce to prawdziwa Wielkanoc 🙂

      Polubienie

      1. Tak też mi się wydaje, że chcąc dzieciom przekazać Polskie tradycje i dać im tę magię świąt, może sama zacznę też znów ją jakoś odczuwać 😉

        Polubienie

  6. A to skąpiec jeden! Też bym się obraziła! A co! Podatki płacę a wodą mnie nie skropią?! 😀
    „Widziałaś tych ludzi”? – Samo w sobie pytanie powoduje skojarzenia z paranoją, kosmitami i głosami w głowie 😀

    Polubienie

    1. Nooo, pogoda dzisiaj nawet niezła. A wodę (bynajmniej nie święconą) nabyłam na stacji benzynowej, bo mi bezczelnie i z premedytacją Żabkę zamknęli. Koniec świata idzie, bo jakem żywa nigdy jej zamkniętej w dzień nie widziałam.

      Polubienie

  7. Jajcowe święta bez majonezu, to może się skończyć traumą do końca życia ;pp

    Mam nadzieję, że było miło, smacznie i rodzinnie i na Żabkę się nie wypniecie, że taki numer odstawiła ;p

    Polubienie

    1. Tak, kochana, ja już zapisałam się na pierwsze przedświąteczne spotkanie grupy wsparcia. Jest nas wielu – każdy stracił jakiś produkt 😀
      Nie wypnę się na Żabkę, chociaż poważnie rozważałam olanie jej. Wodą w poniedziałek.

      Polubienie

  8. Nam ksiądz nie skąpił wody, oj nie skąpił. Dziewczyny do tej pory mówią, że ksiądz je „dużo pokropił”

    To ja Ci opowiem jak u nas było w ogóle ze święconką. Mówię do Misi, że będzie malowanie jajek, szykowanie, święconka, a ona na to tupie nóżką, że nie, że nie będzie, że nie chce! Ja skołowana o co chodzi, czemu pomysł świąt jej się nie podoba, więc mówię raz jeszcze a reakcja taka sama. Hmm. Pytam więc dlaczego święconka nie przypadła jej do gustu, a ona na to, że jak jest śmierdząca to ona nie chce! Hahaha. Dopiero po chwili załapałam, że ona z zeszłego roku nie pamięta słówka „święconka” i jedyne znane jej i podobne słowo to „śmierdząca”
    Dobra, do brzegu, do brzegu. A więc konkluzja jest taka, że może Twoja Snajper też ma jakąś traumę z dzieciństwa i to wcale nie ma nic wspólnego z wodą święconą… Może ona też myśli, że coś śmierdzi, ona będzie śmierdzieć, jej życie będzie śmierdzieć bardziej niż już śmierdzi… Wiesz, to może być głębsza sprawa 😉

    Polubienie

    1. A im głębsza, tym bardziej śmierdząca 😀
      Śmieszne te twoje dziewczyny… W końcu podobały im się święta? Moje miały dodatkową atrakcję – koszyk był pluszowy w kształcie kaczki. Dlatego one z chęcią z tą święconką chodziły… Teraz ma go Tamaluga, choć nieco już sfatygowany 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s