Takie czasy: górne hałasy, a wy nie wiecie o pęsecie

Najpierw było pogłośnienie muzyki. Potem wybuchy śmiechu. Potem nastąpiła regularna rozmowa, o dwa tony za wysoko i wzajemne uciszanie się. Wtedy obudziłam się ja. Ja, która z wielkim trudem zasnęła jakieś 20 minut wcześniej. Potem zaczął szczekać pies, bo ktoś uparł się że nauczy go paru sztuczek. Wtedy obudziła się Tamaluga. Gdy budzi się Tamaluga, to we mnie budzi się bestia.

Ale najpierw kulturka, żeby nie było. Dzwonię do Krzycha, ale nie odbiera. Po chwili dostaję sms „Oj, chyba za głośno jesteśmy. Oj, przepraszamy”. OK. Wracam do łóżka. Sytuacja wydaje się być opanowana. Na jakieś 3 minuty. Potem słyszę basy tak, jakby przystawiono je bezpośrednio do mojej ściany, co jest niemożliwe z uwagi na inne piętro i inny pion. Cholera, to już drugi raz w tym tygodniu. Jak zwykle w takich sytuacjach zastanawiam się dlaczego żaden z sąsiadów nie reaguje. Jak zwykle też, w takich sytuacjach marzę o domu z ogrodem w dzielnicy Wypiździew Mały, przy ulicy Wygwizdowej.

Tamaluga zasypia, co prawda, ale hałasy nie cichną, więc przewraca się z boku na bok i stęka. Dzwonię ci ja, po raz drugi. „Już, już będziemy cichutko”. Nie wiem, co inni rozumieją przez „cichutko”. Zawsze myślałam, że są pewne słowa – klucze, których znaczenie jest konkretne, stałe i niezmienne na całym świecie. Żyłam w błędzie.

Leżę jeszcze chwilę rozważając obudzenie Tomka, który po ciężkim dniu zasnął jak kamień. Obudzenie go było ostatecznością, gdyż wiem, że bez względu na jego osobisty stosunek do gospodarza – wszedłby do niego z drzwiami. Gdy tak o tym rozmyślam, Tomek ulega przebudzeniu. Otworzył jedno oko i zmarszczywszy czoło skupił je na zetknięciu sufitu ze ścianą. „Gdzie to?!” „U Krzycha”, wzdycham. No i dupa. Nie ma już odwrotu. Tomek przywdziewa spodnie dresowe, klapki i rusza na piętro. Przychodzi po minucie i jak gdyby nigdy nic, wraca do uprzednio przerwanej czynności. Właściwie do tej pory nie wiem, co tam zaszło, zapomniałam go zapytać. W każdym razie z piętra nie dochodzi już żaden dźwięk. Wiem tylko, że nie pozabijał imprezowiczów, gdyż ujrzałam wszystkich nazajutrz, przemykających do Żabki. Poznałam ich pomimo ciemnych okularów na styranych życiem fejsach. Myślę, że Krzychu przechodzi kryzys wieku średniego, który najwidoczniej u singli odbywa się w taki sposób.

Wiktoria już od jakiegoś czasu jest tzw kosmetyczną modelką, chociaż ja ją nazywam królikiem doświadczalnym. Korzysta z darmowych zabiegów u kosmetyczek, które się uczą. Na niej się uczą. Między innymi. Tym o to sposobem, zrobiła sobie na twarzy już chyba wszystko, co można sobie zrobić, poza depilacją brwi. No, co jak co, ale to chyba bym zauważyła. Zresztą nie wiem nawet czy istnieje coś takiego jak depilacja brwi, ale jeśli tak, to chyba nic mnie już nie zdziwi. Ostatnio musiała iść do dentysty, więc zapytała czy nie skorzystam za nią z darmowego liftingu rzęs z botoksem i henną. Z drugiej części zdania nie zrozumiałam wiele, za to uwaga moja skoncentrowała się na słówku „darmowego”. Weszłam, więc, że tak powiem, w ciemno.

O liftingu rzęs wiedziałam niewiele. Mniej więcej tyle, co o innych liftingach, czyli w zasadzie gówno. Wyobrażałam sobie, że usiądę w mięciusim fotelu, odchylę do tyłu główkę, wesprę nóżęta o podstawek. Może nawet w ramach „gratisu w gratisie” ktoś wymasuje mi stopy? Zawahałam się nieco, widząc stół jak do operacji, z ogromną, okrągłą lampą ustawioną prosto na gębę. U wezgłowia – dwa podręczne stoliki na kółkach, zastawione wypełnionymi po brzegi, chirurgicznymi nerkami. A przynajmniej tak mi się zdawało. Najpierw zdjęcie „Jak wyglądam przed”. Rzecz jasna z fleszem po oczach. Chyba po to, żebym osunęła się oślepiona na to łoże, gdyż obie pańcie dostrzegły moje zawahanie. Przynajmniej jedna z nich była po tym samym kursie, co kasjerki w Rossmannie, gdyż równie infantylnym głosikiem zdrabniała słowa. „No, to teraz chowamy włoski w czepeczek i zamykamy oczka”.

Pani Czarna była uczącą. Pani Blondynka – uczącą się od Czarnej. Naklejono mi coś na powieki. Górne i dolne (teraz nawet gdybym chciała otworzyć oczy – nie dałabym rady) i zaczęto dłubanie w moich rzęsach. Skojarzenie z operacją nie chciało wyjść mi z głowy. Niepokojące uczucie tak leżeć z zamkniętymi oczami, i być zdanym na obce baby. Przecież ja ich nawet nie znam! Nie wiem na co patrzą, co teraz robią… A może właśnie w tej chwili rysują mi na powiekach karne kutasy?! Markerem permanentnym, dla lepszego efektu i większej zabawy.

Cisza była niepokojąca, już wolałam gdy rozmawiały. Niepokojące były też odgłosy upuszczanych co chwilę instrumentów. No, co im mogło tak upadać? Pęseta? Grzebień? Oczywiście wyobraziłam sobie, że to skalpel. Co jakiś czas dobiegało też „ojej!”, co było już nie do zniesienia. Czułam się jak by zaszyły mnie zostawiając w środku gazik… W dodatku Pani Blondynka co jakiś czas miała czkawkę. Jej przepraszające stwierdzenie, że „to na tle nerwowym” jakoś mnie nie uspokoiło – wręcz przeciwnie. W końcu oznajmiła, że ona woli pracować w ciszy, bo rozmowa z klientką ją rozprasza, no i w ogóle, że klientki rozmawiając ruszają twarzą i coś jej się może nie udać.  To samo mogłabym rzec o jej czkawce.

Pomimo deklaracji o pracy w ciszy, usta jej się nie zamykały. Panie rozmawiały głównie o stylizacji rzęs, o stylizacji paznokci i o… światowych konkursach w stylizacji rzęs i paznokci. Przez moment ucieszyłam się, bo Blondynka weszła na temat swoich dzieci, ale trwało to tak krótko, że nie zdążyłam się nawet zorientować ile ich ma i w jakim wieku. Za to przez kolejne 10 minut dowiadywałam się o rodzajach i rozmiarach pęset, o tym, że „dzisiejsze pęsety to nie to co kiedyś”, i że „pęseta musi, no po prostu musi pasować do dłoni, bo inaczej dupa”. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Czy moja pęseta pasuje do mojej dłoni? Nie wiedziałam, że los pęset jest taki smutny i poczułam wyrzuty sumienia, że nigdy nie poświęciłam dłuższej chwili refleksji temu zagadnieniu. Nie przyszło mi do głowy, że pęsety mają rodzaje i rozmiary, a może nawet jakieś plany i marzenia… Zrobiło mi się zwyczajnie przykro i obiecałam sobie, że odtąd będę patrzeć na ten kawałek metalu z większym szacunkiem.

Dwie godziny. Dwie, bite godziny spędziłam w pozycji leżącej z zamkniętymi oczami. Gdy wreszcie je otworzyłam, pomyślałam, że chyba tak właśnie czuje się kret po przebiciu się do ogródka. Gdy myślałam, że nie można mnie oślepić jeszcze bardziej – pstryknięto mi zdjęcie „Jak wyglądam po”, po czym podano mi lusterko (też podświetlane, żeby nie było). „Ohoho, łał”, powiedziałam niepewnie, bo nie widziałam nawet swojej twarzy, tylko jasne, skaczące okręgi. Jeśli nie zorientowały się po tym, to moje przypieprzenie we framugę w poszukiwaniu drzwi – już musiało dać im do myślenia.

Dopiero w domu mogłam ocenić efekt, a ten był… żaden. Nie oczekiwałam, że będzie spektakularny  – w końcu to nie było przedłużanie (zresztą panie były zachwycone zdrowotnością moich rzęs, odgadując trafnie, że nigdy ich nie przedłużałam), no ale czegoś się spodziewałam. Czegokolwiek. Zawiedziona, wmówiłam sobie, że przynajmniej je podreperowałam, a to już coś.

W ramach P.S. muszę dopisać, że na drugi dzień wystarczyło pociągnąć delikatnie tuszem, żeby seksownie zawinęły się na górne powieki. No, to może te dwie godziny nie były tak całkiem stracone…

38 uwag do wpisu “Takie czasy: górne hałasy, a wy nie wiecie o pęsecie

  1. Ło matko! dwie godziny? zwiałabym już po półgodzinie. Zresztą ja nie wierzę w efekt pojedynczych zabiegów liftingu czegokolwiek, jak już to seria musi być 😉
    Przypomniało mi się jak sama pierwszy raz w życiu się pofarbowałam i …efektu nie było…żadnego. Do dziś nie wiem co zrobiłam nie tak.

    Polubienie

      1. to było lata świetlne temu, rudy kasztan zachciało mi się mieć na moich w sumie to nie wiem jakich, nieokreślonych w kolorze…raczej ciemne niż jasne- taka ciemna szatynka z naturalnych wychodzi.

        Polubienie

      2. nic a nic, choć ja się upierałam, że w słońcu jakieś refleksy rudości były widoczne, ale widząc miny patrzących w końcu i ja zwątpiłam ;D

        Polubienie

      3. Moja mama farbowała włosy na taki rudy kasztan. Robiła to od kiedy pamiętam i nawet nie wiem jaki ma kolor włosów 😀 Ale ona nie robiła farbą, tylko takim czymś, co się nazywało Chna. Kojarzysz?

        Polubienie

      4. Kojarzę, nigdy nie robiłam, ale Rodzinna przez lata się właśnie tak farbowała, aż w końcu zdecydowała się na blond u fryzjera. Ja przez lata po tym eksperymencie się nie farbowałam, a potem tylko u fryzjera, aż w końcu odważyłam się sama, z czego byłam dumna😀 bi tym razem wyszło 😀

        Polubienie

  2. Ja niemal co weekend mam naprzeciwko siebie takie imprezy, bywa że muszę zatyczki z papieru toal sobie robić, bo inaczej nie zasnę. Niby ludzie dorośli, koło 30tki a zachowują się jak debile…

    Polubienie

  3. Ja to nawet się stresuje jak mi robi kosmetyczka henne brwi 😛 Nie widzę co robi, ona wisi nade mną i albo wyjdzie, albo nie, haha… 🙂 Dzielna jesteś, że wytrzymałaś tak 2 godziny, mnie to by się zaraz zachciało do toalety i w ogóle 😛

    Polubienie

    1. No, wytrzymałam z wielkim trudem, ale przynajmniej wiem, czego już więcej nie zrobię 😀 Ja się tylko zastanawiam i wyjść z podziwu nie mogę, jak kobiety wytrzymują 5 godzinne przedłużanie rzęs…

      Polubione przez 1 osoba

      1. kurcze, a ja nawet pizzy nie lubię… Co za wybredna baba ze mnie! Chciałabym powiedzieć, że na 5 godzin mogłabym położyć się na solarium, ale potem Tomasz musiałby mnie zgarnąć zmiotką na szufelkę 😀

        Polubienie

  4. Miałam kiedyś takich sąsiadów z góry, którzy wiecznie urządzali imprezy. Któregoś dnia nie wytrzymaliśmy i poszliśmy z interwencją. Wstawiony, choć nie powiem, miły pan sąsiad oświadczył, że o co chodzi, przecież oni muszą się „wyluzować” Na co stwierdziłam, że też chciałabym się wyluzować i wreszcie do jasnej ciasnej iść spać, bo rano muszę wstać do pracy (to był środek tygodnia) Potem trochę się uspokoili, ale swoją drogą ja kupiłam sobie zatyczki do uszu – na początku mnie trochę bolały, ale się przyzwyczaiły a i dźwięk nie był taki ostry 😉

    Rzęski na pewno masz piękne i odżywione, tylko czekaj jak zaczną się zagęszczać same :)) Ale powiem ci, że chyba też bym miała takie odczucie, że Bóg wie co mi z nimi robią. teraz hennę robię sama, ale jak kiedyś chodziłam, to zawsze bałam się spojrzeć w lusterko, bo miałam wyobrażenie tego, że mogę wyglądać jak stara pudernica co to brwi nie posiada, ale za to ma grube wstrętne czarne kreski 😀

    Polubienie

  5. No dobra, lifting liftingiem, ale rozumiem, że tam była też jakaś henna plus botoks? W sensie BOTOKS RZĘS?!
    Kilka razy w życiu dokleiłam sobie sztuczne rzęsy i pamiętam doskonale ten moment podklejania ich jakąs taśmą, żeby nie uciekały (?). I potem otwarcie oczu prosto w pysk latarni morskiej. Bolało. Szczypało. Ale rzęsy były cudne 🙂
    Ale nie powiem…po rozmowie tych dwóch pań też bałabym się, że wyjdę stamtąd z kaktusem na czole.
    PS. Może Tomek poprosił grzecznie głośne towarzystwo, żeby byli ciszej, bo nazajutrz masz LIFTING RZĘS i wszystkich zatkało? 😀

    Polubienie

    1. Tak, botoks nakładały na rzęsy. A weź sobie teraz wyobraź, że moja mama z racji pracy w teatrze musiała sobie przyklejać rzęsy codziennie?! Nie podołałabym.
      Hahah, może i tak było, mnie też by zatkało 😀

      Polubienie

  6. Że rzęsy się robi dwie godziny to wiedziałam, i raczej się nie wybiore.. ale ten BOTOKS mnie by przeraził. Myślałam już, że oprócz tych rzęs to jakiś botoks ust albo co będą robić a Ty będziesz szcześliwa, że to Ty tam poszłaś a nie córa 😀

    Polubienie

  7. Jezzuu! Wiem o czym mówisz, u nas takie imprezy mają miejsce za ścianą conajmniej raz w tygodniu z racji dorastających sióstr męża i to już trwa lata!
    Co ja bym dała żeby się wynieść przed wakacjami.

    Polubienie

  8. Przepraszam, czy wynajęłabyś może Tomka na parę minut? Na przykład następnym razem, gdy sąsiad z bloku obok, ubrany w plemienny sportowy strój i wyposażony w megafon, będzie wykrzykiwał po zmroku nazwy klubów piłkarskich, które źle się prowadzą? Albo kiedy czcigodna matrona z naprzeciwka jak zwykle po północy wyjdzie wołać kota? Imię „Puuuszeeeeek!” wybrzmiewające w czeluściach nocy po raz setny z rzędu naprawdę brzmi złowrogo…
    I żeby nie było, Tomek nie działałby sam, tylko w duecie z moim ślubnym. Wynagrodzenie do ustalenia.

    Polubienie

  9. „Jeśli nie zorientowały się po tym, to moje przypieprzenie we framugę w poszukiwaniu drzwi – już musiało dać im do myślenia.” 😁😁😁 Kurcze, otworzyć oczy po 2 godzinach „w ciemności” i jeszcze dostać od razu lampą po oczach to niezły hardcore. Dzielna jesteś, że wytrzymałaś tyle czasu 🙂 Ja chciałabym sobie kiedyś przedłużyć rzęsy, ale właśnie wizja minimum 2-3 godzinnego leżenia na „kozetce” raczej zniechęca mnie do tego przedsięwzięcia 😉

    Polubienie

    1. A jeśli chodzi o hałasy w nocy to mieszkam w domku, na przedmieściach, i co noc regularnie mam za oknem koncert ptaszków między 2 a 3 nad ranem 😧 Gatunek nazywa się Kopciuszek i jest mega głośny, wkurzający, budzący co noc i nawet nie mogę zwrócić mu uwagi, żeby się zamknął bo wszystkim przeszkadza 😉

      Polubienie

  10. No dobra, Przyznam Ci się do czegoś … mój wyuczony zawód to …. kosmetyczka. Najpierw skończyłam studium kosmetyczne , później mi odbiło i na studia poszłam . Ale na początku lat 90 (mówiłam że wtedy różne dziwne rzeczy robiłam) pracowałam w gabinecie – ale nie na moje nerwy były babskie ploty i ochy i achy nad sobą i okolicami ….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s