Piękna pipa na dużym juju

Pies sąsiadki stanął w miejscu. Stanęłam i ja, i się gapię, bo nie mogę w to uwierzyć. Ona chyba też nie, bo też stoi i się gapi. „Ona jest cała czarna”, stwierdzam bez sensu, po czym dodaję: „Wiedziała pani o tym?” Sąsiadka przygląda mi się z irytacją. „Tak, wiedziałam. Ona w domu tak nie biega…” „Koti!”, woła Tamaluga, dla której wszystkie psy mniejsze od spaniela są kotami.

To ją chyba dobiło, tę sąsiadkę, bo szarpnąwszy smycz, zaciągnęła sukę do domu.

 

Tamaluga bezustannie odkrywa swój niewątpliwy talent plastyczny. Póki co, zawężony tematycznie. Mocno zawężony. Rysuje tylko dwa obiekty.

Dwie pionowe kreski biegnące (mniej więcej) z góry do (mniej więcej) dołu.

„Co to jest?”, pytam.

„To juju (zjeżdżalnia).

Ostatnio kresek przybyło, więc przez chwilę pomyślałam, że to tęcza.

„Co to jest?”

„To duzio juju”.

No, tak.

Drugi obiekt to (poniekąd) elipsa z okiem.

„A to co, kochanie?”

„To pipa! (ryba)” odpowiada i marszczy się patrząc na mnie, bo przecież to oczywiste.

„Piękne, Tamalusiu, w życiu nie widziałam piękniejszej pipy!”

„Rzekłbym to samo”, wtrąca Tomek, „ale mogę zarobić od mamusi w łeb…”

Także…

Na razie rysuje to naprzemiennie, ale może kiedyś doczekamy się pipy osadzonej na tym juju. Mogłaby przecież ta pipa zjeżdżać na tym juju do wody…

 

Wiktoria od dwóch tygodni pracuje w Międzyzdrojach. Ciężko pracuje. Muszę przyznać, że jest ambitna i wytrwała, nie znałam jej z tej strony. Wybrała pracę w gastronomii, gdzie cały czas jest ruch, chociaż proponowaliśmy jej butik naszej znajomej. Dobrze, niech pozna co to prawdziwa harówa. Gdy skończyła liceum stwierdziła, ze potrzebuje zmiany, czyli zrobiła tatuaż i przefarbowała się na blond. Znowu, po 4 latach zniszczyła swoje piękne włosy. Patrzę na nią i nie wierzę, że to moja córeczka, której jeszcze wczoraj śpiewałam „Jadą, jadą misie”. Od kiedy jest blondynką tym bardziej nie wierzę. W dodatku nie poznajemy jej z Tomkiem nawet z bliskiej odległości. Na szczęście nigdzie nie znalazłam konkursu na rodziców roku, także luz. 😀

Opuściłam się w czytaniu. Bardzo się opuściłam. Gdy wieczorem mam chwilę – wybieram laptop i blogi. Zerkam tylko tęsknym wzrokiem na półkę z książkami. I jak to pogodzić? Laptop z książką? Rozwiązanie nadeszło samo – spieprzyła się laptopowa klapa. To znaczy matryca. Rozdwoiła się. Właściwie rozczworzyła. I wiecie co? Wygląda teraz zupełnie jak książka… Można?

Sobota, tydzień temu, godzina 22. Leniwie przeglądam Internet w poszukiwaniu inspiracji na następny dzień. Patrzę: pchli targ. Kurde, no! Zawsze o nim zapominam, chociaż organizowany jest dwa razy w miesiącu, i to dwa rzuty beretem od naszego domu.  A może by tak tym razem, wystąpić w pozycji sprzedawcy? No i mnie wzięło i pogięło. Przystawiłam krzesło do pawlacza i z latarką w zębach (nie włączyłam światła, żeby nie obudzić Tamalugi) zaczęłam pośpiesznie wertować jego zawartość. Czy wy to znacie? Wiecie, że macie pełno nieużywanych rzeczy, co chwile nieproszone wpadają wam w ręce, ale gdy potrzebujecie coś znaleźć, to nie ma… U mnie nic nie było, bo wszystko, czego nie używam od razu wysyłam potrzebującym. I wiecie, gdy tak szukacie, podnieceni wizją niedzielnego handlu, najdurniejsze pomysły przychodzą wam do głowy… Po kilku minutach już WSZYSTKO w zasadzie nadaje się na sprzedaż, łącznie z gaciami waszych partnerów…

Dobra, kilka rzeczy się znalazło. Stolik (od czego kreatywność?) zastąpiła suszarka naciągnięta kocem. Nie sprzedałam wiele, ale i tak było fajnie. Targ przylegał do placu zabaw, więc i Tamalugę dało się ogarnąć. Poza tym ciepło, ale nie gorąco – idealna pogoda na kupczenie.

KUPCZENIE. Uwielbiam to słowo. Kiedyś z moim dawnym przyjacielem, Dżekiem, siedzieliśmy w pubie. Podrywała go jakaś kobieta, a gdy po krótkiej wymianie zdań wrócił do stolika, stwierdził ze smutkiem: „Liczyłem na długi i romantyczny związek, tymczasem ta pani tylko kupczy swoim ciałem”.

Posikałam się.

   DUZIO JUJU

   PIPA

Reklamy

46 uwag do wpisu “Piękna pipa na dużym juju

  1. Ja cierpię na tzw. zbieractwo czyli inaczej mówiąc mam mnóstwo „przydasi”, a jak przychodzi co do czego to nigdy nic nie mogę znaleźć, może właśnie powinnam robić to co Ty i pozbywać się niepotrzebnych rzeczy skoro i tak w większości przypadków nie wiem gdzie one są i nie mam z nich pożytku 😉 Ta ryba wyszła Tamaludze całkiem zgrabnie, teraz jak wiem, że to właśnie to zwierzę to jakoś łatwiej mi się ono skojarzyło ☺

    Polubienie

  2. Wszytko, co ma cztery łapy i futro, to „Koti”… Niektóre koti mówią au-au-au – a inne hauł-hauł… raz był taki, co to zdaniem Żaby mówił auuuUUU! ale fakt, podobny do wilka z obrazka, właściciel rzeczonego dostał ataku śmiechu… Dobrze masz, panna T przynajmniej zeznaje, co stworzyła, Żaba patrzy wielkimi oczami i czytam w tych ślepiach „No domyśl się, matką jesteś”…. Pikna pipa, pikna juju!

    Polubienie

    1. Jeszcze trochę i ty się informacji doczekasz. Póki co, chroń te twoje białe ściany, żebyś się sama wkrótce wśród białych ścian nie znalazła 😀
      Wilczury to zdecydowanie UUUUUU, nie koti.

      Polubienie

  3. Hahaha Pipa jest niezła 😉 Ciekawe skąd taka nazwa w ogóle. Juju to chyba ci wspominałam, że tak młodsza nazywała wszystkie misie jak była mała, a potem my tak nazwaliśmy kolegę, który wygląda jak MIŚ. Także jak przeczytałam tytuł posta „Piękna pipa na dużym juju” to ten tego no…. :P:P

    Polubienie

  4. 1 – Pipa na juju – jest w tym logika! No bo w sumie którą stroną ciała się po juju zjeżdża? Chociaż po przeczytaniu tytułu oczami wyobraźni zobaczyłam Pippę Middleton jadącą na rowerze. To dopiero zagadka!
    2 – Zmiany są cool! Samej marzy mi się blond, ale Dziubas chyba by mnie wyeksmitował 🙂 Gratuluję Wiktorii wytrwałości!
    3 – Laptopa zostaw sobie na zimę – będziesz nim mogła odśnieżać parapety.
    4 – U nas nie ma niepotrzebnych rzeczy, bo jestem uczulona na zbieractwo. Raz na jakiś czas pozbywam się wszystkiego, czego nie używamy. Chociaż z takiego targu na pewno bym coś do domu przyniosła… 🙂
    5 – No cóż – jest zarówno taki rodzaj mężczyzn, jak i kobiet, którymw głowach tylko kupczenie… 😛

    Polubienie

    1. 😀 royal bike 😀
      Nad blondem nigdy się nie zastanawiałam, chociaż kiedyś, raz zrobiłam sobie blond pasemka. Gdy wyszłam od fryzjera i podałam rękę
      5 letniej Oliwii – nie poznała mnie i była bliska płaczu 😀
      Pozostając przy temacie – jestem bardzo ciekawa jak ty w tym odrastającym bobie wyglądasz, na pewno sexy 🙂
      Kupczenie to mi się już zawsze będzie z Dżekiem kojarzyło. Miał takie słownictwo, że można wyć ze śmiechu. Kiedyś opowiadał o swoim piesku z dzieciństwa. Pytam, co się z nim stało, a on, że „pewnego razu zasnął w Panu”. 😀

      Polubienie

  5. Moja dwuletnia Tuśka- łojesuuujkiedyto bylo- wykończyła kumpla, który pilnował swojego synka i jej, kiedy my z jego żoną pojechałyśmy na pół dnia do miasta na zakupy. Telefonów komórkowych wtedy jeszcze nie było, a moja córcia jak tylko się obudziła, to w ryk, że chce akenię i chłop się nie domyślił ;p

    Tuśka raz zaryzykowała z blondem i się przekonała, że jej nie do twarzy, po mamusi ;p

    Pomimo iż wciąż coś wyrzucam (wystawiam przed dom obok sklepu, żeby ludziska sobie wzięli) albo oddaję w ręce potrzebującym, to pewnie na taki targ musiałabym wziąć stół z jadalni ;pp

    Artystka Ci rośnie :)))
    I Brawa dla Wiktorii, ze pracuje 🙂

    Polubienie

      1. Moja córa jak miała 2-3 latka to wołała chuju chuju zamiast chusiu chusiu czy buju buju 😛 chyba wszystkie dzieci muszę przejść przez to 😉

        Polubienie

  6. Księżniczka dzieli zwierzęta według podobnych kategorii jak Tamaluga. Małe i włochate to „aaau” [miau] z wysokiego C, duże i włochate to basowe „łoł łoł” [hau hau]. Czyli wiewiórki, króliki, szynszyle i yorki zalicza do kotowatych, zaś psy, konie, krowy i foki (konkretnie maskotkę fokę, nie wiedzieć czemu różową) do psowatych.

    Nie wiem jak Tobie, ale mnie się baaardzo podoba Tamalugowy projekt placu zabaw. Mnóstwo kolorowych juju to jest to! Natomiast pipa zdecydowanie wygląda jak pipa – nie wiem, jak można to pomylić z czymś innym 😉

    Polubienie

    1. Hahaha, dziękuję:-)
      Tamaluga będzie ci bardzo wdzięczna za zrozumienie.
      Wiesz, na początku ją poprawiałam, ze to piesek, a nie kotek, ale zaburzyłam jej światopogląd, bo zaraz potem widząc konia, zapytała niepewnie „To kozia?”
      Także, już jej nie poprawiam 😀

      Polubione przez 1 osoba

  7. Podziwiam ludzi, którzy wybierają pracę w gastronomii, więc i podziwiam Twoją Wiktorię! Najgorsze jest to, że jak skończyłam 18 lat to też już garnęłam się do pracy, a teraz to by się chciało spać, a nie pracować, a tak niestety już nie można 😦 (znaczy mogłabym, bo studiuję, ale przez 5 lat przyzwyczaiłam całą rodzinę, że jestem panna niezależna… :D)

    Wkrótce ta zjeżdżalnia to będą dwie proste kreski i dwie wychodzące z niej parabole, a potem dojdą poziome, bo jeszcze drabinka oczywiście!

    Polubienie

    1. Ja też bardzo szybko zaczęłam pracować. Najpierw w sklepie muzycznym na chwilę, potem w butiku na chwilę, a potem w takiej firmie wędkarskiej, gdzie miało być też na chwilę i zostałam 8 lat.
      Myślisz, że projekt zjeżdżalni zostanie przez architekta ulepszony? Oby tylko ten architekt nie szukał takiego bardzo skomplikowanego w realu. Bo na bank wlezie. 😀

      Polubione przez 1 osoba

  8. MM to samo z czytaniem. Od 1.5 roku jak dostałam pod choinkę serie Harrego i postanowiłam ja przeczytac po raz kolejny, a potem wziac sie ,a inne książki… tak czytam harego i dopiero kończę Zakon Feniksa (jeszcze dwie zostaly) bo tak jak ty wybieram laptop ;/ trzeba sie zebac do kupy 😉

    Tamaluga jak zawsze wymiata!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s