Przygoda 4. Paryż

                                                                      rys: Dreamstime.com

 

 

To, że Amerykanie mają obsesję na punkcie Paryża, wiedzą chyba wszyscy. Dla nich na Francji zamyka się cała Europa. Wystarczy obejrzeć kilka seriali, między innymi „BH90210”, żeby to zrozumieć. Nie, nie zrozumieć. Żeby się o tym przekonać, bo zrozumieć czasami trudno.

Uznałam, że Paryż jest przereklamowany. To znaczy miasto ładne, i w ogóle, ale nie aż tak, żeby stojąc na wieży Eiffla krzyknąć WOW. Może wynikało to z faktu, że odwiedziłam go w listopadzie, a więc było zimno, a w Paryżu zimno jest podwójnie (przestałam dziwić się ich szaliczkom). Może też nastrój miałam nieodpowiedni, bo właśnie pozbawiono mnie lewej, górnej piątki, co już w samolocie, zaowocowało bańką na pół policzka. Może wreszcie i to, że jak by nie było – byłam w pracy, więc na zwiedzanie zostały mi 3 dni. Wiem, że wiele osób jest nim zachwyconych, Izzy, na przykład uwielbia Paryż i pięknie o nim pisze. Pewnie gdybym, tak jak Izzy, poznała go bardziej od kuchni, od krętych zapomnianych uliczek, też byłabym zachwycona. Niestety, nie miałam na to czasu. Tak, więc, uważałam Paryż za przereklamowany… do wizyty w Luwrze. To było coś, co zaparło mi dech w piersiach i na dłuższą chwilę pozbawiło głosu. Dla mnie, miłośniczki sztuki, było to jak „zobaczyć Neapol i umrzeć”.

Całe trzy dni zwiedzałam, zwiedzałam, zwiedzałam. Nogi odpadały mi stamtąd, skąd zazwyczaj odpadają. Zaliczałam zabytki, miejscówki, kawiarnie. Co by skrócić historię, opowiem wam o wieży Eiffla. O mozolnej na nią wyprawie.

Już na starcie, pod wieżą, zaczepił nas ciemnoskóry paryżanin oferując podświetlaną wieżyczkę Eiffla, za jedyne 20 euro. W dodatku ów młody człowiek kręcił się podejrzanie i rozglądał na boki, jak by handlował dopalaczami, co najmniej. O targowaniu się mogłam zapomnieć, więc z bólem serca nabyłam jedną.

Wchodzimy na wieżę. Chaos i dezorganizacja. Trzy kolejki, z których dwie utworzyły się zupełnie bez sensu, a stojący w nich ludzie nie potrafili mi wyjaśnić za czym stoją. Stanęłam i ja, a wspomnienia nasunęły mi obraz PRL-u. Okazało się, że stoimy w kolejce do windy, do której z kolei wpuszcza się po pięć osób. Pod warunkiem, że mają bilet, który, jak się okazało należy wcześniej nabyć w biletomacie, do którego stała inna kolejka. Chcąc nie chcąc wyleźliśmy z jednej kolejki i ustawiliśmy się w drugiej.

Winda wjeżdżała tylko na wysokość 2 czy 3 piętra, Potem sytuacja się powtarzała. Część ludzi rezygnowało i wybierało schody, część, w tym my, trochę windę, a trochę schody. Nagle tłumek ożywił się nieco: kawiarnia. Nareszcie, pomyślałam, prawdziwa francuska kawiarnia. Odpocznę chwilę na miękkim fotelu, wypiję kawkę, może nawet coś zjem… Wysiedliśmy i półka opadła mi do samej ziemi. Nasz lokalny dworzec, w latach 80 wyglądał lepiej. Długi kontuar, kilka stolików i tylko połowa dachu, przez co gołębie miały używanie. Także na mojej głowie. Odpoczęłam tylko kilka minut i zaczęliśmy się wspinać dalej, przy czym wchodzenie po schodach nie było zwykłym wchodzeniem po schodach. Z każdej możliwej strony otoczeni byliśmy tłumem turystów, więc stawialiśmy dosłownie krok za krokiem. W mojej głowie upłynęła cała wieczność, od kiedy zakupiłam figurkę za 20 euro. Byłam pewna, że na zewnątrz już zmierzcha, a ja jeszcze nie byłam na szczycie. Przypuszczam, że ludzie zaczynali już mieć halucynacje z głodu, zmęczenia i przesuwania się krokiem posuwisto powolnym. Spojrzałam na moich współpracowników – wymagali opieki medycznej. Nagle mój bliski przyjaciel, Turek, o imieniu Arda, postanowił nam tę wędrówkę urozmaicić.

„Ludzie!”, krzyknął po angielsku, „Ludzie! Widzicie tę kobietę?” – tu wskazał na mnie. „Ona jest chora psychicznie! Pomóżcie mi, ludzie! W tłumie nastało ożywienie. Wszyscy gapili się na mnie. Grupa Koreańczyków złapała za aparaty fotograficzne. Zajebiście.

„Słuchajcie, ludzie, ta kobieta od lat zaczepia ludzi pod wieżą! Twierdzi, że na szczycie jest uwięziony jej narzeczony i błaga wszystkich żeby ją do niego zabrali! Teraz przyczepiła się do mnie! Ludzie, pomóżcie! Powiedzcie jej, że tam nie ma jej narzeczonego! Ludzie, pomocy!” Zanim zdążyłam zareagować, kilka osób odsunęło się ode mnie na tyle, na ile było to możliwe w tym tłumie. Kilka innych spojrzało na mnie z troską, ktoś poklepał mnie po ramieniu, ktoś inny stwierdził, że jest psychologiem i chętnie pomoże…

Doszliśmy wreszcie na szczyt. W niewielkim pomieszczeniu, u góry, dookoła widniały małe flagi wszystkich krajów. A potem ten widok. Na cały Paryż. Piękny. Śmiało można było krzyknąć „wow!” i parę innych rzeczy.

Od ochroniarza, który między innymi pilnował, żeby nikt się na wieży nie podpisywał – Arda pożyczył długopis. Oczywiście podpisał się za naszą grupę. Na szczycie wieży, w oszklonych gabinetach stoją figury woskowe różnych znanych osobistości. Arda pociągnął mnie do jednej z nich, twierdząc, że to Alojzy, cioteczny brat jego przyszywanej babki ze strony ojca. Zaczął do nich  gadać, zaczepiał ludzi i przedstawiał im swoją woskową rodzinę. Następnie przedstawił mi kuzynkę teściowej jego brata, ale w tym momencie postać poruszyła się. To była pani sprzątająca, która spojrzała na nas z naganą.

Gdy wreszcie wyszliśmy z wieży, nadal stał tam ciemnoskóry chłopak, od którego kupiłam wieżyczkę. Odciągam go na bok, i mówię po angielsku: „Słuchaj, mamy zajebistą wieżyczkę za 25 euro. Nie chcesz kupić?” Gdy dotarło do niego, co właśnie powiedziałam, uśmiechnął się niepewnie. „No, dalej, jest naprawdę fajna, podświetlana, nie pożałujesz”. Odsunął się nieco. „Dobra, niech stracę: 22, 50 i ani centa mniej”. Biedak zaczął oddalać się coraz szybciej, a jego mina była bezcenna.

Oczywiście przygód było dużo więcej, między innymi wieczór na słynnym placu i portret wykonany przez jednego z tamtejszych „malarzy”. Nie wiem kogo malował, ale na pewno nie mnie, a zabuliłam za niego sporą sumkę.

O Luwrze nawet nie piszę, bo nie zmieściłabym w jednym wpisie. Żałuję tylko, że zaginął mi film (i zdjęcia) robiony po tajniacku spod kurtki.

Zresztą powrót do domu też był niezłą przygodą, o czym pisałam już tu:

https://tamaluga.wordpress.com/2017/07/07/o-tylkolotach-i-nie-tylko/

Co do zdjęć, to wypadałoby dodać jakieś, (TYM RAZEM takie, na których mnie nie ma, albo jestem niewyraźna :-P). Niestety niewiele zdjęć z Paryża zachowało się u mnie. Same zdjęcia też jakieś takie niewyraźne, bezbarwne… Cóż, wrzucam te, co znalazłam…

Woskowi panowie na wieży
Listopadowy (niestety) widok z wieży
Gdzieś między Katedrą, a pubem Katedra 😛
Mua i frywolne igraszki w Luwrze 😀

49 uwag do wpisu “Przygoda 4. Paryż

      1. Nie wiem jacy są Francuzi w innych regionach, ale paryżanie nie ujęli mnie, niestety. Pomimo ogromnych zysków z turystów są niemili, mało pomocni i przekonani o swojej wyższości. Nawet jeśli znają język angielski, udają że nie rozumieją ani słowa, żebyś się męczył. Niechętnie rozmieniają pieniądze, niechętnie wskazują drogę. Oczywiście, nie wszyscy, wiadomo, ale niestety bardzo wielu…

        Polubienie

  1. Podobny biznes można by zrobić na naszej Warszawskiej Stalince – tak Rosjanie nazywają Pałac Kultury
    Swoją drogą z Twoim
    doświadczeniem powinnaś oprowadzać wycieczki po Paryżu
    Szybko, zabawnie i bezstresowo
    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Stalinka… Pfff! Ale racji trochę mają 😀

      Moje doświadczenie ogranicza się tylko do wieży i najbardziej znanych zabytków, i na tej podstawie mogę stwierdzić, że Paryż jest dziwny i śmieszny.:-D Gdybym miała więcej czasu pewnie i doświadczenie byłoby większe. Ale oprowadzać mogę, spoko, w górę i w dół, po schodach. Ale z tym to najlepiej poradzi sobie córeczka Makbetki 😀

      Polubione przez 1 osoba

      1. Wyobraź sobie Księżniczkę na tych schodach, oprowadzającą wycieczkę, jak drepcze malutka, a za nią tłum Azjatów z aparatami. Księżniczka pokazuje paluszkiem na wszystkie strony i gada po swojemu, co jakiś czas mówiąc „ku ku” 😀

        Polubione przez 1 osoba

      2. Nie jestem pewna, czy Azjaci z aparatami by za nią nadążyli 😉
        Co do końcówki komentarza – tak by to właśnie wyglądało!

        Polubione przez 1 osoba

  2. Przyznam szczerze, że Paryż mnie jakoś nie pociąga. Nigdy tam nie byłam, ale też jakoś specjalnie o tym nie marzę. No, może o tyle, żeby „odhaczyć” to miejsce na mapie świata i móc potem mówić, że wiem, o co chodzi, bo byłam, a te luwry to mi nawet jadły z ręki 😉
    Z innej beczki: czy Tobie zdarzył się kiedyś jakiś zwyczajny wyjazd? No wiesz, taki, żeby pojechać, zrobić, co masz zrobić i wrócić bez przygód? Z ciekawości pytam 😉
    A co do kolegi Turka… jesteś pewna, że w drodze na tę wieżę to od Ciebie się ludzie odsuwali, a nie od niego? Bo on mi tu wygląda na bardziej potrzebującego pomocy specjalistycznej. 😉

    Polubienie

    1. Gdy tak o tym myślę, to chyba nie miałam „normalnego” wyjazdu. Zawsze coś. Jaki człowiek, takie doznania. A Turek spoko gość, z ogromnym poczuciem humoru. Nie raz przez niego popuściłam w gatki. Całe szczęście nie w trakcie wspinaczki na wieżę… 😀

      Polubienie

  3. Cóż Ci mam rzec. 10 lat temu był nie jeden handlarz barwy mocno opalonej, tylko 10. I oni wszyscy uciekali niby rącze gazele na widok mundurów francuskich policjantów. Aczkolwiek dała się wyczuć pewna nonszalancja w tym biegu. Strachu było jakby mniej. Mam dziwne podejrzenie, że zmiany szły dalej w kierunku zwiększenia liczby handlujących i zanikającego szacunku do władz, ale to musiałby potwierdzić ktoś, kto był ostatnio 😉
    NADAL widać na zdjęciach te włosy, za które można by zabić, więc się zastanów, czy dobrze robisz kłując tak w oczy doskonałością i długością 😉

    Polubienie

  4. Wolałabym drugi raz zobaczyć Neapol (jakoś nie umarłam 😜), niż wybrać się do Paryża, który gdzieś jest na szarym końcu listy do zobaczenia, choć Luwr kusi, a francuskie Alpy są cudne, co naocznie stwierdziłam.
    Pewnie jakbym była, to też bym się pchała na ten szczyt😀

    Polubienie

  5. No to jednak fakt, że sami Paryżanie raczej odpychają niż zachęcają do zwiedzenia miasta 😉 Czytam twoje opowieści nie pierwszy raz i zawsze się uśmieję. Ja też jak pamiętasz mam parę anegdotek z tego miasta, ale nie będę pisać, bo przy twoich przygodach to wszystko wypada blado :P:P
    Ja tak czy siak jak wiesz kocham Paryż, nie byliśmy nigdy z wycieczką, tylko sami, więc zawsze wybieramy termin po sezonie i miejsca, które nas interesują, z dala od tłumu. Dla mnie np.bardziej przereklamowane jest Lazurowe Wybrzeże, no, ale wiadomo, kto co woli. Ogólnie Francja piękna, polecam. Jak znajdę czas to na pewno napiszę o kilku miejscach innych niż Paryż 😉 Może dasz Żabojadom jeszcze szansę :P:P

    Polubienie

    1. No, właśnie, i ty miałaś szansę poznać go z innej strony. Jak widać, tylko Paryż, bo doświadczenia z ludźmi masz podobne. Wiesz co, Paryż jak Paryż, ale nawet Francja nigdy nie była na mojej liście „must see” 🙂 Co nie znaczy, że nie chciałabym kiedyś pozwiedzać.

      Polubienie

      1. Ja byłam w liceum na wycieczce szkolnej Francja-Belgia-Luxemburg i wtedy właśnie zakochałam się w niektórych miejscach i wiedziałam, że chcę tam wrócić jako dorosła. Na pewno sami Francuzi nie zachęcają, często mają się za kogoś lepszego, po angielsku nie chcą gadać itd. Gdyby na to patrzeć to faktycznie lepiej jeździć do Włoch, Hiszpanii czy Chorwacji, gdzie jesteś witana uśmiechem. Wiesz, kompletnie tego nie rozumiem, bo choćby weźmy taki Paryż to kupę kasy mają z turystyki.
        Najbardziej podobają mi się akcje „Łapiemy murzynów sprzedających breloczki z wieżą Eiffella” 😀 Nagle tysiące ich biegnie jak gdyby wystartował maraton, rzucają w krzaki tobołki z towarem a za nimi Żandarmeria :D:D

        Polubienie

      2. U, widzę, że poznałaś Paryż też od kryminalnej strony 😛 Co prawda, to prawda. Niby jedziesz do miejsca, nie do ludzi, ale trudno ich ignorować. Gdy ludzie są mili, uśmiechnięci i gościnni, to aż chce się tam, co najmniej wrócić, a może nawet zamieszkać 🙂 Teraz mnie taka refleksja naszła, jak ważni są ludzie w naszym życiu.

        Polubienie

  6. Ech, wiesz, gdy słyszę, że jakieś miejsce jest NAJ piękniejsze/lepsze/ładniejsze na świecie to włącza mi się czerwone światło. Bo zazwyczaj tak po prostu nie jest. W Paryżu nie byłam, ale efekt paryski miałam na…Santorini. Ponoć najpiękniejszej z wysp. Luwru jednak zazdroszczę. Zaszyłabym się tam na miesiąc…:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

  7. Stojąc w długiej kolejce, przychodzi mi na myśl jedna sytuacja, o której czytałam kilka lat temu:
    Wsiadając do zatłoczonego tramwaju młody chłopak krzyknął (podobno) do kumpla „Ahmed detonuj!” I wszyscy tak się pięknie zmyli , że tramwaj był ich 🙂
    Czasami też mam ochotę to wykorzystać 😛

    Ja o Francji a właściwie o Francuzach słyszałam niezbyt pochlebne rzeczy: np że są niesympatyczni dla innych narodowości, że udają że nie znają angielskiego i że się nie myją.
    To by w dużym stopniu wyjaśniło wredność i słabą higienę mojej teściowej, której ojciec był w połowie Francuz em 😛

    Polubienie

    1. Haha, ja wiem, że to nie jest śmieszne, z tym „detonuj”, ale niezły patent na wyjątkowo upierdliwych pasażerów 😀
      Twoja teściowa to w ogóle francuski piesek 😀 Szkoda, że bez kagańca…

      Polubienie

  8. Ja byłam w Paryżu jakieś 12 lat temu! Z przyjaciolka i jej ciotki. Moze bylam za mloda by docenic to miasto. Ale pamietam ze bylo brudno a fascynowali mnie czarni ludzie – w polsce ich się nie spotykalo w 50 tysiecznym miasteczku. 😛 A na wiezy bylam tylko na 2 pietrze i o 23 w nocy i tez na szybko, bo ostatnie metro by ucieklo. haha. Planujemy z P. kiedys wyskoczyc 🙂

    Polubienie

      1. Ło Matko! Nie uwierzysz co ja zrobiłam własnie by datę ustalić… Kurcze, w końcu znalazłam zdjęcia, gdzie na jednej focie w hotelu w Paryżu wisi elektryczny kalendarz na ścianie! Hahaha! Nie wierzę… I tak. Masz rację to było w 2005. 😀

        Polubienie

      2. 😀 A ja policzyłam zaczynając od ostatniej daty jaka pamietam szkolnie – w 2011 pisałam maturę, a w Paryżu byłam w wakacje PRZED 2 GIMNAZJUM. Czyli wychodzi mi tez 2005 😀😀 Ale ja w wakacje a Ty w Listopadzie 😛

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s