Dwójeczka

 

Zacznę od tego, że Wiktoria zdała maturę! Wbrew jej wcześniejszemu przekonaniu, że oblała matmę. Swoją drogą dziwię się, że ją zdała, bo w liczeniu punktów chyba nie jest najlepsza – wyszło jej o połowę mniej, niż dostała. Także, wiadomość przekazana, reakcja zwrotna w postaci pisków radości jej i współpracowników nadmorskiego Fast foodu (telefon dała na głośnik) – zaliczona.

 

Dzisiaj, dokładnie dzisiaj blogowi stuknęły dwa lata. Rozwija się wraz z Tamalugą, co mnie cieszy. Wiele się przez te lata wydarzyło, chociaż niewiele zmieniło w sytuacji, że tak powiem, ogólnej. Na stanie nadal jeden (i ten sam)  facet i trzy córki. Po drodze straciliśmy Pana Roniowego, najlepszego psa na świecie. Dziewczyny zmieniły/pokończyły szkołę. Wika zdecydowała się rozstać z chłopakiem, ja zdecydowałam się pójść do dentysty (o czym w następnym wpisie).

A ogólnie to, wiadomo:

Wszystkiego dookoła jest aż nadto, ale czasem zdarzają się takie informacje i doświadczenia, które naprawdę wywalają tok myślenia i wszystkie wyrobione zdania na dany temat – do góry nogami. Stajesz z rozdziawioną gębą, patrzysz na efekty swojego działania i mówisz : „O kurw*, no nie !!!! 

Tak, nadal jestem przede wszystkim zwariowaną matką:

Po czym poznać matkę? Po tapecie. W sensie nie, że na twarzy, bo to by było raczej po braku tapety, lecz po tapecie w laptopie, smartfonie, telefonie, wyświetlaczu w toalecie… ze wszystkich tych urządzeń, o ile należą do matki, uśmiechają się bezzębne szczęki, łyse łebki pokryte marchewką i te de, i te pe… Przecież to oczywista oczywistość… 

Dobrze, jeśli można ją poznać po tapecie, a nie, na przykład po zbędnych kilogramach:

Media narzucają nam bycie szczupłymi, zgrabnymi, zadbanymi matkami, bez rozstępów i cellulitu, chodzącymi w eleganckich strojach, na szpilkach z nienagannym makijażem i fryzurą. Miesiąc po porodzie każda musi chodzić na fitness, basen jakby nie miała innych obowiązków. 

Zanim zadbamy o ciało, zadbajmy o duszę. Bo to chyba dobry punkt wyjścia, co?

Romantyczna dusza jest dzika i pełna pasji, nie dla niej racjonalne kanony i nudna, monotonna rzeczywistość. Świat nie ma granic, bo nie ma jej też ludzka wyobraźnia, a głodne idealnej miłości serce musi się karmić szaleństwem.

Ponoć nie można mieć wszystkiego. Po pierwsze to nie do końca prawda, po drugie – po co nam „wszystko”?

Nawet jeśli, coś/ktoś nam przeszkadza w realizacji (celów), bo przecież nie żyjemy w próżni i na nasze plany i marzenia  mają wpływ różne czynniki, nie tylko my sami, to warto mieć w zanadrzu inną alternatywę, która również przyniesie nam przyjemność i uśmiechnięcie się do życia. Naszego. Ograniczenia nie są miłe. Żadne. Jednak warto zdać sobie sprawę, że zawsze mogłyby być gorsze…

Bo najważniejsze to czuć się dobrze z samym sobą. I cieszyć się z każdego dnia. Bo ostatecznie  życie nie jest takie złe. Potrafi zaskoczyć, dostarczyć emocji, czasami wkurzyć, ale częściej uszczęśliwić. Nie zamieniłabym go na inne i myślę, że większość z was też nie, nawet jeśli czasami, komuś przyjdzie do głowy, że mógłby żyć inaczej…

Wczoraj oglądałam serial o drwalach w USA i stwierdziłam, że mogłabym tam wyjechać i pracować jako poławiacz (?) drewnianych belek w rzekach Luizjany. Bo to taka moja wycieczka marzeń – bagna Luizjany zwiedzane motorówką. Zamieszkałabym w drewnianym domu na palach wbitych głęboko w bagno, karmiłabym aligatory, żuła tytoń i grała na banjo.

Zawsze można użyć wyobraźni i przeżyć coś innego. Taki sen na jawie. Choćby i erotyczny:

Powtórnie chciałem przymierzyć się do kroplówki, lecz i tym razem nie dane mi było. Przeszkodziło pojawienie się trzech przedstawicielek OBCEJ CYWILIZACJI. Wyglądały jak greckie boginie i widocznie umiały czytać w myślach, bo szybko zorientowały się, że nie taki jest mój ideał piękna. Zaczęły się przeobrażać. Po chwili stały przede mną: roznegliżowana Angela Merkel, najedzona Krystyna Pawłowicz i Anna Grodzka bez makijażu.

Na przykład. Co kto lubi i co komu pisane.

Nadal daleko mi do doskonałości, do której nawet nie dążę, bo po co pchać się w coś, co i tak skazane jest na porażkę. Chaos i porządek. Dezorganizacja i planowanie. Pośpiech i zawiecha. I próby ogarnięcia tego bajzlu, co jakiś czas. A wszystkim tym dzielę się z wami. Z własnej woli i bez środków przymusu bezpośredniego.

No cóż, jak widzicie praktycznie nie robię NIC dobrze. Ale daję radę 🙂 Wstawanie wcześniej też przerabiałam – nic to nie zmienia, bo wtedy wydaje mi się, że mam więcej czasu to i ruszam się wolniej. Wychodzę z domu o tej samej porze. I cóż mi pozostaje? Chyba przyzwyczaić się do wywieszonego języka.

Ostatnio stwierdziłam, że marna ze mnie koleżanka. Potrafię łatwo nawiązywać kontakty, ale tych już istniejących jakoś nie potrafię podtrzymać. W realu, rzecz jasna. „Nie martw się”, mówi Tomek. „Na blogu ci się udaje”.

No, fakt. 🙂

Nasze kontakty z bliźnimi coraz częściej przenoszą się do świata wirtualnego i przybierają formę bezcielesną. Czy to dlatego tak trudno nam znieść fizyczny kontakt z drugim człowiekiem, z którym, chcąc nie chcąc, musimy dzielić się przestrzenią…?

Oj nie, no. Nie jest tak źle. A, że nie zawsze jest kolorowo, to tylko dlatego, że:

Poznawanie nowych ludzi jest jak czytanie książek. Jedne nas nudzą po paru stronach, inne są świetne od początku, a do pozostałych trzeba się przekonać. A! I jeszcze musimy i chcemy wytrwać do końca, aby mieć swoje zdanie o przyswojonej lekturze.

I dlatego czasami szlag nas trafia. Bez sensu.

Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych…zawsze wiedziałam o tym doskonale, ale nigdy nie potrafiłam ograniczyć swoich nerwów do minimum. Zawsze znalazło się coś lub ktoś, kto wytrącił mnie z mojej wewnętrznej równowagi.

Nie warto. O  przyjaźnie trzeba dbać. Także te w realu. Dbać o ludzi. I nauczyć się wybaczać i starać się myśleć pozytywnie. Się nie wkurwiać. Też. Nawet, gdy ktoś jest mało ogarnięty (ja), to wtedy zwłaszcza, Nieogarnięcie nie sprzyja zacieśnianiu więzi. Więc wtedy zwłaszcza:

Jak na kobietę jestem istotą żałośnie mało spostrzegawczą. Dość powiedzieć, że na studiach cierpiałam katusze pozostając w niewiedzy co do obiektu świeżo mi przekazywanej plotki, kiedy nie pomagały ani szczegółowy opis ubioru danej osoby, ani wnikliwa charakterystyka jej relacji społecznych, ani nawet, Boże zmiłuj, personalia. 

No więc, nauczymy się ogarniać ludzi, przynajmniej poniekąd kojarzyć ich z twarzy. Tyle wystarczy. Na początek. Bo ludzie są ważni, w każdym razie na pewno wielu z nich:

Ogromną motywacją są także ludzie, którzy od początku witają Cię szczerym uśmiechem. Wtedy czujesz wewnętrznie, że dla nich też warto się starać. W końcu są takim power-bankiem w gorszy dzień, dodatkową siłą napędową. Kiedy widzisz, że swoją osobą sprawiasz komuś radość, to tym bardziej chcesz te uciechę nieść i głosić ją wszem i wobec.

A rzeczy poważne, smutne, a przede wszystkim takie, na które nie mamy wpływu – traktować z lekkim przymrużeniem oka. Śmiać się z nich, lub wręcz je wyśmiać:

Niektórzy ateiści twierdzą, że po śmierci nasza „dusza” rozpadnie się na cząsteczki, atomy czy inne gówno i w tej formie będziemy unosić się we wszechświecie… Pół biedy jeśli cząsteczki mojej duszy przykleją się do biustu jakiegoś lachona, bo wtedy i po śmierci będę mógł poświntuszyć.

Także, rzeczom smutnym mówimy stanowcze „raczej nie”. Czekamy tylko na te wesołe, z przeświadczeniem, że wszystko, co najlepsze jeszcze przed nami:

Czy też macie czasem wrażenie, że człowiek całe życie na coś czeka? Albo może inaczej. Też towarzyszy Wam takie ciągłe przeświadczenie, że ,,życie dopiero się zacznie”? W moim przypadku to wygląda tak, że odkąd pamiętam, jakieś poszczególne wydarzenia w moim życiu, na które czekam, wiążą mi się z takim uczuciem, że to będzie swego rodzaju ,,nowy początek”

A jeśli marzy nam się sukces, to powolutku, powolutku, wężykiem, małymi kroczkami, codziennymi czynnościami, a na pewno go osiągniemy:

Bo wiesz… szykujesz sobie dwie kanapki, obie z tym samym… i tak patrzysz potem na te kanapki i myślisz: kim ja jestem? co ja w życiu osiągnąłem? jaki sens ma to wszystko?…. a jak sobie zrobisz każdą z czym innym, albo nawet podzielisz na połówki i każdą zrobisz z czymś innym, to potem od razu widać, że człowiek sukcesu z ciebie…

Nie masz ochoty na śniadanie? Olej je. Olej i nalej. Sobie kawy. Takiej, jaką lubisz:

Mimo tego, co powtarzają nam wokoło, picie kawy w rozsądnych ilościach wcale nie musi być szkodliwe dla organizmu, ba, może nawet działać na niego zbawiennie! I nie powiem, to dobra wiadomość, bo ilość wypijanych przeze mnie filiżanek kawy czasem odstaje od normy. Zawarte w kawie polifenole zwalniają procesy starzenia, zapobiegają odkładaniu się cholesterolu w naczyniach krwionośnych i tym samym zmniejszają zagrożenie miażdżycą, zawałem serca i udarem mózgu.
Fajnie, co nie?

Fajnie. Skoro już to ustaliliśmy, to zostań przy kawie i skup się na rzeczach bieżących, pierdołach, odwiecznych dylematach:

Rozgorzała dyskusja. Na której randce można iść do łóżka. Czy z punktu widzenia mężczyzny lepiej zaprosić kobietę do siebie czy też raczej oczekiwać zaproszenia z jej strony. Każda z opcji miała swoich zwolenników. Każda z opcji miała plusy dodatnie i plusy ujemne. Nagle rozległ się okrzyk: „Wycieczka z klasztoru. Do broni…” 

I nie wolno nam, za żadne skarby zapomnieć o poczuciu humoru. Never!:

Nie ma co truć. Otworzymy szkołę 🙂 Nauczymy ludzi zarządzać poczuciem humoru. Kochana, będzie z tego taka kasa, bo ludzie dawno zapomnieli jak to przyjemnie się śmiać z własnej durnoty.

Kochani, z okazji urodzin bloga, taki oto suprajsik.

Pewnie już wiecie jaki.

Bo blog to Wy.

Cóż by bez was znaczył?

Kto rozpoznał swój tekst?

Wszystkiego najlepszego!

 

 

Reklamy

67 uwag do wpisu “Dwójeczka

  1. Aretha Franklin – moja bogini!

    Ja także nie mam pamięci do imion i twarzy, w ploty się nie bawię, a do tego mi jeszcze oczy łzawią na wietrze i od słońca, więc ślepa jestem jak kret i często zdarzyło się że kogoś nie poznałam na ulicy.

    Polubienie

  2. Widzę że przechodzisz w fascynację trenera😁😀😉
    Dzisiaj też pozostaje przy kawie
    Przyjaciółek mam w liczbie 2

    Przyjaciela the 1

    Wykopałam
    To chyba nie był przyjaciel
    A i kocham swoje życie
    Mega
    😂😇
    Widzę że ty swoje też
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Gratuluję Wiktorii zdania matury. Tak czułam!!!
    Rozpoznałam swój tekst, chociaż z trudem, bo u Ciebie brzmi jakoś tak mądrze, jak nie ja.
    Na kolejne latka życzę oczywiście weny twórczej, coraz większego grona czytelników i, kto wie, może jakieś publikacji książkowej?

    Polubienie

    1. Mialam tak samo! Co więcej, po przeczytaniu tekstu do końca musiałam się wrócić, żeby swój znaleźć… :O

      Dziekujemy! Mega pomysł i mniemam, ze sporo zachodu Cie kosztowal. Chyba , ze od zawsze zapisujesz na bieżąco jak jakis tekst wpadnie Ci w oko? Ale nawet wtedy takie polaczenie tego w jedność to nie takie proste hop siup zadanie… 🙂 Brawo!
      Wszystkiego najlepszego z tej okazji! Pisz dla nas dalej, bo Twoj blog nalezy do moich ulubionych 😉

      P.S. To mi zwrocilo uwage, ze niebawem mnie stuknie rok.. a wydawaloby mi sie ze dopiero zaczelam pisać kilka tygodni temu..

      Polubione przez 1 osoba

  4. Ojej, zostałam zacytowana, ojej! Sława, pieniądze, mężczyźni… wszystko to przede mną! 😀

    No dobra… Wystarczy mi mój jeden haha. Fajnie, że rocznica w lipcu, bo lipiec jest ekstra, po 1. urodziłam się ja, a po 2. też mam bloga z tego miesiąca!

    Gratulacje dla Wiktorii, zdolna dziewczyna i tyle, kto by śmiał twierdzić inaczej ❤

    Polubienie

    1. No, właśnie! Dobrze, że się zreflektowałaś… A gdyby tak P to przeczytał? 😛 No, dobra. Podziwu mężczyzn nigdy za wiele 😀
      Tyś lipcowa, to i dla ciebie Happy Birthday!
      I w ogóle dziękuję, dziękuję… ♥

      Polubione przez 1 osoba

  5. Ale niespodzianka! W pierwszej chwili nie zorientowałam się, że to MÓJ fragment, tylko zaczęłam się zastanawiać, kto jeszcze oprócz mnie rozmyśla nad romantyzmem i duszami? Haha 😀

    Super pomysł 🙂

    P.S. U mnie na tapecie żadne dzieci nie widnieją 😛

    Polubienie

      1. A, powiem ci, że nawet nie wiem w tej chwili… Ja z tych, co to telefon mają…gdzieś tam mają, w kuchni, którejś z torebek, nigdy nie pamiętam. A że zaglądam do niego rzadko, to i tapety nie pamiętam, bo czasami zmieniam. Chyba cały czas mam kolorowe kulki (?) hahaha!

        Polubienie

      2. Zawsze coś mrocznego, albo sennego. Teraz śliczny balon na tle atramentowego nieba z gwiazdami. Balon też ma takie kolory. Bardzo senne i uspokajające 🙂

        Polubienie

  6. Jacież, impreza mnie prawie ominęła! Zostało coś jeszcze? 😉 A na poważnie, z okazji tej wielkiej uroczystości życzę CI, aby codzienność była dla Ciebie kopalnią inspirujących wpisów. Tych pozytywnych oczywiście;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

  7. W takim razie życzę Twojemu blogowi i Tobie wszystkiego najlepszego i wielu tematów do pisania a Wiktorii gratuluję zdania matury. Sorki że dopiero teraz komentuję, ale często po pracy nie mam już siły… Miłego dnia 🙂

    Polubienie

  8. Kochana Olitorio, dziękuję za to, że jesteś, zawsze świeża i pełna pomysłów. Rewelacyjny tekst, jak to wszystko zebrałaś to nie wiem 😉 chapeau bas 🙂
    Z okazji urodzinek bloga życzę ci, żeby rozwijał się dalej wraz z Tamalugą i tobą, bo przecież z każdym wpisem jesteś do przodu 🙂 Jak to mówił Monk „im więcej wiesz, tym mniej nie wiesz” :)) A o ludziach to można się tu naprawdę wiele dowiedzieć.
    Gdzie to ciasto? Bo chyba dla mnie zabrakło, za późno przyszłam :(( oooo chociaż alkohol jest, dobre i to 😛
    Buziaczki dla mamusi i maturzystki. Brawo! ❤

    Polubienie

  9. Dwójeczka, nonono! 😀 To już coś!
    Bardzo pomysłowy wpis! Btw z drwali przerzuciłam się na Alaskę i teraz tam mogłabym mieszkać. I też grać na banjo. Zapamiętać: kupić banjo.
    Gratuluję maturki! Cytując klasyka: Ja wiedziałam, że tak będzie! :)))
    Pisz, pisz i jeszcze raz pisz!
    A wielorybek Dziubasowa kiedy tylko da radę, będzie wchłaniać niuanse 🙂
    Cmok :*

    Polubienie

  10. Odcięta od świata dopiero teraz dowiaduję się, że egzamin dojrzałości zaliczony- Gratulacje!!!👍👍👍
    Resztę doczytam jutro, bo mi się oka zamykają, nóg i półdupków nie czuję🤣

    Polubienie

      1. Łomatko! a wystarczyło wczoraj palcem w dół zjechać i już bym wiedziała, że blog z pieluch wyszedł ;ppp
        Kolejne więc gratulacje i życzenia, abyś dalej nas karmiła świetnym piórem z dystansem i ogromnym humorem!
        Uśmiechnęłąś mnie mocno tym tekstem ;pp
        :***

        Polubienie

  11. GRATULACJE!!!!
    sorki, że dopiero teraz i to wywołana do tablicy, ale tak czy inaczej, szczerze, jak na ten wiek (blogowy oczywiście), to nieźle galopujesz i oby tak dalej 🙂
    u mnie w kwietniu minęło osiem lat, przegapiłam zresztą w ferworze szukania czegoś innego….
    PS. Młody też zdał, najlepiej zresztą, z całej mojej trójki, co mnie, zarówno, niepomiernie zdziwiło, jak i ucieszyło…. On, na fali sukcesu, rozpoczął karięrę na magazynach 😀

    Polubienie

    1. Dziękuję 🙂 ♥
      Więc gratuluję i Wam! Magazyny, powiadasz… Taa, Wika w kebabie 😀
      A swój fragment u mnie odnalazłaś?
      Cieszę się, że wpadłaś, mam nadzieję, że w końcu na dłużej.

      Polubienie

      1. biorąc pod uwagę, co napisałam wyżej, to rzeczywiście 😀
        nie wiem, czy na dłużej, baruję się z tym moim „nowym” życiem i jakoś nie mogę go pokonać…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s