Ślimak, ślimak, wystaw gały, a to czelendż jest niemały

Zacznę od zacnego tematu płatków śniadaniowych. Nazywam je „Syrio”, tak z amerykańska, bo przeważnie dostarcza mi je mama. Zza oceanu. Od 20 lat. Jak wiecie mogą mieć formę płatków, kulek, kółeczek, gwiazdek i tak dalej. U nas rządzą kolorowe. Kulki albo kółeczka.

No, więc Syrio budzą we mnie skrajne skojarzenia. Przez moje starsze córki kojarzą mi się z Psem Pawłowa. Przez Tamalugę kojarzą mi się ze ślimakiem.

Gdy dziewczyny były małe, uwielbiały płatki z mlekiem. Poranny dźwięk Syrio wsypywanych  do miseczek uwalniał kolejne dźwięki, idealnie zgrane w czasie. Najpierw dźwięk wsypywania, odliczanie w myślach do trzech (w trakcie zalewania mlekiem) i plaśnięcie bosych stópek o podłogę, następnie odgłos ich truchtu w stronę kuchni. Zawsze i niezmiennie tak samo.

Jeśli rozchodzi się o Tamalugę, to… Owszem, lubi, i z mlekiem i na sucho, przychodząc ze swoją miseczką na żebry. Mówi „jeloł, pik, red” i wiadomo o co chodzi. Gdy po kilku minutach widzę pustą miseczkę, błędnie zakładam, że płatki zostały zjedzone. Otóż, nie zawsze doceniam kreatywność mojego dziecka, które dla Syrio znalazło wiele innych zastosowań.

Mamy taką piankową matę ze zwierzątkami, a raczej z kawałkami zwierzątek, które Tamaluga układa w ekspresowym tempie. Zwierzątka, skądinąd sympatyczne, mają jedną wspólną cechę – pozbawione są oczu jako takich. W ich miejscu znajdują się małe dziurki. Tamaluga najwyraźniej uznaje to za wadę, i codziennie rano stara się ulżyć im w cierpieniu. Zmiany po zabiegu są na pierwszy rzut oka niezauważalne. Wszystko zdradza ślimak. Popuszczam przez niego w gacie.

Efekty Tamalugowego dzieła, poniżej:

ZOOM NA ŚLIMAKA:

 

Pozostając w temacie Tamalugi i leczenia. Córka moja najmłodsza, choć nieogarniak i sowizdrzał, ma dobre serce i jest bardzo wrażliwa. Rzadko bywa smutna, przeważnie wtedy, gdy komuś z rodziny dzieje się krzywda. Jeszcze gorzej, gdy tę krzywdę sama spowoduje swoim nieokiełznaniem i szaleństwem. I tak, na przykład, skacząc po kanapie naskoczy Tomkowi na kolano, a ten w dodatku, nieopatrznie powie na głos „ała!”, Tamaluga wpatruje się w nieistniejącą ranę, przykłada paluszek do twarzy (czyli ma pomysł) i krzyczy „tiape!” Nazywa tak taśmę klejącą, którą traktuje jak plaster. Odrywa po kawałku i przykleja nam w różne dziwne (chore) miejsca. Tak, pieprzyki też się liczą. Gdy już wszyscy członkowie rodziny są solidarnie pooblepiani, a na jej czterdzieste piąte pytanie „Nie boli?” zgodnie odpowiadają, że „nie!”, przerzuca się na zabawki oraz inne sprzęty. I tak, w zeszłym tygodniu przez nasze mieszkanie musiała przejść prawdziwa epidemia, którą przeoczyłam. Najwidoczniej drzwi zaraziły kolejne drzwi, a te z kolei lodówkę oraz pralkę – wszędzie były kilkucentymetrowe plastry z taśmy klejącej. Królik miał chore oba uszy, łapki i plecy.  Miś łapki, pupę i głowę. Straciłam rachubę i pozostała mi tylko nadzieja, że szybko wyzdrowieją.

W zeszłą sobotę wchodzę do pokoju z odkurzaczem. Na środku stoi wózek z lalką. Na widok lalki niemal krzyczę. Ma zaklejone taśmą oczy. Pionowo. Każde z osobna… Wygląda jak kadr z horroru.

***************************

Zęby, jak wiecie, bolą mnie już od jakiegoś czasu, a ból leci ze mną w kulki przemieszczając się z jednej strony na drugą i z powrotem. Gdy stał się już, po jednej stronie nie do wytrzymania, zdecydowałam się na dentystę. Zrobiłam rentgen, wyszukałam w necie specjalistę (co wcale nie jest łatwe, może kiedyś o tym napiszę). W miejscu „cel wizyty” wpisałam wstępnie „rwanie, kurwa, rwanie”, gdyż desperacja moja była głęboka.

Pani stomatolog zajrzała mi w paszczę, raz, drugi, trzeci. Opukała, zmieniła światło, zmieniła kąt spojrzenia. Powiedziała „hmmm”, i „hmmm” jeszcze raz (szargając moje nerwy), poczym wezwała posiłki. Asystentka luknęła mi w paszczę, potem obie panie spojrzały na siebie i na mnie. Na rentgen, na siebie i znów na mnie. Oskarżycielsko.

– Czy pani do nas przyszła pochwalić się zębami?

Wciąż będąc pod wpływem szoku, pozbierałam się z fotela, słysząc, że mam zdrowe, silne i piękne (tak: piękne) zęby. Wyburczałam „do widzenia”, nie wiedząc co o tym myśleć. No, fajnie, fajnie, tyle że problem pozostaje nierozwiązany. Zęby, co prawda, bolą już mniej (może też pod wpływem szoku), ale jednak bolą… No i teraz co? Czy to stres?

***********************

Jeszcze raz usłyszę „czelendż”, „bekstejdż” i „floł” to dostanę spazmów, przywalę głową w telewizor, i zwymiotuję. Niekoniecznie w takiej kolejności. Noszzzzzzzzz! Czy naprawdę nie ma żadnych polskich odpowiedników?

Co to jest „floł”, ja się pytam??!! (Nad)używany tak ochoczo w każdym temacie?

Myślałam, że przynajmniej w odniesieniu do muzyki ma jakąś stałą definicję, ale skąd! Nic nie jest oczywiste.

W rapie flow związane jest z nawijką, czyli stylem rapowania. A co z innym rodzajem muzyki? Tak z angielska to przepływ, niby taki odpowiedni balans głosem. Aha.

No fajnie, ale przez to nadużywanie już nie wiadomo do czego się odnosi.

Tak, jak „filing”

„Po twoim wykonie stwierdziliśmy na bekstejdżu, że to był dla ciebie niezły czelendż, ale dałeś radę, bo masz floł i filing”.

Jezu…

 

 

 

Reklamy

35 uwag do wpisu “Ślimak, ślimak, wystaw gały, a to czelendż jest niemały

  1. Tamaluga jak zawsze wymiata.
    Z dentystą już szykowałam się na chwile grozy, a tu niespodzianka. Ale nic Ci dentystki nie powiedziały, na temat tego bólu z niewiadomej przyczyny?!
    A ostatnie zacytowane zdanie, rozwaliło mnie, i to aż mnie boli ogólnie. Też czasem wplatam angielskie słówka w rozmowę, ale na prawdę niektóre i najczęściej te, których nagle mi po polsku w głowie braknie, albo których polskich odpowiedników nawet nie znam. (tak na przykład w pracy do pakowania butów używamy TOTÓW (ang. Totes), niby to pudełka, ale nie takie zwykłe, bo plastikowe, ciężkie i ze specjalnym zamknięciem. I jakbym miała po polsku powiedzieć co masz mi podać, aby odróżnić TOTA od pudełka (zwłaszcza, że pudełek zwykłych, nam znanych tekturowych też używamy..) to nie mam pojęcia jak je nazwać. Skrzynką może, ale skrzynka to też raczej co innego w Polsce. A tego wszędobylskiego zastępowania polskich słów angielskimi w samej Polsce, nie trawię. Jak choćby brak możliwości zamówienia Kawy z mlekiem w kawiarni – mają tylko LATTE… 😛

    Polubienie

    1. No właśnie nic mi dentystka nie powiedziała. 😦

      Wtrącanie niektórych słówek jest zrozumiałe, zwłaszcza, ze tam mieszkasz, to w ogóle. Nawet mi, mieszkającej w Polsce się zdarza, że opowiadając coś komuś szybko, zgubię słówko polskie i zastępuję je angielskim. Kiedyś miałam pracę, w której mówiło się głównie po angielsku więc, słuchaj, nawet sny miałam po angielsku, wyobrażasz sobie? Hahaha! Ale oczywiście obie wiemy, o jakie nadużycia mi chodzi i obie ich nie trawimy. Niech sobie tam ludzie prywatnie gadają, ale w tv czy radio to jest nie do pomyślenia. I jak młodzież ma mieć szacunek do kraju i języka? W dodatku jeszcze są „spolszczane”, przekształcane gramatycznie, mieszane – część po polsku, część po angielsku… koszmar!

      Polubione przez 1 osoba

  2. U mnie długo płatki były ignorowane i bardzo z tego powodu cierpiałam, bo to najmniej skomplikowane śniadanie. Potem nadszedł czas, kiedy Tuśka czasem zjadała z mlekiem, Misiek tylko w wersji bez mleka i tak teraz je Pańcio, ale nie żeby jakoś entuzjastycznie. W sumie chyba dobrze, bo te słodkie to nic zdrowego i tylko z mlekiem według mnie mają jakąś wartość dodaną😉 Tamaluga nadała im nową😜

    Polubienie

  3. Dołączam się do Twojego czelendżu moim WYKONEM! Co to kurna jest ten WYKON? Bo ja rozumiem jeszcze zapożyczenia z angielskiego, skoro ktoś ma taki filing, ale „To był niezły WYKON?” Umieram, chcę ogłuchnąć i nie toleruję tego słowa!
    Ślimak z wytrzeszczem mnie zabił 😀 Jako miłośniczka horrorów chciałabym jeszcze zobaczyć te lalki!
    A co do zębów – skoro na rentgenie wszystko ok i podczas prrzeglądu niby też, to może to zwyczajna nadwrażliwość? Zmień szczotę na miękką i kup sobie Sensodyne – może akurat?

    Polubienie

    1. Słowo „wykon” doprowadza nas do szału. Pierwszy raz chyba padło z ust Chylińskiej, a potem już poszło.
      Hyhy, nie pomyślałam, żeby zrobić zdjęcie lalce, bo mnie wyprowadziła z wewnętrznej równowagi.
      Dokładnie to zrobiłam – szczoteczkę zmieniłam na miękką i kupiłam sensodyne i… bez zmian 😦

      Polubienie

    1. Żeby to było takie proste! Ale dziecię się domaga, dziecię jej szuka… Tyle jeszcze rzeczy do wyleczenia…
      „Oczy” ślimaka i innych – zachowam. Na ciężkie czasy. Gdy mi kiedyś zabraknie syrio, to wydłubię 😀

      Polubienie

  4. Masz flow? czuję się sto lat za murzynami bo kompletnie nie wiem o co chodzi. Naprawdę tak mówią w programach w TV?! Co do dentysty – prawie się popłakałam ze śmiechu – widzę że mamy podobne podejście. Może to faktycznie nerwobóle – oby szybko odeszły. W kwestii taśmy – gratuluję kreatywności. Mała jakoś się nie interesuje tym zagadnieniem – woli pomagać mi w kuchni…wiesz jak trudno jest zmyć z dziecka które nie lubi myć włosów mieszankę mąki i cukru?! ;)))
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

    1. O tak, a w programach typu talent show i innych konkursach taneczno – wokalnych to już w każdym i obowiązkowo.
      Może być, że to nerwobóle. Kurczę, muszę zapytać kogoś, kto miał…
      Ojeżuuu! Mąki i cukru nie przerabiałam! Współczuję 😀

      Polubienie

  5. Kreatywność Tamalugi wymiata 😉

    Dobrze że Ci jeszcze zębów nie pozaklejała taśmą 😛

    Ja też od jakiegoś czasu odczuwam silny ból zębów. Co najdziwniejsze – zawsze przed miesiączką. Ból jest nie do wytrzymania (leki przeciwbólowe nie pomagają) a po okresie jak ręką odjął na 3 tygodnie i tak w kółko.

    Dawno temu też bardzo bolał mnie ząb i też byłam u dentysty i też wszystko w porządku. Ząbki zdrowe, ale okazało się po prxeświetleniu paszczy, że jest ciut niedomknięty przy dzionśle przez poprzedniego dentystę i nie obyło się bez leczenia kanałowego.

    Z tymi zębami to może do neurologa się powinnaś udać.

    A badałaś się pod kątem endometriozy? U mnie bóle zawsze przed miesiączką się pojawiają i to wydaje mi się że może być związane z Zaburzeniami hormonalnymi.

    Polubienie

    1. No tak, nie pomyślałam, że może mi chcieć zęby tą taśmą okleić hahaha!
      Wiem, że ty też miewasz bóle zębów, pamiętam, że pisałaś o tym. Czyli u ciebie to też nie jest związane z chorym zębami, tylko z miesiaczką… Kurde.
      Nie, nie badałam się pod tym kątem. Hmmm.

      Polubienie

  6. Ja ostatnio (jakiś czas temu) oglądając mecz naszych piłkarzy, w przerwie napatoczyłam się na komentarze jakichś tam fachowców, podczas gdy jeden z nich powiedział „posibilizm naszych piłkarzy….” Nie można było tego ująć w naszych rodzimych słowach? 🙂

    Polubienie

  7. Mój P, moja Siostra i ja zwijaliśmy sie ze śmiechu, gdy czytałam im fragmenty o Twojej kochanej duszyczce Tamaludze! 😀 To takie cudowne, że dba o wszystkich i wszystko ❤ , tym bardziej kiedy obecnie dzieci widza tylko ekran smartfonów… Buziaki :*

    Polubienie

  8. Tamaluga rulez :P:P
    Oj hamerykańskie płatki są dobre, w końcu to sam cukier 😉 Moje ulubione to Lucky Charms, uwielbiam wyjadać z nich te marshmellowsy 😀
    Co do puzzli piankowych to u mnie w domu weszły już na kolejny poziom zastosowania – dziś dziewczyny okładały się nimi po głowie 😀
    Aż boję się pomyśleć co zaproponował dr. Google jak wpisałaś „rwanie k… rwanie”
    Pozdrowionka ❤

    Polubienie

  9. Uwielbiam Tamalugę!!! Koniecznie zachowaj te zdjęcia 🙂 Jak mała za parę lat zostanie światowej sławy ekspertem od przeszczepiania gałek ocznych, to będziesz mogła udzielać wywiadów i opowiadać, że marzyła o tym od dziecka ;).
    Z tą manierą wtrącania niepotrzebnych zapożyczeń spotkałam się na większą skalę, kiedy pracowałam w sklepie. Mieliśmy brifingi, mitingi, stoki i targety, a kierownik nosił plakietkę z napisem „store manager”. No litości… (I nie, to nie była sieć międzynarodowa!)

    Polubienie

    1. Hahahaha! O tak, niech ćwiczy za młodu!
      Store manager… bez komentarza.
      Ja w ogóle zauważyłam, że im mniejsze… coś, tym wyższe aspiracje. Piszę „coś”, bo niestety dotyczy to też szkół, a zwłaszcza takiej jednej, o której ci pisałam, w której Oliwia wytrzymała dwa miesiące…

      Polubienie

      1. Heh, nie. To tak po prostu w temacie zbyt wysokich aspiracji – dyrektor miał i nauczyciele lecieli z programem jak szaleni, obciążając uczniów ponad ich siły. Zadawane mieli tyle, że wszyscy zrezygnowali z dodatkowych zajęć i wyjść z przyjaciółmi. Kończyli odrabiać zadania około 1 w nocy, a i tak nie wszystkie, więc umawiali się na fejsbukowej grupie, kto co i za kogo dokończy. W życiu czegoś takiego nie widziałam. Oliwia po raz pierwszy płakała idąc do szkoły, w niedziele już bolał ją brzuch… Mówię ci, koszmar.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s