Jak było…

Wróciłam. Jak zwykle smutno było wracać, a tym razem chyba jakoś tak bardziej. Bałtyk jest cudowny, a Międzyzdroje to po prostu moje miejsce na ziemi. To jest takie miasto, które albo się kocha, albo nie znosi. Ja je kocham, miłością niezmienną, która przetrwała jego wzloty i upadki, lata państwowych wczasów i kameralnych festiwali, lata komercji i szpanu, gdy samochodów było więcej niż turystów, a drewnianą kładkę zastąpiono molem w takiej formie, jaka jest obecnie, a potem lata względnej stabilizacji. Miłością tą zaraziła mnie mama, ja zaraziłam dziewczyny, a potem Tomka.

Nocowałam w wielu miejscach, ale od czterech lat zatrzymujemy się u tych samych gospodarzy, tylko w innych pokojach. Zazwyczaj rezerwujemy pobyt dosyć późno, bo przy tak licznej rodzinie trudno jest ustalić ostateczny termin, ale zawsze nam się udaje. Tym razem, chyba z uwagi na pogodę, panowało istne oblężenie. Pozostał nam apartament przylegający do budynku, co wiązało się też z wyższą ceną. Trudno.

Pojechaliśmy we czwórkę; ja, Tomasz, Oliwia i Tamaluga. Wika, jak wiecie, już tam była, zasuwając w kebabie i nocując na drugim końcu miasta.

Na miejscu okazało się, że apartament, jak na swoją cenę, posiada pewne braki. Zazwyczaj nie oczekuję luksusów, ale zepsuta płyta grzewcza i brak mikrofalówki stanowiły problem. Głównie ze względu na Tamalugę. Poza tym zmusiło nas to do stołowania się poza domem (płytę wymieniono nam po 3 dniach), co znacznie uszczupliło portfele. Prysznic z hydromasażem i innymi bajerami miał zatkany odpływ, a tak zwany grzybek zatykający – urwał się przy pierwszym użyciu. Patio okazało się dużo mniejsze, niż sugerowało zdjęcie, a jedyny stojący tam leżak był złamany. Najgorsze jednak, że NIE BYŁO TAM CIENIA! To znaczy był, taki kwadrat, na jedno krzesło… Nie było też Internetu, ale to akurat nie stanowiło problemu.

Ze spaniem też było śmiesznie. Pierwszej nocy na kanapie spalam ja, Tomek i Tamaluga. Na rozkładanej amerykance – Oliwia. Obudziłam się o świcie, obolała i skopana przez Tamalugę, która właściwie też się nie wyspała. Drugiej nocy skopany został Tomek, więc nadmuchał materac i trzeciej nocy spał na nim, ja zostałam z Tamalugą na kanapie, Oliwia na amerykance. Tej nocy nie wyspała się Oliwia, bo amerykanka, najwyraźniej przeznaczona dla kogoś niższego wzrostem, wbiła się jej w kark. Kolejnej nocy zmieniliśmy układ na: ja z Tomkiem na kanapie, Oliwia na materacu, Tamaluga na amerykance. Wszyscy się wyspali, więc tak już zostało do końca.

W pierwszy wieczór przeżyliśmy chwile grozy, bo Tamaluga dostała wysokiej gorączki i wymiotów. Drugiego dnia rano jej przeszło, za to miała dziwną wysypkę na brzuchu. Trzeciego dnia dołączyło rozwolnienie…

Sinice?

Bardzo możliwe, tylko że wtedy nikt o tym nie wiedział. Alarm ogłoszono czwartego dnia. I tylko na jeden dzień.

Mimo wszystko, urlop się udał. Spędziłam dużo czasu z Oliwią nie tylko na spacerach i w morzu, ale też przy wspólnym buszowaniu w „tanich książkach” i czytaniu wieczorami przy latarni na patio. W Międzyzdrojach jest około czterech – pięciu miejscówek z tanimi książkami. Nigdzie jednak nie ma takiego wyboru, (ani tak niskich cen) jak w pasażu, na prawo za hotelem Amber Baltic. Człowiek wyłazi obładowany po brodę, i żeby nie zbankrutować musi odłożyć kilka przed kasą.

No i to morze… Boże, to jedna z najcudowniejszych rzeczy na świecie! Czy ktoś z was zauważył, jak pluskanie w morzu integruje ludzi? Ani w samolocie, ani w poczekalniach, ani w innych tego typu miejscach nie nawiąże się tylu znajomości, co podczas krótkiego spaceru przez fale, zanim się człowiek zdecyduje zamoczyć. Każdy czuje to samo. Każdy się do siebie uśmiecha. Każdy zagaduje. Piski, śmiechy, skakanie przez fale – pełna integracja. Dorośli, poważni ludzie, może na co dzień zajmujący jakieś ważne i nudne stanowiska – w tej jednej chwili stają się dziećmi. Zmywają z siebie problemy i pozwalają by fale uniosły je w nieznane… Łojezu, ale mi się romantyzm włączył!

Oczywiście, jak zwykle, pobyt tam leczy mnie z bezsenności. Zawsze wstaję bardzo wcześnie, wyspana i pełna energii (poza pierwszym skopanym rankiemJ ) Wyleczył mnie też z bólu zęba i w ogóle z każdego innego bólu. Rano otwierałam drzwi na patio i wpuszczałam do środka słońce, które było mocno aktywne już o siódmej. Słońce najpierw budziło Tamalugę, która przypominała sobie gdzie jest i od razu domagała się „duzia woda, myju, apa, śtopy”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „chodźmy nad morze, skakać przez fale”.

Drugą namiętnością Tamalugi stało się „auto brrra, siama, tatuś papa”, czyli kabrioleciki dla dzieci – 10 złotych za 10 minut. (Do rodziców 2,3 i 4 latków: warte każdych pieniędzy!) „Tatuś papa” nie był do końca trafnym zwrotem, gdyż tata z pilotem sterującym, szedł za szalejącą za kółkiem Tamalugą. Ona tego nie wiedziała, myśląc, że sama prowadzi, chociaż kierownica nie miała blokady i jej manewry znacznie utrudniały sterowanie pilotem. Tata też miał dobrą zabawę, trenując na niej parkowanie równoległe.

Trzecią namiętnością był plac zabaw, który w Międzyzdrojach jest prawdziwym „małpim gajem”. Tamaluga, która jest dzieckiem nadzwyczajnie sprawnym ruchowo, wchodziła na schodki i tyle ją widzieli. Najgorsze, że chciała to robić w samo południe, gdy żar lał się z nieba i inne dzieci powoli odpadały. Ona niezrażona zasuwała po przeszkodach, podczas gdy my, z wywieszonymi jęzorami staliśmy pod konstrukcją. Faktem tym zaniepokoił się nawet jakis pięciolatek, tłumacząc nam coś uparcie. Gdy podniósł głos, pogłaskałam go po główce i stwierdziłam uprzejmie, że krzykiem nie sprawi, że nagle zrozumiem niemiecki.

Upał był nieziemski. Nawet starsi mieszkańcy Międzyzdrojów przyznali, że nie pamiętają tylu upalnych dni pod rząd. Nawet ja, która może żyć w pełnym słońcu 24 godziny na dobę, też chwilami miałam dosyć. Tomek stwierdził, że skoro nawet ja szukam cienia, to musi być naprawdę „hardkor”.

Tamaluga ma w sobie ogromną moc zjednywania ludzi. Nieraz obserwuję ją z fascynacją. Jest wrażliwa na czyjąś krzywdę, pociesza, udziela rad (w pociągu podeszła do rodziców płaczącego niemowlęcia, sugerując „mleko daj”, po czym ustawiła wszystkie dostępne dzieciaki w rzędzie i uczyła je schodzić po schodkach).

Zakochałam się w lodach kulkowych. Te, o smaku gumy balonowej, smakują dokładnie jak guma Donald z mojego dzieciństwa! Uzależniające jak cholera.

Reasumując: urlop zaliczam do udanych i proszę o więcej.

W piątek widziałam zaćmienie księżyca – było niesamowite.

Międzyzdroje to naprawdę moje miejsce, ale…

…wróciłam na stare śmieci i zamierzam nadrabiać zaległości.

Witajcie, kochani!

41 uwag do wpisu “Jak było…

  1. Widocznie tak już musi być, że Bałtyk wita dzieci wysypką. W Międzyzdrojach byłam raz, jako sześciolatka… i pamiętam tylko żubry (???). Może warto będzie się wybrać z familią w przyszłym roku, skoro polecasz.
    Nam się udało wykorzystać fakt, że Księżniczka jest jeszcze za mała na naciąganie nas na różne rzeczy i wyjątkowo budżet nam się zgadza po wakacjach… chyba jak nigdy, bo ze względu na Księżniczkę sami też nie łaziliśmy po miejscach, w których można przypadkiem wydać za dużo 😉
    Podziwiam, że chcieliście gotować na miejscu. Ja uwielbiam pichcić, ale na urlopie (tzn. na jego wyjazdowej części) z przyjemnością robię sobie od tego wolne.

    Polubienie

    1. Lubię gotować, żeby właśnie nie wydać za dużo. Tamaluga nie naciągała nas na nic ani w zeszłym, ani nawet w tym roku. Nie wiem, czy tak wszystkie dzieci mają, nie mogę więc cię pocieszyć. Ale naprawdę – interesowało ją wyłącznie morze, plac zabaw i to autko, ale tak raz i koniec, nie że kilka rundek jeździla. Także na nią prawie nic nie wydaliśmy.
      Międzyzdroje polecam, jak najbardziej! Nawet się z Izzy zgadałyśmy na temat bytności tam, w czasach naszego dzieciństwa. Może za rok wybierzemy się we trzy z rodzinami?

      Polubienie

  2. Udało się Wam idealnie trafić w dobrą pogodę!
    Ja takiego nadmorskiego klimatu (jeszcze) nie znam – po Jastrzębiej Dziurze średnio mam ochotę, ale pewnie za rok trzeba będzie te Bobasy tarzać w piachu, bo w góry to już nie bardzo 😉
    Motywuje mnie fakt, iż mam plan odwiedzić Cię po drodze nad morze :)) Ha! Jeszcze o tym nie wiesz! ;))

    Polubienie

  3. Nasz Bałtyk uwielbiam ale … poza sezonem. Sory ale drobiazgi które Tobie nie zepsuły pobytu mnie doprowadziły by do szału. Nie dlatego, że jestem upierdliwa ale lubię mieć komfort odpoczynku.

    Polubienie

  4. Międzyzdroje są drugim miejscem po Pobierowie przeze mnie odwiedzanym od wczesnego dzieciństwa- również wczasy pracownicze, ale tylko z Mam, tata tylko nas odwiedzał, bo morze to nie góry i się nad nim nuuuuuudził. Dlatego często w wakacje byłam i nad morzem i w górach 🙂 A pomiędzy nad jeziorem, odkąd rodzice mieli przyczepę campingową- tu tata tez na raczej zostawiał i dojeżdżał, bo on to pracoholik, pszczelarz całe życie, więc dwa tygodnie w górach, to i tak było dla niego wyzwanie ;p
    ech, ja tam nasze morze kocham i żadne tam inne raje mnie nie rajcują, a byłam, to wiem. Gdzie indziej może jest i piękniej, cieplej i woda cudowna, ale to nie ten klimat. Tyle że już nie dla mnie pobyt w sezonie, zresztą kiedyś takich tłumów nie było.
    Cieszę się, że mieliście udany pobyt.

    Polubienie

    1. Ja też do Międzyzdrojów jeździłam z mamą, do Domu Pracy Twórczej i Wypoczynku, gdzie miała wczasy z teatru. W góry nie jeździłam nigdy. Ale też miałam wypełnione wakacje po brzegi, od dnia rozdania świadectw do ostatniego dnia sierpnia… Eh, wspomnienia… 🙂
      A twój tata przykład brał ze swoich podopiecznych i był pracowity jak pszczółka.:-P

      Polubienie

  5. Ech gdyby góry były nad morzem to byłabym w raju 😋 Strasznie zawsze przeżywam przed wyjazdem jaki będzie pokój w rzeczywistości… Kiedyś właśnie w Międzyzdrojach Mamie powiedzieli, że pokój będzie z aneksem kuchennym, a tak naprawdę była jedna kuchnia i JEDEN czajnik i lodówka w niej na cały 3 piętrowy pensjonat 😑 Masakra… Ale do morza 300m, więc ciągle na plaży byłyśmy 😀

    Polubienie

    1. 😀
      Jeśli jest pogoda, tak jak w naszym przypadku, to spoko – do pensjonatu wracasz właściwie tylko na noc. Ale jeśli trafi się na deszcze, to np. brak tv czy internetu może być kłopotliwe.

      Polubione przez 1 osoba

  6. I co ja poradzę, jak chłop ma alergię na Bałtyk? Zimno mu w wodzie, wyobraź sobie! A ja odmawiam pływania w ciepłej zupie, zatem będzie jezioro albo góry… Eh. Jeśli w ogóle.
    …a jakby tak wrzucić Żabę do małpiego gaju? Nawet daleko nie mam… a my na dole, ognicho i kiełbaski. Po co komu urlop?

    Polubienie

    1. Cholera. Może jakieś szczepienia mu pomogą? Albo niech wchodzi w ubraniu? 😛 😀
      Ja też zimną wodę w morzu preferuję. Zresztą ciepła już mi się zawsze będzie kojarzyć z sinicami.
      A w jeziorze to niby ciepła?
      Morze jest najlepsze! Jezioro może być na drugim miejscu. A góry na jakimś 64. 😀

      Polubienie

  7. Cieszę się, że urlop się udał, choć z pewnego względu czytając jak fajnie było jest mi smutno- zresztą wiesz dlaczego 😉 Ale co było to było, skupmy się na następnym roku. Dziewczyny, jeśli chodzi o mnie z dogadaniem urlopu nie ma problemu, muszę tylko wiedzieć wcześniej. Co do Międzyzdrojów to ty wiesz jakie żywię do niego uczucia, nie będę się powtarzać 😉 Szkoda tylko, że mam tak daleko, gdybym mieszkała tak blisko jak ty, to zapewne bywałabym częściej.

    Moje dziewczyny też nie wymuszają, nie są tego nauczone. Wiedzą, że od czasu do czasu dajemy pieniążek na jakąś atrakcję, ale nie mogą mieć wszystkiego. Oczywiście proponują, wiadomo, co ugrają od rodziców to ich 😉

    Polubienie

    1. Tak, wiem, wiem 🙂
      To za rok jesteśmy umówione.
      Ja właśnie uświadomiłam sobie, że w tym roku nawet nie podeszłam do pierdółek wzdłuż deptaku. Jakoś się nie złożyło. Tamaluga nie wykazywała zainteresowania, więc… Bardzo się cieszę, że nie jest małym naciągaczem 😀

      Polubienie

  8. Przynajmniej wypoczęłaś, nie licząc tych „przygód” z pociechą, a to najważniejsze. Cieszę się że urlop się udał i czytam Twój tekst z zazdrością, bo nigdy w życiu nad morzem nie byłem…

    Polubienie

  9. Jacież ale się opaliłaś, widzę to nawet przez Internety;)
    A na poważnie, zazdroszczę i sama planuję wyjazd nad morze, ale gdzieś w połowie września. W końcu mam postanowienie noworoczne – napić się kawy z górą i z morzem. Póki co wypiłam z łąką… ale, rok się jeszcze nie skończył:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

  10. Ależ mi narobiłaś smaka na morze i tę bałtycką intwgracje☺️
    Swojego czasu z dziećmi odwiedzaliśmy
    Władka
    KARWIE
    ALE Międzyzdroje nigdy
    Pozdrawiam serdecznie

    Władza, Władka

    Polubienie

  11. Oj pogoda trafiła Wam się jak marzenie, choć dla mnie to już za gorąco, ale wiadomo że nad samym morzem jest zawsze trochę bardziej „przewiewnie” i dzięki temu przyjemniej 😉 Zresztą nie ma chyba nic lepszego jak w taki upał powolutku zanurzyć się w chłodnej wodzie 😀 Super, że urlop się udał, macie naładowane akumulatorki na kolejne miesiące 😊😊😊

    Polubienie

    1. Myślę, że gorączka, wymioty i wysypka to właśnie przez sinice, o których jeszcze nie mówiono. To była pierwsza gorączka w jej życiu, dlatego niemal wpadliśmy w panikę.
      O tak, rozkręci każdą imprezę. Śmiejemy się że zawsze musi być w centrum uwagi, nawet do obcych mam się ładuje na kolana 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s