Wielki Marsz

The Long Walk, Richard Bachman (Stephen King)

Zacznę od książki, którą przeczytałam wiele lat temu, i która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Od tamtej pory, zresztą, wracałam do niej dwukrotnie.

Powieść powstała na przełomie lat 70 i 80, a jej pierwowzór podobno już w roku 1967. Nie jest to więc dzieło nowe, ale  niewątpliwie warte przeczytania. Kinga chyba przedstawiać nie muszę, jednak nie wszyscy wiedzą, że pierwsze powieści pisał jako Richard Bachman. Pod tym pseudonimem wydał, między innymi „Wielki Marsz”.

Akcja rozgrywa się w szeroko rozumianej przyszłości, w Stanach Zjednoczonych i trwa pięć dni. Pięć dni z życia młodych chłopców, uczestników imprezy pod hasłem „Wielki Marsz”. Celowo używam określenia „impreza”, bo motyw przewodni sprowadza się do zjawiska komercji, swoistego reality show.  Na pewno Wielki Marsz nie jest imprezą, w ogólnie przyjętym znaczeniu tego słowa. Jest za to czymś szokującym, okrutnym, przekraczającym granice.

Stu chłopców w wieku 16 – 18 lat bierze udział w corocznym marszu przez Stany Zjednoczone. Każdy z nich dźwiga swoją własną historię, W miarę upływu czasu i kilometrów poznają siebie nawzajem, zawiązują się przyjaźnie i… odpadają kolejni zawodnicy. Niestety odpaść w Wielkim Marszu oznacza śmierć przez rozstrzelanie. Uczestnicy nie mogą pozwolić sobie na ból, zmęczenie, czy chwilę zapomnienia. Idą do przodu resztkami sił, świadomi, że porażka innych przybliża ich samych do zwycięstwa. Powoli obojętnieją na rzeczywistość wokół nich, płacz, krzyk. Pozornie w takich okolicznościach nie ma miejsca na współczucie, ale czy na pewno? Zwycięzca może być tylko jeden, a nagrodą – wszystko czego zapragnie. To bardzo kuszące, ale chłopcy z każdym krokiem żałują swojej decyzji, bo – co wydaje się niewiarygodne – każdy zgłosił się dobrowolnie.

„Wielki Marsz” ma jasno określone reguły, których przestrzegania pilnują wyprani z emocji, uzbrojeni żołnierze. Na ich czele stoi Major, odpowiednik dyktatora, budzący jednocześnie szacunek i nienawiść.

King prawdopodobnie czerpał inspirację z tzw. Marszu Śmierci. W 1942 roku, amerykańscy i filipińscy jeńcy wojenni zostali zmuszeni do pieszej wędrówki do japońskiego obozu. Wielu z nich zmarło w drodze z wyczerpania, pozostałych rozstrzelano. Ja osobiście nie mogę oprzeć się porównaniu do książki/filmu „Igrzyska Śmierci”.

To, co zaskoczyło mnie najbardziej, to ponadczasowość powieści. King opisuje przyszłość, bezbłędnie przewidując jej następstwa: ogromny wpływ mediów, znieczulicę, mentalność tłumu. „Wielki Marsz” jest transmitowany przez wszystkie stacje, a więc jest pierwszym reality show, czyli zjawiskiem obcym w tamtych latach. No i ta wymowność symboli: marsz nie jest wyłącznie sportowym widowiskiem, ale też, a może przede wszystkim odzwierciedleniem ludzkiego życia.

Według krytyków jest to najbardziej obsesyjna powieść Kinga, więc miłośnikom gatunku nie potrzeba dalszej zachęty.

30 uwag do wpisu “Wielki Marsz

  1. Ale poważnie polecasz? Bo ktoś mi już mówił, że King w danych czasach to hoho!, a „Wielki Marsz” mistrzostwo świata – i teraz zastanawiam się, jak do licha napisać recenzję „Sklepiku z marzeniami” – gdzie „Śpiące Królewny” uważam za dużo bardziej dopracowane, a w każdym razie – dużo sensowniejsze…

    Polubienie

  2. Po przeczytaniu czwartego akapitu od razu pomyślałam właśnie o Igrzyskach Śmierci. Co prawda książki nie czytałam, ale film naprawdę bardzo mi się podobał, mimo okrucieństwa w fabule (przynajmniej pierwsza i druga część były moim zdaniem fajne). Chętnie wracam do tego filmu od czasu do czasu 😊

    Polubienie

  3. Ja skończyłem czytać „Czas Herkulesów” Marcina Wrońskiego, książka o tyle ciekawa, że akcja dzieje się w moim mieście Chełmie.Kryminał na poziomie a właściwie w podziemiach kredowych. 🙂

    Polubienie

  4. Kurczę, no nie wiem, co mnie trzyma przed powrotem do Kinga.
    Za każdym razem jak zamawiam książki, to rezygnuję, choć obiecałam sobie, że kupię jedno z jego najnowszym dzieł i sprawdzę, czy na mnie działa. Po czym rezygnuję, bo jest tyle innych do kupienia.
    Czytałaś może Leszka Hermana Sedinum? akcja dzieje się w naszym DM, jest sporo historii.

    Polubienie

  5. Hm. Jest to jedna z tych nielicznych książek Kinga, których nie czytałam…ustawiam w kolejce 🙂
    Z opisu trochę przypomina mi „Bastion”.
    Ile ta książka ma stron? Bo nie wiem, czy kiedyś jej nie odrzuciłam ze względu na jej anoreksję 🙂

    Polubienie

  6. Minęło trochę czasu od momentu gdy przeczytałem ten wpis. Zainteresowałaś mnie nim. Kojarzyłem autora z innymi tytułami, a po ten sięgnę na pewno, będę chciał przeczytać, wyrobić własne zdanie. Nie tylko zaciekawiła mnie historia ale też i to jak daleko w przyszłość wybiegł jej autor i jak trafnie opisał właściwie to co teraz obserwujemy. Ta jego dalekowzroczność przypomniała mi postać Guya Ernesta Debordo francuskiego myśliciela i szalenie kontrowersyjnego autora „Społeczeństwa Spektaklu” z dużym naciskiem na to jak postrzegał rolę mass mediów w rozwiniętych społeczeństwach, zależności socjalnych skupionych bardziej na produkcji informacji, a nie więzach międzyludzkich, na alienacji jednostek i homogenizacji kultury jako takiej… ale nie to chciałem napisać… wracając do tematu… dziękuję, sięgnę po książkę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s