Dialogi bez sensu i wulgaryzmów

Snajper: Wyspałaś się?

Ja: A, dziękuję, dziękuję.

Snajper: No, jak to się wyspałaś?! Przy takiej imprezie za ścianą?!

Ja: Hmm.

Snajper: No, przecież skończyli chyba o 4 nad ranem!

Ja: Hmm.

Snajper: Nie słyszałaś?!

I to jest właśnie ten moment, gdy człowiek czuje się winny imprezy za ścianą, z którą nie miał nic wspólnego. Poza ścianą.

– Hmm – mówię po raz trzeci, ciesząc się z uniwersalnych zwrotów wielokrotnego użytku.

Snajper: Matka chyba wyjechała, a gówniara rządzi. Ojca też nie widać, może siedzi?

Ja: Gdzie siedzi?

Snajper: Jak to gdzie? W więzieniu! Przecież oni kuratora sądowego mają…

Ja: Aha.

Snajper: Patologia rozwija się tam, gdzie ludzie nie czytają książek. A oni na pewno nie czytają…

Ja: Tak. Są zupełnie niepoczytalni.

Snajper chce coś powiedzieć, ale tylko patrzy na mnie jakoś tak inaczej, jak na niepoczytalną. A czytającą przecież.

 

Zainspirowana pewnym wpisem na pewnym blogu „zwykłego taty”, świeżo po lekturze tegoż wpisu „Kobieta musi znać swoje miejsce” (w życiu partnera) postanawiam na gorąco rozwiać wątpliwości. Idę do Tomasza, gmerającego w lodówce.

– Tomaszu, gdzie ja jestem u ciebie? – pytam.

Tomasz reaguje tak, jak zareagowałby każdy typowy facet. Udaje, mianowicie, że pytania nie słyszał, jednocześnie, chcąc zyskać na czasie wpakowuje sobie do otworu gębowego spory kawał ciasta, które kiedyś frywolnie nazywałam Murzynkiem, ale już dzisiaj mi nie wolno. Więc jest to, poprawne politycznie Brownie.

Tomasz przeżuwa i milczy. Jak większość mężczyzn żyjących z kobietą, obawia się, że pytanie, na pierwszy rzut ucha pozbawione sensu, może przecież być pytaniem podchwytliwym.

Powtarzam więc, niezrażona:

– No, więc, gdzie ja jestem?

– W kuchni?

W jego oczach widzę lekki niepokój. Niepokój o mój stan psychiczny i co z nim zrobić, gdyby się okazało, że jednak mam coś z garem. To znaczy głębiej niż zazwyczaj.

– Nie o to chodzi – mówię. – Jakie miejsce zajmuję. W twojej hierarchii.

– Hierarchii czego?

– Hierarchii Czegokolwiek.

Tomasz odkłada ciasto i widzę, że zachodzą w nim procesy myślowe.

– Wykluczamy Tamalugę?

– Wykluczamy.

– A – mówi z wyraźną ulgą. – To proste pytanie: jesteś na pierwszym miejscu. Czegokolwiek.

 

Tamaluga pokochała tramwaje miłością bezgraniczną. Przy każdym wyjściu, pyta „tawaju? tawaju?” Tramwaj wygrywa nie tylko ze spacerem, ale nawet z autem. W tramwaju przecież tyle się dzieje, Tamaluga jest panią sytuacji, zmieniając miejsce kiedy chce i dzielnie dzierżąc bilety. Niestety, zdarzają się też rzeczy na które nie mamy wpływu.

No, bo jesteśmy całkiem przeciętną rodziną. Staramy się nie używać wulgaryzmów przy dziecku, a gdy nam się już (z niemłodej piersi) wyrwie to zastygamy w bezruchu bacznie obserwując małą. Ona, oczywiście bawi się dalej niezrażona, i wydawałoby się, głucha na nowe chwytliwe słówka. Co z tego, skoro we wspomnianym wyżej tramwaju, słyszy ich całe mnóstwo?

Piątek. Myję zęby w łazience i słyszę z pokoju Tamalugi monolog nad książeczką:

– To koń. Tiak, końńń. Nie! To nie koń, to ziebla. Ziebla? Nieee. To końńń! (kilka sekund ciszy) Nie! To nie końńń, kufa mać! NIE KOŃŃŃ!

– Najpierw niemal krztuszę się pastą. Po chwili parskam śmiechem i zapluwam lustro.

Problem pozostaje nierozwiązany.

Przypominam sobie dzieciństwo dziewczyn starszych. Myślę o  Oliwii, moim światełku nadziei, dziecku, które w życiu nie przeklęło. Myślę o Wiktorii, która w wieku Tamalugi będąc, też powiedziała słowo na „K” i o tym co wtedy zrobiłam. Oczywiście postąpiłam całkowicie wbrew podręcznikowym zakazom jakiejkolwiek reakcji. Ja zareagowałam od razu, mówiąc, że to brzydkie słowo, że nie powinna tak mówić, bo jest grzeczną dziewczynką. Nigdy więcej nie usłyszałam od niej tego słowa. No, w każdym razie nie przez kolejne 15 lat. To samo zastosowałam z Tamalugą. Zobaczymy… Zresztą z Tamalugą sytuacja jest poważniejsza, bo co jeśli ktoś ją usłyszy i doniesie? Tamaluga może stanąć przed sądem tak, jak pan Michałowski za wulgaryzm w internecie. Trudne czasy nastały, w których wolność słowa nabrała innego znaczenia. My blogerzy też musimy mieć się na baczności. Osobiście rozważam zastąpienie moich prywatnych wulgaryzmów zgrabnymi synonimami. Wyglądałoby to, mniej więcej tak:

„Facet wpier… bezprawnie zajął moje miejsce w kolejce. Myślę: co jest, ku… pani lekkich obyczajów, i ruszam na faceta. Mówię: Ty, gościu, masz najeb… zwichrowany umysł? Przecież ja tu, ku… niewiasta kupcząca ciałem, stałam pierwsza! Spier… oddal się, proszę pospiesznie, bo ci ku… prostytutka, zaj… wymierzę uderzenie w policzek!”

Prawda, że piknie?

Dawno nie dołączałam muzyki, więc czynię to teraz – piosenki bardzo adekwatne do tematu. Tematu faków, a tu w wersji nie cenzurowanej. Kocham obie. Kto wysłucha obu – wielkie dzięki.

https://www.youtube.com/watch?v=ptcX5L8chVc

https://www.youtube.com/watch?v=YNDVipmJfz8

 

40 uwag do wpisu “Dialogi bez sensu i wulgaryzmów

  1. My też STARAMY się nie przeklinać przy Damacjuszu. No ale wiadomo, errare humanum est… Tak więc Damacjusz, podobnie jak Tamaluga, nie tylko zakonotował sobie zwrot, ale też i kontekst, w jakim powinno się go użyć. I tak, kiedy sunąc przez pokój potknął się o pluszaka, zgrabnie rzucił, niby to mimochodem, ale odpowiednio siarczyście i z emfazą:
    – Kulwa mać!
    W wieku niespełna półtora roku będąc. Strach się bać, co to będzie dalej.

    Polubienie

  2. Twoja wypowiedź w wersji ocenzurowanej brzmi jak poemat w środku niebywale długiej kolejki zatłoczonego sklepu i niezwykle kipiących gniewem klientów 😁😁😁 Piosenki super, szczególnie ta pierwsza Eamon przypomniała mi czasy, kiedy byłam nastolatką, mam do niej sentyment 😊😊😊 Ja mam fajną wersję piosenki „Living next door to Alice”: https://youtu.be/uHbrq3J-LeI 😊

    Polubienie

      1. To już widać w życiu codziennym. ☺ Ja do własnej oceny stosuje kryterium czasu. Czas to miłość, i dla mnie to na co poświęcam co najwięcej jest najważniejsze. Jeżeli nie jest to moja druga połowa, to staram się wrócić na właściwy kurs.

        Polubienie

  3. Dzieci mają to do siebie że nie trzeba ich uczyć „mądrości” i same doskonale wiedzą gdzie i w jakiej sytuacji tego użyć… Kiedyś do zupełnie jeszcze niemówiącego syna koleżanki w upodobaniem powtarzałam słowa, żeby cokolwiek powtórzył za mną … zacięty był i milczał, ani MAMA ani TATA ani BABA no nic… w końcu stwierdziłam że DUPA, nic z tego … Jakiś tydzień temu zadzwoniła koleżanka z histerią w głosie – poszła z dziecięciem do kościoła , cisza podczas najbardziej podniosłej chwili podczas mszy mały ryknął na całe gardło DUPA DUPA DUPA …. Koleżanka się na mnie wściekła zamiast dziękować opaczności , że dziecko nie będzie niemową

    Polubienie

  4. Świetne nutki 👍😂 A co do przeklinania to pamiętam opowieści mamy i tym jam bam małym brzdącem, który łazi z! chłopakami 20 paroletnimi z podwórka i mówi „kulwa” – do dziś mi zostało, ale w domu nie przeklinam i przy rodzinie również więc jak by co tk w najgorszym wypadku się nie dowiesz 😁 a z moim siostrzeńcem było tak, że słowo „ku*wa” było tak często używane jak „mama”. Niestety nasza powaga przegrała starcie z małym brzdącem, który przeklina i kilka razy parknęliśmy śmechem, a młody to podlapał i miał fazę przez dłuższy czas, ale później wyrósł 🤣 pamiętam te modlitwy w duchu, gdy byliśmy w miejscu publicznym „błagam, błagam niech tylko kur*wa nie przeklina” 😂😂😂

    Polubienie

  5. No tak. Staram się nie przeklinać, ale jak prowadzę auto, to mi się czasem wymsknie. No i kiedyś, Mała i Młoda z tyłu, ja prowadzę i taki jeden wymusił pierwszeństwo. Zapomniałam się i poleciałam „no żesz k… jak jedziesz”. A potem się zreflektowałam, patrzę na Młodą a Ona… co Mamusiu, ktoś Ci zajechał drogę?. Padłam;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

  6. Dorzucam jeszcze jeden kawałek w tym stylu! https://www.youtube.com/watch?v=yFE6qQ3ySXE
    Z Twoich linków bardziej podoba mi się ten drugi, bardziej w klimacie brownie 😛

    U mnie w rodzinie przeklinanie mamy w genach – tak jak złośliwe usposobienie i żylaki. Poznając Dziubasa musiałam przestawić się na synonimy, więc czasem się męczę próbując wyładować swą frustrację w sposób nieadekwatny do sytuacji. Bo niby co mam powiedzieć? „Motyla noga?” Więc najczęściej pada MAĆ (na prośbę Dziubasa zastąpiona Nacią) ewentualnie „Do prostytutki biedy”.

    Snajper ma cudną definicję patologii 😀

    Kuffa mać, no! 😉

    Cmok :*

    Polubienie

  7. Doskonale rozumiem panikę Twojego męża postawionego pod ścianą tego typu pytaniami:))) Sam bywam w takiej sytuacji i pot cieknie mi wtedy po plecach, zwłaszcza że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby pomóc mi w spektakularnej ucieczce:)) Co zaś tyczy przeklinania, to oczywiście nie jestem bez winy, ale jakimś cudem moja córka puszczała to mimo uszu:) PS. Być może czytałaś? https://wojciechgotkiewicz.blogspot.com/2017/08/elf-w-bagnie.html

    Polubienie

    1. No tak, gdy padają TE pytania, gdy padają JAKIEKOLWIEK pytania, a wiadomo przecież, że każde z nich stanowi potencjalne zagrożenie – nigdy nie ma nikogo w pobliżu. Tylko ta lodówka nęcąca światełkiem, która was hipnotyzuje, i do której nie możecie chwilowo wrócić 😀
      Właśnie przeczytałam 😀 Dobre 😀
      Ile lat ma twoja córka?

      Polubienie

  8. O hierarchii jakiś czas temu też rozmawiałam z moim, bo miałam wrażenie, że gdybym przed nim stanęła wraz z tramwajem to najpierw sprawdziłby stan techniczny pojazdu, a potem zapytał mnie co właściwie robię. Oczywiście rozwiał te moją „teorie spiskową”, ale myślę, że z Tamalugą mogę sobie podać ręce, tramwajoholicy jedni 😛

    Co do wolności słowa to też jestem zażenowana po tym, jak w Poznaniu Straż Miejska ścigała chłopaka za jedno słowo na k. napisane na facebooku. Przecież nawet w słowniku ono występuję, więc posługujemy się poprawną polszczyzną, czyż nie?

    Polubienie

    1. Hahaha! Dogadaliby się z Tamalugą!

      Z drugiej strony pomyśl – pomysł na prezent masz z głowy – wynajmujesz taki tramwaj na Jego urodziny, w środku kolacja dla dwojga, może jakiś taniec erotyczny też mu trzaśniesz, w końcu rur tam nie brakuje 😂😂😂

      A ja właśnie o tym panu wspomniałam we wpisie, tylko nie wiedziałam, że to było w Poznaniu.

      Polubione przez 1 osoba

  9. No widzisz. A u nas inny problem w domu. Moja starsza córka nie przekręca żadnego wyrazu, prócz jednego: mówi „mać” zamiast „mieć” 😀 I ja mam dylemat, bo żadne z nas nie klnie, więc może ona ma po prostu potrzebę, by dać upust swojej złości i emocjom? Także u niej jest np.tak: U nas w przedszkolu musisz mać swoją teczkę na rysunki. Ja tam w kontekście zawsze słyszę to podświadome ku**a, no za nic w świecie nie potrafię inaczej 😀 Zastanawia mnie dlaczego inne słowa mówi pięknie, wymawia pięknie „r”, ale to mać ni hu hu nie chce się oduczyć 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s