Kosmetyki bez sensu i naczynia bez związku

Dzisiaj w waszym ulubionym kąciku kosmetycznym, kosmetyki pozbawione wszystkiego, a najbardziej sensu.

Jak wiecie, na kosmetykach znam się słabo, w porywach do ani trochę. Żywię jednak przekonanie graniczące z pewnością, że farba ma farbować, zmywacz zmywać, a pilnik piłować. Oczywiście mogę się mylić.

Producenci kosmetyków złożyli znaną przysięgę Kosmetycznego Hipokratesa: „Primus non nocere”, czyli „przede wszystkim nie szkodzić”. I tak też czynią, to znaczy ich produkty nie szkodzą. Poza tym nie robią nic innego.

Ta wzruszająca maksyma dotarła do USA kilkanaście lat temu, i od razu została ochoczo podłapana przez większość branż. W ostatnich latach rozgościła się w Polsce.

Do dumnego grona produktów nie szkodzących, wchodzą między innymi: farba, która nie farbuje, henna, która nie barwi, pilnik, który nie piłuje oraz zmywacz, który co? Który nie zmywa, oczywiście.

Dziewięćdziesiąt procent farb do włosów pozbawionych jest amoniaku, w związku z czym ich trwałość zamyka się w dwóch tygodniach.

Niegdyś przy hennie do brwi trzeba było się mocno pilnować. Nakładało się ją na kilka sekund i szybko zmywało specjalnym kremem, by nie upodobnić się do zdziwionego klauna, bo efekt towarzyszył nam co najmniej tydzień. Dzisiaj trzyma się hennę godzinę, a wieczorem nie ma po niej śladu.

Pilnik do paznokci był jak gruboziarnisty papier ścierny, potem jak papier ścierny po latach używania, potem na zupełnie gładkiej płytce wyryto cztery krechy na krzyż, a jeszcze potem pilnik stał się szklany.  Pilniczka najczęściej używamy, gdy złamie się paznokieć, czyli w nagłym wypadku, czyli szybko, teraz i nał. Biegniemy do łazienki. W nerwowym pośpiechu wysypujemy zawartość kosmetyczki. Znajdujemy pilniczek i czas się zatrzymuje. Piłujemy, piłujemy, piłujemy, a wokół zmieniają się pory roku.

Niepiłujące pilniczki nie niszczą paznokci, a ponieważ również nie piłują, więc zasuwa się mocniej, dłużej, energiczniej, przez co paznokieć niszczy się bardziej.

Zmywacz to jest dopiero hicior. Po zmywacz acetonowy, muszę czasami złazić pół dzielnicy. Te ogólnie dostępne nie zawierają acetonu, więc można sobie zmywać i zmywać i zmywać, a i tak do końca nie zmyje się lakieru. Za to pory roku zmieniają się jak wyżej.

Ja nie chcę żeby zmywacz pielęgnował moje paznokcie, od tego mam odżywkę. Chcę żeby zmywacz zmywał, farba farbowała, a pilniczek piłował. Czy wymagam zbyt wiele?

Tylko patrzeć, gdy przywędrują do nas ze Stanów nieszkodzące tabletki przeciwbólowe. Pigułki, które co prawda bólu nie uśmierzą, ale też nie wywołają innego, i tego się trzymajmy!

(Swoją drogą myślę, że Apap jest na dobrej drodze. Czy komukolwiek, cokolwiek po nim przeszło?)

 

””””””””””””””””””””””””’

Zawsze gdy oglądam konkursy wokalne, a z ust kilkuletniego dziecka płynie piosenka Ordonki, albo inny dinozaur, nie daj Bóg jeszcze z przyśpiewem i starodawną manierą, to opadają mi ręce. Od razu wiadomo czyje to niespełnione ambicje ulatują ustami tego dziecka, i że nie jest to jego świadomy wybór. Z roku na rok w różnych lożach zasiadają coraz dziwniejsi jurorzy, bez pazura, bez dystansu, zachwycający się byle czym. Nikt nie ma odwagi powiedzieć dziecku, że ta piosenka zwyczajnie do niego nie pasuje. Płaczą ze wzruszenia i podniecają się czymś, co nazywają „dojrzałością sceniczną”.

Po cholerę dziecku dojrzałość sceniczna? Dziecko jest dzieckiem i powinno śpiewać swoim dźwięcznym głosikiem piosenkę, którą przede wszystkim rozumie.

Widzę taką ośmiolatkę; chudziutkie nóżki wystające spod garsonki(!), okulary w oprawkach na pół twarzy, śpiewającą „Ostatnią niedzielę”. Jest bardzo dojrzała, niczym bohaterka znanego thrillera. Tamta ośmiolatka też była dojrzała, a potem wymordowała połowę adopcyjnej rodziny, bo okazało się, że ośmiolatką nie jest. Jest za to dorosłą psychopatką z jakąś odmianą karłowatości, czy coś, także…

………………………………………………………………..

Co by tu wam jeszcze… O, wiem! O naczyniach teraz będzie.

Bo mam takie dwie sprawy związane z naczyniami. Obie mnie trochę niepokoją, bo świadczą chyba o jakimś zaburzeniu psychicznym (to znaczy kolejnym).

Sprawa jest taka, a raczej sprawy są dwie, że sprawa pierwsza niepokoi mnie bardziej niż sprawa druga. I żywię nadzieję, że ktoś też tak ma, chociaż wątpię. Właściwie dotyczy to nie tylko naczyń, ale też innych dziedzin życia, ale najbardziej to się dzieje przy myciu naczyń.

Nachodzą mnie takie myśli konkretne, ale zupełnie nie związane z myciem naczyń, ani z naczyniami w ogóle. I teraz tak, żeby było jeszcze dziwniej: przy każdej grupie naczyń myślę o czymś innym, ale za każdym razem o tym samym.

Gdy myję garnki, myślę o Nataszy, Ukraince z którą pracowałam 20 lat temu. Dla jasności tematu: podczas innych czynności o niej nie myślę. W ogóle o niej nie myślę. Gdy tylko sięgam po garnek: Biiip: Natasza! Dodam, że nawet te 20 lat temu nasza znajomość nie miała nic wspólnego z garnkami. Ani ona przy mnie garnków nie myła, ani ja przy niej. Na temat garnków nigdy nie zeszła nasza rozmowa (w ogóle przez pewien czas ledwo ogarniałam co do mnie mówi).

Gdy myję szklanki myślę o osiedlowym festynie sprzed około 15 lat. Gdy dziewczyny były małe zaliczyłam z nimi całe mnóstwo festynów, mniej lub bardziej udanych, a tamten nie wyróżniał się niczym. No, niczym. Chyba nawet nic wtedy nie wygrałam, bo pamiętam, że spóźniłam się na fajny konkurs. Nie muszę chyba dodawać, że nagroda nie miała nic wspólnego ze szklankami.

No i tak właśnie mi się dzieje od kilku lat. Jakby ktoś włączał jakiś przycisk, na przykład play, i gdy tylko zaczynam myć naczynia – leci ta sama piosenka.

Jest parę innych przykładów, ale poprzestańmy na tym. I tak czuję się wystarczająco głupkowato. Czy ktoś umie mi to wytłumaczyć?

A, i druga sprawa: znikają mi szklanki i małe widelczyki do ciasta. Ale to już chyba inny objaw czegoś zupełnie innego.

Reklamy

60 uwag do wpisu “Kosmetyki bez sensu i naczynia bez związku

  1. Po apapie przechodzi mi ochota na życie.
    Hennę kładę na włosy, trzymam godzinę, ruda jestem dwa tygodnie. Dokładnie jak z farbą, ale mniej ‚pachnie’. Na brwiach nie próbowałam, może jak znajdę siwy włos – ale z brwi to łatwiej wyrwać, niż ufarbować… jestem zwolenniczką prostych rozwiązań…
    A z garami – jesteś pewna, że to nie podświadomość chce Ci coś przekazać? Na ten przykład „Kup zmywarkę, albo zatrudnij Nataszę, albo choć wygraj w konkursie na festynie!!!” Szklanki i widelczyki? Sprawdź za łóżkiem Tamalugi. Ja znalazłam zbiór łyżeczek do herbaty za łóżeczkiem Żaby… oczywiście udawała, że nic nie jest jej wiadomym na ten temat 😉 Więc Tamaluga też zrobi oczy, jak coś znajdziesz…

    Polubienie

    1. 😂
      Kupię zmywarkę i zatrudnię Nataszę do jej obsługi. Jeśli ją znajdę, bo nie mam z nią kontaktu od 17 lat. O ile dobrze pamiętam, była wówczas na etapie dzierżawienia autobusu od ukraińskiej mafii, także nie wiem czy dziś zechciałaby obsługiwać zmywarkę. Swoją drogą z tą podświadomością na poważnie, to bardzo ciekawe jest… Chciałabym tylko żeby jeszcze ktoś tak miał.
      Myślę, że z tymi łyżeczkami to prędzej u dziewczyn starszych. Żłopią te herbaty i kakao i – wow – odnoszą samodzielnie szklanki, to już się nie czepiajmy, że bez łyżeczek 😀

      Polubienie

  2. Zmywacz bez acetonu i czerwony lakier z Yves Rocher to było „najkrwawsze” zmywanie w moim życiu. Nigdy tego nie zapomnę 😮

    Thiller o którym mowa to oczywiście „Sierota”! Niedawno go oglądaliśmy i nie wiem o czym myślał autor zanim wydał to na światło dzienne 😂

    Polubienie

  3. Dziwne fazy masz z tym zmywaniem… ja przy garach mysle o tym, że zawsze zaczynam myć, zeby za chwile przerywac i zbierać juz wyschniete naczynia, bo nie mam miejsca na kolejne. NIGDY nie pomysle o tym zanim zaczne i zmocze ręce….

    A giną mi ciagle łyżeczki do herbaty…

    Polubienie

  4. Robię na pazurach hybrydę już od kilku lat więc nie używam zmywaczy – hennę kupuję krakowską na allegro. I dziś żebyś trzymała godzinę na brwiach to nie będziesz wyglądać na zdziwionego klauna tylko znikniesz w tłumie – zwróć uwagę że brwi wszystkich (prawie) lasek, Toż wyglądają jak dwie autostrady – czarne i szerokie. Zmywarka to skarb. Lubię zmywarkę. Obsługa jest prostsza niż obsługa cepa. Jestem naturalną blondynką i nie siwieje mino podeszłego wieku 🙂 a i jakoś nie miałam ciągot w kierunku mamziania barwnikami po łbie 🙂

    Polubienie

      1. No niestety, jestem stara. Nie używam zbyt wielu kosmetyków. Zresztą nigdy nie używałam . A to nie gąszcz tylko czarne szosy, nieraz laska ma 5 kłaczków w 7 rzędach, ale tak je zamamzia, że widać tylko czerń głęboką. Już wiem skąd się wziął Całun Turyński.

        Polubienie

  5. Czyli jednak zostałaś blogerką (prawie)kosmetyczną. Spoko!
    Henny nie używam, farbę miesza mi fryzjerka więc nie wiem, ale dobra i włosy w kondycji wzorowej.
    Co do skojarzeń, też miewam – może nie o Ukraince przy garach, ale miewam…
    Talentów muzycznych nie oglądam. Może poczekam jak się zestarzeją i będą grali dobry jazz… mam nadzieję, że wtedy mój słuch będzie jeszcze OK;)))
    Także tego…
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

      1. 😀
        Mój śp. ojczym był muzykiem jazzowym w Stanach 🙂
        Co prawda nie jest to moja muzyka, ale fakt – bardzo relaksująca i przyjemnie od czasu do czasu jej posłuchać.

        Polubienie

  6. Chemia jest po to żeby namącić
    To tak jak leki
    Mąją leczyć a zabijają
    Cóż każdy chciałby być piękny i młody a tu trzeba od czasu do czasu szpetnym być
    Mam tak od urodzenia i da się z tym żyć
    Ze zmywanie mam tak, że jak sobie coś przypomnę i mierzi mnie to wspomnienie to nałogowo tłuke szklanki
    I
    Zostały mi stare kubki i przedślubna porcelana schowana w piwnicy

    Polubienie

  7. Widelczyki też mi znikają! Szklanki pewnie się tłuką OM, bo taki wyrywny do mycia, zamiast oddać maryśce. Ja preferuje kubki, oczywiście nie tłuc, tylko używać.
    Zmywacze mnie osłabiają, farbować się przestałam, do henny wróciłam, zdziwiona, że ledwo mi położy już zmywa.
    Miewam skojarzenia, ale nie uporczywe.

    Polubienie

    1. No, widzisz? Coś jest na rzeczy z tymi widelczykami!
      Ja nie wypiję herbaty w kubku. Mam jakąś fobię. Inaczej mi smakuje, tzn w ogóle nie smakuje. Kawa już może być ewentualnie.
      Nie uporczywe, powiadasz? Hmm, dobre i to 😀

      Polubienie

  8. Ogólnie jak patrzę na dzieci występujące w tych programach to mam wrażenie że spełniają ambicje swoich rodziców… Niby każdy chce żeby jego dziecko coś osiągnęło,ale parcie na to by było najlepsze moim zdaniem takiemu dziecku szkodzi, bo jeśli nie spełni pokładanych w nim nadziei to wpadnie w kompleksy…

    Polubienie

  9. Ten film to „Orphan”? Dobrze się rozkręcał, ale go zniszczyli końcówką, czyli standard w przypadku horrorów, na które producenci nie mają pomysłu -_-

    Ciekawa sprawa z tymi skojarzeniami. Skąd właśnie takie, to nie wiem, ale wiem, że utwierdza się je jeszcze bardziej, kiedy się na nie czeka. To dziwne, że przyszły w ogóle, ale autosugestia jest jeszcze dziwniejsza. Jeśli chcesz się ich pozbyć, to musisz się przy garnkach zmuszać do myślenia o kimś/czymś innym itd. 😉

    Polubienie

    1. Najdziwniejsze jest to, że ja się nie nastawiam na myślenie o tych rzeczach/ludziach. Zapominam o tym i w trakcie mycia – bach! Kurczę, fascynuje mnie to poniekąd i chciałabym się dowiedzieć dlaczego tak jest, ale chyba nie mam szans.

      Polubienie

  10. Ad,1. Nie używam, więc olewam:) Ad.2. W Stanach popaprane matki potrafią wstawiać córkom sztuczne zęby, żeby wygrały konkurs typu miss dziewczynek z głupiego domu. Ad.3. Kurczę, mi też giną, a ostatnio wcięło mi mój podstawowy nóż kuchenny. Przypadek?

    Polubienie

    1. 😀
      Tymi matkami to powinny się policja i opieka zainteresować. Ale niestety za drogi biznes, więc będzie się kręcić.
      Nic nie jest przypadkiem, nic. Nasze sztućce są ewidentnie w zmowie.
      Ale fazy z uporczywymi myślami nie masz?

      Polubienie

  11. To tak jak z suplementami diety w naszym kraju… Też jest tego od cholery i nie wiadomo czy to pomaga czy po prostu nie szkodzi. Suplement na włosy, na paznokcie, na rzęsy, na ładną skórę, suplement na nerwy, na dobry sen, na dobry poranek po dobrym śnie, na gardło, na odporność, na stres, na skupienie, na sesję i egzaminy… Masakra 🙂

    Polubienie

    1. „Na dobry poranek po dobrym śnie” hahaha!
      Ja też nie ufam tym suplementom. Kiedyś widziałam krem na wieczór, na noc, na wczesny i późny poranek. Bardzo mądry krem znający się na zegarku.

      Polubienie

      1. No tak 🙂 To tak jak te tabletki na nerwy jak Cię stary w domu wkurzy to sobie weźmiesz i od razu Ci lepiej 😀 I żółty krem z apteki też mnie bawi trochę, czego to reklama nie zrobi, żeby się zakotwiczyć klientowi w pamięci 😀 Masakra 🙂 Takich kremów nie widziałam, ale też mnie to nie dziwi 😀

        Polubienie

      2. Widziałam nie raz jak klienci domagali sie czegoś w aptece, tłumacząc, że „no, z tej reklamy”, a farmaceutka patrzyła na nich jak na idiotów i pojęcia nie miała o co chodzi.:-D

        Polubienie

  12. Zawsze kiedy czytam Twoje wpisy, uśmiech nie znika z twarzy 😊
    Znikające szklanki? W domu zawsze coś znika.
    Myślenie o charakterze „play” za każdym razem. Ciekawa przypadłość. Może masz jakieś zdolności nadprzyrodzone, albo jesteś inna wyjątkowa 😉
    A kosmetyki, które nie są tym czym powinny. Chyba tak działa dzisiejszy przemysł, a my bardzo lubimy być oszukiwani.

    Polubienie

  13. O właśnie, zmywacz do paznokci! Ostatnio się zastanawiałam, czy to zmywacz do niczego, czy przypadkiem pomalowałam pazury lakierem samochodowym albo innym cudem. Mnie ostatnio zaciekawił w sklepie produkt nie kosmetyczny, a spożywczy – mianowicie sól kuchenna o obniżonej zawartości sodu. Czyli że co w niej jest? Sam chlor?

    Polubienie

  14. Własnie odkryłam Pani bloga i czytając wpis zrobiło się u mnie bardzo pozytywnie. To dopiero sztuka, tak ugryźć prosty temat, aby trafić nie tylko do osób bezpośrednio nim zainteresowanym, ale i do pozostałych, zaciekawić ich i jeszcze rozbawić! 🙂

    Polubienie

  15. Apap? Ostatni raz brałam 18 lat temu i już wtedy na mnie nie działał. Więc chyba faktycznie jest tak bezpieczny, jak mówią 😛

    Współczuję znikających sztućców. Mi znikały klamerki od prania. Po jakimś czasie się okazało, że kot je podkradał i magazynował za szafą. Odkryłam to dopiero wtedy, jak nie dało się już otworzyć drzwi na oścież. 😉

    Polubienie

      1. Jemu bliżej do wodnika niż do kota, bo strasznie lubi wodę, więc może faktycznie w poprzednim życiu był jakąś praczką i mu się włączają przyzwyczajenia 😂

        Polubienie

  16. No to ja chyba jestem coś nie halo, bo z henną muszę się spieszyć z nakładaniem, bo przy drugiej brwi ta pierwsza już jest zbyt pomalowana (i używam grafitowej, nie czarnej) Czasem jestem zbyt wolna i muszę smarować kremem, cytryną, żeby trochę odbarwić. Także ja nie wiem o czym ty gadasz w ogóle ;p Ja bym mogła mieć takie malutkie opakowanie na 10 razy 😀 Farby jako takiej nie używam to nie wiem.
    Paznokcie też nie wiem, czym malujecie, chyba lakierem do samochodu, bo mnie świetnie się zmywa takim z Biedry albo z Lidla 😀 Tylko fakt, trzeba zwilżyć watkę porządnie, a nie 2 krople.
    Apap. Hmm. Zależy jaki ból, zwykle używam Paracetamol, bo Ibuprom mi nie pomaga wcale. No chyba, że to zatoki, to wtedy pomaga 😀 Dziwne to wszystko.
    Moje pilniczki piłują, ale ich żywotność pozostawia wiele do życzenia. Niestety. Raz kupiłam szklany. Do bani. Tzn kilka razy to była rewelacja, ale nie będę wymieniać co chwilę pilnika, więc szklany kupiłam dwa razy – pierwszy i ostatni.

    Wszelakie konkursy z dziećmi w roli głównej to wg mnie spełnianie marzeń rodziców. Może jak kiedyś były wiesz, takie Od przedszkola do Opola, czy coś, to było inaczej, ale nie produkcje TVN-owskie.

    P.S. A tak w ogóle to dzięki wielkie wiesz? Teraz mi chodzi po głowie „Ta ostatnia niedziela”…
    Choć może to i tak lepiej niż „Baby shark du du du du du du”, który został mi po jednej z lekcji ;);)

    Polubienie

    1. Może używasz hennę jakiejś lepszej firmy, nie wiem. Z pilniczkiem – sama widzisz. Mi na największy ból pomaga gripex max, na słabszy – ibuprom max. Nic więcej.
      Ta ostatnia niedziela – hahahahaha! Nie wiem czy to lepsze od baby sharka 😛

      Polubienie

      1. Hennę kupuję w Rossmanie, za 2zł 😀 Ale wiesz, ja zawsze tak miałam, kiedyś chodziłam do kosmetyczki, a teraz mi się nie chce, bo trzymam ją na brwiach (hennę, nie kosmetyczkę haha) jakąś minutę, więc cała operacja to 5 minut a z wychodzeniem godzina co najmniej 😛
        A gripex jest na paracetamolu plus coś tam, więc może stąd to działanie.
        Baby shark wcina się w mój mózg – budzę się w nocy i nadal go słyszę…

        Polubienie

      2. Nigdy nie byłam u kosmetyczki, chętnie bym kiedyś poszła. U nas jest miks baby sharka z daddy’s finger i wheels on the bus i innymi. Tylko, że lyrics są jej włąsne. Codziennie inne. 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s