Niekończąca się opowieść i inne lektury

 

Wiktoria moja niesfornym dziecięciem jest. I dorosłym dziecięciem, to też. Teoretycznie. Przede wszystkim jest nieogarniętą chodzącą katastrofą. Tłucze, psuje, rozbija i przypala, bo umówmy się, geniuszem kulinarnym to ona nigdy nie będzie. Guzów, siniaków i poparzeń ma tyle, ile zarezerwowane jest dla trzylatka. Tomasz, zasiadłszy do wigilijnego stołu między nią, a Tamalugą, popatrzył przez chwilę na jedną, potem na drugą i stwierdził, że już nie wie, z której strony czai się większe zagrożenie. Przezornie jednak przesunął się w stronę Tamalugi.

Trzy miesiące temu Wika przefarbowała włosy na blond. Swoje piękne, gęste ciemne włosy. Ostrzegałam ją, ale oczywiście nie chciała słuchać. Zniszczyła je do tego stopnia, że ratunkiem było jedynie drastyczne cięcie. Obcięła włosy do połowy szyi i muszę przyznać, że wygląda… dobrze. Nie sądziłam, że może być jej ładnie w krótkich włosach, bo nigdy takich nie miała. Teraz przynajmniej widać jej twarz, no i jest przecież poważną (😂) studentką, więc taka fryzura jej pasuje. Nieco… inaczej wygląda po przebudzeniu. Ostatnio wprowadzałam chłopaka do jej pokoju, gdy właśnie się obudziła. Zerknęłam na te jej sterczące blond kosmyki i stwierdziłam, że wygląda jak Limahl. „A kto to?”, pyta. „Ja zaraz wygugluję”, spieszy z pomocą jej chłopak pantoflarz. (O rany, czy dzisiejsza młodzież naprawdę nie wie, kto to Limahl?) Wyguglował w telefonie i ryje ze śmiechu. Pokazuje Wiktorii i ta też ryje. „Mama, a to on śpiewał w niekończącej się opowieści”? No, zuch, dziewczyna.

Skończyły się święta i dobry humor Wiki. Jak mawiał mój kolega, Mariusz „posmutniała czegoś”. Zapytana o powód, przyznała, że po świętach będą wywalać na podstawie frekwencji. No, cóż… Mówiłam, że to już nie przelewki.

Jeszcze przed świętami zaczęła „brać się w garść”, kompletować notatki i uczyć do zaliczeń. W końcu przyznała, że z jednym to się poddaje. Facet kazał przeczytać książkę i na jej podstawie zrobić kilka prac. W tym miejscu mała uwaga dla rodziców małoletnich dzieci: określenie „bo pan się uwziął” nie kończy się wraz z podstawówką, a nawet liceum. Ono popłynie raźno dalej na studenckiej fali.

„A jaka to książka?”, pytam.

„Coś o psie… O psie na rzece? Na łodzi? I ludzie…”

Policzyłam w myślach do dziesięciu.

„Trzech panów w łódce, nie licząc psa?”, pytam.

„Tak! Skąd wiesz?!”

„Dziecino ma droga… To moja ukochana książka, której nie czytałam od czasów smarkatych, i którą kiedyś pożyczyłam komuś (czytaj: wujek Jacek), i ten ktoś mi jej nie oddał…!”

Smutek latorośli przeszedł jak ręką odjął.

„To cudownie, mamuś, to ty mi pomożesz…”

Zgadnijcie, co znalazłam pod choinką, jako dodatkowy prezent od Wiktorii? Tak. Trzech panów w łódce. „I wszyscy jesteśmy zadowoleni”, stwierdziła.

Pozostając w temacie książek i szkoły: nie znosiłam szkolnych lektur. Już kiedyś o tym pisałam, i piszę znowu, i pewnie wielu z was się narażę, ale nie będę ściemniać. Nie lubiłam czytać lektur, i najgorszą karą było zmuszenie mnie do przeczytania czegoś na siłę. Zrażałam się już na starcie, i chociaż podjęłam kilka prób, okazały się totalną porażką. W większości przypadków nie rozumiałam, co autor miał na myśli, i co nauczyciel chciał nam przekazać. Większość książek wydawała mi się nudna, bezużyteczna i pisana takim językiem, żeby dodatkowo mnie wkurzyć.

Przyznam jednak, że na stare lata pluję sobie w brodę. Tylko trochę, tak cienką stróżką, ale jednak. Czasami na potrzeby artykułu, felietonu czy pomocy Oliwii w eseju, muszę nadrabiać zaległości. Czytam, więc, streszczenia i zapisuje w folderze.

Przy okazji… Gdy zapisuję w laptopie jakiś folder, albo dokument tekstowy, albo cokolwiek to muszę nadać temu nazwę. Najlepiej adekwatną do zawartości, albo raczej do przeznaczenia. Nie wiem, co ze mną jest nie tak, ale jeszcze nigdy nie udało mi się owej nazwy zapamiętać, i regularnie dostaję szału zgadując co to jest, a w każdym razie być powinno. Ale, wracając: moim korespondencjom z konkretnymi instytucjami też nadaję adekwatne nazwy. W ten oto sposób posiadam foldery: „Chamy”, „Prostaki”, „Buraki” czy też ostatnio „Debile”. Po czasie zastanawiam się, czy nadany przez mnie tytuł wyświetla im się w e-mailu. Pilnuję też, żeby dziewczyny, chociaż już dorosłe, nie widziały tych nazw. Dobrym przykładem trzeba świecić do końca.

Czasami używam do pracy dawnego laptopa Wiktorii, głównie przy tworzeniu prezentacji, gdyż jej power point ma tylko dwa lata (mój jedenaście!) Ostatnio natknęłam się na jej foldery, i zaintrygowana nazwą „Zdzira”, otworzyłam jeden. Zawierał wszystkie prace dla pani od polskiego, jej wychowawczyni z liceum. Żeby nie było: potępiam takie słownictwo, ale… co prawda, to prawda. To zła kobieta była.

Tajniacko wymykam się do kuchni, w pośpiechu robię kanapkę, aby zjeść ją w spokoju, korzystając z kilkusekundowej ciszy. Za późno. Tamaluga przybiega za mną. Siedzę na krześle za drzwiami – może mnie nie zauważy.

– O! Tiu mama jeś!

Biega po kuchni, obija się o sprzęty, otwiera lodówkę, grzebie w skrzynce z pierdołami, zwala ze stołu szklankę. Moja gęba wypchana kanapką nakazuje jej przestać, przestać i przestać, w odpowiedzi słysząc nie, nie i nie!

– Tamaluga, proszę natychmiast iść do pokoju!

– Juś ide, idee! Wychodzi obrażona, przy drzwiach zatrzymuje się, nachyla w moją stronę i konspiracyjnym szeptem pyta:

– A daś glyzia?

Padłam.

No i na koniec, kochani:

70 uwag do wpisu “Niekończąca się opowieść i inne lektury

  1. I co mama, dałaś gryza?
    [to nie lektury były powodem obrzydzenia, tylko przymus. Jak się zorientowałam, to czytałam zanim mi kazali. Ale na ten przykład z „Chłopami” nie zdążyłam… i już nie zdążę, obrzydzenie mnie chwyta na samo wspomnienie. ]

    Polubienie

  2. No dobra, teraz się przyznaj, jaki kryptonim operacyjny nosi korespondencja ze mną 😀
    A co do lektur (tylko nie mów nikomu!!! 😉 ) też miałam takie, których nie znosiłam. I teraz cierpię podwójnie, kiedy muszę je omawiać już z tej drugiej strony biurka. Ma to jednak swoje plusy, bo zmusza mnie do kreatywności, żeby nie zabić w młodzieży chęci do czytania przez jednego czy dwóch durnych bohaterów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Heh, korespondencji z tobą nie zapisuję tylko tworzy się samoistnie, na bieżąco 😛 (właśnie: muszę ci dzisiaj podesłać fotkę)
      Dziękuję za to wyznanie. Nikomu nie powiem 🙂
      A jakich nie znosiłaś, że tak z ciekawości zapytam?

      Polubienie

  3. Nie zadręczaj się !! Nie trawiłam lektur. Na biurku W WIEKU SZKOLNO-LEKTUROWYM miałam rozłożoną lekturę a w szufladzie „normalną” książkę. I też czytałam. A że inteligentna byłam i potrafiłam mówić to se dawałam radę. Nad Niemnem czytałam jak były dialogi, później OPIS OPIS OPIS OPIS (czytaj opuść opuść opuść) Mój dziecek streścił Robinsona Crusoe w czterech zdaniach. W tak subtelny sposób jak Ty nazywałaś foldery miałam w telefonie nazwanych fachowców podczas sprzedaży mieszkania i remontu domu… Jakież było moje zdziwienie jak kilka lat później zadzwonił telefon a na wyświetlaczu pojawił się napis QTAFON OD PIECA C.O…..

    Polubienie

      1. Nie nie nie !! Syn jest powściągliwy w piśmie . (w mowie już nie ) i to ja gamonia pisałam wypracowania. Jak się rozsierdziłam jak w gimnazjum pani od polskiego kazała mi przyjść w odwiedziny. Jak mnie zobaczyła z daleka się się darła WIEDZIAŁAM ŻE TO TWOJE …. NIKT NIE BYŁ TAK BEZCZELNY JAK TY – okazało się że jego znienawidzona nauczycielka która każe mu pisać kilometrowe wypracowania (na 12 zdań) to moja koleżanka. Ale zawarłyśmy zmowę milczenia i dziecek dowiedział się o naszych koneksjach dopiero po swojej maturze 🙂 I ja wiem, że ta jego piątka na świadectwie to tylko wyraz sympatii do mnie. A maturę pisałaś dwa czy trzy razy? poza swoją oczywiście

        Polubienie

      2. Poważnie? Ale numer… Też by mi się przydała taka znajomość w Wiktorii gimnazjum. Ona zdolna i leniwa, i w słowie powściągliwa, jak twój. W słowie pisanym, rzecz jasna. Ale z drugiej strony mistrzyni lania wody i wypracowań kwiecistych nie na temat. Ale skubana zawsze piątki przynosiła. Gdy obie były młodsze to czasami im pomagałam, ale Wika już z pomocy mojej dawno nie korzysta. Oliwia jest taka, że nie poprosi, ale jest bardzo wdzięczna, gdy jej pomagam. Ona na odwrót: ciężko pracuje, ciągle się uczy, ćwiczy, poprawia. A trudno jej, bo raz, że umysł ścisły na maksa, a dwa – dysleksja. Dlatego bez wyrzutów sama z siebie jej pomoc proponuję.

        Polubienie

      3. Dlatego maturę mam zaliczoną podwójnie 🙂 i to druga lepsza od pierwszej !! Bo wiesz, ja byłam bezczelna 🙂 a za „moich” czasów to było niedopuszczalne

        Polubienie

      4. no to padłam na kolana i walnęłam czołem o panele !!
        Ściągałam gdzie się dało i jak się tylko dało. Fakt, że te ściągane bardziej pamiętałam niż wyuczone ale … wcale mi nie wstyd

        Polubienie

      5. No i spoko, większość znanych mi ludzi ściągało (jeśli nie wszyscy :-/) i też dziwnie reagują, gdy im mówię o sobie. Może nawet dlatego nie mają już paneli?

        Polubienie

    1. daleko nam do hameryki 🙂 ktoś im pozwolił pisać w domu i później, niczym na magisterce bronić tego co napisali…. A Ty nigdy ze ściąg nie korzystałaś ?? Bo ja niestety tak. Nawet na studiach na prawie cywilnym…

      Polubienie

  4. No i jak ja mam to skomentować ?
    Lektur nie lubiłaś? No kto to widział ? Przecież „Nad Niemnem” „Chłopi” czy inne „Żółte ciżemki” napisane były językiem ówcześnie współczesnym i współcześnie ówczesnym przecież… czego nie rozumiałaś ???

    Polubienie

    1. No, właśnie, aż mi głupio teraz. Nie umiałam docenić tej prostoty przekazu, słowa kwiecistego i innych ciżemek… Jakże ślepa byłam, nie widząc tego, co widzieli ówcześnie współcześni, a współcześnie ówcześni też wiedzieli i zobaczyli i odzobaczyć nie mogli…

      Polubienie

      1. … i na nowo i od nowa niektóre zostały dostrzeżone one i kolejne pokolenia uszczęśliwiane są niektórymi, przez nadrzędnych nam miłościwie decydujących…

        Polubienie

  5. Też nienawidziłam lektur! A takie, które faktycznie przeczytałam w całości policzyłabym na palcach jednej ręki… W tym ,,Dym” i ,,Kamizelka”. Hahaha.

    Też nie wiem kto to LimahL.

    Tamaluga zawsze na propsie. ❤

    Polubienie

      1. No za moich czasów jeszcze nie, ale teraz z tego co rozmawiałam z bratankiem to już się zmieniają. 😛 Uważam, że Harry Potter powinien być obowiązkowy! 😀 – ale w sumie, w tedy by tylko zniechęcał. Heh 😛

        Polubienie

      2. Widzisz, ciekawy temat poruszyłaś. Też się zastanawiam, czy naprawdę fajne książki zostałyby skazane na porażkę poprzez włączenie ich do lektur…

        Polubienie

  6. Większość lektur czytałam wcześniej, często miałam anginy, więc, a że sporo ich miałam na własność, że tak powiem, bo były dostępne, a w księgarniach wybór kiepski… z nudów, czytałam wszystko, kiedy przymus pozostanie w łóżku był.
    Ech te humanistyczne studia. Luz blues… weź opuść zajęcia w laboratorium- przekichane. Z gorączką półprzytomna chodziłam. I tak jest do dziś, szczególnie że, żeby cię do nich dopuścili to musisz zaliczyć sprawozdanie z poprzednich.

    Polubienie

    1. Ja rzadko chorowałam, a gdy się już przydarzyło, to nie miałam siły na nic, nawet na czytanie, bo liter nie widziałam. Kiedyś spotykałam się z jednym chłopakiem, nasz związek chyba wypalił się dość szybko, bo po kilku miesiącach spotykaliśmy się u mnie i każde z nas czytało swoje książki. 😀 Co prawda wymienialiśmy się uwagami, czytaliśmy sobie co lepsze fragmenty, no ale… błagam! Znam lepsze zajęcia dla pary nastolatków. No, ale to był etap, w którym faktycznie czytywałam ciurkiem wszystkie gatunki, jak leci.

      Polubienie

      1. Ha, ha… no aż tak zaczytana to ja nie byłam 😉 Ale w bloku mieliśmy paczkę (nas dwie dziewczyny i reszta chłopaków), spotykaliśmy się po mieszkaniach-najczęściej u mnie- ale i na klatce schodowej, i czasem do nich wychodziłam z książką, od której nie mogłam się oderwać. Zresztą wśród paczki był chłopak, który uwielbiał czytać i się wymienialiśmy książkami i recenzjami… Fajny czas…

        Polubienie

  7. Czytanie ciurkiem wszystkiego, to moja specjalność, ale przecież nie wszyscy muszą być humanistami, więc uważam, że mają prawo do nieczytania tego, czego nie lubią. Ale Harrego będą czytać i to nawet, gdy będzie lekturą.
    Szczęśliwego Nowego Roku dla Tamalugi i całej Rodzinki

    Polubienie

    1. Ultra, bardzo ci dziękuję za komentarz. Przy okazji chcę ci powiedzieć, że czytam twoje wpisy, a że ostatnio nie komentuję to tylko dlatego, że nie wiem co napisać. A nie należę do osób, które komentują byle komentować 🙂 Ostatnio piszesz o Krakowie, pięknie piszesz, ale ja się kiedyś bardzo zraziłam do tego miasta, toteż milczę. Ale czytam 🙂
      Szczęśliwego Nowego Roku dla Ciebie i Twoich bliskich! 😘

      Polubienie

  8. Lektury nawet lubiłam czytać ALE zależy które. Niestety, nieważne czy znałaś na pamięć daną książkę czy nie, polonistka i tak zmaltretowała cię przed całą klasą, bo nie pamiętałaś jakiego koloru któryś z subiektów miał skarpetki albo co wziął Rzecki do łapy kiedy dopiero uczył się na subiekta. Garść rodzynek. True story. Tak więc polski w LO kojarzył się z obrzydzeniem, katorgą syberyjską i stadem gestapowców. Maturę zdaliśmy najlepiej z całej szkoły, więc jak widać terror czasem popłaca…
    Trzech facetów w łódce dostałam kiedyś w wersji angielskiej, chyba w nagrodę za coś tam…jakiś konkurs? A może w ramach streszczenie Wika obejrzy film o facecie w łódce? Śmierć w Wenecji? 😀
    Niezły pomysł na nazywanie folderów! Ale ja musiałabym mieć obok dopisek KTÓRE debile, bo sporo ich jest…
    A Tamaluga jak zwykle przywaliła piękną puentą 😀
    PS. Szczęśliwego Nowego Roku! Neverending stooooryyyy, aaa-aaa-aaa… 😀

    Polubienie

    1. Naprawdę?! Porażka! I jak takie maglowanie ma zachęcić do czytania?! Matura nie jest usprawiedliwieniem, kto dziś pamięta czy się zdało dobrze, czy tak sobie, ważne że się zdało. Za to tortury pamięta się długo 😀
      Śmierć w Wenecji… pominę milczeniem. Mam nadzieję, że nie będzie musiała.:-D No, właśnie: które debile? Trzeba jakieś podnazwy stworzyć czy coś…
      SZCZĘSLIWEGO NOWEGO ROKUUUU!!! Neverending stoooorrryyyy…..

      Polubione przez 1 osoba

  9. Ja wprawdzie opisuję foldery normalnie (bo inaczej to nie doszłabym do tego, która to była zdzira, a która małpa 😉 ) ale mam w telefonie wpisane np. upierdliwa kobita z banku :D:D Jak dzwoni setny raz to przynajmniej wiem, kto to i albo blokuję, albo daję jej szansę jeszcze 😀

    Mój mąż kocha piosenki z 80-90 lat, ale często zna je tylko ze słuchu. Przypomniało mi się jak niedawno całkiem zobaczył teledysk „Neverending story” i z wielkimi oczami mówi: TO ON T-A-K WYGLĄDA?! Także no, nie dziw się 😉 Ja wiedziałam, bo koleżanka się w nim kochała i miała wszędzie plakaty 😉

    Dzieci są kochane, jejku jak wiedzą co i gdzie 😉 U nas taka scena w 2 dzień Świąt: na dole śpią goście, Misia obudziła się i pyta, czy może zejść, więc mówię, że nie, bo wszyscy śpią jeszcze (było już po 9, ale dobra, co tam) No więc stoi przy balustradzie i gada z pretensjami w głosie: Chciałam zejść na dół, ale mama mi nie pozwala, bo wszyscy śpią. W związku z tym muszę siedzieć tu na górze! Obróciła się na pięcie i stwierdziła: Idę do swojego pokoju!
    Hahaha. Słyszałam to i padłam. Wiesz, coś w stylu „w związku z powyższym idę kupę zrobić” Chyba Misia zostanie prawnikiem :P:P

    Wszystkiego dobrego kochana na ten Nowy Rok! Niech pod każdym względem będzie udany. No i cóż, do zobaczenia wkrótce, o rok starsze 😉 Ściskam mocno! :*

    Polubienie

    1. Nooo, jesteś nareszcie! Coś się wam to świętowanie przedłużyło 😛
      Dzieciaki są cudne, a Misia bezbłędna, ale raczej wróżę jej przyszłość w charakterze polityka lub rzecznika prasowego. Operuje już poprawną polszczyzną, tylko musi się jeszcze nauczyć jak mówić dużo nie przekazując konkretnych informacji 😀
      Wszystkiego Najlepszego Kochani!

      Polubienie

  10. Coś wiem na temat uwzinających się panów, gdyż mam córkę studentkę i sam uczę studentów. To niestety nie jest takie jednoznaczne, jak usiłuje mi wciskać moja Olka:)))) Lektur nienawidziłem, ale po liceum część przeczytałem z przyjemności. Cześć, gdyż uważam, że kilka pozycji tylko zniechęca do czytania, jak np. Dziady (po co komu ta ramota – nie wiem za PP). PS. 3 panów, to jedna z najfajniejszych książek na świecie!

    Polubienie

    1. O jakże mi ulżyło, w kwestii córek studentek i w kwestii lektur. Bardzo uradowałeś moje serce, nie tylko znajomością „Panów”, ale ich lubieniem! Dzięki! 🙂 Kochałam tę książkę, wyłam na niej ze śmiechu, jeszcze dzieckiem będąc. Pamiętasz, gdy w „Studio Lato” czytał ją W. Pokora? Cudowne czasy…

      Polubienie

      1. Pokory nie pamiętam, gdyż nie jestem radiowy (pomijając auto). Niedawno kopiłem „Trzech panów w Niemczech (tym razem bez psa)”, ale czeka w kolejce:( PS. Córki studentki są przecwane! W razie problemów wiesz, gdzie mnie szukać:))))

        Polubienie

      2. Wiem, wiem, tylko jak ja się tam przedrę? 😛 😀

        Studio Lato to był program wakacyjny w telewizji, w latach 85-87 czy jakoś. Rewiński, Skauci Piwni, pierwsze teledyski i powieść czytana w odcinkach. (Właśnie „Panowie” przez pana Pokorę). Szkoda, że nic nie znalazłam na ten temat w internecie.
        Trzech Panów w Niemczech??? Ooo! Nie słyszałam, ale właśnie sprawdziłam 🙂 Dobra, też będzie u mnie w kolejce.

        Polubienie

  11. A ja uwielbiałam lektury tak samo, jak wszystkie inne książki 😉 I czytałam wszystkie. Nie oznacza to, że jednakowo mi się podobały. „Solaris” i „Jądra ciemności” nie zdołałam przeczytać, poddałam się bardzo szybko. Za to „Lalkę” i „Proces” Kafki dostałam teraz pod choinkę, bo bardzo chcę je mieć w domu i wracać do nich 🙂

    A jak Wiktoria się czuje w nowej fryzurze? Ciężko jej było się rozstać z włosami? Niedawno przechodziłam przez to samo i wiem, ile to kosztuje kobietę/dziewczynę emocji, aby obciąć długie włosy…

    Podoba mi się jej pomysł na prezent dla Ciebie. Sprytna dziołcha 😛

    Polubienie

    1. To fakt: Proces i Lalka są OK. Ale wyjątki tylko potwierdzają regułę 😛
      Wiktoria już myśli o zapuszczaniu, ale to Syzyfowa praca, bo i tak będzie je cały czas farbować na blond… Myślę, że przyzwyczaja się póki co, do krótkich, bo naprawdę inna buzia – przede wszystkim widoczna 😀
      A jak ty się czujesz z krótkimi?
      No, prezent pomysłowy, w końcu powiedziałam, że to moja ukochana książka, więc po sprawie 😀

      Polubienie

  12. ” Anielki” nie czytałam no to już przesada
    A ja lubiłam nawet” Chłopów ”
    Reymonta
    I Ferdydurce
    Zauważyłam, że u Ciebie po świętach głód po kątach szaleje
    Dokarm córkę !

    Polubienie

  13. Ouu z czarnych na blond to musiało się skończyć ostrym cięciem… Ja nigdy włosów nie farbowałam, robiłam tylko refleksy takim olejkiem specjalnym. Szkoda mi mojego blondu na eksperymenty 😛

    Co do lektur to też nigdy ich nie lubiłam chęć sam przedmiot z języka polskiego zawsze był moim ulubionym. Czasem czytałam jak już lektury z wyprzedzeniem, bo nie było presji i wiedziałam, że czytam je z własnej woli 😀

    Polubienie

  14. Moja Droga, przed pociechami nic się nie ukryje…nawet jak najciszej jak się da chcesz zjeść do kawy kostkę gorzkiej czekolady – im się włącza jakiś kolejny z rzędu zmysł i one WIEDZĄ że mama coś je i się podzieli;)
    Co do tej lektury, o tych facetach w łódce to nie wiem o czym piszesz. Pasuje nadrobić;) A lektury w sumie lubiłam. Ale wtedy miałam czas że czytałam wszystko. Teraz grymasić zaczynam;)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    Polubienie

    1. Tak, ona potrafi najciekawszą zabawę przerwać, albo zerkać na mnie jednym okiem podczas oglądania bajki, gdy tylko usłyszy, że coś mlaśnie lub chrupnie 😀 „A cio tam maś?”
      No właśnie ja też jakaś wybredna na stare lata się robię, a powinno być na odwrót. Przynajmniej w kwestii książek 😛

      Polubienie

  15. A Konrad lubił lektury, choć nie lubił przymusu 🙂
    Nie przeczytał tylko „Kandyda”, ale dzięki temu zna „Bramy Raju” i „W domu Sary”. O Bułhakowie nie wspominając 🙂

    Dużo przeczytanego w 2019 🙂

    Polubienie

  16. Też zniszczyłam sobie kiedyś włosy farbując je na blond – to znaczy zniszczyła je fryzjerka używając jakiegoś rozjaśniacza z niskiej półki. Czyli właściwie to jestem sama sobie winna, bo poszłam do takiego fryzjera (czytaj: partacza)… 🤨 Wiele lat zajęło mi odbudowanie włosów, ale udało się w końcu. Dziś dalej noszę blond, ale chodzę do normalnego fryzjera 😉
    I też nienawidziłam tych lektur, Boszszszsz ten język, w ogóle masakra jakaś. Czasami to zastanawiałam się czy to w ogóle jeszcze polski 😁 (albo czy to może jednak ze mną jest coś nie tak skoro koleżanka przeczytała lekturę z zainteresowaniem 😳🤪) I to mnie w młodych latach zraziło trochę do czytania, musiałam trochę dorosnąć żeby wziąć do ręki książkę, ale już jakaś normalną 😊
    PS. Że też nie chcą uchwalić Harrego Pottera lekturą szkolną 😁

    Polubienie

    1. Witaj, zatem w klubie! I Wiktorii i moim! 😀
      Tak, ja też się zastanawiałam czy to ze mną jest coś nie halo, skoro inni czytają 😀 Jesli mnie książka nie interesuje, to po prostu przez nią nie przebrnę i koniec, nie ma takiej możliwości.
      Oj poza Harrym też by się znalazło kilka… W ogóle to ja bym taką fajną listę lektur utworzyła… Władza w ręce ludu!!! 😀

      Polubienie

      1. Dokładnie 😊 Ja wiem, że te wszystkie lektury to dziedzictwo kulturowe i w ogóle, ale z drugiej strony potem wszyscy się dziwią, że dzisiejsza młodzież w ogóle książek nie czyta – jak nawet lektury do tego zniechęcają… A tak to nawet ci, którzy naprawdę nie lubią czytać sięgnęliby po taką książkę 😊

        Polubienie

      2. A jeszcze nauczycielka bywa nawiedzona i potrafi obrzydzić nawet te „lepsze” z lektur. Np. nasza miała obsesję na punkcie Lalki do tego stopnia, że przez pół godziny opisywała nam fasony sukien Izabelli. :-/

        Polubienie

  17. Nadrabiam zaległości…
    I jak pomogłas Wiktorii?
    Ja też nie lubiłam lektur, czytałam z przymusu, ale lekko nie było. Choć inne książki wciągałam bez problemu. 😊
    Co do waszej Wiki to ja się czuję podobnie, też czasem tak trochę niezdarnie.
    Tamaluga wygrała wszystko 😍

    Polubione przez 1 osoba

  18. Wesoło tam macie =D

    Z lekturami to różnie bywało. Raczej nie lubiłam, ale jak coś mnie wciągnęło, to nie mogłam przestać czytać i tak Granicę łyknęłam w jeden wieczór, po czym dostałam oczopląsu. Co za szczęście, że ta książka trafiła mi się na maturze 😉 bo Potopu nie przeczytałam.

    Albo w podstawówce się owyłam po przeczytaniu Chłopców z Placu Broni.

    A Mitologię łyknęłam jeszcze w gimnazjum mimo iż nie było trzeba, bo omawialiśmy tylko fragmenty.

    A Wiktoria dobrze, że chętna do kucharzenia, może geniuszem kulinarnym nie będzie, ale przynajmniej z głodu nie umrze. Wyobraź sobie że siostry mojego męża (niespełna 17 i prawie 18 lat) i nic, zero… Dwie lewe ręce.

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Lady Makbet Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s