SCHRONIENIE

 Harlan Coben, „Schronienie” (Shelter), 2011

 

Od czego tu zacząć? Może od autora. Nazwisko chyba dobrze znane, a już na pewno miłośnikom gatunku – kryminału wplecionego w thriller, (lub na odwrót, kto za tym nadąży). Przeczytałam pierdylion jego książek, i pewnie jeszcze niejedną zrecenzuję, ale chcę zacząć właśnie od tej.

Cobena lubiłam na tyle, że przywykłam nawet do powtarzalności postaci, z czym mam zazwyczaj lekki problem. Ten sam bohater, ten sam krąg krewnych i znajomych królika zmusza do czytelniczej kontynuacji serii, „żeby wiedzieć o co chodzi”. Jednocześnie nie trzeba wiedzieć o co chodzi, żeby sięgnąć po jakąś na chybił-trafił. Jeśli jednak przywiążesz się do postaci, to zwyczajnie chcesz wiedzieć kto to i skąd się wziął.

Cobenowi byłam w stanie wiele wybaczyć. Moja córka Oliwia, wyjątkowo wnikliwy i analityczny umysł, wyłapała bez trudu kilka nieścisłości, które mi najwyraźniej umknęły. Stwierdziła też, że spokojnie zniosłaby tych samych bohaterów, gdyby całość konsekwentnie trzymała się literackiej kupy. A tu – raz jeden bohater jest neurochirurgiem, a innym razem dentystą… No, dobra, zostawmy to. Coben to Coben, a z pewnymi nazwiskami się nie dyskutuje. Najważniejsze, że on sam za każdym razem jest autorem książki i tego się trzymajmy.

Nie wiem jak wy, ale ja gdy biorę do ręki książkę po raz pierwszy, nie mając nawet mglistego pojęcia o fabule, przez chwilę ją sobie wyobrażam. Na podstawie tytułu. Zanim zerknę na, tak zwane, tyły. Schronienie od razu skojarzyło mi się z jakąś bezpieczną miejscówką, azylem, bunkrem. W ogóle nie pomyślałam, że schronieniem może być… drugi człowiek. Do tego nie jakiś superbohater w rajstopkach i pelerynce, nie dziadunio z fajeczką nawet, ale… nastolatek.

„Schronienie” przeczytałam jakiś czas temu, jako samodzielną książkę i póki co, na niej poprzestałam. Nie miałam pojęcia, że ostatnio ukazała się jako 1 część trylogii, obok „Kilka sekund od śmierci” i „Odnaleziony”. Hmmm.

Dlaczego zaczynam akurat od niej? Bo jest botoksem wstrzykniętym w zmarszczkę, że tak to ujmę.

W powieściach Cobena występuje ten sam bohater – agent sportowy Myron Boiltar. Wreszcie, z uwagi na upływający czas, który nawet dla literackiej fikcji nie może być obojętny, pojawia się świeża (acz ta sama) krew.  Autor zdecydował się odsunąć Myrona z pierwszego planu i zastąpić go jego własnym bratankiem – Mickey’em Boiltarem. (Swoją drogą, dobry zabieg, pozwalający utrzymać nazwisko. Z siostrzeńcem by nie wyszło).

Już na starcie funduje chłopakowi traumatyczne przeżycia: śmierć ojca i matkę na odwyku. Tym samym powiązuje go – z kim? – no ze stryjem, oczywiście. Ze stryjem, u którego musi zamieszkać. Ich stosunki nie układają się najlepiej, co ma swoje podłoże w dawnej, rodzinnej waśni. Nastolatek trafia do nowej szkoły, gdzie czekają go nowe problemy, ale też przyjaźnie, mające szanse na przetrwanie. Dzielnica w niewielkim Newark pełna jest tajemnic, a staruszka budząca popłoch u miejscowych dzieciaków – jednym zdaniem budzi popłoch Mickey’a.

Odtąd znowu wszystko się zmienia i gmatwa jeszcze bardziej. Matka chłopaka wraca do nałogu, a nowo poznana dziewczyna znika w dziwnych okolicznościach. Bohater, jak to bohater – zaczyna jej szukać, a nowi przyjaciele, jak to nowi przyjaciele – pomagają mu w tym. Podjęty przez dzieciaki trop prowadzi do niesamowitych odkryć: od woźnego, przez klub ze striptizem, aż do… holokaustu.

Dlatego właśnie zaczynam od tej książki i dlatego polecam ją też nastolatkom. Poza oczywistą radochą z bycia kanapowym detektywem, niesie głębokie przesłanie. Podkreśla najważniejsze w życiu wartości – miłość, przyjaźń, lojalność, tolerancję i gotowość niesienia pomocy, bez względu na konsekwencje.

Czy dobro popłaca? U Cobena zawsze.

Mam nadzieję, że nie tylko u niego, że tak refleksyjnie zakończę.

 

4 uwagi do wpisu “SCHRONIENIE

  1. A pisałam Ci już, że nie byłam w stanie się do Cobena przekonać? Zaczęłam jakąś jego książkę w 2014, nie skończyłam i nawet nie byłam ciekawa co dalej. To dziwne, bo lubię i kryminały i thrillery, a tu nic. Zero chemii. A potem Dziubas dostał pod choinkę jego audiobooka, którego czytał Krzysztof Globisz. Wyobraźmy sobie teraz Globisza udającego głos niewieści. Już. Wystarczy. Uraz pozostał do dziś 😉
    Dziubas ma kolekcję jego książek, aż sprawdzę, czy ta stoi na półce…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s