Numer z sobotą nieudany. Święta udane

 

Teraz już wiem, z całą pewnością: w szpitalu się pomylili. Albo ja niedosłyszałam. Tamaluga na pewno nie dostała 10 w skali Apgar, tylko w skali Beauforta.  Myśli tej, pozwolicie, nie rozwinę, ale każdy domyśla się o co chodzi.

Święta były bardzo udane, szczerze mówiąc najlepsze od lat. I to pomimo bardzo przykrego numeru, jaki mi wykręcono; mianowicie zamknięcia sklepów w sobotę o godzinie, kurwa, trzynastej. Wszystkich sklepów.  Ponad 400 tysięczne miasto umarło. Bynajmniej nie śmiercią naturalną – ustawa je zabiła. Fajnie, że ktoś mnie wcześniej powiadomił. Co roku sobota traktowana była jako normalny dzień roboczy, więc skąd miałam wiedzieć?! Mało im wolnych niedziel??? No, mało??? Dobrze, że miałam już rybę i ciasto. Ale to byłoby na tyle. Przez całą sobotę, będąc z Tomaszem na łączach – ja w centrum, on w okolicy domu – dokupowaliśmy jakieś, nic nie znaczące produkty, w ocalałych od zagłady sklepikach (czyli on w Żabce, a ja na dworcu głównym). I muszę wam powiedzieć, że na tych wariackich papierach, stworzyliśmy fantastyczne coś z niczego. Obiad, to w ogóle było mistrzostwo świata, więc spokojnie pokazałam rządzącym gest Kozakiewicza, tu się zgina dziób pingwina, takiego wała jak Polska cała, i inne tego typu. Na koniec udało mi się jeszcze pokazać środkowy palec.

W niedzielę, po śniadaniu poszliśmy na spacer z Tomkiem, Oliwią i Tamalugą. Ta ostatnia poprowadziła nas, oczywiście, na stadion. Pogoda była piękna, mam nadzieję, że u was też, i pełnię szczęścia zaburzał mi jedynie mały problem. Po ostatnim ostrym przeziębieniu, nadal biorę tabletki, które są moczopędne. Szczęśliwie, na stadionie trafiliśmy na czyściutkie toj-toje, więc, że tak powiem, problem zanikł, zanim jeszcze na dobre się rozwinął. Stadion obecnie jest w remoncie, bo ma być super hiper  wypasiony. Weszliśmy na loże vipów i porobiliśmy sobie zdjęcia. Na murawie trenowali piłkarze, więc  Tamaluga wpadła w rozpacz, że ona „chcie glać w piłkę”. Na nic argumenty, prośby. Zaparła się i już, tuż przed bramą. Wtedy wszedł pewien pan, zagadał do niej, zapytał czy z nim pójdzie i podał jej rękę. Tamaluga, jak na cygańskie dziecię przystało, zrobiła nam pa pa i poszła za rączkę z owym panem. Niepokojące, frustrujące i tak dalej, ale Tamaluga już taka jest.  Wtedy skojarzyłam, że pan jest czołowym napastnikiem naszej drużyny i trochę nam póły opadły.

Na obiedzie gościliśmy Wikę i jej chłopaka, Krisa. Wika od progu przeprosiła, że nic ze sobą nie przynieśli, ale w sobotę zamknęli im sklepy (przed nosem) o 13. (Naprawdę?! Niemożliwe! Coś takiego…)

Smażąc rybę, odczułam pewien dyskomfort. Uświadomiłam sobie, bowiem, że jestem wykąpana, świeża i pachnąca, a smażenie ryby w małej kuchni jednak nieco te wartości obniża. Zrobiłam sobie, zatem, przerwę, wyszłam przed dom i stanęłam od zawietrznej.

Po chwili wychodzi do mnie Tomasz i mnie wącha… Nie: obwąchuje.

Ja:  I co? Bardzo śmierdzę?

Tomasz (wesoło i pocieszająco):  Nie, naprawdę! Śmierdziałaś już gorzej!

Ja:  …….

Po obiedzie (który, z wrodzoną skromnością, ponownie nazwę hitem) wszyscy poszukiwali prezentów od Królika. Potem graliśmy w planszówki, w Milionerów, i w quiz z telefonem na czole, gdzie opisuje się hasła innymi słowami. Tarzaliśmy się ze śmiechu. Tak, przy okazji: uwielbiam planszówki. Od dzieciństwa. Miłością tą zaraziłam córki. Uwielbiam gry, które nie wymagają nadmiernej cierpliwości, czyli puzzle odpadają.

Kiedyś, dawno temu, ktoś podarował mi puzzle. „Titanic” z 1000 elementów. Bóg mi świadkiem, że dałam im szansę. Zaczęłam od kominów, bo były, hmm… wyraziste. Wiedziałam, że są cztery i uparłam się na ten pieprzony czwarty komin, ale nie mogłam go znaleźć. Po pół godzinie oczy zaczęły mi łzawić od wytrzeszczu. W końcu kumpel zapukał do okna, a ja zdążyłam tylko krzyknąć „Odsuń się!” i pizdnęłam wszystkie puzzle przez okno.

Ale wracając.

Tamaluga zachwycona. Z prezentu też, ale najbardziej ze świątecznej atmosfery. Z wrażenia, aż trzy razy nie zdążyła do łazienki. Nauczyła się mówić „Ogórki małosolne”, które wymawia „ogólki małe i  siolne” oraz „rzeżucha”, którą wymawia „zieziucha”. Samodzielnie wyhodowana rzeżucha jest jej dumą, ogląda ją sto razy, każdemu sto razy pokazuje, i każdemu sto razy wciska: („Jedz, to pychne, to jeśt  zieziucha, pychne i zdlowe, no jedz!”)

 

Podsumowując: święta były naprawdę udane. Mam nadzieję, że wasze również. A teraz czas wrócić do rzeczywistości i, przynajmniej wymyć, piętrzące się w zlewie naczynia.

Droga do kościoła ze święconką. Oczywiście cała ulica musiała słyszeć Tamalugę.😂

44 uwagi do wpisu “Numer z sobotą nieudany. Święta udane

  1. Tami jest przecudowna ❤️❤️ Cieszę się, że święta wam się udały mimo psikusa w postaci sklepów do 13.

    U mnie w domu też planszowki rządzą 😂 Uwielbiamy to! Jeszcze fajnie by było gdyby były tańsze na poczet tego, że nie są komputerowe 🤷‍♀️

    Polubienie

    1. Dzięki💗
      Otóż to. Nie wiem jak w Poznaniu, ale u nas jest taki pub, gdzie ludzie przychodzą grać w różne gry, planszówki, słowne, skojarzeniowe itd. 🙂 Moje dziewczyny tam czasem chodzą, może i ja się w końcu wybiorę 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Tamaluga super – kaczka którą targa już mniej 🙂 (dzieci powinny być apolityczne) Małe człowieczki których żywiołowość była odmierzana w skali Beauforta jako dorosłe typy znacznie powolnieją. Cierpliwość wyrabiałam sobie układając puzzle 1000000 elementów – sanie po zaśnieżonych Bieszczadach zaprzęgnięte w dwa białe konie

    Polubienie

  3. Tamaluga śpiewająca własną wersję ABC przypomniała mi, jak moja siostra, będąc małą dziewczynką, śpiewała do lustra „Mydełko Fa” i w momencie, w którym chodziło o to, jakie ono jest pięknie pachnące, czy coś- beknęła, jak lew. I cała piosenka poszła się… 😛

    Uwielbiam puzzle ❤ Zawsze zaczynam od ułożenia ramki. W ogóle uwielbiam takie monotonne czynności, które właśnie wymagają dużo cierpliwości, niemal transu połączonego z nastawieniem na cel. Origami, zwierzątka z koralików, szycie- to ja 😀

    Też miałam bardzo udane święta, przyjechała do nas moja siostra z południa Anglii, więc mieliśmy rodzinne wycieczki 2 dni z rzędu. Pogoda była lepsza, niż w Maroko podczas wakacji w zeszłym roku. To pewnie już było angielskie lato, heh… Wczoraj padał deszcz na zmianę z gradem, była nawet burza, także ten 😛

    Polubienie

    1. Hehehe, twoja siostra dodała po prostu własny bit 😂
      Origami… mój szkolny koszmar. 😀
      Fajnie, że też miałaś udane święta 🙂 W fajnym towarzystwie to nawet i pogoda nie straszna.

      Polubienie

  4. Tamaluga boska! – normalnie robi mi dzień😂
    Och, może i ja się doczekam drepczacej Zońci z koszyczkiem jajek😀 Na razie wyraźnie mówi tata, pracuję nad babą 😉

    Ha! Co do stadionu, to jest przestój bo nie ma komu zrobić ogrzewania. Liczyli na mojego tatę, ale on podjął decyzję, że w to nie wchodzi, mimo iż przed laty to jego firma to robiła. Temat jest trudny, więc liczyli, że w to wejdzie, ale czas jest taki, że prosiliśmy tatę, żeby przemyślał, bo szkoda zdrowia, szczególnie że inwestor hmmm…

    Polubienie

    1. Doczekasz się, doczekasz. 🙂
      Naprawdę z tym stadionem?! Normalnie mnie zaskoczyłaś… No, i wow, nie wiedziałam, że Twój tata tak się przyczynił do rozwoju naszego pięknego miasta. Ciekawe co teraz będzie, może ktoś się znajdzie, bo faktycznie – szkoda zdrowa, zwłaszcza, że inwestor hmmm. Jak to często bywa. Kurcze, ten stadion to ma pecha.

      Polubienie

      1. Tata jest ciepłownikiem, wiele robót w DM robił, jako jeszcze kierownik w (WP)SEC-u. A potem już jako własna firma.
        Na pewno się ktoś znajdzie. Tu byłby podwykonawcą- bo przetarg był na całość- a to trochę zmienia sytuację.

        Polubienie

  5. [i taki uj jak Batorego komin… nie pytaj, skojarzyło mi się z kozakiewiczem i puzzlami-Titanikiem]
    …ale wiesz, jakbyś jej pozwoliła poszaleć po murawie, to godzinę wcześniej padłaby spać…
    acha, planszówki… mąż ze mną nie chce grać, bo na hasło „Gwiazda Poranna” ja wybieram anioła, jego kumple miecz, a on jako jedyny wskazuje rozgwieżdżone niebo… jakas karcianka to była, z pięknymi obrazkami… jak byliśmy w drużynie zawsze przegrywaliśmy…
    …i oby więcej takich świąt!

    Polubienie

  6. No wiesz, to dziecko to sama słodycz 🙂 🙂 Fajnie że miałaś święta udane, ja o swoich wolę jak najszybciej zapomnieć…A rzeżuchy nawet ja samodzielnie nie wyhodowałem więc jest bardziej utalentowana 🙂 Pozdrawiam was serdecznie i miłego weekendu życzę 🙂

    Polubienie

  7. Po raz kolejny to powiem, no ale muszę, po prostu muszę to powtórzyć: TAMALUGA JEST PRZE-U-RO-CZA!!!! 😍😁❤ No cudowna po prostu 😊😊😊 Przyćmiła nawet Twój talent kulinarny, chciałam już się rozpisać jak to super że umiesz tak fajnie gotować i kreatywnie tworzyć coś z niczego, bo mi takich umiejętności zdecydowanie brakuje, ale zobaczyłam na końcu historię z zieziuchą, a potem filmik ze święconką i wymiotła 😁😁😁

    Polubienie

  8. Tami the best!

    Ja też bardzo lubię gry planszowe, ale puzzle uwielbiam 😀 Młoda odziedziczyła po mnie zapał do ich układania i ma masę pudeł z puzzlami i ani jednego nie brakuje – bardzo o nie dba.

    My się zorientowaliśmy dość wcześnie że o 13 zamykają sklepy w sobotę więc już przed 8 r0ano wybiegłam na zakupy i jeszcze szukałam barwników do jajek bo naturalne metody mnie zawiodły :/

    A teraz – uwaga uwaga – zaraz padniesz: przystroiłam koszyczki i wyruszyłam z dzieciakami do kościoła. Wchodzimy, a syn na cały regulator: „Gdzie jest Jezus?!”
    Gdy jakieś niemowlę płakało, to zatykał uszy i wtulał się we mnie (Ale to zrozumiałe z racji na jego nadwrażliwość na dźwięki), a podczas święcenia pokarmów, gdy dostał wodą święconą po głowie, krzyknął „AAAA! Nie chlupaj mnie!”

    Święta spędziliśmy kameralnie, było super 😉

    Polubienie

    1. Dzięki :-)😘
      Hahahaha! Skoro się już pofatygował, to wypadałoby żeby ten Jezus jednak był 😂😂
      Cieszę się, że spędziliście miło święta 🙂 Zupełnie inaczej, tak bez jazgotu z dołu, nie?
      Puzzle są spoko i czasami żałuję, że nie mam do nich cierpliwości.

      Polubienie

      1. To prawda, jest całkiem inaczej, tak bezstresowo, a dawniej to żyłam jakby siedząc na bombie – nie wiadomo kiedy wybuchnie, strach nawet oddychać. A teraz pełen luz 😉

        Jest tylko jedna sprawa która spędza mi sen z powiek – Młody jest wyczulony na dźwięki, obawiam się że on się nie wysypia. Przejedzie ulicą jakiś samochód a on już na równych nogach, sąsiad spuści wodę w nocy a ten już wstaje. I tu spokój jest ogólnie w tym bloku, w ogóle na osiedlu, ale on wszystko słyszy 10x bardziej. Ciężko jest – ja też chodzę jak zombi. Już pół roku tu mieszkamy i jeszcze ani jednej nocy nie przespaliśmy spokojnie.
        Często wchodzę w nocy do pokoju dzieci i widzę Maciusia z głową przywaloną poduszkami (uszy tak zatyka) i go wyciągam spod tego.

        Próbujemy mu leki podawać, ale wiesz jak to z nim. Czasami się uda gdzieś ciut wmieszać ale to na niego za mało i nie działa.

        A poza tym wszystko inne ok. Chorowite było te pół roku niestety, ale już może będzie lepiej 🙂

        To pierwsza wiosna kiedy nie doskwiera mi alergia na pyłki. Hurra!

        Polubienie

      2. Zasmuciłaś mnie Maćkiem. Mam nadzieję, i wierzę w to, że w końcu przywyknie do tych dźwięków i się uodporni. Jeszcze zapytam jutro koleżankę, która też z autystycznym synkiem przeniosła się, co prawda kilka ulic dalej, ale ruch jest bardziej wzmożony, jak to u nich wyglądało. Wiem tylko, że lekka zmiana trasy do przedszkola to był horror. Na szczęście jakoś sobie poradzili.
        Co by nie mówić, to i tak wyprowadzka była dla was najlepszą decyzją i ostatnim dzwonkiem. Cieszę się 🙂 Patrz, i nawet alergia ustąpiła 🙂

        Polubienie

      3. To podpytaj, dzięki 😉

        Bo to widocznie była alergia na teściową nie na żadne pyłki :-p
        Ale tak na serio to ja na brzozę mam największą alergię a tam mieliśmy las brzozowy za płotem.

        Polubienie

  9. Ha, a ja zamówiłam sobie wszystko co potrzeba przez internety i pan mi przyniósł do mieszkania. Na czwarte piętro. Bez windy. Może nie w sobotę tylko dwa dni wcześniej, ale jednak;)))
    Cieszę się że mieliście spokojne święta- u nas podobnie!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  10. Tamaluga jest fantastyczna 😊 moja Wiki też jest takim mocnym żywiołem, ale tak sobie myślę, że gdyby były z nich takie spokojne ciapy to byśmy się martwiły, a tak nie ma o co.
    Fajnie że święta się udały. Też uwielbiamy planszówki. 😉
    A co do sklepów mnie akurat nie zaskoczyły. Zakupy zrobione w czwartek i piątek, a w sobotę od 7 rano po chleb, żeby uniknąć tłoku. Polecam w miarę możliwości, taką właśnie taktykę.
    Pozdrawiamy 😘

    Polubienie

    1. Dziękuję 😘
      Ja też się cieszę, że taka żywiołowa, tylko czasami wymiękam. Dzisiaj musiałam wziąć kalmsa na nerwy i wyjść na zewnątrz na 10 minut 😀
      Kurczę, że wszystkim się jakoś udało, tylko mnie jak zwykle zaskoczyli. Może ogłaszali na fejsie i w prasie, a ja ani fejsa, ani prasy lokalnej i tak się wybrałam na zakupy 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s