Odsubskrybowanie z odmolaniem

Tomasz czasami ma chęci, a czasami nawet zryw, i tak sam z siebie chce coś zrobić, sprzątnąć, naprawić. Wybiera sobie kilka rzeczy na raz, przygotowuje się, planuje. Gdy już ma się tak wziąć i zabrać, stwierdza, że nie wie od czego zacząć i że powinien coś odrzucić. Odrzuca i odrzuca, w końcu zostawia sobie jedną rzecz, po czym ostatecznie i tak zabiera się za coś, czego kompletnie nie było w planach.

Dlatego też, zanim poproszę go o cokolwiek, upewniam się, że ja sama na pewno nie dam z tym rady. Niektóre zadania są z gatunku tych trudniejszych, a niektóre tak proste, że nie wymagają wysiłku umysłowego ani fizycznego.

Tak, jak wyniesienie do piwnicy trzech lekkich kartonów, zalegających na podłodze w kuchni.

Pewnie, że mogłabym wynieść je sama, ale:

Klucz do piwnicy jest jeden, i Tomasz ma go przy sobie. Gdy przypominam sobie o kartonach (potykam się o nie), jest on akurat poza zasięgiem.

Piwnica to królestwo Tomasza, który „ułożył wszystko po swojemu”, czyli wprowadził własny nieład, który bynajmniej twórczym nie jest. W każdym razie nie dla mnie. Przedostanie się z jednego końca na drugi, graniczy z cudem.

Dlaczego to ja miałabym je wynosić, skoro dawno temu, Tomasz osobiście obiecał się tego podjąć?

Los sprawił, że polało się trochę wody na Tomaszowy młyn, bo pogoda zaczęła lecieć w kulki. Ciepło, ciepło – zimno. Otworzyłam więc jeden z kartonów i wydobyłam zimową kurtkę. Potem znowu zrobiło się ciepło i kurtka znowu pieczołowicie złożona i zabezpieczona, powędrowała do kartonu. Tylko po to, bym po kilku dniach, z przekleństwem na ustach, wyjęła ją ponownie.

– Widzisz, widzisz? – mówi Tomasz uradowany. – Widzisz, jak dobrze, że te pudła cały czas są? Okazuje się, że możesz ich potrzebować.

– Zgoda, z tym jednym pudłem wybrnąłeś, ale to nie tłumaczy dwóch pozostałych, gdyż NAPRAWDĘ NIE SĄDZĘ, ŻEBYM W NAJBLIŻSZYM CZASIE POTRZEBOWAŁA CHOINKOWYCH BOMBEK!

 

……….

Wystarczyło, że wyszłam na pięć minut, a gdy wróciłam dostałam e-mail z gratulacjami, bo oto właśnie – tadaam! – subskrybuję swój własny blog!

Hę?

„Jeśli chcesz anulować subskrypcję, no to click here”.

No to klikam there i nic. Subskrybować się da, ale odsubskrybować już niekoniecznie. W tajnym ustawieniu „moich subskrypcji” (wzięłam w cudzysłów, bo jako żywo, niczego dotąd nie subskrybowałam), widniały jakieś tajemnicze nazwy. Nie były to blogi, tylko jakieś dziwne strony, które obserwuję, podobno, od dwóch lat. Rzecz jasna, nazwy mojego bloga też tam nie było, choć przecież właśnie jego, ponoć, subskrybuję.

Nie mam na to siły, więc zaznaczam wszystkie dziwne nazwy i klikam w „Anuluj subskrypcję”.

Potem posyłam trochę wulgaryzmów pod adresem WordPressa.

A jeszcze potem, po głębszym zastanowieniu, stwierdzam, że skądś się ta subskrypcja musiała wziąć. Pomyślmy. Wiadomość dostałam zaraz po powrocie do pokoju, w którym nie było mnie pięć minut. Nie było mnie… Nie było mnie!  Zerkam na Tamalugę, która znad klocków, obserwuje mnie z niepokojem.

I wszystko jasne.

 

……….

Kto przygląda się sufitowi? Chyba nikt poza mną, czyli nikt normalny. Ja się wzięłam i przyjrzałam i zbladłam poniekąd, gdyż zobaczyłam trzy glisty. A potem jeszcze jedną nad drzwiami i jedną nad oknem.

WTF?!

Chcąc podzielić się odkryciem z Tomaszem, nie mówię mu wprost. Zazwyczaj sam się orientuje, że coś nie tak, bo przestaję go słuchać i wgapiam się w coś, i podobno przekrzywiam nawet głowę. Tak było kilka dni temu, gdy nad jego ramieniem, spuszczał się radośnie pająk. Zagapiłam się na niego z pewną fascynacją, bo spuszczanie wyglądało tak: Wziuuuuuuuuut. Wziut. Wziut. Stoi. Wziuuuuuuuut. Stoi.

Nieważne. No i gapię się na te glisty, i myślę „WTF?!”, aż Tomasz podąża za moim wzrokiem i też widzi glisty, i mówi na głos to, co ja myślę, czyli „WTF”, tylko jakby bardziej po polsku.

Po chwili wciąga je w odkurzacz, ale po godzinie następuje powtórka, a potem jeszcze jedna.

Postanawiam zapytać o radę mojego dobrego kolegę Googla. Kolega stwierdza, że to larwy mola, co już wcześniej podejrzewałam. Dwa lata temu przejęły kontrolę nad jedną z szafek, i próbowały przejąć nad kuchnią, ale wytępiliśmy je. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo, jak widać, zdążyły założyć zalążek rodziny.

– To pewnie przez twoje suszone morele – mówi Tomasz.

– Niemożliwe. Są w grubym, podwójnym woreczku strunowym, który zawsze zamykam. Chyba, że ty nie zamknąłeś?

– To może twoje płatki kukurydziane?

– Płatki są w słoiku, który zawsze zakręcam. Chyba, że ty nie zakręciłeś?

– Ja nawet ich nie jem!

– Nie musisz jeść, musisz zakręcać.

– To może wiórki kokosowe?

– Wiórki są w pojemniku na klik, i zawsze go klikam. Chyba, że

– Dobra! Wystarczy! Zabieramy się za to?

 

Było już późno, ale co tam. Wyjmuję wszystko z jednej z wiszących szafek. Zaczynam myć i sprawdzać dokładnie.

Tomasz zdejmuje szafkę, odkurza i odnajduje dawno zagubione wiertło, które nie wiedzieć dlaczego, spoczywa spokojnie w jednym z kubków.

Ja, z kolei, trafiam na puszkę do mleka, którą po urodzeniu Wiktorii, czyli 21 lat temu, dostałam w prezencie od Nestle.

I czas się zatrzymuje: w kuchni pobojowisko, a wśród niego Tomasz cieszący się z wiertła, i ja rycząca nad zardzewiałą puszką.

W końcu stwierdzamy, że nie damy rady. Dochodzi pierwsza w nocy, i nawet jeśli ryk odkurzacza nie wkurwi sąsiadów, to na pewno obudzi Tamalugę. Przekładamy odmolanie na dzień następny.

Póki co, znajdujemy jeszcze trzy dorosłe mole, i odnotowuję w pamięci żeby spryskać szafki kwasem octowym.

Trzy mole i kwas octowy. Trzy mole i kwas octowy.

I nagle cofam się do liceum, stoję przy tablicy, a Muchowicz przygląda mi się znad okularów. I ta panika, bo nie mam pojęcia o czym ona do mnie mówi.

Dane są trzy mole kwasu octowego. Oblicz łączną liczbę zawartych w nich atomów.

Trzy mole.

Ja pierdole.

53 uwagi do wpisu “Odsubskrybowanie z odmolaniem

  1. Wiesz, mleko którego nie dałaś dziecku tylko zachomikowałaś…kiepska pamiątka- Mamo, a może ja byłam głodna?! ;)))
    Co do moli, u mojej Teściowej też wylazły niewiadomo skąd… zaraza;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  2. „Własny nieład” – mój mąż ma to samo.
    A o bombki nie bój nic. Do grudnia coraz bliżej 😛

    Z molami nie bardzo pomogę, jeszcze mnie ta nieprzyjemność nie spotkała.

    Polubienie

    1. Taaa, piwnica – jego miejsce na ziemi. Cóż, zawsze może się tam przenieść… 😀
      Podobno larwy moli pojawiają się na opakowaniach w sklepie i nieświadomie przynosimy je do domu. :-/ Dlatego każdą mąkę, cukier, płatki itd trzeba dokładnie sprawdzać i najlepiej od razu przesypać do słoików. Mole podobno bez trudu robią sobie dziurki w papierze, tekturze, a nawet w opakowaniu plastikowym. Słoik z zakrętką twist też ich nie powstrzyma.

      Polubienie

  3. haha Tamaluga wymiata 😀 I powiem ci, że ja nie wiem dlaczego ty się czepiasz. Nie dość, że dziecko oferuje wsparcie dla ciebie, dla bloga, to jeszcze jaki halo robisz z tego 😉
    Pamiętam jak kiedyś dostaję na fb „lajki” a nic nie udostępniałam. No dobra, myślę sobie o co kurde chodzi. Nawet komentarz jakiś ktoś puścił hehe.Okazało się, że moje cudowne i wspaniałe dziecko oglądało na YouTube piosenki i kliknęło udostępnij jakiś tam filmik po chińsku hehe.

    Co by nine mówić – chłop twój mega przydatny 😉

    Polubienie

  4. Przez większość tekstu sądziłam, że udało Ci się subskrybować Tomasza.
    Wiesz, zrobił porządek w pudłach , a Ty otrzymujesz wiadomość:
    Wykonano
    😃😄
    Pomyśl
    Może da się coś zrobić z tym nietypowym projektem🤗🤩

    Polubienie

  5. Na samą myśl, że musiałabym obliczyć zadanie z chemii, dostaję uczuleniowej wysypki. Ale rodzinę masz spoko, pomagają na swój sposób.
    Ciepła i słońca życzę

    Polubienie

    1. Prawda? Ta wysypka zaraźliwa. I człek pamięta takie mole przez całe życie. I pojawiają się w postaci traumy w najmniej odpowiednich momentach.
      I tobie również, Ultro.

      Polubienie

  6. Dzięki temu wczoraj miałam koszmar, że nie zdałam z chemii…
    Ale ten mol to ma jeszcze masę! Tak więc módl się, żebyś w tej kuchni nie miała całej masy molowej!
    U nas tylko pająki, jak zwykle…chociaż dziś na górze osa zdechła z gorąca. Luz. Przenosimy się na lato spać na dół…

    Polubienie

      1. Niby ma być coraz cieplej, ale cholera wie. My też niedługo wyjeżdżamy i naprawdę mam nadzieję, że będzie już tylko lato, lato, lato, lalala.

        Polubienie

  7. też mam pudła z bombkami choinkowymi w kuchni, które Młody „wynosi” do piwnicy, ale na moje i jego usprawiedliwienie dodam, że właśnie się wprowadziliśmy do nowego lokum i dopiero wszytko ogarniamy…. chociaż, jak patrzę na zapał Młodego, to może na święta nie trzeba bedzie przynosić …. 😀

    Polubienie

  8. Twój mąż jest lepszy od mojego, bo u nas w kolejce do wyniesienia na strych stoi koszyk wielkanocny! 😁😁😁
    Siedzę i czytam ten post z takim zaangażowaniem, że jak zobrazowałaś spuszczanie się pająka nad głową Tomasza, to aż sama z niepokojem podniosłam głowę, żeby upewnić się, że nad moją głową niczego nie ma 😂😂😂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s