Szewc bez butów piszczy

Czy jest na sali szewc?

Umierający przedstawiciel szanowanego zawodu? To jest, chciałam powiedzieć: szanowany przedstawiciel umierającego zawodu?

Nie taki, jaki ci w utworzonych na sztukę punktach, którzy parają się jedynie wymianą fleków, a każda inna czynność jest dla nich „się nie da”. Niczym krawcowe, o których już kiedyś pisałam, dla których zwężenie czy skrócenie jest krawieckim Mont Everestem. Panowie w szewskich kitlach patrzą znad grubych szkieł jak na idiotkę, na mnie, i na każdego, kto życzy sobie naprawy obuwia, zamiast zakupić nowe. Są tam przez zasiedzenie i sami już nie pamiętają po co.

A ja zakochałam się w tych butach i nie chcę nowych. Rzadko tak mam, ale gdy już mam, to mam. Nadałam im nawet imiona: Klementynka Prawa i Klementynka Lewa, tylko nigdy nie wiem, która na którą stopę. Bo z tego, co wiem, przy butach ma to jednak znaczenie.

Zrozumielibyście moje uczucie, gdybyście wiedzieli jaką drogę przebyły, by do mnie trafić (z Anglii przez Stany. Można?) i jak długo na nie czekałam, na te cudeńka, ręcznie robione w małym londyńskim warsztaciku (hmm), drobnymi paluszkami lokalnych staruszek – rzemieślniczek (hmm hmm).

Okazały się trochę za ciasne, więc na pchlim targu nabyłam przedmiot, uroczo zwany „kopytem rozciągającym” i rozciągnęłam je do pożądanego stanu. Wreszcie były idealne i wygodne.

Piękne w swej prostocie, małe dzieła sztuki, nierozumiane przez innych. Oliwia na ich widok wykrzyknęła „Boże, co to?!”, a Wiktoria opluła się herbatą. Bolałam nie nad tym, jak odmienne mamy gusta, ale nad tym, że ja mam gust, a one to w ogóle się nie znają. Przechrzciły Klementynę Prawą i Klementynę Lewą, nadając im jedną, ogólną nazwę „Robale”.

No, może trochę z boku, faktycznie, ale to z powodu traktorowej podeszwy. Poza tym, czyż wielcy konstruktorzy tego świata nie wzorowali się na budowie owadów?

Pierwszego dnia odpadły ozdobne rzemyki przy kwiatach, co świadczy tylko o ręcznej robocie. Albo właśnie przeciwnie. Nieważne. Były idealne…

A teraz w jednej z Klementyn pękła guma w podeszwie i trochę rozerwał się materiał z tyłu. Bo Klementyny solidne są, lecz delikatne.

Nie powinnam była ich forsować.

Nie powinnam była w nich chodzić!

……….

Ostatnio odkryłam coś niepokojącego, mianowicie: nie umiem piszczeć. Kurde, no, myślałam, że każdy umie. Jest to niepokojące w istocie, gdyż w razie zagrożenia nie wydam z siebie pożądanego dźwięku, a co za tym idzie – nikt mi nie pomoże. Upewniwszy się, że jestem sama, podjęłam kilka prób żałosnych. Coś tam z siebie wydałam, taki jakiś skrzek. No, takie skrzeko – chrząknięcie, że sama bym sobie nie pomogła, a co dopiero inni. Inni to mogliby się, co najwyżej, wystraszyć.

Nie pamiętam, czy od zawsze nie umiem piszczeć, czy z wiekiem zatraciłam tę umiejętność wraz z instynktem samozachowawczym.

Jeszcze nie wiem, co z tym faktem zrobię. Może faktycznie powinnam jeszcze poćwiczyć, ale ściany u nas cienkie i martwię się o sąsiadów.

Cierpię, bo nie mogę nawet zapiszczeć z zachwytu. Na przykład widząc idealne buty.

Idealne buty…

CZY JEST NA SALI SZEWC???!!!

Reklamy

56 uwag do wpisu “Szewc bez butów piszczy

  1. Prawdę powiedziawszy ja też za bardzo nie umiem piszczeć,ale i nie mam ku temu za wielu okazji 🙂 Ale lepiej nie piszczeć mając za ścianą sąsiadów, bo mogą zadzwonić po karetkę 🙂 Miłego weekendu 🙂

    Polubienie

  2. Bardzo dawno temu w cudownym włoskim butiku w Rzymie (sprzedawca przystojny, który sam ci buty przynosił, bo w środku nie było półek tylko witryna na zewnątrz, i na nogi wkładał, i przecudnej urody tudzież bardzo gadatliwa papuga) zakupiłam dwie pary, a moi towarzysze stwierdzili: a gdzie ty w nich będziesz chodzić, przecież nie po krzywych polskich trotuarach… 😎
    Takie delikatne były. Wbrew pozorom służyły mi długo, choć włoskie, czy to buty czy ciuchy to nie koniecznie z solidnością się kojarzą, ale z pięknem już tak!!!🙂
    Z tego co pamietam to na Wąskiej był szewc, ale to dawne dzieje.
    Mój pisk raczej do dźwięku trąby podobny, więc…😜

    Polubienie

      1. Hmmm…
        Też lubię nietypowe rzeczy, ale jednak nie takie 😛
        Podoba mi się gdy ludzie mają własny gust. Masz za to u mnie mega plusa.
        Nie podoba mi się to podążanie za modą gdzie wszyscy wyglądają jak klony. Ten okres na bawełniane leginsy… blehhh.

        Polubienie

  3. Ja w stosunku do butów czy ubrań nie jestem sentymentalna. Kupuję tanio. Później ciuchy przekdztałcam na szmatę do podłogi (sadystka) i sru do kosza.

    Polubienie

  4. Błachachacha – wiesz jak zabrzmiałam chcąc piszczeć na widok myszy? Jak rozjuszony niedźwiedź z pobliskich Bieszczad 🙂 Więc nawet się nie wysilam na darcie mordy w tych tonacjach . Szewc? Daj spokój – toż to jak dinożarły – wyginęli 🙂

    Polubienie

  5. Bo buty wygodne i piękne – to nie graal, to niemożliwy do osiągnięcia, nie występujący w naturze ideał… [taneczne się nie liczą, bo nie służą do chodzenia.]…u nas ostatni szewc od naprawiania oddał firmę wnukom i oni przechrzcili ja na ‚czysty bucik’ czy jakoś w podobie… i najczęściej to po prostu czyszczą kozaki… takie czasy…

    Polubienie

  6. Za każdym razem gdy idę do osiedlowego pseudo szewca, ten patrzy na mnie spod okularów i mówi… cena naprawy przewyższa wartość tych butów. I zwykle ja wtedy ruszam na poszukiwanie nowych. A może to z jego strony taki test…jak widzi, że jednak ktoś się poświęca, wydaje te pieniądze zamiast kupić nowe, to facet zamienia się w super-szewca naprawiającego jednak takie rzeczy?! Hmmmmm
    W sumie też się przyzwyczajam do butów, jednak imion jakoś nie nadaję…ciekawe swoją drogą;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  7. 1. Moja druga połówka jeszcze w czasach licealnych, za mozolnie uciułane kieszonkowe, kupiła sobie buty Reebooka, kosztujące wtedy jak na nastoletnią kieszeń miliony monet. Mimo dbania, chuchania i dmuchania, buty rozpadły się po niecałym miesiącu. P. zaniósł je do reklamacji – tę odrzucono, jako powód podając „obuwie użytkowane niezgodnie z przeznaczeniem”. Bo widzisz, biedak w tych butach chodził, zamiast postawić je na półce nad łóżkiem, żeby imponowały dziewczynie i kolegom… Ignorant jeden.
    2. Trafiłaś w dziesiątkę z tymi szewcami. Mam na osiedlu takiego, który reklamuje się na wszystkich fejsbukach i instagramach jako cudotwórca, a jak przychodzi co do czego, to każe buty wyrzucić, bo „się nie da, panie”. Na mnie kiedyś nawrzeszczał, że przyniosłam do naprawy zniszczone kozaki. A ja głupia myślałam, że od tego jest szewc, żeby naprawiać. Ignorantka jedna. 😉

    Polubienie

  8. Tulę ze współczuciem
    Miałam chyba podobnie, gdy zakupione w Londynie Martensy , całkiem z nienacka jeść zaczęły wołać …
    No , usiąść i płakać razem z nimi…

    Polubienie

  9. Nie sądziłam, ze mozna nie umiec piszczec.. tak jak nie sądziłam, ze mozna nie umieć zrobić rurki z jezyka. 😂 Ale fakt, ze tskich tonow jak Iza to nie umiem z siebie wydobyc.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s