Zajęcia dodatkowe dla chorych na głowę

Tamaluga ma na policzku półokrąg, a właściwie niepełne-prawie-kółko. To wygląda jak stempel zrobiony czymś okrągłym, o średnicy większej niż zakrętka pisaka i mniejszym niż naparstek.

Pierwszego dnia wyszła z przedszkola w odwrotnie założonych kapciach.

Drugiego dnia wyszła z przedszkola z rozciętym palcem i katarem.

Trzeciego dnia wyszła z przedszkola w jednym kapciu, z potężnym katarem i właśnie takim znaczkiem na policzku.

W pierwszym odruchu chciałam go zmyć chusteczką, ale krzyknęła, że boli. Okazało się, że to siniak, który – według Tamalugi – został nabyty w domu.

Według Tamalugi, ale kto ją tam wie.

Tej samej Tamalugi, która na pytanie jaką zupę jadła w przedszkolu, odpowiada, że pomarańczową, a potem, że jednak zieloną.

Tamaluga twierdzi, że pani w przedszkolu też pytała o tego siniaka. Tomek uznał, że to plus dla przedszkola. Ciekawe co by powiedział, gdyby to przedszkole nasłało na nas opiekę społeczną, zważywszy, że według poszkodowanej stało się to w domu. A ślad jest nietypowy. Faktycznie, że przed wyjściem było bum. Takie bum, że aż wybiegłam z łazienki. Tamaluga skakała po kanapie, z której w końcu spadła i nabiła sobie wielkiego siniaka na udzie. Najwidoczniej musiała nadziać się policzkiem na kant stołu, o czym słowem nie wspomniała, a na pewno musiało ją boleć.

Koniec końców przedszkole przemilczało domowy uraz policzka, a my przemilczeliśmy przedszkolne rozcięcie palca. Jeden : jeden.

Zaliczyliśmy pierwsze zebranie rodziców. Nie bardzo wiedziałam jak się na nie przygotować, ale wiedziałam na pewno, że muszę zabrać ze sobą portfel. Wieloletnie doświadczenie. Bo ja jestem weteranką zebrań. Byłam już na zebraniach w zerówce, podstawówce, gimnazjum, liceum i technikum. Szczerze mówiąc niewiele się różnią. O zebraniach pisałam  TU

Najwyraźniej tak mi ich brakowało, że przerzuciłam się na przedszkolne.

Fajnie, w sumie.

Tylko rodzice…

Niemal wszyscy chcieli zapisać dzieci na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe, oraz te dodatkowo dodatkowe. Piłkę, taniec towarzyski, balet, śpiew, karate, robotykę, albo akrobatykę bo niedosłyszałam, oraz zapewne na rysowanie węglem z elementami stepowania czy ekstremalne warsztaty wiązania sznurowadeł. Biedne, biedne dzieci. Dodam, że trzylatki, gdyby ktoś zapomniał.  Ja zaś, w myśl zasady mojej mamy – nadgorliwość gorsza od sraczki – obserwowałam wszystko spokojnie z pozycji krasnoludkowego krzesełka. Obserwowałam i kiwałam się miarowo i wymieniałam z Tomaszem znaczące spojrzenia. Nawet panie nauczycielki wydawały się zażenowane postawą rodziców. Gdy jedna mama stwierdziła, że zajęć dodatkowych jest za mało, druga zapytała kiedy będzie nauka pisania, a jakiś tatuś stwierdził, że może załatwić wycieczkę za granicę – obie nauczycielki stwierdziły, że czas kończyć tę nierówną walkę. Także, rodzice zdecydowanie jacyś nie ten tego, jak śpiewają Trolle w „Krainie Lodu”.

Pozostając przy krainie lodu. Wyszłam z domu i zamarzłam. Pomyślałam sobie „Co jest, k*rwa?” i  jeszcze „Ja pie*dole!” Zupełnie jak by wraz z końcem wakacji ktoś słońcu z dupki wyjął bateryjki. Postałam chwilę przed domem usiłując ogarnąć to umysłem. Przy okazji, trochę z nudów, trochę ze zrywu serca, uwolniłam ćmę z pajęczyny. Nie powiem, żeby była mi jakoś szczególnie wdzięczna, ale i też wielkich czynów nie robi się dla poklasku, czyż nie? Odplątałam jej zadnią, że tak powiem, nóżkę. Dalej musi sobie radzić sama.

Leć, ciemko, leć ku nowej przygodzie!!!

46 uwag do wpisu “Zajęcia dodatkowe dla chorych na głowę

  1. Noooooo, niezłe przedszkole, nie ma co… A wypadki w domu się zdarzają, toż to przecież dziecko, nawet podczas zabawy może się czymś uderzyć… Ola jak była mała walnęła o kant łóżka i miała koszmarny siniak pod okiem… To się zdarza… Ale jednak od przedszkola wymaga się więcej…

    Polubienie

  2. …u nas też się odbyło. Ja umknęłam z dziećmi, Książę został na placu boju. Tak umykałam, że nie odbiłam karty czasu. Powrócił z zebrania. „Jakieś pierdolety. Acha, mam nadzieję, że się odbiłaś. Bo powiedzieli, że jak brak odbicia, to liczą do końca czasu, jakby do 18 siedziała” …a, no i zawsze strajkują, referendum za pasem, więc rodzicu ogarniaj się.

    Polubienie

  3. To się zaczęły zajęcia z samoobrony😝
    Mój syn raz wrócił z przedszkola w rajstopach kolegi- trzylatki tata odbierał, a raz pani zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że mój syn rysuje mało
    estetycznie.
    Też ją zaskoczyłam, a co
    – To po matce i malarzu Picasso, się nazywał
    To był ostatni raz, kiedy zwróciła uwagę
    na jego talent artystyczny

    Polubione przez 1 osoba

  4. Takie wielkie „ała” i bez wiekich łez się obyło i jojczenia tygodniowego, że boli, że jeść się nie da, że ząbków to już za Chiny ludowe umyć nie można? Nooooo to Ci powiem Tamaluga to mocna kobieta!

    A ciem nie lubię. Przerażają mnie straszliwie. I te mechate skrzydełka… brrrr

    Wysyłam słoneczka, bo teraz akurat, go mam pod dostatkiem jesCze przez parę dni :-*

    Polubienie

  5. w jakimś przedszkolu wisiała kartka: Drodzy rodzice, nie wierzcie we wszystko, co wasze dzieci mówią o przedszkolu, a my nie będziemy wierzyć we wszystko, co wasze dzieci mówią o domu. 😀
    swoja drogą, dobrze, że te wszystkie zebrania już za mną….

    Polubienie

  6. O matko, to u Was w przedszkolu nie ma jeszcze zajęć dodatkowych z łaciny, logiki i arytmetyki? No, skandal! 😀
    Ja wpisałam Boba na dodatkowy wf i taniec nowoczesny, bo wliczone w czesne, a poza tym w czasie zajęć, więc niech się wyżywa chłopak, a co. Lepiej tam niż na naszych meblach. Po wielu rozkminach zapisaliśmy go też na karate, bo obiecywali, że na bracie nie będzie ćwiczył. Tak więc niech ma – on szaleństwo a my odrobinę relaksu.
    Bob w zeszłym roku miał odciśnięty okrąg zębowy na środku pleców, ale chyba już Ci o tym pisałam. Nie wyobrażam sobie jak jakieś dziecko mogło zassać mu te plecy jak glonojad dodatkowo dołączając do tego zęby.

    Polubienie

  7. Nie żebym była jakaś nad…ale 3/4 populacji rodziców to półdebile i całe debile (w myśl zasady O ile dwa półdupki zawsze zawierają całą dupę. O tyle dwa półgłówki nie tworzą całej głowy) Wymyślali takie szarady i quizy że normalny człowiek by na to nie wpadł. Nauczycielka często bladła i zieleniała czerwieniąc się na zmianę. Wyobraź sobie renomowane liceum klasa maturalna (zawsze z tego liceum były migawki w lokalnych wiadomościach) a jeden z operatywnych maturzystów załatwił w bardzo znanym lokalu miejscówkę na bal maturalny. Tylko że znany lokal był z tego że w podziemiach funcjonował burdello bum bum. Taki mało oficjalny dom publiczny.Ale jakoś dziwnie bardzo popularny bo ciągle tam kogoś okradali oszukiwali gwałcili lub bili do nieprzytomności. Ale rodzice nie widzieli nic złego w tym że ich pociechy będą się tam bawić. Logiczne argumenty o opinii szkoły nauczycieli i ich samych nie przemawiały. I takich przykładów mogłabym przytaczać mnóstwo.
    A przedszkolaki niech najlepiej uczą się już od 2 roku życia 17 języków obcych (w tym węgierski i chiński obowiązkowo) jazdy konnej, pływania wspinaczki wysokogórskiej, na dokładkę balet taniec klasyczny w przerwach nowoczesny, gry na pianinie i skrzypcach…. tylko niech nie zapomną pokazać dzieciom jak się siada na kibelek bo z powodu braku czasu widywałam 4-5 latki walące w pieluchę.

    Polubienie

    1. Dlatego chciałabym zacząć z Tamalugą od warsztatów ekstremalnego wiązania sznurowadeł.
      Moja mama opowiada, że tam u niej w Stanach 6 latek z pieluchą nie jest wcale rzadkim widokiem. Jej koleżanka ma tam przedszkole i opowiadała, że na porządku dziennym jest przywożenie przez rodziców dzieci w piżamach, z jednym kapciem, brudnych i potarganych. Że o przeziębieniu z gorączką nie wspomnę.

      Polubienie

      1. Już widzę jak żyjąc w tym kraju wielkie byłoby moje szczęście . Uwielbiam ameby pantofelki i inne jednokomórkowe bezmózgi. Jakoś priorytety mam inne – szczególnie inne niż dzisiejsze maddddki

        Polubienie

  8. hmm ja to przeżyłam na pierwszej wywiadówce w „Pobożniaku” w DM u Tuśki (wiesz, tam rodzice w większości to osoby z pięcioma fakultetami, prawnicy i lekarze, więc od razu zażądali, żeby szkoła odkryła talenty, zdolności i ukierunkowała ich dzieci, coby kariera jak ta lala się rozwijała w przyszłości. Tuśka miała fajną wychowawczynię, która potrafiła ukrócić zapędy rodziców. Ale na Miśka wywiadówki już nie poszłam ani razu ( to samo liceum), zresztą u Tuśki byłam może ze trzy razy i koniec.. We wcześniejszej edukacji to wychowawczynie zachęcały rodziców do tego by przekonały dziec do zajęć dodatkowych…

    Polubienie

      1. 😀no ambitne dzieciaki ale z duszą (wolną)artystyczną, więc zdolne ale leniwe też się tam odnajdują😀Moje oba dziecka mają najlepsze przyjaźnie właśnie z liceum.

        Polubienie

  9. Czasami się zastanawiam skąd się biorą ci „drudzy” rodzice 😋 U mnie ciągle któraś z dziewczynek zgłasza, że a to palec rozciela w domu, a to kość ogonowa zbiła, a to w krzaki wpadła. Każdy powód jest dobry żeby nie ćwiczyć 😂😂

    Polubienie

  10. W kwestii pogodowej…”Zupełnie jak by wraz z końcem wakacji ktoś słońcu z dupki wyjął bateryjki.”…lepiej bym tego nie ujęła. Po prostu ktoś wyłączył ogrzewanie;)
    W kwestii edukacyjnej…w tym roku byłam na aż dwóch zebraniach i faktycznie, niewiele się różniły. Tylko jakieś niuanse- tu mundurek, tam wyprawka czy coś… W przedszkolu u Małej w najmłodszych grupach nie ma zajęć dodatkowo dodatkowych – mają tylko angielski i rytmikę. Mają się przyzwyczaić do nowych warunków a potem dopiero się będą dodatkowo rozwijać…w sumie logiczne.
    Aha i już jestem po pierwszej infekcji i fochu wielkości mamuta. Infekcja Małej, foch Młodej. No jak żyć;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  11. U nas w żłobku panie miały taki dzienniczek, w którym zapisywały wszelkie uwagi dotyczące stanu zdrowia dziecka i ewentualnie zachowania, które skutkowało uszczerbkiem na zdrowiu innych dzieci. Jak przyjeżdżałam po maluchy to zawsze patrzyłam, czy prowadząca je pani trzyma coś pod pachą, czy nie. Ale do rzeczy. Rano musiały sprawdzać, czy dzieci nie mają jakichś siniaków, czy zadrapań, bo w tenże kajecik wpisywały właśnie godzinę, wielkość np. siniaka i podpis, żeby nie było potem, że dziecko doznało jakiegoś urazu, bo zdarzało się, że rodzice przychodzili z mordą za przeproszeniem, że jaka to opieka jest w tym żłobku, że dziecko jest podrapane. No nic. W przedszkolu tak nie ma, ewentualne takie sytuacje są omawiane z rodzicem. Ale np. miałam taki przypadek w tamtym roku, że pani mówi, że młodsza córka uderzyła się o coś na placu zabaw, a ona mówiła, że koleżanka ją uderzyła. Także nie dojdziesz. To ci pewnie opowiadałam, że starsza córka popchnęła kolegę i upadł na szafkę i … polała się krew. Panie w panice, bo tata policjant :D:D Mówiła mi dyrektorka w zasadzie to samo o ludziach co napisała Jaga, tylko użyła bardziej poprawnych politycznie słów 😉 😛

    P.S. Na pierwszym spotkaniu z rodzicami w żłobku (dzieci od 8 mieś do 2.5 roku) rodzice pytali, czy będą tańce i angielski … Zostawię bez komentarza

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s