Desperacko i na przekór wszystkim moknę

Popierniczonych dni to ja mam tyle, że w zasadzie mogłabym opisywać każdy, co z wiadomych względów jest raczej niemożliwe. Pozwolę sobie zatem robić to wybiórczo.

Tamaluga zaczęła zabierać do przedszkola szarą, sfilcowaną fokę. Zwędziła ją Wiktorii z pokoju. Wiadomo jak to jest – regał pełen zabawek, ale te siostrzane smakują najlepiej. Wika podczas przeprowadzki wspaniałomyślnie zgodziła się żeby ją zatrzymała. No, więc targa tę fokę codziennie, w tę i z powrotem, ale w czwartek tylko w tę, bo cholera, zapomniałyśmy o niej z powrotem. Przypomniała sobie wieczorem, przed zaśnięciem. Gorszej pory nie mogła wybrać. No i zaczęło się, że foka tam sama, i boi się, i tęskni, i ojojoj i ojojoj. Wreszcie, po kwiecistej opowieści Tomka, jak to właśnie teraz foka buszuje po pustym przedszkolu i bawi się z innymi zabawkami – zasnęła. Rano, oczywiście, niecierpliwie nas poganiała, więc odprowadzający ją Tomek miał misję. Foka leżała tam, gdzie ją zostawiłyśmy, czyli na ławce w szatni.

Potem lunął deszcz. I lał do wieczora. Oliwia zaoferowała, że pójdzie po Tamalugę ze mną. Jako osoba upoważniona do jej odbioru chciała też dowiedzieć się, gdzie to przedszkole w ogóle się mieści. Przez całą drogę rozpościerała nade mną parasol, przed którym ja robiłam uniki, wyglądało to więc co najmniej dziwnie i średnio komfortowo. Dźgała mnie w głowę normalnie. Dotarłam na miejsce kompletnie przemoczona. I potargana od dźgania parasolem. Okazało się, że drzwi wreszcie są zamykane na zamek, który muszę piknąć brelokiem. Ubrałam Tamalugę w przyniesione ze sobą akcesoria, czyli kalosze i płaszcz przeciwdeszczowy. W drodze powrotnej  przypomniałam sobie, że nie piknęłam w czytnik czasu. Zdążyłyśmy odejść z jakieś 100 metrów. Tamaluga radośnie skakała po kałużach, nieświadoma rozkminy w mojej głowie: wrócić czy nie. Ostatecznie uznałam, że jeśli naliczą mi czas do końca, to jeden dzień jakoś specjalnie nie uderzy mnie po kieszeni. Po kolejnych 100 metrach nabrałam wątpliwości, ale szłam dalej. Po kolejnych 100 uświadomiłam sobie, że i tak muszę wrócić po cholerną fokę!!! Drugi raz Tamaluga mi nie wybaczy. Zwłaszcza, że był piątek, więc foka kiblowałaby tam przez cały weekend. Biegnąc w strugach deszczu widziałam dopiero co zaleczone przeziębienie, machające mi radośnie zza zakrętu.

W domu okazało się, że zepsuła mi się kuła (telefon – dla niewtajemniczonych). Przestał reagować na dotyk, potem trochę reagował, a trochę nie reagował, a potem w ogóle zaczął żyć własnym życiem i zażądał podwyżki.

Wrócił Tomek i miał się zabrać za łazienkę, ale stwierdził, że… umyje lodówkę. I ja się zawsze na to nabieram. Za każdym razem zapominam, że czynność, która zajmuje mi godzinę, dla Tomka jest pięcioma godzinami wyciętymi z życiorysu. Bo on to robi po-rząd-nie. Tak, jak bym ja nie robiła porządnie. Ja wszystko robię porządnie, tyle, że dużo krócej. Lata praktyki.

Zajęłam się więc Tamalugą i jej nową ulubioną czynnością – rozwiązywaniem łamigłówek.

„Cholerna lodówka!” dobiegło z kuchni po godzinie. Po pięciu minutach coś się stłukło, po dziesięciu coś spadło, po piętnastu dobiegł mnie łomot, który z niczym mi się nie kojarzył, a tuż po nim nastąpiło „kurwa!” Tamaluga bardzo rzadko to słyszy, ale wie, że to brzydkie słowo. Przewróciła oczami i pokręciła głową z dezaprobatą. Na wszelki wypadek zamknęłam drzwi.

Zajęłyśmy się wycinanką, a potem smoczym zamkiem, aż zrobiłyśmy się głodne. Niestety dostęp do kuchni był, delikatnie rzecz ujmując, lekko ograniczony. Lodówka wyjechała na środek, po czym zaczęła się przemieszczać w różnych kierunkach. Dołączyła do niej szafka, którą Tomek też postanowił „porządnie umyć”. Tak, więc, drzwi zastawione były raz lodówką, raz szafką, a raz tylną częścią Tomasza szorującego podłogę.

W obliczu takiego kataklizmu wycofywałam się dyskretnie. W pokoju dysponowałam jedynie pestkami z dyni więc spożyłyśmy je z Tamalugą w milczeniu.

Dżeku się dobijał, ale z uwagi na zepsutą kułę nie mogłam ani odebrać połączenia, ani napisać esemesa.

Gdy wykąpałam Tamalugę zażądałam dostępu do kuchni. Zrobiłam jej kolację na dziesięciocentymetrowym skrawku wolnego blatu. Cała reszta zawalona była zawartością lodówki. Pośród produktów spożywczych walała się rolka papieru toaletowego, okulary i przewrócona szklanka, której nikt nie podniósł, i z której cały czas sączyła się woda. Cofając się wdepnęłam nogą w coś, o czym nie chcę wiedzieć, a potem przewróciłam śmietnik, który nie wiedzieć dlaczego stal na środku podłogi.

Po jakimś czasie sytuacja była w miarę opanowana (Tamaluga jadła, Tomek wyniósł śmieci, a kuchnia wróciła do pierwotnego wyglądu, z tym że, oczywiście lodówka była „porządnie umyta”). Zabrałam się za nawlekanie grzybów na nitkę. Zabrało mi to trochę czasu, ale byłam zadowolona z efektu. Przyjrzałam się naszyjnikowi, westchnęłam w zachwycie i uniosłam do góry by przymocować go do kaloryfera. Naprawdę nie wiem jak to się stało, że połowa grzybów odpadła. Część wleciała do suszących się butów i do śmietnika. Chcąc je złapać zwaliłam łokciem doniczkę z kwiatem.

W tym samym momencie Tamaluga zaczęła domagać się ayranu, Tomek przywalił nogą w stół, a ja dostałam ataku śmiechu.

……………………..

– Ty nie umiesz chodzić pod parasolem – stwierdził Tomek z wyrzutem, gdy na drugi dzień szliśmy po Tamalugę do przedszkola.

Całą drogę starał się osłonić mnie przed deszczem, a ja robiłam uniki. O ile Oliwia dźgała mnie tylko, o tyle Tomasz niemal wydłubał mi oko. Myślałam, że szlag mnie trafi. Cofnęłam się o kilka kroków.

– Y mememe olem – powiedział.

– Co tam nawijasz? – deszcz tak zacinał, że w ogóle go nie słyszałam.

– Ty nie umiesz chodzić pod parasolem! – powtórzył.

– W ogóle – zgodziłam się bez wahania. – Ale tylko pod czyimś. Pod swoim umiem.

Przez chwilę szedł w milczeniu próbując zaakceptować taką odpowiedź.

– Przecież ty nie masz parasola! – skojarzył.

Reklamy

56 uwag do wpisu “Desperacko i na przekór wszystkim moknę

  1. Ooo, jak gdzieś znajdę taki parasol na czapeczce to Ci kupię! Powiem Ci, że i u mnie Konkubent jak zaczyna sprzątanie „porządne” to trwa to godzinami. Nie.dlatego, że robi to lepiej. On jest człowiekiem haosem. Jedną rzecz umyje osiem wybrudzi, albo rozgrzebie jedno, weźmie się za drugie, a przy trzecim zapał słabnie i muszę ratować sytuację.

    Serdeczności ślę :-*

    Polubienie

  2. Uśmiałam się 😀

    A z tą foką to jakbym moje dzieci widziała. Syn narobił takiego szumu i histerii, że gotowa byłam w piątek wieczorem pobiec do przedszkola z nielegalnym zamiarem dostania się do środka po ten nieszczęsny parasol o którym zapomniał 😛 Ostatecznie udało się mu wytłumaczyć i doczekać do poniedziałku.
    A córa tak samo. Codziennie do przedszkola coś wynosi. Dzieci zazwyczaj przynoszą a nie wynoszą więc się nie możemy z mężem nadziwić co to za fenomen.

    Polubione przez 1 osoba

  3. To Ci się trafiło moknąć i w dodatku nie pod swoim ☂️
    Pech, pech, pech
    A Tomek to wredny jest, bo nie powinien pozwolić abyś zabierała ten parasol
    Ten deszcz to też jego wina.
    Patrz i się ucz, jak z deszczu korzystać , a tak mokniesz, jak jakaś blondi😁😄😃

    Polubienie

  4. Ja też nie cierpię (nie umiem?) chodzić pod parasolem, dlatego siebie i Damacjusza zaopatrzyłam w płaszcze przeciwdeszczowe. Z Damacjusza teraz urocze czerwone smoczątko 😉

    Do lodówki, za pozwoleniem, chętnie bym choć Tomasza wypożyczyła. Nasza nie była rozmrażana odkąd ją kupiliśmy 😛

    A pluszaki… u nas przedszkole odwiedza, w ramach sprawiedliwości, codziennie jakiś inny. Plus czasem dodatkowo idą autka – dwa, bo jeden dla Damacjusza i jeden dla jego ulubionej koleżanki.
    A Tamaluga jak tam – ma już chłopaka? 😉

    Polubienie

    1. Od kiedy kupiliście, czyli od kiedy? 😛
      Jeśli chodzi o zabawę w domu to wszystkie zabawki traktuje sprawiedliwie i śpi codziennie z inną. Tylko do przedszkola na tę fokę się uparła 😀 Nie jest zbyt urodziwa (Panie, przebacz) więc jest szansa, że jej nie zakoszą… 😀
      Nie ma chłopaka, ona nawet imion jeszcze nie ogarnia. Wiem tylko, że jest Michasia, Kalolinka i Maltynka. 😀 Że jest Filipek to wiem z ogłoszenia o zagubionej zabawce 😀
      A Damacjusz ma narzeczoną? 😀

      Polubienie

      1. Damacjusz z drugą się już buja. Poprzednią, jeśli mu wierzyć, całował w usta. I mówił, że się z nią ożeni 🤣 Nie chcę myśleć, jak biedaczka przeżywa ten nagły odwrót uczuć…

        A lodówkę kupiliśmy 3 lata temu. To dużo wytrzymała bez tego rozmrażania, czy ujdzie w tłoku? 😉

        A wiesz, to dobrze, że ta foka nieurodziwa. I że nie trendy. O biedrowe słodziaki to się bitwy toczą, jak nie podpiszesz zawczasu – wszyscy mają i każdemu się wydaje, że akurat ten, z którym przyszła dziś Kasia/Zdzisia/Antek to jego.

        Polubienie

      2. Hahahaha! Dobry jest! 😘💗
        Nie, no to lodówka jeszcze młódka!
        Boszsz, gdy słyszę o tych świeżakach czy słodziakach to mnie trzęsie. Czytałam, że w pierwszy dzień nowej edycji już się klienci pobili w jakimś sklepie. Jakieś donosy napisali, że kasjerki ich okłamują, że na zapleczu się dzielą maskotkami… To jest naprawdę chore, nie ogarniam tego. Żeby one chociaż ładne były… Maskotki, nie kasjerki 😀 Dzieci patrzą jak rodzice się biją w sklepie o słodziaki, a potem same się biją w przedszkolu… 😂

        Polubione przez 1 osoba

      3. O słodziakach się nie czyta (poza książkami o ich przygodach, rzecz jasna), słodziaki się zbiera 😉 Czy ładne czy nie, Biedronka wstrzeliła się chyba w gusta młodocianych i ładnie kosi kasę. Taki Damacjusz do dzisiaj nam wypomina, że nie ma bobra i rysia 😉

        Polubienie

  5. Letni deszcz nie jest zły ale teraz jak jest piździernik i czasowo przebywam w rejonach północnych zmoknięcie nie sprawia frajdy. U mnie ja mam wyłączność na czyszczenie lodówki. Szlag mnie trafia jak faceci się rozmemlają z robotą na pół dn ia a można to zrobić w pół godziny – później jest bohaterem domu we własnym domu

    Polubienie

    1. Letni deszcz uwielbiam, a październikowy po prostu mi nie przeszkadza. Jedyny zarzut, że mam ograniczone pole manewru z Tamalugą.
      Ty akurat nie możesz narzekać na bycie tam, gdzie teraz jesteś :/
      Tak, mnie też szlag trafia. Gdzie trzeba szybko to rozwlekają, a tam gdzie wypadałoby wolniej, to… 😂

      Polubienie

    1. Z ciebie jeszcze niezła foczka, także spoko.:D
      A brak szklanek niech cię nie powstrzyma.
      Kiedyś mieliśmy „na dzielnicy” taką znajomą, która inteligencją nie powalała na łopatki. Głupotą już tak. Któregoś razu powiedziała, że będzie robić deser. Po chwili wyszła z domu, więc pytamy jej, co się stało, a ona mówi, że nie może zrobić deseru, bo w przepisie jest „szklanka mleka”, a ona ma tylko kubki…

      Polubienie

  6. MadaFOKA i psiuta kuła!
    Nie znoszę parasoli. Co gorsza, kiedy już się zdecyduję go zabrać, sama się nim dźgam w czerep i sama się nim targam. Potem zawijam go w reklamówkę, bo w czymś muszę go nosić jak już przestanie padać i przypominam sobie o nim aż skiśnie.
    Bosz…czyszczenie lodówki, skąd ja to znam. Ostatnie trwało chyba 4 godziny a za lodówką stał wiatrak.
    PS. Kocham Deszczową Piosenkę! Od dziecka!

    Polubienie

  7. U nas królem łazienki jest P., a ja królowa kuchni. Każdy z nas ma swoją komnate do ogarnięcia, a reszta to część wspolna która no cóż… Czasami czeka i czeka, aż się któreś z nas zlituje czyli zazwyczaj ja proponuję a P.. . szuka powodu by umyć te swoją łazienkę kiedy ja będę latać z odkurzaczem i mopem. Na kuchnię zwykle już brak mi weny więc sprzątam ją gdy jego nie ma w pobliżu 😂

    Polubienie

  8. O, taaak! U nas zamiast foki jest Ziebla. Zebra znaczy się. Księżniczka nosi ją ze sobą wszędzie i pokazuje jej świat: „Tu są kwiatki, widziś, Ziebla? O, ziobać, Ziebla, kałużki są… Deść pada, Ziebla!” – i tak non stop. Ostatnio przedstawiała zebrę kotu sąsiadów z zachowaniem wszelkich formuł grzecznościowych. Nie umiem sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Ziebla została w żłobku… dlatego w pełni rozumiem, dlaczego wróciłaś po fokę pomimo deszczu i przeziębienia.
    Słuchaj, a o co chodzi z tym pikaczem? Odmeldowujesz Tamalugę z przedszkola jak pracownik wychodzący z firmy? (Nadrabiam posty w kolejności od najnowszego, więc jeśli gdzieś wcześniej pisałaś, to wybacz – pewnie za chwilę doczytam)

    Polubienie

    1. Księżniczka urocza jest! Stęskniłam się za nią. Tak, Tamaluga też przedstawia świat zabawkom i na odwrót. (Alicjo, to jest szynka. Szynko, to jest Alicja – tak mi się teraz skojarzyło 🙂 )
      Nie, nie pisałam o tym wcześniej. Mamy takie urządzonko i pikamy brelokiem rano i po południu. Pokazuje się napis Tamaluga i godzina, a urządzonko mówi ludzkim głosem „dziękuję”. U was tego nie ma?
      W ogóle dzięki Aksini pamiętam, żeby pikać przy otwieraniu drzwi a potem pikać jeszcze raz przed szatnią. Bo samo otwarcie drzwi nie zapisuje czasu, i wtedy jest on liczony do końca ich pracy, o czym Aksinia nie wiedziała i zorientowała się dopiero po jakimś czasie 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s