Godzina prawdy i fuj fuj poza toi toi

Tamaluga czasami jest bardzo płaczliwa i męcząca. Przypisujemy to jej wiecznemu (nabytemu w przedszkolu) katarowi i wiecznie zatkanemu nosowi. Oraz niedosłuchowi, rzecz jasna. Musiałam wyjść na godzinę, więc Wika spadła mi jak z nieba. Gdy Wika ma wpaść z wizytą (odkąd mieszka osobno widuję ją częściej, niż gdy mieszkała z nami) Tamaluga wpada w euforię. Gdy Wika odwołuje wizytę – wpada w płacz. Na szczęście Wika przychodzi często, i nawet zmęczona po pracy czy przeziębiona – zawsze znajduje siłę na zabawę z Tamalugą.

No, więc tym razem też przyszła, obolała i zmęczona po 10 godzinach pracy. Powiedziałam, że nie będzie mnie tylko godzinę, ale gdy już byłam w kurtce, zwątpiłam. Tamaluga zaczęła jęczeć, skakać po Wiktorii i negować wszystko, co zaproponowała. Wika spojrzała na mnie nieprzytomnym wzrokiem i stwierdziła:

– To będzie bardzo trudne sześćdziesiąt minut. Lepiej już idź, mama…

…………….

Gdy byłam dzieckiem, takim w pierwszych klasach podstawówki byłam bardzo chuda, piegowata i miałam zadarty nos. Nie podobałam się sobie, ale kto się sobie podoba w dziecięcych latach? Kto się sobie podoba w jakichkolwiek latach? Może nie porażałam urodą, ale nie czułam się trollem. Siostra mojej babci widocznie twierdziła inaczej. I ostatnio, nie wiedzieć skąd, przypomniała mi się taka sytuacja, a miałam wtedy jakieś osiem lat:

– Szkoda, że ona tak wygląda. – westchnęła ciotka W, w ogóle nie przejmując się faktem, że „ona” stoi obok, słyszy i rozumie.

Babcia: To znaczy jak?

Ciotka W: No, że nie jest podobna do swojej matki. To taka piękna kobieta…

Babcia: No, nie jest podobna, ale przecież to się może zmienić, a poza tym…

Ciotka W: Może tak, a może nie. Na razie wygląda jak wygląda.

Babcia: Co ty wygadujesz?

Ciotka W: No, piegowata jest. Nie mam pojęcia po kim.

Babcia: Piegi są ładne…

Ciotka W: Jak dla kogo, kochana, jak dla kogo. No i chuda jest. Przeraźliwie.

Babcia: Taki wiek…

Ciotka W: Ale zobacz, ile ona je… A w ogóle nie przybiera.

Babcia: Przybierze w swoim czasie.

Ciotka W: Może tak, a może nie. Ech, nie jest podobna do matki…

Babcia: No, nie jest, ale…

Ciotka W: Jest podobna do ojca, niestety…

Babcia: No, niestety… (i po chwili namysłu): CO? JAK TO NIESTETY?! Czego ty chcesz od mojego syna?! To przystojny facet jest!

😀

…………

Wchodzę z Tamalugą na plac zabaw. Stan: jedna dwuletnia dziewczynka z mamą. Tamaluga, jak zwykle biegnie do obcego dziecka i zaczyna rozmowę. Mama z wdzięcznością patrzy na Tamalugę, a potem zwraca się do córki:

– Baw się ładnie z dziewczynką, a mamusia teraz pójdzie fuj fuj.

WTF?!, myślę sobie. Idzie zrobić kupę pod drzewem? W pobliżu stoi toi toi, więc może tam? Ale nie, mama wychodzi poza płotek i zapala papierosa.

Niby nic mi do tego – sama paliłam. Ale nigdy, PRZENIGDY nie zrobiłam tego przy dziecku! A już do głowy by mi nie przyszło nazywać tego fuj fuj i dawać niechlubny przykład swojej córce.

A tak pozostając w okolicach tematu. Gdyby ktoś chciał mnie odwiedzić i miał wątpliwości który to blok, spieszę donieść, że od dwóch tygodni stoi pod nim coś takiego:

Myślę, że owa „instalacja” powstała z myślą o właścicielach psów – nie tylko mogą sobie przysiąść, ale też wypróżnić się wspólnie z czworonogiem, co niewątpliwie wpłynie korzystnie na rozwój psychiczny jednych i drugich.

…………….

P.S.  Tak mi się przypomniało, że jak na ludzi urodzonych przed wojną, to rodzina mojej babci miała dosyć nowoczesne imiona. Moja babcia miała na imię Julia, a jej siostry Weronika i Klaudia. Prawda? Toż to szok.

38 uwag do wpisu “Godzina prawdy i fuj fuj poza toi toi

  1. Taa.. W klimacie siostry babci i jej uwag: mój ociec ma problem, co będzie, jeśli dziewczynki pójdą w geny mojego Księcia i będą duże w każdą stronę… Moim zdaniem super, będą silne i będą mogły przyłożyć każdemu, kto im podskoczy, a takoż same sobie otworzyć słoik… Ale ociec ma problem… że za duże i kobiecie nie pasuje… przynajmniej przy nich tego nie mówi…
    A u nas często matki-laski mówią na fajka ‚fuj-fuj’, a jedna to już ma zupełną wizję wychowania, bo zostawia córę w piaskownicy i mówi, że się idzie truć…

    Polubienie

    1. Ale dlaczego miałyby pójść? W końcu to dziewczynki, więc silne mogą być, ale na poza tym wiotkie z zgrabne, jak mama 🙂
      Boszsz widzisz i nie… odgaszasz im na łbach tego fuj fuj.

      Polubienie

    1. Dzięki za pocieszenie, ale aż tak się nie przejęłam. Zwłaszcza że rzeczywiście mój wygląd uległ przemianie. 😀
      Jej słodycz zdecydowanie przebija to bycie męczącą, więc spoko. 🙂

      Polubienie

  2. Swoją drogą, jeżeli mówi dziecku że papieros jest fuj…. To jeszcze nie jest najgorzej…Ale masz racje, dziecko jak od małego patrzy na takie rzeczy to potem robi to samo… Ja pewnie też bym nie palił gdyby nie wiecznie kopcący ojciec…

    Polubione przez 1 osoba

  3. A u mnie palili oboje rodzice. (Choć nigdy nie przy nas, a w domu były wydzielone strefy, w których mogli palić.) Takie to były czasy, w latach ich młodości jeszcze się nic o szkodliwości palenia nie mówiło. Natomiast w czasach MOJEJ młodości już tak, stąd moja mama, choć sama była strasznym nałogowcem, zawsze nas, swoje dzieci, przed paleniem przestrzegała. Ale nie, że demonizowała, czy straszyła, ale mówiła, jak jest, zgodnie z aktualną wiedzą – na co to szkodzi, że to nałóg, z którym trudno zerwać itd. Co nie bez znaczenia – nie stawiała nam zakazów. Mówiła, że to szkodliwe, ale swój rozum mamy, więc jeśli któreś z nas będzie się chciało truć, to proszę bardzo. I wiesz co? Ani ja, ani moje rodzeństwo nie palimy, i nigdy po papierosy nie sięgaliśmy, za to jesteśmy zawojowanymi wrogami palenia (jak pewnie wiesz z mojego wpisu „A gdzie jest twoja Cessna”) 😋

    Polubienie

      1. Niekoniecznie, jeśli za tym kryje się rozmowa. Chyba gorzej byłoby, gdyby się z tym paleniem kryła i została pewnego dnia przyłapana z papierosem? 😉
        Mój mąż, choć w domu jest kategoryczny zakaz palenia i wychodzi na papierosa na dwór, to na spacerach, zakupach i innych wyjściach z naszą dziatwą też pali (choć również odchodzi na bok, za moją delikatną sugestią, by nikt z nas nie musiał tego wdychać). Taki „urok” nałogowców. Po prostu oboje dużo z Damacjuszem na ten temat rozmawiamy i tłumaczymy dlaczego tata (i babcie) palą, dlaczego inni nie, i o co chodzi z tymi papierosami.

        Polubione przez 1 osoba

  4. Co do jęczliwej Tamalugi – to pocieszające wiedzieć, że nie tylko Damacjusz bywa takim gagatkiem. Czasami najchętniej wystrzeliłabym go w kosmos 😉 A to przecież takie słodkie dziecko 🥰

    Polubienie

  5. Znajdę Cię, na pewno znajdę Cię 🙂 Kibel aż zachęca, ale ciekawe, jakie zapachy będzie rozsiewał latem- psy i ludzie , razem w kupie, a w kupie siła….
    Fuj – nie pamiętam kiedy ostatnio paliłam…
    Fuj

    Polubienie

  6. Uch… pierwszy rok w przedszkolu to katar jednostajny. Chociaż, nie chwaląc miesiąca przed końcem – w lutym coś u Małej kataru brak… czyżby jakiś bonus od losu?
    A na te humorki…tylko cierpliwość może nas uratować;))))
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

    1. Za to w lutym grypa szaleje, a tego najbardziej się obawiam. Zwłaszcza, że Tomek przytargał ostatnio z pracy :/
      Jeszcze nie zdecydowałam, czy Tamaluga wróci do przedszkola. Byłoby super…

      Polubienie

  7. Czyli macie pod blokiem prawdziwą grę o tron! Nonono, nie powiem! Zara Home mogłaby się zainspirować tym elementem dekoracyjnym!

    Można wprowadzić go do stałej oferty, posadzić w nim kwiatki a czasem zrobić do niego fuj fuj!

    Polubienie

  8. Brawo za takt dla siostry babci 🙂 Złote Usta Roku.A już myślałam że doprowadziłaś do szału fachmena i remont łazienki zakończył się pod blokiem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s