W poszukiwaniu rutyny

Sprzedawca wyrobów cukierniczych już sam w sobie powinien ociekać słodyczą. Niestety, babsko siedzące u nas w pączkach ma tak skrzywioną gębę, że rzadko kto decyduje się podejść do okienka. I bardzo dobrze! Podejdę 3 razy, a potem nie zmieszczę się w spodnie. Ostatnio znalazłam w szafie takie, których nie nosiłam od lat. Bojówki z wiszącym krokiem. Powiem tak: może ten krok kiedyś i zwisał sam z siebie. Teraz muszę go spuszczać i naciągać. Może ten krok kiedyś i zwisał seksownie. Dziś wyglądam jakbym się zesrała.

A że podobno nadciąga wiosna, tak mówią, w związku z czym należałoby wrócić do jako takiej formy.

Należałoby ograniczyć żarcie i zapisać się na siłownię.

Nie, no bez jaj. To taki żarcik sytuacyjny. Swoją drogą szkoda, że nie można schudnąć od samego zapisania się na siłownię. Nawet nie musiałabym się ruszać z domu, wypełniłabym formularz online i gotowe. Pozostałoby tylko siedzieć na kanapie i czekać na efekty. Tak… bardzo szkoda.

Co do ograniczenia żarcia, to chyba zaczęłam ostatnio podjadać. To znaczy bardziej niż zwykle. Nie wiem z czego to wynika, ale w Internetach wiedzą. Na kilku niezależnych stronach udzielają dokładnie tej samej rady: poznać swoje przyzwyczajenia. Lustracja codziennej rutyny pomoże nie tylko ograniczyć podjadanie, wyeliminować słodycze, ale też rzucić palenie i inne używki. Należy „tylko” zorientować się w jakich sytuacjach palimy, czy podjadamy i starać się wtedy zastąpić palenie czy podjadanie czymś innym. Czym, nie powiedzieli, ale to i tak jest nieważne w obliczu tego, co odkryłam. Mianowicie, ze zgrozą i niedowierzaniem odkryłam, że nie mam żadnej rutyny.*

Zawsze wiedziałam, że moje życie to chaos, ale żeby aż tak?!

Jeśli sięgamy po słodycz przy porannej kawie – wyeliminujmy ten odruch. Czy ja piję poranną kawę? Może inaczej: czy pitą przez mnie kawę można nazwać poranną? Jeśli budzę się o siódmej to śmiało, ale jeśli o dziesiątej trzydzieści to chyba nie bardzo. A nie oszukujmy się: od kiedy Tamaluga nie chodzi do przedszkola, znacznie częściej realizuję ten drugi wariant. Czasami piję tylko kawę, czasami do kawy jem śniadanie, czasami nie piję kawy, tylko jem śniadanie, czasami nie piję kawy i nie jem śniadania.

Pójdźmy dalej: kąpiel. Czasami kąpię się rano, czasami wieczorem, czasami na drugi dzień, a najczęściej w ciągu dnia. Tak, w ciągu dnia, kiedy uda mi się posprzątać, coś tam ugotować i wykonać inne czynności okołotamalugowe.

Wyjście z Tamalugą. Czasami odbywa się rano, czasami w południe, czasami po południu. Czasami spacerujemy, czasami robimy zakupy, czasami idziemy na plac zabaw albo do kawiarni, a czasami jeździmy tramwajem bez żadnego celu.

Obiad. Od wyprowadzki Wiktorii kwestia obiadu w moim domostwie przechodzi niewiarygodne metamorfozy. Przestałam nareszcie dzielić dania na wegańskie i niewegańskie, glutenowe i bezglutenowe, kaloryczne i niekaloryczne. Nie musiałam mierzyć, ważyć, dokonywać skomplikowanych obliczeń, rozpisywać na kuchennej ścianie wzorów chemicznych, z których żaden nie miał sensu, bo gówno pamiętam z chemii, ale na ścianie prezentowało się dość ciekawie.

Potem Oliwia zaczęła spędzać dni na uczelni i jeść poza domem, co wyeliminowało ostateczny podział obiadu na wegański i niewegański.

Potem Tomasz zaczął jadać w pracy i stało się. Moje rozbestwienie w tej materii sięgnęło zenitu. Czasami Tamaluga dostaje na obiad jajecznicę, zresztą ku jej wielkiej radości, co jest i tak lepsze od zupek Vifona, bo i do tego doszło. Naprzeciwko wesoło macha do nas Chińczyk, a na rynku kurczak z rożna. Jestem na wspaniałym, fantastycznym i długim urlopie od gotowania. Nawet jeśli to tylko 2-3 dni w tygodniu to i tak warto. Odkryłam, że w tym czasie mogę robić dużo innych pożytecznych rzeczy, np. przeczytać książkę, obejrzeć odmóżdżający film albo pogapić się w okno.

Zatem i tutaj rutyny brak.

Jak wspomniałam: moje życie to chaos.

No, to kiedy ja właściwie podjadam?

Jak to kiedy: w nocy.

 

*Przypomniało mi się, jak na studiach mieliśmy wykład na temat codziennych przyzwyczajeń. Profesor stwierdził, że każdy bez wyjątku robi to samo po wstaniu z łóżka, mianowicie siku. Kolega Mariusz oświecił go, że czasami po wstaniu z łóżka robi się i siku i kupę. Na co kolega Daniel oznajmił wesoło, że on właśnie robi siku i kupę, i to jeszcze przed wstaniem z łóżka!

Przecież ja nie mogłabym odnaleźć się w normalnej grupie

38 uwag do wpisu “W poszukiwaniu rutyny

  1. Nie powiem , że nie jem , albo powiem a raczej napiszę … nie jem tylko pochłaniam góry żarcia. Na siłownię jestem zapisana i rozczaruję cię – nie działa. Trzeba tam iść kilka razy w tygodniu i nieźle się spocić. A wiesz że ja od dawna marzę o rutynie nudzie i marazmie?

    Polubienie

      1. Chwilowo wyrwali mnie z krainy marzeń do szarej rzeczywistości tzn do pracy biurowej która zmusza mnie do wyjścia z domu na kilka(naście) godzin. Nie lubię

        Polubienie

  2. Przewrotny tytuł, bo kto szuka rutyny, skoro ona każdego znajdzie. Po wtóre, kto słucha podpowiedzi internetowych, kiedy piszą wszyscy, nawet ci, którzy zielonego pojęcia o niczym nie mają, tym bardziej że przepis sama znasz: mniej jeść, a więcej się ruszać. Należy zatem zastanowić się, jak to zrobić, skoro człek podjada. Proste: nie kupować, pusta lodówka nie przyciąga i nie kusi.
    Serdeczności

    Polubienie

  3. Olitario, jak chcesz schudnąć zatrudnij u siebie panią z pączkarni, niech podaje Ci posiłki

    Swoją drogą , robienie w łóżko to taki studencki zwyczaj
    Tam wszyscy tak pędzą na tą uczelnię , że szkoda im czasu na wstawanie z pościeli i rąbią w łóżko hurtem. Zwyczaj ten do niektórych powraca w czasie późnej starości, kiedy to każda minuta zbliża nas do śmierci
    Oszczędzając czas, próbując nie marnotrawić go na głupoty, bo życie ucieka, niektórzy powracają do młodzieńczych nawyków

    Polubienie

  4. No to powiem dla kontrastu, że u mnie rutyna to jakby fundament dnia – bez niej, wszystko się sypie! I tak, mam rozpisane posiłki na cały tydzień, tak, w planie również aktywność fizyczna, tak, jestem trochę porąbana;D Ale dobrze mi z tym:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  5. 😂😂😂
    Ależ Ci zazdraszczam tego chaosu, który był moim udziałem przed pigułami. Ech…
    Teraz tylko z tymi obiadami to różnie. I na moje (nie)szczęście LP zaczęła piec ciasta. Matkojedyna! Cudmiodiorzeszki oraz całeniebowgębie! I daje na wynos! No to wiesz, gdzie kieruję teraz moje kroki 🤪

    Polubienie

  6. Interesujące! A podobno po przebudzeniu kobiety przecierają oczy a mężczyźni drapią się po jajkach! A tu proszę…
    W kwestii obiadów wczoraj kupiłam dwa kurczaki z rożna, z czego jeden wyleciał z pudełka kasjerce podczas kasowania. Pani dostała zawału i wsadziła go z powrotem do pudełka przez ręczniki papierowe. Bo już miałam przed oczami wiadomą scenę ze starego filmu pt. Kurczak i szmata do podłogi 😀

    Polubienie

  7. U nas teraz bardzo popularne są te diety pudełkowe… Są różne. Dla pracujących umysłowo, ćwiczących na siłowni, starych, młodych itd. No co kto lubi, ja wolę 2 tys zł wydać na coś innego, jeśli w ogóle je mam 😉 A powiem ci, że od ponad miesiąca ćwiczę codziennie, nawet mi się to udaje, bo wprowadziłam właśnie w taką rutynę. Gdy mam przerwę (tak jak dziś tylko wyjątkowo nadrabiam komentarze dla ciebie:P) od razu te 15 min ćwiczę. Już pomijam wygląd, ale po prostu bolał mnie kręgosłup od siedzenia przy kompie. Raz, dwa razy w tygodniu łażę też po bieżni (ale fakt mam ją w domu, nie muszę wychodzić), w tym czasie nadrabiając naukę francuskiego lub jakiś netflixowy serial 😛 Zdarza się też, że gadam przez telefon 😀 Z tym, że wtedy muszę iść wolniej, żebym nie sapała hahaha. Przyjemne z pożytecznym.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s