Garść Tamalugi

Tamaluga bawi się smokami. Piszę akurat pracę, więc obserwuję ją kątem oka i widzę, że smoki chorują, jeden po drugim. Podjeżdża karetka na sygnale i zabiera smoki po kolei. Przy szóstej rundzie Tamaluga ma dosyć. Jest symbolem obecnej kondycji całej służby zdrowia. Widzę, że sfrustrowana, wrzuca wszystkie smoki do smoczego zamku. Widzę, że wyciąga wstążkę. Widzę, że tą wstążką, niczym taśmą policyjną, owija cały smoczy zamek. Następnie odkaża ręce, mówiąc „Tam jest wilus i choloba. Nie mam siły.”

 

Tamaluga maluje. „Ładna pustynia?” „Ładna, ale na pustyni nic nie rośnie.” „A palmy losną?” „Nie”. „A w dziungi?” „A w dżungli jest mnóstwo roślin.” „No, to narysuję dziungi.”

 

„Mama, a wies jak się nazywają takie małe, białe dzewka?” „Jak?” „Wakacje!”

 

„Muszę iść wolno, bo jak będę szybko idziła to może burczeć brzuszek”.

 

„Idziemy już?” „Tak, tylko nie wiem w co cię ubrać”. „No to się zastanów.” „Zastanawiam i nie wiem.” „No to zastanów się cały łas.”

 

„Tamarka, kończ już, bo jest bardzo późno.” „A mogę dokońcyć bajkę?” „Dobrze.” „No, a ty mozes udawać.” „Co udawać?” „Mozes udawać, ze jest nie tak baldzo późno.”

 

„Zobacz, mamusię boli główka. Pogłaszcz mamusię po rączce.”

„Nie mogę, tatusiu, bo będę głascyć i powiem ze juz, a ona powie ze jesce, i sie zlobi godzina baldzo jedenasta.”

 

Tamaluga ma kucyka Ponny, który śpiewa, ma mikrofon i można śpiewać razem z nim, a oprócz tego coś tam gada. Siedzę w drugim pokoju i słyszę dialog Tamalugi z kucykiem:

Kucyk: Hellooo! Jest tu ktoś?

Tamaluga: Tak, ja tutaj jestem, bo tatusia nie ma. Pojechał. Tylko ja jestem, wies? I baldzo cię kocham.

Kucyk: Zaśpiewajmy razem!

Tamaluga: Dodzie (dobrze). Ale za chwilkę, wies?

Kucyk: Jesteś świetna!

Chwila ciszy. Tamaluga wzdycha: Nie, nie jestem taka świetna.

 

To na deser ja.

Mam (nadzieję, że nie tylko ja) czasami często takie dni, że nie do końca ogarniam co się dzieje, nie mogę się skoncentrować i przejęzyczam się częściej niż zwykle.

Leci jakiś film przyrodniczy i właśnie wylęgły się larwy. Jednej z nich dają mega zbliżenie, więc gapię się zafascynowana poniekąd, chociaż nie jestem pewna czy dociera do mnie, co oglądam. Wchodzi Tomasz, zerka w ekran i pyta: – Co to jest?

– laura.

– Kto???

– laura.

Gdy dociera do mnie, co powiedziałam, próbuję się poprawić i mówię:

– lawra

Jesssssu, jakie to frustrujące, ale Tomasz wyje ze śmiechu, więc wyję i ja. Tylko, że on jest bezlitosny. Odtąd każdy napotkany robal jest dla niego Laurą… :/

„Dziungi”

„Sklep z kokardami”

„Morze i pirackowy statek”

„Plaża”

Nie mam pojęcia 😀

Kucyk daje koncert dla służb ratowniczych, wszyscy oglądają z aut (i dachów) z uwagi na pandemię.

23 uwagi do wpisu “Garść Tamalugi

  1. jak to nie masz pojęcia???… ja tam wyraźnie widzę Roszpunkę, która to właśnie z wieży uciekła i zastanawia się w którą stronę świata najpierw pobiec…. chociaż to może dlatego, że ostatnio „Zaplatanych” oglądałam…. 😀 😀 😀
    buziaki dla Tamalugi :*

    Polubione przez 1 osoba

  2. Cha cha, niezła ta Twoja Tamaluga! I bardzo ładnie rysuje (w porównaniu do gryzmołów Damacjusza, innego porównania nie mam ;)).

    A z tym przejęzyczaniem to w pełni Cię rozumiem 🙂

    Polubienie

  3. Lawra mi się zdecydowanie bardziej podba niż laura czy larwa. Nie dziwię się Twojej dziecinie że ją niemoc ogarnia. Jakoś zaczynam coraz gorzej znosić ten pandemiczny obłęd. Szczególnie jak popatrzę w lusterko – moja fryzjerka pierwszy wolny termin ma początkiem czerwca

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s