MAM NA IMIĘ ANIA

2013

 

Determinacja ludzkiej płci zaczyna się w szóstym tygodniu ciąży. Obecność chromosomu Y warunkuje powstawanie jąder, produkcję testosteronu. Nieco później natomiast, po ukształtowaniu się płci biologicznej, następuje tworzenie informacji mówiącej o poczuciu własnej płci. Najprawdopodobniej u osób transseksualnych w tym momencie występuje jakiś czynnik hamujący działanie odpowiedniego hormonu.

Posłankę Grodzką znałam, oczywiście, i podziwiałam za takt i klasę. Chyba najgłośniej było o niej w 2013 roku, w związku z konfliktem z Krystyną Pawłowicz. Homofobiczne i obraźliwe wypowiedzi tej ostatniej (za co została ukarana jeno naganą) stały się przez chwilę tematem numer jeden. Słuchając obu pań, nie mogłam otrząsnąć się z szoku, że to ta druga ma tytuł profesora i pracuje z młodzieżą.

Ale ja nie o tym, oczywiście, nie o polityce, a i Anna też tego tematu w książce nie porusza.

To może tak tylko, dla przybliżenia:

Anna Grodzka, z wykształcenia psycholog, urodzona jako Krzysztof Bęgowski jest polską działaczką społeczną, politykiem i założycielką Fundacji Trans-Fuzja. Jest też pierwszą transseksualną osobą w polskim parlamencie.

Książka jest świadectwem, rodzajem pamiętnika, pisanego może trochę chaotycznie, ale takie właśnie było jej życie. Wtedy. Przed zmianą płci, na którą zdecydowała się dopiero, gdy jej syn był już dorosły. Zresztą on jako pierwszy to zaakceptował, zapewniając ojca o dozgonnej miłości. Szacunek dziecka jest najlepszym dowodem na to, jakim człowiekiem jest Anna Grodzka. Jak to określił jej syn „Masz najlepsze cechy obu płci”.

Zyskała mój szacunek już przy starciu z Pawłowicz, ale po przeczytaniu książki wzrósł on, co najmniej dwukrotnie. I jeśli nadal miałam jakiekolwiek wątpliwości co do osób transpłciowych, to już ich nie mam. No, bo to jest tak: lekarze, eksperci i badacze mogą nam mówić, że coś nie jest chorobą, że jest zjawiskiem (rzadkim, bo rzadkim) ale normalnym, to myślimy „Aha, ok.” Tak naprawdę jednak, jeśli ktoś sam tego nie doświadczył, albo nie zna nikogo takiego, to nie uwierzy do końca, nie zrozumie. Trzeba poznać myśli i uczucia takiej osoby, a Anna opisuje swoje myśli i uczucia bardzo dokładnie. Wyjaśnia różnice między transwestytyzmem, a transpłciowością. Czytając tę książkę zrozumiałam przede wszystkim, jak słabo wyedukowane jest nasze społeczeństwo w tej kwestii. Wciąż, nieświadomie, podążamy za stereotypami, nie widząc różnic w pojęciach i utożsamiając, np. operację zmiany płci z „przeróbką genitaliów”, a to zupełnie co innego.

W książce Anna opisuje swoje życie, urywkami, scenami, które dla niej wydają się ważne. Od wczesnego dzieciństwa, przyjaciół, szkołę, aż po studia, działalność społeczną, pierwsze zauroczenia, miłość, ślub i tak dalej… Poznajemy jej trudne dzieciństwo, szykany, wyzwiska i bójki w szkole podstawowej. Potem zmianę otoczenia, wyciszenie i pierwsze przyjaźnie. Przede wszystkim, jednak, poznajemy jej rozterki, rozbicie emocjonalne, niepewność, strach… W latach 60, 70, pojęcie transpłciowości nie było znane, a gdy już pojawiło się w zacnych księgach medycznych, stało obok koprofilii, nekrofilii, pedofilii, czyli ogólnie chorób i zaburzeń, które trzeba leczyć. Nic więc dziwnego, że ludzie borykający się z tym problemem uważali się za dziwaków, odmieńców i chorych psychicznie. Nic, więc, dziwnego, że próbowali stłumić w sobie tę drugą osobowość, tę prawdziwą.

Kto powinien sięgnąć po tę książkę? Chyba każdy. Chociażby po to, by zrozumieć, by dowiedzieć się ciekawych rzeczy. By odkryć to, co tak naprawdę wciąż jeszcze nieodkryte, co wciąż jeszcze jest tematem tabu. Wyobraźcie sobie, że wasze życie jest poprawne, ale kosztem was samych, waszej wolności i swobody. Robicie to, czego od was oczekują, jednocześnie tłumiąc w sobie prawdziwe emocje. Nagle staje przed wami szansa zmiany, uzewnętrznienia siebie i swoich potrzeb, ale to wszystko oznaczałoby koniec życia takiego, jakie macie do tej pory, rozstanie z rodziną, którą kochacie. To jest tak trudne, że wielu transseksualistów nie decyduje się na zmianę. Warto zdać sobie sprawę, że taki przewrót jest szokiem nie tylko dla tej osoby, ale też dla jej rodziny. Dlatego Fundacja Trans- Fuzja obejmuje, między innymi, opieką psychologiczną nie tylko osoby transseksualne, ale także ich bliskich.

Jedynym minusem książki mogą być powtarzające się opisy samego sedna problemu, postrzegania go przez innych, ciągłe powtarzanie różnic między pewnymi zwrotami, rozterki bohaterki, jej wahania i refleksje. Jednak, można to wybaczyć, bo coś, co jest powtarzane wielokrotnie ma większą szansę utrwalić się w pamięci. Poza tym podkreśla szczerość opowieści, uwydatniając istotę problemu.

Kilka rzeczy bardzo mnie zaskoczyło, np. to, że o zmianę płci należy wystąpić do sądu, a wniosek poprzeć opiniami kilku niezależnych psychiatrów, psychologów i seksuologów, a sąd i tak dodatkowo powołuje biegłego. A teraz najlepsze – niezależnie od tego czy ma się 20 lat, czy czterdzieści, (a trzeba być pełnoletnim) – do sądu pozywani są rodzice i muszą oni wyrazić zgodę na zmianę płci dziecka.

Pod koniec wspomniano (wiedziałam, że wspomną) tragiczny w skutkach eksperyment Moneya. Jest też kilka historii z życia osób transpłciowych, objętych opieką Fundacji. Jest też cała lista nazwisk sławnych ludzi, którzy poddali się przemianie, oraz tych którzy się na to nie zdecydowali i wykorzystują swoją trans płciowość jako np., wizerunek sceniczny. Przyznam, że niektóre nazwiska były dla mnie zaskoczeniem.

Także, no… polecam.

(…)Idziesz przez życie, nawiązując relacje z otoczeniem tylko przez szybę. Jesteś kobietą. Na szkle jednak namalowałaś obrazek faceta. Ludzie wchodzą z tym obrazkiem w dialog, w relacje, ale czy rozmawiają z tobą? Jakiś facet mówi do faceta namalowanego na szybie, opowiada o ostatnim meczu, o tym, że szybciej niż koleś obok wystartował ze skrzyżowania, mówi, jaką poznał superlaskę itd. Słyszy nawet twój głos, gdy mu odpowiadasz, ale nie widzi ciebie. Czujesz się podle, że robisz gościa w balona. Nie możesz powiedzieć, że nic cię to nie obchodzi, że o lasce masz ochotę donieść jego żonie(…) I choć na poziomie języka rozumiecie się bez problemów, bo słowa mają określone znaczenie, to nie wszystko możesz mu powiedzieć i nie o wszystkim chcesz słyszeć(…)

8 uwag do wpisu “MAM NA IMIĘ ANIA

  1. Mnie jest zawsze żal takich osób z powodu tego, że muszą się ukrywać. Że nie mogą żyć normalnie i nie mogą być sobą. Każdy ma prawo być tym, kim chce. Rama, rama, om, om.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s