THE HAUNTING OF HILL HOUSE

The Haunting of Hill House / Nawiedzony Dom na Wzgórzu / 2018

Miałam już skończyć z serialami (nie wierzę, że w ogóle zaczęłam) ale życie bywa przewrotne. Za namową Pani Seeker (i dzięki niej) obejrzałam jeszcze jeden. I za jej też (wcale nie nachalną) namową piszę tę recenzję.

Jak już wspominałam, z horrorów wyrosłam gdzieś pomiędzy osiemnastką a urodzeniem dzieci. Duchy, zjawy i inne wampiry przestały mnie bawić, a raczej zaczęły mnie bawić w dosłownym znaczeniu tego słowa. Podchodziłam więc do tego serialu jak do jeża, albo innego kleszcza, ale słowo się rzekło.

Pierwszy odcinek wydał mi się nudnawy, tak gdzieś do połowy, ale ja nie z tych, co łatwo rezygnują. Skoro „Sikerka” poleca to coś tam na rzeczy być musi. Istniało jeszcze prawdopodobieństwo, że robi sobie ze mnie jaja i poleciła mi jakiegoś gniota. Albo też – druga możliwość, znając jej zamiłowanie do horrorów – teoretycznie mogło jej się podobać wszystko, co horrorem jest. Tak, nawet gniot. 😛

W drugiej połowie akcja zaczęła się ożywiać na tyle, żebym odpaliła kolejny odcinek, a potem już poszło. Wciągnęłam się niesamowicie.

No, bo to niby jest horror. No, jest, niezaprzeczalnie. Tylko, że inny niż te, z którymi (za młodu) miałam do czynienia. Głębszy i zdecydowanie bardziej skomplikowany, chociaż oparty na zwyczajnej prozie życia.

Jeśli miałabym podsumować całość jednozdaniową refleksją, napisałabym, że tym co najbardziej nas przeraża jesteśmy my sami. We wszystkich możliwych znaczeniach tego śmiałego stwierdzenia. We wszystkich.

Akcja przeplata się ze sobą w dwóch zderzeniach czasowych. Dosłownie: zderzeniach. Mamy lata dziewięćdziesiąte i rodzinę wprowadzającą się do nawiedzonego domu. Mamy też czasy obecne i tę samą rodzinę, z dorosłymi już dziećmi, na której pobyt w owym domu odcisnął ogromne piętno. Wszyscy przecież byli świadkami niesamowitych zdarzeń, wszyscy przeżyli tragedię, co miało bezpośredni i pośredni związek z ich teraźniejszym życiem.

Olivia (Carla Gugino) i Hugh ( Henry Thomas, Elliott z E.T. 😀 ) są rodzicami piątki dzieci: Stevena, Shirley, Theodory, Luke’a i Nell. Zajmują się remontami starych domów, które potem sprzedają z dużym zyskiem. W każdym zabawiają nie dłużej niż kilka tygodni, przez co skazani są na ciągłe przeprowadzki . Oczywiście już sam ten fakt nie pozostaje bez wpływu na dzieci, ale do wszystkiego można przywyknąć i jakoś to dotąd funkcjonowało.

Z domem na wzgórzu jest inaczej. Ma swoją historię i swoje mroczne sekrety, a przede wszystkim – chociaż dorosłym jak zwykle trudno w to uwierzyć – jest nawiedzony. Z dziwnymi zjawiskami stykają się dzieci, ale cierpliwie znoszą wyjaśnienia o starych, zardzewiałych rurach, złych snach i innych rzeczach, bo przecież wszystko da się logicznie wytłumaczyć. Dom ich niszczy, żerując zwłaszcza na jednym z domowników. Wysysa energię, logikę i zdrowy rozsądek, pogarsza samopoczucie, zmusza do irracjonalnych zachowań. Gdyby tylko ktoś uwierzył dzieciom, to może wszystko potoczyłoby się inaczej.

W obecnych czasach najstarszy z rodzeństwa – Steven – jest pisarzem, który wybił się pisząc o nawiedzonych domach. Nieco młodsza Shirley prowadzi z mężem zakład pogrzebowy. Theo za dnia jest poważną panią psycholog, a nocami szaleje po nocnych klubach, licząc na przypadkowy seks. Luke jest uzależnionym od narkotyków nieudacznikiem, a Nell, jego siostra bliźniaczka –  rozchwianą emocjonalnie dziewczyną, której nikt nie traktuje poważnie.

Z odcinka na odcinek zagłębiamy się w ich życiu i jesteśmy świadkami przeplatających się ze sobą zdarzeń. Czasami tempo akcji i nakładające się na siebie historie przyprawiają o zawrót głowy, jednak szybko odzyskujemy równowagę i znajdujemy wyjaśnienie. Prawie wszystkiego.

Jak w wielu poprzednich, recenzowanych przeze mnie filmach, i tutaj powraca pytanie; w jakim stopniu przeżycia z dzieciństwa wpływają na nasze teraźniejsze życie. Na ukształtowanie osobowości, na siłę lub jej brak, na podejmowane decyzje; te ważne i te z pozoru bez znaczenia, a nawet na wykonywany zawód. I jeszcze jedno: czy definicja rodziny jest tylko urzędową formułką, która rozpadnie się w obliczu zagrożenia, czy też kręgiem bliskich sobie osób, które odrzucając dawne spory staną na wysokości zadania i będą dla siebie wsparciem.

Do Domu na wzgórzu, oczywiście, zapraszam 🙂

The Haunting of Hill House

 

 

12 uwag do wpisu “THE HAUNTING OF HILL HOUSE

  1. No gdzież ja bym miala byc nachalna, no w zyciu Hahahahaha 😀

    DZIEEEEEEEKIIIIIII

    Nie moge sie doczekac az zapomne o czym byl ten serial zeby go móc znowu obejrzec 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s