Między nami sąsiadami

Tu narazie jest ściernisko, ale będzie wiadomo co.

Zmiany nadciągają, zmiany… Nie w polityce, bo tutaj, jak wiadomo, żadnych, niestety nie przewiduję. Zmiany nadchodzą na moim podwórku. Na skwerku miedzy blokami, co to nie wiadomo do kogo należy. W tzw. czynie społecznym skrzyknęli się sąsiedzi (trzej) w osobie Tomasza, Krisa i Dziwnego Michała. Tomasz mój wpadł był na pomysł, skwerek do stanu używalności przywrócić, co by lata świetności sobie przypomniał. Bo lata świetności były, oj były. Były i huśtawki, i inne takie, i piaskownica, i trawka, i drzewka, i ławeczki.

Huśtawka i inne takie zniknęła w bliżej nieokreślonych okolicznościach, mniej więcej 15 lat temu. Ławki dewastowane były sukcesywnie, przez żulków okolicznych, którzy najpierw komara na nich przycinali, a potem (chyba) zabierali kawałek na pamiątkę. Piasek w piaskownicy dawno piaskiem być przestał, tyle się go jeno ostało, co by na kuwetę starczyło, z czego korzystały ochoczo wszystkie okoliczne koty, plus ich znajomi i znajomi ich znajomych.

Zatem Tomasz wpadł na pomysł i miał plan. Chciał odnowić skwerek dla Tamalugi, więc uderzył z pomysłem do dzieciatych. Do, w miarę normalnych ojców, należy Kris i on od razu podchwycił. Dziwny Michał dzieci nie ma, ale zwerbowali go sposobem – wciąż jest przekonany, że robi wybieg dla psów. Bardzo byłam ciekawa jak im pójdzie, gdy wreszcie zaczną, bo zacząć też łatwo nie było. Zebrało się, oto, trzech chłopa, z których każdy był samozwańczym pomysłodawcą, kierownikiem budowy i prezesem całego zamieszania. Dylematy ich też iście prezesowskie były, bo gdy po raz piąty w ciągu 10 minut zawołano mnie do oceny czy ławka stoi prosto – przeszłam podwórkowe załamanie nerwowe. I choćby była najbardziej krzywą ławką świata – i tak stwierdziłam, że jest równo, bo to już było nie do zniesienia. Tomasz, wziąwszy sobie wówczas wolne od czynu społecznego –  chichocząc zaproponował im sześć innych poziomic, skoro ta nie działa . Na wypadek, gdyby poddawali w wątpliwość moje oko, oznajmiłam, że przez czas dłuższy pracowałam w reklamie wizualnej, przez co kwestię „równo i prosto” mam w małym palcu u stopy. Uspokojeni zapewnieniem wbili wreszcie  ławkę, która była nieco krzywa.

Następnie zajęli się piaskownicą. Tomek wylał beton na brakujące bloki i jakoś im sprawnie to poszło. Już mięli sobie przybijać żółwiki, gdy nadleciał Snajper lamentując, że miała tam posadzone trzy krzaczki winogron i dwa krzaczki pomidorków koktajlowych.

– Pffff – powiadomili ją wspólnie, gdyż było już za późno. Winogrona i pomidory zgodnie poszły się… Ich nie ruszyło, ale mnie trochę tak. Zwłaszcza utrata pomidorków koktajlowych. Ze zdumieniem stwierdziłam, że po raz drugi w ciągu niespełna tygodnia staję po stronie Snajpera! (Pierwszy raz był po wyborach, po których to Snajper wyraziła swoją – delikatnie mówiąc – dezaprobatę, po której to z kolei, wywalili ją z Facebooka).

Gdy stanęły pierwsze ławki, ktoś musiał je przetestować. Wtedy to zeszła z góry sztywna Jola. Jola tak naprawdę nie jest sztywna, tyle, że jest po operacji kręgosłupa, więc sztywno, że tak powiem, się przemieszcza. Sztywna Jola udała się wprost ku słońcu, choć nadciągał już wieczór. Uprzejmie zapytała, czy zechcę jej towarzyszyć w rozpuście i upodleniu, gdyż jest już po czterech Desperadosach. Przystałam ochoczo. Jola miała pierwszą wyjściówkę od kiedy udało jej się wstać o własnych siłach. Ja, co prawda operacji nie miałam, ale też nie pamiętałam kiedy ostatni raz miałam wychodne bez ogona i na dłużej niż 15 minut. Tomasz po ciężkim dniu udał się na zasłużony spoczynek, Tamaluga wręcz przeciwnie, ale chwilowo wyrzuciłam to z głowy.

Zasiadłyśmy na pierwszej z trzech nowych ławek, ja z whisky, ona też z whisky, gdyż zrobiłam jej drinka widząc, że po Desperadosach ostało się jeno wspomnienie. Gwoli ścisłości: Jola nie jest jakąś moją bliską koleżanką (w każdym razie nie była do tej pory), po prostu sąsiadką z zaledwie rocznym stażem. No, panie i panowie, nie wiedziałam, że ona taka Hej do przodu! Nie znałam koleżanki tej strony! Po zdawkowym „co u niej”, przeszła przez „Jezu, jak ja uwielbiam ciebie i Tomka”, aż po „Tamaluga jest najbardziej niesamowitym dzieckiem świata”. Potem poznałam tajniki jej krwawego porodu, a potem dołączył do nas Dziwny Michał. On też musiał walnąć karniaka, czyli wysłuchać Joli od początku – o mnie i Tomku, o niesamowitej Tamaludze oraz – tak – o Jolinym porodzie.

Sąsiad też miał już w czubie, więc wysłuchał porodu z uwagą, po czym stwierdził, że mój Tomasz jest najlepszym kolegą, jakiego kiedykolwiek miał, ja jestem najpiękniejszą kobietą podwórka (!), a Tamaluga najcudowniejszym dzieckiem jakie kiedykolwiek spotkał. Oczekując rewanżu, zapytał co ja o nim sądzę. Nie bardzo widziałam, co powiedzieć, więc stwierdziłam szczerze, że według mnie za dużo pije. Po tych słowach zaległa cisza, więc skoczyłam do domu zrobić sobie i Joli kolejnego drinka. Potem obgadaliśmy trochę siedemdziesięcioletnią sąsiadkę z parteru, która nocami ogląda pornole. Dowiedziałam się tego od Tomka, który kiedyś wieczorem przechodził pod jej oknem. Dziwny Michał położył się twarzą na ławce stwierdzając, że pewnych rzeczy nie da się odsłyszeć, i że już nigdy nie spojrzy na nią normalnie. I dobrze. Dlaczego tylko ja mam tak mieć?

Potem udałam się po kolejne drinki i Dziwny Michał zaczął opowiadać o czasach, gdy był ratownikiem medycznym i ratował ciężarną z wypadku. Jola nie chcąc być gorszą, nadmieniła, że pracuje w psychiatryku i sama niedługo zacznie brać psychotropy. Póki co, bierze silne tabletki przeciwbólowe na kręgosłup. Przy kolejnym drinku zaczęli się wymieniać nazwami tabletek i nazwiskami psychiatrów, więc oddaliłam się nieco.

Po kolejnym drinku dowiedziałam się o nowej miłości Joli i o lękach Dziwnego Michała, więc kiwałam głową uprzejmie. Potem Dziwny Michał zadał mi jakieś pytanie, a że nie słuchałam uważnie (zastanawiając się czy Tamaluga już śpi, czy potrzebuje mojej interwencji) nie miałam pojęcia co odpowiedzieć. Na szczęście Jola przyszła mi z pomocą wymiotując głośno i spektakularnie, tuż obok nowej ławki.

Z Dziwnym Michałem porozumieliśmy się bez słów. Dźwignęliśmy Jolę pod ramiona i zatargaliśmy do domu, co było trudne, gdyż – pijana czy nie – nadal była sztywna. A może nawet bardziej. W połowie schodów miałam kryzys, ale dzielnie dobrnęłam do końca. Na szczęście to tylko pierwsze piętro.

Ułożyliśmy Jolę w łóżku i wyszliśmy. To znaczy ja wyszłam, bo myślałam, że sąsiad idzie za mną. On jednak nie wyszedł. Wróciłam na ławkę, posprzątałam, wyniosłam Joline butelki na śmietnik – on wciąż nie wychodził. Nie znałam go dobrze, poza tym był przecież Dziwny. Wróciłam do mieszkania Joli, ale Dziwny Michał właśnie z niego wychodził. Dochodziła trzecia, więc pożegnaliśmy się i udali do swoich domostw. Potem nie widziałam Joli cały dzień. Po głowie chodziły mi nagłówki z „Faktu”: „Sąsiedzka popijawa zakończona morderstwem”. „Tragedia na podwórkowym skwerku”. Zastanowiłam się, czy i kiedy zapuka do mnie policja, bo widziałam ją jako jedna z ostatnich. Jolę, nie policję.

Na szczęście dzisiaj ją zobaczyłam. Podeszła do mnie sztywno, jak to ona, i uściskała serdecznie.

– To za miskę – powiedziała wzruszona.

– Jaką miskę?!

– Postawioną koło łóżka. Bardzo się przydała…

 

 

26 uwag do wpisu “Między nami sąsiadami

  1. Hahahha, nie mogłam się oderwać od tej historii!!!!! Czekaj, idę czytać jeszcze raz!
    PS. Sztywna Jola, Snajper, Dziwny Michał 😀 To nadawanie ksywek też mamy wspólne xD
    By the way – administracja zatwierdziła samowolkę budowlaną? 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. O, to może i zwierzątka zamieszkają? Może jakieś dziczki, wilczki i inne kuropatwy wpadną z wizytą?
      Wiem, że takie rzeczy nie wymagają zgody mieszkańców ani spółdzielni, niestety. Przynajmniej tutaj. Zasadzić możesz wszystko i wszędzie, ale że tak powiem „wysadzić” już nie.

      Polubienie

  2. Najpiękniejsza na osiedlu powiadasz… toż Ty gwiazda! Przyznam, że inicjatywa zacna. Tylko pytanie, dlaczego to Ty siedziałaś na tej ławce a nie Tomasz? wszak to on ją z kumlami zamontował;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

    1. Nie na osiedlu, nie na osiedlu, ino na PODWÓRZU 😂
      Tomasz padł był na twarz po robocie. No i – halo – ktoś musiał z Tamalugą zostać. I to wreszcie nie byłam ja! 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s