Stoliczku, ukryj się! (co z domu to z serca)

Z rzeczy, które wkurzają mnie ostatnio najbardziej, wybija się łazienkowy taborecik Tamalugi. No i Tomasz. Trzeba mu przyznać, że utrzymuje pozycję i jego poczynania niezmiennie plasują się na szczycie listy.

Składany Taboret Tamalugi jest składany tylko z nazwy, gdyż większość domowników uparcie ignoruje tę jego funkcję. Taboret zajmuje zatem dumne miejsce na samym środku łazienki. Łazienki wielkości szpitalnej windy. Powierzchnia na której można stanąć to jakiś metr na pół metra, a więc obecność różowo-zielonego mebla jest dosyć znacząca. Czasami wpadnę na niego, czasami uda mi się go ominąć, czasami nawet kopnięciem posłać w drogę, a że droga kończy się po 20 cm, to po chwili i tak na niego wpadam. Gdy w porywach kreatywności wykorzystuję go jako stojak do papieru, Tamaluga biegnąc na siusiu, przestawia szybko papier gdzie indziej, np. na brzeg wanny, z której to rolka malowniczo „sturlowuje się” na dół. I oczywiście jest mokra.

Jeśli chodzi o Tomasza… Już wiele razy pisałam, że znosi do domu mnóstwo rzeczy. Zbieractwo to jeszcze nie jest, ale gdy patrzę na zagraconą kuchnię to widzę, że niewiele brakuje. Gdy dostaję histerii posłusznie wynosi wszystko do piwnicy, ale po jakimś czasie przynosi znowu. Gdy Oliwia wyjeżdża na weekend, robi sobie w jej pokoju gabinet z warsztatem. Ostatnio wróciła dzień wcześniej, a na jej łóżku leżały w poprzek trzymetrowe drzwi do szafy wnękowej. Tomek wymieniał w nich kółko…

W naszym mieszkaniu naprawdę nie ma już na nic miejsca. Czasami (zwłaszcza wtedy, gdy rozkładam suszarkę na pranie) zastanawiam się czy nie wywalić jakiegoś mebla. Do wystroju brakuje tylko parasola i migającego neonu.

– Sąsiad chce sprzedać stolik za pięć dych – oznajmia Tomek. – Szklany, więc boi się o dziecko.

– I co z tego? – pytam, chociaż w kościach czuję, co się święci.

– Nic, tak tylko mówię. Możesz zobaczyć, stoi na balkonie.

Szklany stolik potrzebny był nam jak wrzód na dupie, ale zerknęłam na balkon sąsiada. Doprawdy nie wiem, gdzie miałabym go postawić. Tomek przyznał mi rację, naprawdę! Sam stwierdził, że to byłaby już przesada. Po czym trzy dni później, wieczorem, przytargał rzeczony stolik do naszego domu. Sąsiad już nawet nie chciał pięciu dych, tylko pozbyć się go z balkonu. Miał fart i trafił na Tomka. Tomka, który ochoczo i triumfalnie wyniósł go na własnych plecach.

– Ja pierdolę – szepnęłam najciszej jak umiałam, gdyż Tamaluga jeszcze nie spała.

Nie chciałam tego widzieć, więc położyłam się na kanapie przodem do ściany. Zza plecowych odgłosów wywnioskowałam, że Tomek próbuje różnych wariantów, przesunięć, przestawień, ustawień i tak dalej.

– Jutro, gdy się obudzisz już go nie będzie – poddał się w końcu.

Rano stolik był pierwszym widokiem po otwarciu oczu. Musiałam wydać z siebie przerażający dźwięk, gdyż Tomek zerwał się z łóżka i szybciutko gdzieś go wyniósł. Nie obchodziło mnie gdzie.

Godzinę później wrócił z bardzo dziwną miną. Na początku nie chciał się przyznać, ale w końcu powiedział, że tak nim manewrował w przedsionku piwnicy, aż stolik zrobił pierdut i piękny szklany blat roztrzaskał się na kamiennej posadzce. Normalnie posikałabym się ze śmiechu, ale nie tym razem, bo w związku z powyższym, Tomek zamiast zrobić, co miał do zrobienia w domu – przez kolejną godzinę sprzątał przedsionek piwnicy. Kurtyna.

Całe szczęście, że sąsiad wcześniej zrezygnował z tych pięciu dych, bo musielibyśmy jeszcze mu zapłacić…

Gdy jakiś czas później wynosiłam śmieci, wyobraziłam sobie ten szklany stolik na środku pokoju. Wyobraziłam sobie jak wszyscy się o niego potykamy i padamy na niego twarzą, a potem stawiamy go na dużym jadalnym stole, a na górze piramidy ustawiamy rzeźbę z fontanną. Na przykład sikającego amorka. Gdy tylko złapałam tę wizję dostałam takiego ataku śmiechu, że nie mogłam otworzyć kontenera, nie mówiąc o wrzuceniu do niego worka. Obsmarkana i opluta zatoczyłam się na trzepak i tam wyłam dalej, aż sąsiadka zaczęła mi się przyglądać z okna. Postanowiłam wówczas, jak najszybciej podzielić się z Tomkiem swoją wizją. Pognałam ochoczo do domu, z rozwianym włosem, zasmarkaną twarzą i w raźnych podskokach, a worek ze śmieciami wesoło obijał się o moje nogi. Gdy tylko dotarłam do mieszkania, zapomniałam co mnie tak rozbawiło, i co ja właściwie chciałam Tomkowi powiedzieć.

– Coś się stało?! – zapytał przerażony moim widokiem.

– Nie wiem. Chyba zapomniałam wyrzucić śmieci.

45 uwag do wpisu “Stoliczku, ukryj się! (co z domu to z serca)

  1. …ale wiesz, że szpitalne windy są takich rozmiarów, że wchodzą do nich dwa łóżka – np z rodzącą – i jeszcze po pielęgniarce do każdego z łóżek? Bo co do zasady łóżko samo nie pojedzie?
    …jakby Cię tu pocieszyć…mam! Moje ślubne szczęście tyle naznosiło do garażu, że samochód stoi pod chmurką. Bo narzędzia ważniejsze.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Toteż dopisałam, że szpitalna, bo z blokową windą to bym jednak przesadziła. Blokowa to jest powierzchnia po której się poruszam, a wliczając wannę, pralkę, umywalkę i kibelek to już się robi szpitalna 😀
      Mój sąsiad kiedyś pozwolił Tomkowi żeby „część” rzeczy trzymał w jego garażu. Przypuszczam, że bardzo tego żałował, już nawet pomijając, że auto musiał trzymać pod chmurką, a właściwie pod klonem, przez co było usyfione wprost niemożliwie. 😀

      Polubione przez 1 osoba

  2. Podam Ci rękę – kiedyś z worem pełnym śmieci prawie wsiadłam do autobusu 😀
    Też mamy w łazience taki stołeczek. Czasami zostaje na środku na noc (a wtedy zgon murowany jak się potkniesz w ciemnościach) wraz z otwartą szafką nad umywalką. Dodam tylko, że szafka ma szklane drzwi. Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jakaś zasadzka na moje życie!
    Ale jak to stolik się nie przyda?! PRZYDA SIĘ! Można na nim postawić te trzymetrowe drzwi, położyć tego zagininego psa, w razie, gdyby wrócił, zrobić na nim zjeżdżalnię dla Tamalugi albo uwić ptasie gniazdo! …Swoją drogą jesteś pewna, że Tomek wyrzucił pozostałości? Bo może się okazać, że w piwnicy robi do niego nowy blat!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kurde, przeszło mi to przez głowę. A teraz nabieram pewności, że ma jakieś plany i że wcale się go nie pozbył.
      Tego psa to można umieścić pod blatem – idealnie wejdzie na szklaną półkę. Na górze, faktycznie, te drzwi do naprawy, a ptasie gniazda to może pod każdą nogą, co?

      Polubienie

  3. Podziwiam Twoją cierpliwość. Osobiście jestem z tych wyrzucających niż zbierających… i każdy przejaw zbieractwa sprawia, że włącza mi się alarm;) Co do krzesełka w łazience…u nas wystarcza taki mały plastikowy podeścik. Tak. Też przeszkadza, ale zajmuje mniej miejsca;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  4. nosz kurde, a ja szukam właśnie takiego stolika do swojego salonu, bo poprzedniemu (chociaż nie szklanemu) jakoś się dziwnie nóżki rozjeżdżają…. 😀
    a jeśli chodzi o worek ze śmieciami, to dawno, dawno temu, zaprowadzałam Młodego do przedszkola, i że mam w rękach rzeczony worek, to się zorientowałam dopiero wtedy, gdy zabrakło mi rąk, żeby Młodemu kurtkę na miejscu w szatni rozpiąć… 😀

    Polubienie

    1. Co by ci tu zaproponować w zastępstwie… Reflektujesz na stojak na donice? Jesteś pewna, że nie potrzebujesz obudowy na kaloryfer? A może starą rurę do odkurzacza? Dwupak…
      Twoja historia ze śmieciami przebiła wszystko… 😀

      Polubienie

      1. stojak na donice powiadasz?… hmmm…. 😀
        a śmieciowe historie mnie lubią…. ostatnio w ogólnym śmietniku, w dużym koszu, z kijem od mopa, szukałam swoich…. okularów, bo byłam przekonana, że je niechcący wyrzuciłam, a ja je tylko schowałam do innej torebki… tak, że ten…. 😀

        Polubienie

  5. Z rozpaczą się przyznaję że jestem chomikiem. Zbieraczem. Już prawie śmieciarzem. Wiesz już, że kupujemy ranczo, ale dom jest mniejszy od obecnego. Nie tak miało być !!! Ale moja gorsza połowica obiecał, że zrobi mi letnią kuchnię a w budynku gospodarczym wydzieli mi strefę na PRZYDASIE !!

    Polubienie

      1. Już kocham mimo, że już wiem że nie będę mieć takiego pola do popisu (zagracania) jak teraz miałam 🙂 Ból jest jak mam obejśc całe ranczo 🙂

        Polubienie

  6. Ojej, bo ty nie rozumiesz, że kiedyś po prostu to wszystko SIĘ PRZYDA! 😉 u nas kilka lat temu popsuła się zmywarka, więc kupiliśmy nową a mój małżonek zostawił tę starą właśnie z tego samego powodu – bo części się przydadzą jak ta nowa się zepsuje. I tak uważam, że długo wytrzymałam… W końcu dałam ultimatum – albo ja, albo stara zmywarka. Na szczęście wybrał mnie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s