Kuła się zepsuła

Kuła się zepsuła. Całkowicie. Trochę moja wina, bo ona zaczęła szwankować już w czerwcu. Przestał działać dotyk, ale wtedy jeszcze tak subtelnie, tylko na wybrane litery w smsach. To jeszcze nie był powód, żeby kupić nową. Potem bezdotykowość objęła kolejne litery i znaki. Kułę pożerała Nicość, jak w Niekończącej się opowieści. Po kawałku. Później było jeszcze gorzej, ale wtedy oświecono mnie, że jest coś takiego jak funkcja głosowa. No. To trochę się tym pobawiłam i to nawet frajda była, chociaż nie czułam się zbyt komfortowo używając jej w miejscach publicznych. O ile ktoś gadający do siebie nie robi już wrażenia, o tyle ktoś wymawiający nienaturalnie pojedyncze słowa, artykułując przy tym również znaki interpunkcji – to już tak. Niemniej, znowu kupno telefonu odłożyłam na przyszłość bliżej nieokreśloną, chociaż raczej bliższą niż dalszą.

W ostatnią sierpniową niedzielę kuła umarła. Stało się to podczas kiermaszu, kilka minut po godzinie dziesiątej, gdy już wystawiłam się z książkami i chciałam zadzwonić do Oliwii, żeby dołączyła. No i wtedy kuła przestała reagować na ostateczną ostateczność, czyli mój kciuk. Była już tak chora, że nie poznawała moich linii papilarnych, co obwieściła napisem na górze ekranu: „Nie poznaję twoich linii papilarnych” czy coś w tym rodzaju. No i nie dała się już włączyć. Po pierdyliardzie prób, z chuchaniem, pluciem i zatarciem kciuka, odłożyłam ją delikatnie do kieszonki w torebce, starając się nie myśleć o utraconych zdjęciach, filmach i kontaktach.

Do końca dnia dałam sobie spokój, ale w poniedziałek uświadomiłam sobie, że nikt się do mnie nie dodzwoni. Musiałam znaleźć tymczasowe zastępstwo w postaci jakiegoś szrota. W tym celu, chciał nie chciał, zwróciłam się do Tomasza. Ile triumfu było w jego spojrzeniu, mówiącym „I co??? I jednak znoszone przeze mnie BEZUŻYTECZNE rzeczy mogą się przydać???” Położył przede mną starą klawiszową kułę, mówiąc „proszszsze”, głosem kelnerki z „Misia”*  

Ale jeszcze zanim przerzuciłam kartę, przypomniałam sobie, że oprócz mamy i znajomych, równie często dzwonią do mnie inni dziwni ludzie, od przedstawicieli UPC, przez oferujących tanie loty, aż po banki, sranki i kredyty. Zwłaszcza sranki dzwonią najczęściej. Powstrzymało mnie to od przełożenia karty przez jeszcze jeden dzień. Rozkoszowałam się błogą ciszą, która mogła być jeszcze bardziej błoga gdybym do kompletu odłączyła domofon.

No, dobra. Karta przerzucona, stara kuła zaległa na półce i przez dwa dni był spokój. Trzeciego dnia, stara kuła nagle i bez ostrzeżenia przypomniała sobie i nam wszystkim, że jest coś takiego jak budzik. Przypomniała sobie późnym wieczorem. Bez sensu. Jestem pewna, że za jej życia od dawna nie nastawiałam budzika. A już na pewno nie na godzinę wieczorną. To było nieco przerażające, jak w tych horrorach, gdy telefon dzwoni pomimo wyciągniętej wtyczki, a telewizor się włącza pomimo rozwalenia go uprzednio młotkiem.

Oczywiście wycia kuły nie dało się nijak wyłączyć, więc po minucie albo sześciu godzinach wsadziłam ją pod poduszkę. Minęła wieczność zanim ucichła, a potem włączyła się znowu. W końcu wyniosłam ją do kuchni, a dla pewności wrzuciłam do Tomkowego plecaka i nakryłam starym ręcznikiem. Stertą starych ręczników. Nie pytajcie skąd je mam, bo rzeczy w kuchni mnożą się same z siebie.

I tak kuła wyła przez kolejne dni. Wieczorami wrzucałam ją do plecaka, aż któregoś razu Tomek zapomniał ją wyjąć i włączyła mu się w pracy. Kuła, która po śmierci żyła nadal własnym życiem. Kuła zombie.

Nadszedł czas zakupu nowej kuły. Wlazłam na stronę z kułami. Po 100 godzinach znalazłam kułę odpowiadającą moim oczekiwaniom, głównie cenowo. „Kuła dostępna w różnej kolorystyce”. O, jak fajnie! To mogę jeszcze wybrać kolor, a w ogóle o tym nie pomyślałam. Klikam w opcje, i opcje są:  biała, różowa, błękitna, szara, srebrna. Z tym, że niedostępne, poza srebrną. Nieco rozczarowana pominęłam ten etap i przeszłam do kasy. „Nie wybrano koloru” WTF? Coś mnie ominęło? Cofnęłam się i kliknęłam w to srebro. Znowu jestem przy kasie, chcę zapłacić i „Nie wybrano koloru”. Znowu cofka i znowu kliknięcie w jedyną dostępną opcję. Powrót, kasa. „Jeśli nie wybierzesz koloru, wyślemy kolor losowo!” No, to już jest groźba karalna. W „informacjach dla  sprzedającego” wpisałam zatem: „kawa z mlekiem w pistacjowe kropki”.

Nie wiem czy się obrazili, ale przysłali czarny.

*Proszszsze w wykonaniu kelnerki z „Misia”:

33 uwagi do wpisu “Kuła się zepsuła

  1. Czekaj, bo chyba nie do końca zrozumiałam. Czyli ta stara kuła dzwoniła mimo, że była wyłączona? Bo gdyby była włączona, to dałabyś radę wyłączyć ten alarm… ciekawe;]
    Ech, ta scena z Misia… masakra!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

    1. Teoretycznie ona nie była wyłączona, ale nie mogłam się nigdzie dostać z ekranu startowego, więc nie mogłam też wyłączyć alarmu. I to było dość makabryczne. No i nigdy nie ustawiałam alarmu na wieczór… Ani czasowo na co któryś dzień. :/

      Polubione przez 1 osoba

      1. Po co Tomasz trzyma wiele rzeczy to nie są właściwe pytania. Właściwe pytania to są takie, na które da się odpowiedzieć. 😀
        Czekaj, bo nie wiem czy dobrze się zrozumiałyśmy. Tomek w swych zbiorach ma kilka starych kuł, ale działających, więc mnie jedną z nich uraczył, gdy moja padła, dopóki nie kupiłam nowej.
        Moją padniętą kułę trzymam, bo mam nadzieję jeszcze znaleźć kogoś mądrego, kto pomoże odzyskać zdjęcia, filmy i kontakty.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Moja zaś odmówiła przerzucenia swoich danych na nowy telefon, więc wraz z nowym znalazła się w lodówce i po szoku termicznym zaczęła współpracować. Od doby cieszę się nowym telefonem, kolejny raz większym niż poprzedni🙈 Po założeniu etui(dziś) ledwo mi się mieści w dłoni. Gdyby stary nie zaczął świrować, to nawet nie pomyślałabym o wymianie, bo i po co.

    Polubienie

      1. Bo stary się grzał i przerywał przesył. A podczas użytkowania potrafił mnie wyrzucić z sieci, więc wiedziałam, że przyjdzie czas i całkiem odmówi posłuszeństwa. A tak jeszcze posłuży w firmie do dzwonienia i odbierania połączeń

        Polubienie

  3. Poczytałam komentarze i może sobie chmurę wykup na nowy tel. wtedy nic Ci nie zginie. Ja to zrobiłam teraz, bo Apple daje tylko 5GB w fabrycznych ustawieniach i zamiast ponad 3 tys zdjęć przeszłoby mi tylko 300. Jasne, że można przerzucić na kompa i z niego na nowy tel, ale tak jak masz iCloud to kładziesz obok siebie telefony i robią to w trymiga. No i jak zgubisz telefon, to w chmurze masz wszystko i nic nie tracisz. Jestem taka mądra, po wtorkowym wykładzie jaki na ten temat udzielił mi syna. Nawet sobie kartę zainstalowałam w tel. do płacenia, a co!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s