Trochę Kultury i Dziwactwa Domowego

Baśń o „Śnieżce i 7 krasnoludkach” już kiedyś opowiadałam Tamaludze. Jednak minęło trochę czasu, a i moja opowieść za każdym razem ewoluowała i obfitowała w więcej szczegółów. Tym razem było tak:

Ja: (…) „I zła królowa, która była czarownicą…”

Tamaluga: Zalaz! To klulową czy czalownicą?

Ja: Królową i czarownicą.

Tamaluga:  Acha.

Ja: (…) „I stanęła przed magicznym lustrem, i zapytała: „Lustereczko, powiedz przecie…”

Tamaluga: A duze było to lustlo?

Ja: Duże. „I zapytała: Lustereczko, powiedz…”

Tamaluga: Takie jak w łazience?

Ja: Myślę, że większe. „(…) I wygnała Śnieżkę do lasu, żeby tam umarła…”

Tamaluga zatrzymuje mnie gestem, łapie się za policzki i mówi: „Jezus. Jezus Malia.”

Ja: Mogę dalej?

Tamaluga: Tak!

Ja: „(…) I gotowała Krasnoludkom obiady”.

Tamaluga: Jakie obiady?

Ja: Zupę.

Tamaluga: Jaką zupę?

Ja: Eee… Ogórkową!

Tamaluga: Mmmm! Ogólkowa! Pycha!

Ja: „(…) Krasnoludki ostrzegały Śnieżkę, że zła królowa może ją odnaleźć, i prosiły żeby nie otwierała nikomu drzwi, ale Śnieżka wzięła od królowej zatrute jabłko…”

Tamaluga: O Matko! Dlacego? Nie poznała jej?

Ja: Nie, bo królowa miała na twarzy maseczkę.

Tomek, który do moich słów robił efekty wizualno-dźwiękowe padł na twarz ze śmiechu.

Ja: „(…) I królewicz zauważył piękną dziewczynę leżącą na łące, a wokół niej siedmiu płaczących Krasnali. Podszedł bliżej i powiedział…

Tamaluga: Co? Co powiedział?!

Ja: „Powiedział: Co to za zbiegowisko? Zakaz zgromadzeń powyżej pięciu osób!”

Tomek, który właśnie imitował szum drzewa, posmarkał się ze śmiechu. Tamaluga, choć zachichotała pod nosem, wykazała się większą świadomością covidową i przyjęła to ze zrozumieniem.

Tamaluga: No, tak. Wilus.

Ja: „(…) I królewicz potrząsnął dziewczyną i wypadł z jej ust kawałek jabłka…”

Tomek: Boże, kto ci opowiadał tę baśń w dzieciństwie?

Ja: Nie pamiętam, ale to brzmi logicznie.

Tomek: Logicznie?! Że kawałek jabłka stanął jej w gardle? To nikt nie zrobił jej chwytu Heimlicha?

Ja: No nie. Ale przynajmniej wiemy, dlaczego zemdlała: była niedotleniona.

Tomek: Przez trzy dni?!

Ja: Dlaczego przez trzy dni? Królewicz mógł pojawić się od razu…

Tomek: Celowo unikasz Pocałunku Prawdziwej Miłości?

Ja: Nie wiem. Brzmi mniej logicznie, niż zakrztuszenie.

Tomek: Ale to jest baśń! To nie ma być logiczne tylko magiczne!

………….

– Mama, co cytas?

– O Japonii.

– O Japonii?

– O kobietach w Japonii.

– Przeczytas mi o kokietach Japonii?

– Niunia, nie przeczytam, bo to nie jest ciekawe dla dzieci.

– No, przecytaj tlochę o kokietach Japonii, no plosę, o tutaj psecytaj.

– Dobrze: „Haru całe dni spędzała na medytacji. Nie do końca wiedziała, co ze sobą zrobić. Czuła w sobie niedającą się poskromić potrzebę działania. Za radą postępowego przyjaciela założyła w 1911 roku literacki magazyn dla kobiet i nazwała go „Seito” [Błękitna Pończocha]. Zainspirowała ją grupa Angielek, która w drugiej połowie XVIII wieku – w proteście przeciwko gęsto utkanej sieci społecznych oczekiwań – powołała do życia pierwszą organizację kobiecą.”

Mina Tamalugi bezcenna.

29 uwag do wpisu “Trochę Kultury i Dziwactwa Domowego

  1. Zdecydowanie powinnaś napisać własną wersję tej bajki! 🙂 Było by ciekawie 🙂 W sumie królewicz mógł przyjechać rowerem, bo był księdzem z Sandomierza… Ale to wyklucza pocałowanie królewny, bo księdzu, nawet takiemu który jest królewiczem, nie wypada 🙂

    Polubienie

  2. Moją Śnieżkę budzi ze śpiączki zastrzyk od Księcia, co to bywał czasem lekarzem w wolnych chwilach i jak on usłyszał, że sama ogarniała dom krasnoludków, to o rękę ją poprosił, a ona jak pomyślałam, że lepiej po jednym sprzątać, niż po 7, w dodatku książę to chyba umie się zachować i nie wrzuca wszystkiego, jak leci do jednego kosza, a ty potem sortuj kobieto… Zdecydowanie, inne wersje bajek sprzedajemy córkom. Ale wiesz, że nie znam żadnej współczesnej matki, która opowiadałaby o pocałunku? Serio. I co to o nas mówi? Bajki są owocami, po których je poznacie…?

    Polubienie

      1. No wiesz… Kopciuszek była jedyną, która przymierzyła bucik, bo inne albo miały mężów,[czasem własnych],albo ich nie chciały, albo jak starsze siostry – właśnie wybiegały do pracy w biurze i na oko oceniły, że pantofelek nie pasuje, to cześć, zdzwonimy się, a biedny służący chciał choć jednej kobicie przymierzyć, by coś w raporcie ująć… I Kopciuszek z litości przymierzyła no i patrz pani, jaki pech, pasował. Kara za litość zawsze straszna. Zgodziła się na zaręczyny pod warunkiem, że będzie mogła chodzić do pracy nawet po ewentualnym i uzgodnionym porodzie, ale… wiadomo, jak to jest z uzgodnieniami… Moje baśnie mają przekazywać moją wiedzę i moje opinie, na wypadek jakby mnie jednak wywał w tym świecie trafił szybciej niż myślę. Bardziej zapamięta baśnie, niż dobre rady. A będzie jak będzie.

        Polubienie

  3. Własne wersje bajek ciekawią dzieci bardziej niż te czytane. Coś w tym jest wyjątkowego, być może intonacja, słownictwo, obrazowanie… W każdym razie moje dziecko domagało się „opowiadanych” bajek.
    Serdeczności

    Polubienie

  4. Matko i córko, matko i córko!!!
    Co ta młodzież czyta dzisiaj dzoeciom
    Wzięłaby Wprost i pogotowała z Makłowiczem, a nie o zójstwach czyta
    Mato i córko🤣🤣🤣
    Ola Boga

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s