O naleśnikach i psim patrolu

Po pięciu miesiącach od rozstania z Matem, Oliwia zdecydowała się na randkę, zaaranżowaną przez koleżanki. Wybierała się na nią jak sójka za morze, i poszła bez przekonania. Była godzina siódma.

O ósmej trzydzieści dzwonię do niej:

– Oliwia, jeśli twoja randka okazała się koszmarem to masz teraz prawdopodobnie jedyną i niepowtarzalną okazję do odwrotu. Udawaj, że jesteś przerażona, i mów: „O, Jezu, naprawdę? Dobrze, już wracam!” W razie czego, to coś tam mi nagle wypadło i musisz wrócić żeby zostać z Tamalugą!

Oliwia wysłuchawszy mnie, dostała takiego ataku śmiechu, że nie była w stanie nic mi odpowiedzieć. Nie wiedziałam, zatem, czy to faktycznie koszmarna randka, czy wręcz przeciwnie.

Wróciła godzinę później.

– Jak było?

– O.K.

– …?

– No, miły, dżentelmen, drzwi otwierał, krzesło podsuwał…

– Ale?

– Ale miał coś takiego w oczach…

– Zeza?

– Nudę.

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Tomasz postanowił zrobić naleśniki. Nie, nie postanowił, obiecał Tamaludze. W piątek. Postanowił dwa dni później. W niedzielę. Zabierał się do tego jak do jeża. Uznałam, że przez pierwszy dzień trawił obietnicę, przez drugi przygotowywał się psychicznie. Wreszcie nastał TEN DZIEŃ. Tomasz zażądał absolutnej czystości w kuchni i okolicach. Następnie zakupił potrzebne artykuły. Potem przywdział fartuch kuchenny, szumnie zwany przez niego zapaską. Po totalnym kipiszu, hałasach i dźwiękach, uznawanych za wulgaryzmy, kucharz wyszedł z kuchni z 6 (słownie: sześcioma) naleśnikami. Po dwa dla Oliwii, dla Tamalugi i dla mnie. Sześć naleśników. Dwa dni przygotowań mentalnych. Jeden dzień przygotowań fizycznych. Sześć naleśników. Posikałam się. Ze śmiechu nie mogłam złapać oddechu, a Tamaluga, chociaż nie wiedziała z czego się śmieję, zaczęła śmiać się razem ze mną. Dobrze, że nie założył czapki kucharskiej, bo chyba bym umarła.

– Smakuje? – zapytał mistrz patelni.

– Smakuje.

– No. Tylko nie waż się o tym pisać na blogu!

– Zwariowałeś?! OCZYWIŚCIE, że o tym napiszę. Dawno się tak nie uśmiałam.

Dawno tego nie robiłam, ale postanowiłam zadziałać w prima aprilis. Najpierw wkręciłam Oliwię. Zadzwoniłam z jednego mojego telefonu na drugi, po czym weszłam do jej pokoju, mówiąc, że jej wykładowca do mnie dzwoni i chce z nią pilnie rozmawiać. Jestem kiepska w takich rzeczach, ale liczy się odpowiedni moment. Oliwia miała akurat spotkanie grupowe online, i omawiała wspólny projekt. Myśli więc miała skupione na tej jednej rzeczy, tracąc czujność przy innych. To jest idealna sytuacja, bo człowiek nie myśli wtedy logicznie i nie zastanowi się, skąd niby do cholery wykładowca miałby mój numer. Podałam Oliwii telefon, odebrała spanikowana „Halo?” „ Prima Aprilis” mówię z drugiego. Jej mina bezcenna, za to na monitorze wybuch śmiechu. Nie zdążyła wyłączyć kamery.

………………………………………..

To na koniec Tamaluga.

Grzebie w worku z zabawkami, każąc nam zgadywać, co wyciągnie.

– Co teraz wyjmę na literę „LI”

– Nie wiem.

– LIS!

– …

– Co teraz wyjmę na literkę „CI”

– Nie wiem.

-CI…

-Nie mam pojęcia.

– CI…PA…

– Eee… że co?

– CI PA TROL!

Dobra, no to w sumie tyle na dzisiaj.

Życzę wam wspaniałych i radosnych świąt, dużo zdrowia, cierpliwości, wytrwałości i silnej psychiki, która pozwoli nam wszystkim przetrwać wiadomo co. Amen i Alleluja.

17 uwag do wpisu “O naleśnikach i psim patrolu

  1. Tylko kobiety mogłyby wymyślić takie koło ratunkowe przed nieudaną randką!! 🙂 W sumie nie ma nic gorszego jak nudny dżentelmen 🙂 🙂 A z tą cipą, to często bywa tak, że słyszymy to co chcemy usłyszeć 🙂 Spokojnych, radosnych i przede wszystkim zdrowych Świąt dla Was.

    Polubienie

  2. Zdolności kuchenne mężów chyba kończą się właśnie na naleśnikach 😀 Mojego wczoraj przeraziło jak go sam na sam zostawiłam z naleśnikiem na patelni… I pytam czy przewrócił już na drugą stronę po czym widzę jak szpatułką walczy w pocie czoła po czym stwierdza z miną zagubionego chłopca, że naleśnik nie chce się odkleić 😂 Chwilę później zapowiedział naszemu maleństwu przezbrzusznie, że jak kiedyś będzie chciał naleśniki to musi niestety prosić mamusie 😂

    Polubienie

  3. Alleluja i do przodu?? Tobie iTwojej rodzinie też wszystkiego naj …. i nie zatrać tego obłędu i głupawki bo normalnych jest już za dużo na tym świecie 🙂

    Polubienie

      1. Bida w wodzie nie bodzie – tak odpowiadał mój ojciec – on też cakiem normalny nie był czego dowodem jestem ja,,,,

        Polubienie

  4. Wesołych Świąt i nieustającej kreatywności do pisania!
    Naleśniki poważna sprawa! Brawa dla męża za odwagę i podjęcie się wyzwania, nie wszyscy mają tyle fantazji. U mnie najczęściej przygotowanie ciasta i zmywanie przypada w udziale mi, bo pan i władca potrafi tylko smażyć.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s