Poświątecznie jeszcze…

Wielka Sobota. Post.

Ja wiem, że post jest siłą woli i charakteru. Ja wiem, że to bardziej mentalnie niż fizycznie, i Bóg mi świadkiem, że próbowałam. Nie tyle powstrzymać się od jedzenia, ile od myśli o nim. Nie dawałam rady. Krążyłam po mieszkaniu mówiąc „czternaście godzin i dwadzieścia minut”. Trzynaście godzin i piętnaście minut”…

– I co? – pyta Tomek.

– I będę mogła zjeść boczek.

– Jaki boczek? Nie ma już boczku. Zginął w odmętach żurku.

– To nic. Gotowany też zajebisty.

Ale potem było już tylko gorzej. Jeszcze nigdy tyle negatywnych mocy nie sprzysięgło się przeciwko jednej niewinnej zupie. Ona po prostu nie mogła się udać, ale się udała. Szok.

Tradycyjnie, w każdą Wielkanoc, żurek jest domeną Tomka. Wszyscy czekamy na to cały rok. Dzwoni Kasia, z zapytaniem czy nie chcemy żurku, bo strasznie dużo jej wyszło, a we dwie z mamą na pewno tego nie zjedzą. Uprzejmie odmawiam, bo Tomkowy żurek to Tomkowy żurek. Po godzinie Kasia ponawia pytanie, już z lekką paniką w głosie, więc wyobrażam sobie, że ten żur to jej się z gara wylewa i płynie po kuchni. I tym razem znowu odmawiam. Twarda jestem. Po kolejnych dwóch godzinach to ja dzwonię do niej, a ona odbiera z nadzieją, że w żurkowej sprawie. No, nie. Po prostu skończyła mi się mąka do ciasta.

Niestety w Wielką Sobotę Tomek zaniemógł, ale jeszcze nic nie zapowiadało klęski. Przespał się za dnia i obiecał dokończyć dzieło w nocy. Jednak w nocy szkoda mi się go zrobiło, więc postanowiłam go nie budzić i zrobić to sama. No, więc kroję i wrzucam warzywka, i tak dalej, choć z nóg padam i prawie nie kontaktuję. Skupiam się jeno na tym, żeby go wyłączyć przed snem.

W niedzielę wszyscy zajadają się żurkiem, smacznym skądinąd, który w ogóle  jak żurek nie smakuje. Oczywiście: brak żurku w żurku…

Nie szkodzi. Tomek jutro naprawi błąd.

W poniedziałek Tomek otwiera żurek i dolewa do zupy, po czym próbuje i patrzy na mnie spanikowany. Żurek jest zepsuty. Moja błyskawiczna decyzja: wywalam naczynia ze zlewu i wylewam zupę przez sito, płuczę w zimnej wodzie jej części składowe i ponownie zalewamy garnek wodą. Patrzę na zbolałą minę Tomka: „Nie martw się. Zawsze możemy zadzwonić do Kaśki”.

To niewiarygodne, ale udaje się go uratować i smakuje wybornie. Zwłaszcza w talerzu wydrążonym z chleba.

…………..

Święta skłaniają do różnych ważnych przemyśleń.

Taka drapaczka do pleców. Przez lata była plastikową packą na muchy, w tym celu została stworzona, a potem zakupiona. Packą była taką sobie, ani lepszą, ani gorszą od innych pacek. Aż odpadł jej łepek, tzn. ta część właściwa, oddająca jej charakter jako packi. Wtedy już była gorsza od innych pacek, wtedy już tak, no zdecydowanie. Został z niej badyl taki, trzonek zielony. Gdyby uparła się pozostać packą, jej istnienie nie miałoby sensu. Ale ona się nie upierała jakoś za bardzo, a ja dzięki temu jej nie wyrzuciłam. Odkryłam, bowiem, że fantastycznie spełnia się jako drapaczka do pleców. Mało tego – ja nie wiem jak mogłam żyć do tej pory nie posiadając takiego sprzętu! Mam do niej dużo więcej sympatii i szacunku niż wcześniej. Myślę też, że nadałam jej życiu lepszej jakości, w końcu była – nie bójmy się tego powiedzieć – narzędziem zbrodni. Teraz jest pożyteczna, ma swoje miejsce pod moją poduszką, zasypia ze mną, i przy mnie się budzi. Prawie jak Tomek, chociaż jeszcze mu nie dorównuje, bo on i po plecach podrapie i muchę przegoni. W sumie na wielu polach bywa użyteczny, ale doprawdy nie wiem jak by to było, gdyby odpadł mu łepek.

………………………………………………………..

Tamaluga tęskni za przedszkolem, i ja tęsknię niemal tak samo. A są momenty, że i bardziej. Rozpuściłam to dziecko. Staram się czas nasz urozmaicić, ale ona i tak tęsknie spogląda na Playstation. I pomyśleć, że zaczęło się to za moją aprobatą. Stworzyłam potwora. W dodatku na swój obraz i podobieństwo. Pomyślałam, że zachęcę ją do czegoś innego, że czymś ją zainteresuję, że coś jej przeczytam. Tylko co? No, coś innego, niż zwykle, niż te jej baśnie, niż wierszyki, które uwielbia. Tylko co? „Ch** tam”, pomyślałam jak zwykle elokwentnie. „Przeczytam jej cokolwiek”. I jakby na tę myśl, otwarły się niebiosa i na ekranie telewizora pojawił się horoskop Wodnika.

Ja: Tamalugo, przed tobą nienajlepszy miesiąc.

Tamaluga: ……………..

Ja: Czeka cię sporo wydatków.

Tamaluga: ……………..

Ja: Niekorzystne transakcje. Przede wszystkim w nic nie inwestuj, bo stracisz, dobrze?

Tamaluga: Dobrze.

Ja: Jeśli jesteś samotna, to nie możesz przegapić okazji do zawarcia ciekawych znajomości. Jowisz sprzyja zawieraniu znajomości, wiesz?

Tamaluga (zwariowana na punkcie kosmosu): Wiem. Jowisz, Saturn, Uran, Neptun…

Ja: No, właśnie…

Tamaluga: Fajnie!

Ja: ………………..

16 uwag do wpisu “Poświątecznie jeszcze…

  1. Ja też mam drapaczkę z packi na muchy 🙂 Potrzeba matką wynalazku, jak mawiają, a poza tym nic nie może sie zmarnować 🙂 🙂 Pociesz się, że teraz większość dzieci jest owładniętych elektroniką, więc Twoje wychowanie nie jest złe, bo potrafisz zainteresować dziecko również innymi rzeczami 🙂

    Polubienie

  2. Jak dobrze, że od pierdyliona lat już nie poszczę. Choć może w wigilię, bo akurat w tym dniu są potrawy, które lubię i w ilości nie do przejedzenia. Mogłabym mieć ją co tydzień i pościć 😉

    Polubienie

  3. Maciek tęskni za szkołą bardzo. Nie śpi. On tak ma przy zmianach.
    Po przeprowadzce nie spał przez pół roku!
    A teraz już miesiąc i to jest takie prowadzanie się całe noce, bo mąż tylko potrafi powiedzieć: „musisz go konsekwentnie odprowadzać do jego łóżka” I głupia odprowadzam od północy do samego rana średnio co 30 minut! I już ledwo żyję. Wtedy też tak odprowadzałam i co? I gówno. Przespał dopiero jak młoda zachorowała na ospę i spała z nami.
    On jest mocno nadwrażliwe na dźwięki i słyszy rzeczy których my nawet nie słyszymy i go to wybudza a pote0m nie może widocznie przysnął bo nie jest tak zmęczony jak gdyby chodził normalnie do szkoły i miał tyle wrażeń. Teraz to nasza aktywność ograniczenia się do zakupów, spaceru, poganianiu po boisku jeśli pogoda pozwoli i fizjoterapii, a to na niego za mało. Maciek jest jak Husky!
    Korzystając z zamknięcia szkół udało mi się go wkręcić na fizjoterapię z SI 3 razy w tygodniu i na logopedię i jeżdżę z dziećmi autobusem na te zajęcia a potem wracamy pieszo ponad 2 km i jeszcze po południu jak mąż wraca z pracy wyciągam Maćka na spacer, żeby już Faustyny nie zamęczyć. Komputer ograniczyliśmy do minimum, nawet w ogóle odstawiliśmy media bo nam przyszło na myśl że może przez to nie spi, ale to nie to. Ma lekki sen bardzo. Pije melisę, kakao, wieczorem się umilamy, masujemy, wyciszamy. Próbowaliśmy aromaterapii, nawet przemeblowaliśmy pokój i nic. Ale chyba znaleźliśmy przyczynę. Przedwczoraj przysnęło mi się u Maćka w łóżku i lekko Faustynce łóżko poskrzypuje gdy się obraca w nocy na drugi pok. Wczoraj włożyłam kołdrę pomiędzy jej stelaż a materac i co? I przespaliśmy wszyscy całą ostatnią noc aż do 6!
    Pewnie nie możesz komentować bo z mieniłam w ustawieniach ze tylko z konta Google :/ Jakiś anonim mi ciągle dogaduje, że jestem „popierd…” Chciałam mu choć trochę utrudnić może się zniechęci, w ogólge myśle nad zamknięciem bloga i wysłaniu zaproszeń tylko stałym czytelnikom.

    Polubienie

    1. Bo ty jesteś taką mamą, która nie spocznie dopóki nie dowie się co jest grane i jak pomóc dziecku – super! I to, że na spacery je wyciągasz, ja też tak robię, nawet jeśli mi się nie chce czasami to dla ich i własnego zdrowia. Ostatnio nawet taki program oglądałam o tym, że nic tak nie naprawia ciała i umysłu jak co najmniej godzina dziennie na dworze. No i oczywiście to naturalne zmęczenie, takie pozytywne 🙂
      A nie możesz tak sobie ustawić, żeby po prostu akceptować komentarze lub nie? No, ale jak ci wygodniej, ja jestem na Googlach – Bonnie Hill, jak coś 🙂

      Polubienie

      1. Jestem uparta jak osioł- chyba zodiakalne barany tak mają.

        Muszę jeszcze raz dokładnie sprawdzić z tym zatwierdzaniem, ale chyba jedyną opcją było właśnie z Googla lub całkowite zamknięcie na zaproszenia.

        Polubienie

  4. „Stworzyłam potwora. W dodatku na swój obraz i podobieństwo” – błachachacha … znaczy się genów nie da się oszukać!!! Niedaleko pada jabłko od jabłoni, A co do packi to fffuuuuuuuuujjj …. wszystko co ma kontakt z muchami nawet tak odległy jak łepek i badyl (trzonek) jest nie do przyjęcia w kontaktach bezpośrednich

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s