Tadeusz i podróże łososia

Boszsz, jaki ja mam kocioł ostatnio. Tubylcy mi się skumulowali: Tomek na zwolnieniu, Tamaluga bez przedszkola, Ola na zdalnym. Jeszcze dzień lub dwa, a przyjadą po mnie sanitariusze. Bynajmniej nie covidowi. W środę przeżyłam apogeum, stojąc nad prawie palącymi się garami. Dlaczego gary się prawie paliły? A dlatego, że Ola blokowała mi do nich dostęp, w ślimaczym tempie robiąc herbatę. Gdy wreszcie mogłam się do nich dostać – kurier Norbert właśnie wtedy postanowił przywieść dwumetrowe biurko. Uroczy człowiek. Zatrzymałam go typowym „Hola, hola”, czyli zapukałam w okno i popukałam się w czoło. Wtedy zadzwoniła mama. Przypomnijmy: stoję nad kuchenką w zaparowanych okularach. Jedną ręką mieszam makaron, drugą ręką robię hola, hola w stronę okna, uchem i ramieniem przytrzymuję telefon. Obyś, mamo, dzwoniła z czymś ważnym. Na przykład z informacją, że właśnie wysyłasz mi 1000 dolarów. Okazało się, że mama dzwoni, żeby mnie zestresować. Jak bym nie była wystarczająco zestresowana. Poinformowała mnie, że kolejny jej znajomy ma poszczepionkowe powikłania, i żebym jeszcze raz zastanowiła się nad szczepionką. W tym momencie Tamaluga popukała mnie w plecy, wołając „Mama, patrz! Samolot!”

To było, że tak zacytuję klasyków,  too much na jednego człowieka. Tego, co krzyknęłam, chcąc nie chcąc, do słuchawki, wolę nie przytaczać. Rozłączyłam się z mamą, kazałam kurierowi zostawić mebel pod bramą, i łyknęłam sobie Positivum. Akurat to miałam w domu, nie wiem skąd. W reklamie to po tym tak się wszystko wszystkim układało, i ludzie byli dla siebie mili, i pies już nie szczekał, a jeśli szczekał to nie wkurwiał sąsiadki.

Wzięłam i ja.

Najpierw mnie przymuliło i spowolniło i jeszcze zrobiło coś innego, bo olałam wszystko, przysiadłam na krzesełku i zaczęłam się szczerze uśmiechać. Tomek przyjrzał mi się uważnie, a potem przeczytał skład na opakowaniu, ale nic nie powiedział. Na koniec dnia miałam fantastyczny humor i nic nie było w stanie go zepsuć. I pomyśleć: po jednym tabsie.

Wieczorem poczułam się tak dobrze, że postanowiłam oddać się wyszukanej rozrywce i wspiąć na wyżyny intelektualnego Mont Everestu – sięgnęłam po krzyżówkę. Krzyżówka okazała się jedynie pagórkiem, ale i tak dobitnie obnażyła moje braki.

„Podróże łososia” na 6 liter.

Dobra. Wiem, że łosoś migruje, ale nie wiedziałam, że to ma swoją nazwę. Szukam w zakamarkach pamięci i najgłupsze rzeczy przychodzą mi do głowy. Zaraz… a może chodzi o jakąś postać z bajki, filmu, o której nie słyszałam. Wpisuję w wyszukiwarkę: „Łosoś, który podróżował”. „Łosoś podróżnik”. „Wyprawy migrującej ryby”. Pierdylion razy czytam określenie, jak by to miało mnie nagle oświecić. Podróże łososia, podróże łososia… Wisiałam zaśliniona nad hasłem i powoli trafiał mnie szlag. Po pół godzinie intensywnych umysłowych wygibasów, jednak przeczytałam określenie po raz pierdylion pierwszy. Może tym razem coś to zmieni. I zmieniło. To nie było „podróże łososia” tylko „poroże łosia”.

Także…

Jedziemy dalej.

„Ostatni” w podtytule „Pana Tadeusza”.

No, to łatwe. Wpisuję. Nie zgadza się ilość liter. Co jest grane?

Nie powiem, ambitna jestem. Nie sprawdzam w necie. Nie od razu. No, co jak co, ale to chyba pamiętam! Próbuję na siłę dopasować słowo. Kurde, byłoby łatwiej, gdyby zabrakło kratek, wtedy mogłabym od biedy wcisnąć dwie litery w jedną. Ale jest o jedną za dużo, i co teraz? Jak to rozciągnę?

Dobra, sprawdzam. Sprawdzam i oczom nie wierzę. Nie!

Serio? To jest ZAJAZD a nie ZJAZD?

Zatkało mnie. Dobra, nigdy nie ukrywałam, że z lekturami szkolnymi było mi nie po drodze, a z Tadkiem zwłaszcza, no ale taka pomyłka? Byłam pewna, że przeczytałam inwokację i kawałek rozdziału, z którego miałam być pytana, a tu się okazuje, że nie przebrnęłam nawet przez tytuł! Chyba powinno być mi wstyd, ale przede wszystkim byłam zdumiona jak ja przetrwałam podstawówkę i liceum z… czymś takim. Lata PRLu to i zjazdy miałam w głowie. Byłam pewna, że zjechali się na tę Litwę i debatowali o sytuacji w kraju, na świecie, w ogrodzie i zagrodzie i o zamążpójściu Zosi. Albo całe towarzycho żuło / wciągało jakąś ziołową tabakę, względnie zażyło tabletki Positivum i miało zjazd.

 Ale z a j a z d? Dlaczego zajazd? Przecież to nie była jakaś gospoda tylko dom prywatny, z drewna lecz podmurowany, gdzie świeciły się z daleka pobielane ściany…

No przecież to nie ma sensu.

22 uwagi do wpisu “Tadeusz i podróże łososia

  1. Ej! No też pamiętam, że uczyli nas, że to był ZJAZD! Jak ktoś się przejęzyczył i powiedział zAjazd, to dostawał pałę… A teraz sprawdzam w guglu i wszędzie ino ZAJAZD… Nie rozumiem – tak się język pozmieniał przez te… parę lat? 🤷‍♀️

    Positivum takie dobre? Mąż u nas jedzie na Meliskach, ale ja, twarda harcerka, jak na razie wzbraniam się przed wspomagaczami przy dzieciach. Może powinnam rozważyć zmianę swojego podejścia w tym temacie…?

    Polubienie

    1. Jezu, Herne! Wracasz mi wiarę w moją pamięć i zdrowie psychiczne! Przynajmniej w pierwszym akapicie 😂😘 No i jak to wytłumaczyć?
      Ja raczej też się nie wspomagam. Tu sytuacja mnie przerosła… 😀 No, a teraz, gdy już wiem jak działa, to… to kto wie? 😀 Może tego nam potrzeba? Może to efekt placebo, ale niech tam! 😀

      Polubione przez 1 osoba

      1. No, jak to tak działa, to chyba zaraz sobie zamówię zapasik w aptece 👍

        Co do zjazdu… tylko, kurczę, dlaczego obecnie wszędzie jest jako ZAJAZD? 🤷‍♀️

        Polubienie

      2. Widzisz jaka ciekawostka? Nikt by nie zwrócił uwagi na to, bo i po co to komu potrzebne teraz, a tu dzięki krzyżówce takie kfiatki wychodzą… Sprawa warta zbadania.

        Polubienie

  2. Dobrze wiedzieć, że jest coś, co działa😀
    Boszzz pocieszyłaś mnie z tym podróżującym porożem, bo ostatnio wydaje mi się, że czytam same głupoty, po czym po jakimś czasie okazuje się, że słowo napisane nijak się ma do przeczytanego🙈
    W sprawie szczepionek to uważaj, szczególnie jak nie chcesz zgrzeszyć 🤪

    Polubienie

  3. Chyba Ci nie służą wyciszacze i uspokajacze. Za dużo reklam oglądasz 🙂 Może na wszelki wypadek nie krzycz O MAMO!! bo gotowa zjawić się w kuchni ratować przypalone gary

    Polubienie

  4. O, nie pomyślałabym, że te tabletki działają, a że aż tak to już w ogóle! Hm, powiedziałabym, że napisałaś zjazd przez ten „Zjazd absolwentów”.. 😊 Jednak mi również się wydaje, że to był zjazd. Może to jakaś zbiorowa halucynacja? 😛

    Polubienie

    1. Trudno powiedzieć, może to zbieg okoliczności 😀 Ale faktycznie tak się czułam.
      Co do zjazdu, to dziękuję! Jesteś kolejna, która też pamięta „zjazd”. Zbierzmy nas więcej i wystosujmy jakąś petycję zbiorową, jakieś zapytanie… Tylko do kogo, bo autor, zdaje się raczył był zejść jakiś czas temu. :/

      Polubienie

  5. Witam serdecznie ♡
    Świetny wpis, bardzo interesujący blog! 🙂
    Cóż, nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym zjazdem, ale faktycznie, jak teraz o tym pomyślę…
    Ot to ci ciekawostka! 😀
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s