Potrzebuję więcej chmurek

Zanim przedszkola na nowo otwarły swoje podwoje – ja miałam otwarte w laptopie  następujące strony: medytacja dla początkujących, muzyka chillout, zadbaj o swoje zdrowie, przedszkole online i trampki na lato.

Nie mogę ćwiczyć. Nie żebym wcześniej była jakoś specjalnie aktywna na tym polu, ale przynajmniej mogłam bez większego wysiłku zrobić – no, powiedzmy – ze trzy przysiady, cztery podskoki i półtora brzuszka. Teraz uniesienie nogi przerasta moje możliwości. Może to jakieś covidowe pokłosie? Normalnie czuję się zmęczona, obolała i pozbawiona wszelkich mocy. Przez to zniechęcam się do ćwiczeń wszelakich, gniewnie spoglądam na paletki do ping ponga, a roweru to już nawet nie odwiedzam w piwnicy. Frustruje mnie dodatkowo fakt, że aktywność fizyczna wciąż utrzymuje się na szczycie listy rzeczy trendy i cool.  Szukam zatem wytrwale innych rzeczy trendy i cool, i co chwilę trafiam na słowo „medytacja”. W końcu nastaje dzień, w którym decyduję się otworzyć którąś z proponowanych stron. Planuję przeczytać tylko, bez żadnych zobowiązań. Trafiam na blog jakiejś zabranej tematem i – wnioskując z ilości komentarzy – znanej panci medytującej. Odnajduję wpis dla początkujących i czytam. Już od pierwszego zdania czuję, że to jest to, czego szukam, gdyż brzmi ono: „Na początku możesz medytować tylko dwie minuty”. No przecież to cudowne jest! Dwie minuty. Już uwielbiam tę kobietę. Wybieram wersję pisaną, bo gdybym wybrała filmik, to musiałabym, podczas tej całej medytacji, odrywać się, podnosić i patrzeć co ona robi, a to przecież cała masa czynności. A tak, przeczytam, wykuję na pamięć i powtórzę. Czytam dalej. „Możesz medytować w wygodnej dla siebie pozycji. Możesz leżeć, siedzieć, a nawet stać”. Mój Boże. Przysięgam, że wyślę tej kobiecie kartkę na Walentynki. „Ułóż ręce swobodnie, najlepiej z otwartymi dłońmi skierowanymi do góry. Skup się na oddychaniu i licz każdy wdech i wydech”. Żadnych skłonów, ruchów głową i innych wygibasów. Jestem w raju. „Nie musisz oczyszczać umysłu, wręcz przeciwnie: możesz myśleć o problemach i pozbywać się ich z każdym wydechem. Na początek dwie techniki. Technika kolorów polega na tym, aby przy wdechu wyobrażać sobie, że wciąga się czyste, jasne powietrze, błękitne lub złote. Przy wydechu wypuszcza się złą energię, ciemnozieloną lub szarą. Technika chmurek i baloników polega na tym, żeby problem jaki przyszedł nam do głowy, wypuścić w postaci balonika i umieścić na oddalającej się chmurce”. Rewelka. Ja to bym w ogóle jeszcze to podzieliła. Osobno technika chmurek i osobno technika baloników. Po cholerę umieszczać balonik na chmurce, skoro jest wypełniony helem, więc i tak odleci. Jezu, jaka jestem mądra! Myślę, że sama mogę już uczyć innych. „Jeśli za oknem słyszymy przejeżdżające samochody, możemy w wyobraźni wsadzać nasze problemy do każdego samochodu, odjeżdżającego w nieznane”. No, to teraz mam pole do popisu. Mieszkam w takim miejscu, że właściwie w kilka minut mogę pozbyć się wszystkich problemów, wpychając je do tysiąca samochodów i jeszcze do tramwajów, jadących w obie strony, co zwiększa prawdopodobieństwo, że już nie wrócą. Technikę koła ratunkowego i zwrotnic sobie darowałam. Za dużo jak na pierwsze dwie minuty. Zresztą chyba domyślam się, o co chodzi.

Kładę się, rozluźniam, dłonie otwieram do góry. Dopiero teraz czuję jaka jestem wykończona, i jak bardzo potrzebuję takiej krótkiej przerwy. Próbuję oddychać przeponowo, ale średnio mi to wychodzi. Jest to coś na pograniczu oddychania piersią i brzuchem. Denerwuję się tym i trudno mi skupić uwagę. Wstaję. Na stojaka czuję się doprawdy idiotycznie, więc siadam. No, od razu lepiej. To jest to. Moja pozycja. Siąście. Rozluźnienie mięśni, dłonie do góry. Nie pamiętam tylko, co z oczami. Na wszelki wypadek zamykam. Dobra, ale teraz jak mam liczyć: czy wdech i wydech osobno, czy razem? Decyduję się na osobno, czyli:

Wdech. Jeden.

Wydech. Dwa.

Wdech. Trzy.

Wydech. Cztery.

Próbuję wyobrazić sobie zieloną łąkę, ale samochody za oknem mkną jak szalone, a ja nawet nie zdążyłam przygotować problemów. Od czego by tu zacząć. Może od braku stałej pracy. Wizualizuję problem i objawia mi się jako malutki ludzik pochylony nad biurkiem w wielkiej ludzikowej korporacji. Wrzucam ludzika wraz z biurkiem do pierwszego lepszego samochodu, bo nie jestem pewna, czy to w ogóle problem. Jeśli mam być szczera – to mi nie doskwiera, że tak zrymuję. W każdym razie odjechał.

Wdech. Pięć.

Wydech. Sześć.

Co następne? Może brak kondycji fizycznej. Czekam na auto z dużym bagażnikiem… O! I poszło!

Wdech. Ile to było? Siedem.

Wydech. Osiem.

Z rachunkami i długami czekam na tira. Nie dosyć, że pokaźny, to jeszcze jeździ  w dalekie trasy. Poszło!

Wdech. Dziewięć?

Wydech. Dziesięć.

Wdech. Jedenaście.

Wydech. Dwanaście.

Do głowy przychodzi mi Ola. Ktoś kiedyś powiedział, że matka w pewnym wieku zaczyna żyć problemami swoich dorosłych dzieci. I to, cholera, prawda. Zbieram problemy Oliwki i rozdzielam na dwie kupki. Czekam na tramwaj. Problemy sercowe wrzucam byle jak do pierwszego wagonu. Cały drugi wagon zajmują uczelniane zadania i egzaminy. Ponieważ, z niezrozumiałych przyczyn, tramwaj ma dziwną manię zatrzymywania się co chwilę, wyobrażam sobie, że te problemy wysiadają na każdym przystanku i wracają z kapcia do domu. Nosz, kurde, no! Tramwaj to jednak nie był dobry pomysł.

Wydech… Trzynaście?

Wdech. Czternaście.

Wydech. Piętnaście.

Wdech. Szesnaście.

Wydech…

– Mama, śpisz? ŚPISZ, MAMA?

– Nie.

– A co robisz?

– Nic.

– To pobaw się ze mną. W smoczy zamek.

– Jestem chwilowo zajęta.

– Ale przecież nic nie robisz!

Właśnie. NIC. Czyli też nie oddycham. Gdy mi brutalnie przerwano, byłam na piętnaście, czy szesnaście? Jak długo rozmawiam z Tamalugą? Przestałam liczyć oddechy. A jeśli w tym czasie nie oddychałam? CZY W TYM CZASIE NIE ODDYCHAŁAM?  Jezu, czy mój mózg jest niedotleniony?!

– Mama! Pobaw się ze mną smokami w zamku!

Nie chcę tego (zła matka, zła matka!), ale moja wyobraźnia żyje swoim życiem, i właśnie osadzam na chmurce Tamalugę. Na wszelki wypadek w szczelnym baloniku. Wrzucam jej tam butelkę z wodą i biszkopty. W osobne baloniki wsadzam każdego smoka, a na końcu ich smoczy zamek, w taką jebitną, gradową chmurę. Chmura ma dziwny kształt, bo muszą się zmieścić obie zamkowe wieże. Chmura wygląda jak biustonosz Madonny z trasy koncertowej „Blonde Ambition”.

Tamaluga i smoki odpływają na chmurkach.

Okazuje się, że to tak nie działa.

Wdech. Eeee… szesnaście? Siedemnaście?

Wydech… …pszpsznaście.

Wdech… Kurwa, nie pamiętam.

– MAMA!

Moje prawe oko jest otwierane przez siły zewnętrzne. Nie ma sensu go zaciskać. Nie ma sensu liczyć oddechów.

– Mama, a zaśpiewać ci piosenkę z przedszkola?

Właśnie: przedszkole! Mają otworzyć w poniedziałek! O, Panie… Nieskończony w swej dobroci…

– Mogę zaśpiewać?

– Śpiewaj, kochanie, śpiewaj.

– Ale nie znam całej.

– To zaśpiewaj ile znasz.

Medytację i tak diabli wzięli.

Na bajkową łąkę przyleciała pszczółka… Chyba dalej nie pamiętam. Mogę pograć w playstation?

……………………

35 uwag do wpisu “Potrzebuję więcej chmurek

  1. Pani – otworzyli – czas przejazdu w porannych korkach z ‚tu’ do przedszkola – 45 min. Butem bym ten dystans szybciej zrobiła, butem, nawet jednym! Ale Żaba nie. Więc kisimy się jeszcze miesiąc.
    …ale tu mam sklepy i Galss Decor. „Nie można mieć wszystkiego” nabiera nowych podtekstów. Eh, blond ambicja. Eh, to były czasy.

    Polubienie

  2. Ja do niedawna też byłem w kiepskiej kondycji i nawet półtora brzuszka bym nie zrobił, ale w raz z wiosną chwyciłem łopatę, kopię ogródek i wracam do formy! 🙂 Zawsze z początku wiosny mam pozrastane po zimowym lenistwie kości 🙂 Moze cierpisz na to samo 🙂

    Polubienie

  3. Ni chu steczki mi medytacje nie wychodzą. Chyba że to polega na tym, iż myśli błądzą samopas po manowcach.
    Kiedyś byłam na spotkaniu buddystów. Nie odnalazłam się do dziś 😉

    Polubienie

    1. 😀
      Moja znajoma opowiadała, że gdy była na takim spotkaniu jogowo-medytacyjnym, i gdy miała oczyścić umysł to nie tylko nie oczyściła, ale przypomniała sobie o pięciu innych problemach, o których zapomniała i taka wkurzona wracała do domu… 😀 😀 😀

      Polubienie

  4. Siedzę właśnie w przychodni i czekam aż Maciek wyjdzie z fizjo. Oczy tak mi się kleją, że jak jutro poodstawiam dzieci do szkoły/przedszkola to chyba zabiję gwoździa i odeśpię… choć znając życie nie będę mogła zasnąć w dzień i jeszcze będę zła na siebie że zmarnowałam kilka godzin na leżenie.
    Moja kondycja leży i kwiczy, choć udało mi się 2 kg zgubić, ale to dietą nie ćwiczeniami niestety.

    Polubienie

    1. Ja mam tak samo ze spaniem w dzień, niestety, a z drugiej strony jeśli nie prześpię w nocy co najmniej 7 to cały dzień jest mi niedobrze i mam zawroty głowy. :/
      Bo do gubienia kilogramów to właśnie dieta, przede wszystkim. Ćwiczenia schodzą na dalszy plan i potem to wygląda jak wygląda…

      Polubienie

  5. Ja tam lubię medytować, mi pomaga.
    Jakie to dziwne, że kochamy nasze dzieci i zrobilibyśmy dla nich wszystko, a mimo to cieszymy się, że odfruną na chwilę na chmurkę-przedszkole. Jak dla mnie dzieci i ich nieskończone pomysły ( i pytania) są strasznie męczące. Nie wiem, jak kiedyś przeżyję ze swoimi.

    Polubienie

  6. Witam serdecznie ♡
    Moja koleżanka niezmiernie cieszyła się z otwarcia przedszkoli 😀 Nie mogę się doczekać, kiedy ja będę odprowadzać smyka do przedszkola. Chętnie spróbowałabym medytacji 😀
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    Polubienie

  7. Medytacja uratowała mnie przed całkowitym sfiksowaniem. Tylko że ja to robię, gdy dzieciaki śpią i nikt mi nie przeszkadza. Siadam, nastawiam timer i zamykam oczy. A wtedy się zaczyna najazd myślowych hunów ze wszystkim co mnie w jakiejś formie dotyczy. Z każdym oddechem odpycham te myśli, jak żaglówki na jeziorze. Niech sobie płyną, a ja się w to nie angażuję. Czasem to potwornie trudne. Ale warto. Spokój nieoceniony:)

    I tak, zatańczyłam ze szczęścia, gdy Młoda poszła do szkoły a Mała do przedszkola ;D

    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Polubienie

  8. 🙂 obstawiałam że to rodzice pierwsi wynajdą lek albo szczepionkę na Covid…. ale otwarli przedszkola 🙂 Medytacja ? Nie sądzę żebym wytrwała tak długo jak Ty 🙂

    Polubienie

      1. a juz myslałam po tym opisie, że będziesz oazą spokoju.takim zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora. , wręcz jak wagon pełen pierdolonych medytujących tybetańskich mnichów…. a tu takie rozczarowanie – 2 minuty???!!!!!!

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s