Telimena w płachcie

Jak wiecie, moja wiedza na tematy kosmetyczno – makijażowe jest jaka jest, czyli żadna. Na tym polu, frunąc na skrzydłach totalnej ignorancji, dopuszczałam się już różnych dziwnych rzeczy. Jedną z nich było użycie super drogiego prezentu od cioci – szczoteczki masującej twarz – do czyszczenia umywalki. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mojej ciotki, gdy dziękowałam jej za nią… Tym razem przeszłam samą siebie. Wyjeżdżając na urlop zabrałam ze sobą kilka maseczek do twarzy. Z lenistwa, pozostałam przy pierwszej, jaką otworzyłam. Była w kolorze mleka, ale miała dziwną wodnistą konsystencję. Wydawało się też, że zawartość jest znacznie mniejsza, niżby sugerowała wielkość saszetki. Nic, to, pomyślałam, skoro całkiem nieźle chłodziła twarz. Tyle, że trudno było tę mleczną wodę wydobyć z opakowania. Codziennie, więc, zadowalałam się kilkoma wyciśniętymi kroplami. Po tygodniu używania postanowiłam rozerwać torebkę do końca. Jakież było moje zdziwienie, gdy znalazłam w niej jakiś taki złożony papierek. Potem obracałam torebkę z każdej strony, a jeszcze potem założyłam okulary i przeczytałam „Maska w płachcie”.

Zatkałam sobie prawe ucho. To znaczy woda mi zatkała. Mniej więcej od miesiąca, co jakiś czas, zatyka mi się ucho. Prysznic, wanna, morska woda, nie znam dnia ani godziny. Z tym, że to jest takie poważne zatkanie, i skakanie na jednej nodze gówno daje. Wyczytałam zresztą ostatnio, że takie skakanie jest niewskazane, bo może uszkodzić mózg, a mój i tak nie hula na najwyższych obrotach, także… Nie jestem też pewna, czy chodzi o konkretną nogę, czy też intensywność i częstotliwość skoków, czy też o  jakąkolwiek nogę i skoki w ogóle. Na wszelki wypadek nie skakałam. Miarowe ruchy szczęką i symulowane ziewanie też nie pomogły. Sięgnęłam po krople. To znaczy, Tomek sięgnął, a ja leżałam na boku. Wcześniej, doczytawszy ulotkę do połowy, dowiedziałam się, że mam wpuścić dwie krople i odczekać piętnaście minut. Zapomniałam tylko doczytać, co dalej, po tych piętnastu minutach, bo to dosyć ważne było. Tomek zagłębił się w instrukcję, czyli „ętrucie”, jak mawia Tamaluga, po czym stwierdził, że nie ma pojęcia.

Krople wpuszczałam regularnie: dwie krople, trzy razy dziennie. Nie było żadnej poprawy. W piąty dzień niesłyszenia, wyraźnie wyostrzył mi się węch: wyczułam plaster pomidora z dziesięciu metrów. Wniosek był jeden: mózg spisał słuch na straty i zastąpił go węchem (chociaż mogłam też wyczuć pomidora z głodu). W końcu przyszło mi do głowy, żeby wytrzeć ucho wacikiem. Jezuuuu! Ucho się odetkało! Szkoda, że nie polecono tego w ulotce, bo pewnie słyszałabym już od środy.

Zainstalowałam aplikację WhatsApp. Ja, człowiek nieposiadający konta na żadnym portalu społecznościowym, i który z technologią jest mocno do tyłu. Zaczęło się od matek przedszkolnych, które na rzeczonym WhatsAppie założyły grupę wsparcia rodziców, i które wymieniają się tam informacjami. Zaczęły mnie molestować o to coś, więc obiecałam, że pomyślę. Nie znam tych mam. Naprawdę prawie ich nie kojarzę, a już za Chiny nie umiem przypasować do nich właściwych dzieci. Taka jestem zajebista społecznie. Zresztą, też się obudziły, rychło w czas. Rok przedszkolny się skończył, a te chcą się integrować…

No, to teraz kilka tekstów Tamalugi.

Tamaluga (machając mi przed nosem maskotką wielbłąda): Ten NIEBŁĄD lata, zupełnie jak prawdziwy!

Ja: przecież wielbłądy nie latają.

Tamaluga: Rosyjskie latają!

……………………………………………….

Tamaluga do Tomka, który blokował jej drogę nogą: Zrób mi jeszcze raz to NIEPRZEJŚCIE.

…………………………………………………..

Zamiast „Nie możesz mnie złapać”, Tamaluga krzyczy: „Musisz mnie NIEZAŁAPAĆ!”

……………………………………………..

Ja, patrząc na jej siniaki: Tamalugo, wiesz, że ty po tych wczasach masz same obrażenia?!

Tamaluga (bliska płaczu): Tak??? Ale ty się na mnie nie OBRAŻASZ???

…………………………………………….

Właśnie uświadomiłam sobie, że Tamaluga tak szybko dorasta, i że jej śmieszne teksty będą coraz rzadsze… L W związku z tym, nadal trwam w postanowieniu nie poprawiania jej.

Aaa, jeszcze coś opowiem na koniec. W ostatnim wpisie o Międzyzdrojach, wspomniałam o placu zabaw, którego jedyną wadą było, że tak powiem, nadmierne nasłonecznienie. Rodzice szukali jakiegoś zacienionego miejsca, a to znajdowało się poniżej skarpy, za ogrodzeniem. Na terenie samego placu rosło tylko jedno drzewo, więc udałam się pod nie ochoczo. Westchnęłam z ulgą i przysiadłam na niskim murku. Po chwili dołączył do mnie Tomek, którego chyba zesłały mi Niebiosa. Stanął i patrzy na ziemię, a po chwili szarpie mnie za rękę i odciąga. Zerkam i ja, a tam… mrowisko. Ale nie takie zwyczajne, tylko mrówek wielkości pestki od dyni. Patrzę na swoje nogi, a tam armia wrogów podąża ku górze. Kilka sztuk weszło do trampek, reszta, rozlazła się po moich nogach. Byłam w szoku. Moja reakcja zaskoczyła nawet mnie samą, bo nie krzyczałam, nie piszczałam, nie klęłam. Po prostu parsknęłam śmiechem i zaczęłam skakać jak wariatka. Tomek pomógł mi zdjąć buty w tempie ekspresowym.

– Czuję się jak Telimena! – zawołałam podekscytowana, zapewne jeszcze w szoku. – Nawet w wieku jestem odpowiednim!

Jakiś tatuś obok nas, stwierdził, że na pewno nie, ale nie od razu wyczułam komplement. Jakby, nie miałam do tego głowy… To była taka odmiana mrówek gigantów wędrownych, które nie zakładają mrowisk, tylko prą do przodu i zabijają wszystko po drodze. Aż dziw, że żadna mnie nie ukąsiła, bo to podobno, bardzo bolesne… W każdym razie, nigdy tego nie zapomnę, a ten konkretny plac zabaw zawsze będzie mi się kojarzył z mrówkami.

19 uwag do wpisu “Telimena w płachcie

  1. Tamaluga dorasta. Takie prawo natury. Jeszcze trochę i będzie forsowała swoje zdanie i stawiała na swoim.
    Ha, ha Telimena i mrówki, urocze zestawienie. Życzę udanych wakacji.
    Serdeczności

    Polubienie

  2. Nie tak nie może być nam lat do kupy więcej niż Twoja liczna rodzina i nadal bredzę w gąszczu słów. Poniekąd wydałaś na świat boginię słowotoku, ❤️ NieTelimeno❤️❤️

    Polubienie

  3. Skróty myślowe i związane z tym słowotwórcze dziwadła zawsze mnie u dzieci rozwalały… Może dlatego, że po głębszej analizie zawsze mają sens. np u Twojej Tamalugi NIEPRZEJŚCIE zamiast dziewcze tłumaczyć ojcu co i jak ma jej zrobić streściła to w jednym słowie.
    Co do Twojej aspołeczności to pociesz się, że mieszkam 15 lat w jednej miejscowości która jeszcze 5 lat temu liczyła niespełna 2 tys. a ja nie znałam po nazwisku nawet sąsiadów z naprzeciwka . Do dziś poznałam sąsiadów zza płota (bo się wiecznie awanturowali …. )

    Polubienie

      1. Nie – ale teraz mi to lotto 🙂 siedzimy już na walizkach i czekamy aż ekipa skończy układać płytki 🙂 przeprowadzamy się

        Polubienie

    1. Dobra, dobra, wiem 😀 Żarcik taki, bo się nosicie z wyprowadzką już czas jakiś 😀 Jak w tym skeczu „Znowu chciałabym pojechać do Francji. A, co już kiedyś byłaś? Nie, już kiedyś chciałam.”

      Polubienie

  4. Dlaczego dopiero dziś Tu trafiłam? Mam podobnie i z kosmetykami, i z Córką, i z matkami przedszkolnymi i w ogóle 🙂 Tylko zdecydowanie gorzej piszę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s