O lenistwie, kukurydzy i freskach

Stwierdziłam ostatnio, że lenistwo rozlało się po moim domu, szczęśliwie omijając mnie, bo wtedy byłby koniec świata. Nie wiem, czy to lato tak wpływa na domowników, czy pogoda, czy może jeszcze coś innego. Tomasz leży na kanapie i kombinuje, jak bez wstawania przysunąć sobie pilota. Tamaluga udaje, że śpi, żeby nie sprzątać klocków, a Oliwia wysyła mi smsy ze swojego pokoju… A ja, jak ten wół, nie przymierzając, zasuwam od rana, krzątam się, przemieszczam produktywnie, i podejmuję szereg czynności, bez których reszta rodziny padłaby niechybnie z głodu, z brudu lub z nudów. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdybym tak na ten przykład zaniemogła. Albo lepiej – wzięła, pierdyknęła gary, wytarła dłonie po 14 zmyciu naczyń i wyszła z domu na cały dzień. Nierealne. Podziwiam samą siebie, że chce mi się jeszcze w kuchni wspinać na wyżyny kreatywności, serwując im przeróżne posiłki, niemalże prosto do paszcz. Rzeczy się podejmuję takich, że to już trąca o jakąś chorobę psychiczną.

Mieliśmy w kuchni zawiesić moskitierę. W związku z tym, postanowiłam umyć okno. Okno bardzo się ucieszyło, bo nie pamiętało już, kiedy ostatnio było myte. No, ale żeby zrobić to porządnie, to oprócz mycia, wzięłam się za usuwanie starego, zaschniętego kleju po różnych dziwnych rzeczach. Okazało się, że całe ramy są tym klejem spowite, i to nie tylko wewnątrz. Po pierdyliardzie prób, wyszło na to, że zmywacz do paznokci nie ma sobie równych. Zużyłam całą butelkę i zgrzewkę wacików. Zanotowałam w pamięci, że muszę te rzeczy sobie odkupić, jednak po skończonej robocie spojrzałam na swoje paznokcie, a raczej na to, co z nich zostało i stwierdziłam, że nie ma sensu. Pot zalewał mi oczy, ale ja tyrałam dalej. Idąc za ciosem, postanowiłam odkleić od parapetu starą folię. Ja pier… Odklejała się skrawkami centymetr na centymetr. Nawet po podgrzaniu. Tamaluga zlitowała się nade mnę i pomagała zrywać. Sto godzin później widziałam podwójnie, ale wzięłam się za przesadzanie kwiatów. Na szczęście po 3 doniczce skończyła się ziemia, bo padłabym na ryj, jak nic. W międzyczasie zrobiłam obiad, nie pamiętam jak i co. Po obiedzie wypadałoby pozmywać, spojrzałam w zawalony zlew i załkałam cicho. Ale cóż to? Oto Tomasz leci z odsieczą! Czyżbym źle go oceniła?

– Zostaw te naczynia! – woła z daleka. – Daj spokój, jesteś zmęczona.

– Naprawdę? – pytam, a serce me się raduje.

– No pewnie. Umyjesz później.

– ….

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Siedzimy na plaży w Międzyzdrojach. Nagle do Oliwii dzwoni jej wykładowca.

– O, dzień dobry Panie Profesorze.

– Dzień dobry. Prosiła Pani o konsultacje w sprawie projektu.

– Tak, zgadza się. Dziękuję za telefon.

– Dobrze. Czyli ma Pani laptop przed sobą i możemy omówić projekt?

– Właściwie to….

– GORĄCA KUKURYDZAAAAAAAAAAAAAA! LODY BAMBINOOOOO!

Nie zdążyła wyciszyć telefonu. 😂    

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Pozostając w temacie Oli, poniekąd. Córka nasza średnia dorosła już jest, lecz wciąż dzieli się z nami swoim życiem. W mniejszym lub większym stopniu. Nie wszystkim, rzecz jasna. Ale wciąż jeździ z nami na wakacje. Ponadto, jak już wspominałam, często razem z nią biorę udział w wykładach online. Mniej ze struktury betonu, więcej z historii sztuki i architektury. Chcąc nie chcąc, dowiaduję się różnych ciekawych rzeczy i poznaję architektów, o których nigdy nie słyszałam. Ola podchodzi do tego bardzo ambitnie; słucha, notuje, rysuje, zapamiętuje. Ja, czasami odpływam myślami, aczkolwiek krążę wokół tematu. Na jednym z ostatnich wykładów poznałam architekta Sebastiano Serlio. I jedna myśl wbiła mi się do głowy i ustąpić nie chciała. Mianowicie, zastanowiło mnie, czy w renesansie mówiono do niego Sebol, albo Seba. Tak się w to wkręciłam, że ujrzałam całą scenkę. Klasa 7 a. Wśród uczniów, między innymi Antonio da Sangallo i Rafael Santi. Sebastiano wbiega spóźniony i siada w ławce za Bartolomeo Suardim.

Bartolomeo: – Ty, Sebol,

Sebastiano: – …

Bartolomeo: – Sebol!

Sebastiano: – …

Bartolomeo: – SEBA!

Sebastiano: – Co?!

Bartolomeo: – Gdzieżeś zabalował?

Sebastiano: – W szynku na Placu Watykańskim.

Bartolomeo: – Co ty prawisz?!

Nauczyciel: – Cisza, Panowie. Sprawdzę teraz wasze zadania domowe.

Sebastiano, który rzeczonego zadania nie miał, powiercił się nerwowo, i udając, że pod stołem ciżemkę poprawia, nachyla się do Bartolomea:

– Bartek!

– No?

– Co było zadane?

– Freski.

– Jakie, k*rwa freski?!

– Na zamku w Burgundii.

– Osz k*rwa! Ja p*erdolę!

Czy ja jestem normalna?

43 uwagi do wpisu “O lenistwie, kukurydzy i freskach

  1. O matko, miałam niedawno podobnie. Po umyciu okien i zużyciu setek wacików i patyków do uszu (skąd się na tych ramach to wszystko bierze?!) stwierdziłam, że może zacznę myć okna częściej, żeby nie doprowadzać ich do takiego stanu. Na szczęście przeszlo mi po kilku sekundach. 🙂

    Hej, może chciałabyś napisać opowiadanie o tym Sebie? Wkręciłam się! 😀

    Polubienie

  2. Podjęłam próbę buntu. Nieudaną. Wyszłam drzwiami trzasnąwszy. Ale zapomniałam portfela, więc musiałam wrócić, bo Żaba po 3 h była głodna, jak stu wilków. Tak, uciekłam z domu ze starszą córką. Totalna klapa. Jak będziesz uciekać – nie bierz ze sobą córki.

    Polubienie

  3. Wszystkie mamy i panie domu są dla mnie bohaterami- mogą być zamęczone pracą zawodową na śmierć, a i tak przypilnują, żeby wszystko w domu było ogarnięte. Dopiero teraz widzę, ile to wymaga wysiłku, kiedy skończyło się moje studenckie życie.
    Na marginesie- ciężko jest zmusić resztę domowników do robienia jakichś obowiązków. Ja ogłosiłam kiedyś bunt w domu i przestałam sprzątać i myć gary. Wymienialiśmy z partnerem wrogie spojrzenia przez ponad tydzień, aż w końcu facet pękł pierwszy i od tamtej pory od czasu do czasu sam zmywa. Ale było ciężko ignorować stertę garów przez tak długo, zanim mój chłopak skapitulował 🤣

    Polubienie

  4. Szalona babo nie zmywaj, jak naczynia wypadną że zlewu to Tomasz je do śmieci wyrzuci 🍷☺️wakacje 🌹przyjemnego wypoczynku kochana, ale nie jesteś Grażka ☺️🤪?

    Polubienie

  5. Zrób sobie przerwę! 😉

    „Umyjesz później ” – skąd ja to znam?
    Ale nie bój nic. Ja mojemu mężowi opowiedziałam o różnicy pomiędzy:
    1) Żona zmywa, wchodzi do kuchni mąż, klepie ją w pupę i mówi: „chodź do łóżka”, na co ona: „przecież zmywam”, -„później pozmywasz”
    a
    2) Żona zmywa, wchodzi do kuchni mąż, obejmuje ją w talii, całuję w szyję i szepcze do ucha, że ją pragnie, na co ona: „przecież zmywam”, -„Kochanie, ją pozmywam”.

    Załapał i o wiele lepiej nam się żyje i frustracji brak i seks jest przyjemniejszy 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s