Jak ludzie niespełna rozumu, uciekli sobie od tłumu (i zajęli się bieganiem wyczynowym oraz majsterkowaniem ekstremalnym)

Tak se siedzę i myślę, i wymyśliłam: a co tam, szurnę jakiegoś posta, bo dawno nie pościłam. A długo wyczekiwane wczasy, pełne relaksu, czyli palpitacji serca, bólu głowy, bólu zęba, zapieprzania za Tamalugą i napięcia pm – nie mogą być żadnym usprawiedliwieniem! Tak, więc piszę te oto słowa, podczas gdy Tomek jeździ i szuka na tym wygwizdowie jakiegoś sklepu czynnego po 22, bo się pańci zachciało pomidora… Potrzebujemy też żarówki, ale znalezienie sklepu, w którego asortymencie znajdowałyby się te dwie, sprzeczne tematycznie rzeczy, w dodatku po 22, to już chyba jakaś abstrakcja by była… A żarówka potrzebna do jedynej znajdującej się w naszym pokoju lampki. A lampka do czytania, pisania, i nie zderzania się ze sobą i sprzętami. I do dawania takiego światła, które nie obudzi Tamalugi. No!
No, więc wreszcie uciekliśmy od tłumu i hałasu, prawdopodobnie w ostatniej chwili (weekend zapowiadał się imprezowo). 🙂 Tak mi się teraz skojarzyło, że Dziubasy walczą ze sobą o otwarte okno – walczymy i my. Tylko, że na odwrót i z innego powodu. Tak, więc ja walczę o to, by je otworzyć, a Tomek – zamknąć. Ja – całe życie przyzwyczajona do zasypiania przy otwartym oknie, bez względu na porę roku. Zamknięte okno to przerwanie dopływu tlenu, więc duszę się i krztuszę i całkiem prawdopodobne, że również ślinię. Tomek, natomiast, wychowany w innej dzielnicy, nie potrafi zasnąć przy, przemykających za oknem tramwajach, które kurs swój kończą po 23, a zaczynają w okolicach 5… (w ich miejsce kursują nocne autobusy, na szczęście rzadziej, ale żeby nie było :D) Co gorsza, większość z nich mówi, a to doprowadza Tomka do szału! „Przystanek X. Linia numer Y. Kierunek Z !” To rzeczywiście idiotyczne i wkurzające, zwłaszcza, że o 5 rano pasażerów jest dosłownie garstka, (i chyba są wystarczająco rozbudzeni, żeby wiedzieć dokąd jadą) a tubalny głos „motorniczego” niesie się echem po pustej ulicy. Dlatego rozumiem Tomka i czasami zgadzam się na kompromis. Zresztą poza tramwajami i autobusami, ciszę nocną zaburza szereg innych, lokalnych wydarzeń, takich, jakie tylko mogą przytrafić się, gdy szlachetna część willowa zderza się z Trójkątem Bermudzkim, o którym już kiedyś wspominałam.
„Żyrafy wchodzą do szafy”. A komary przez szpary. Pierwszy dzień uśpił moją czujność. Z prawdziwą satysfakcją stwierdziłam, że informacje o nadmorskiej pladze tychże insektów są mocno przesadzone. Nie były… Te małe skurwysyny tylko czaiły się w mroku, żeby przypuścić szturm dnia drugiego. Atakują nawet malutkie, Tamalugowe piętki, wystające spod kołdry.
Przy okazji: próbowaliście kiedyś, bez instrukcji obsługi, rozłożyć łóżeczko turystyczne dla dziecka? Jeśli nie, a wszystko przed wami – życzę powodzenia. „Bo tam jest taki myk”. Nikt nie wie jaki, ale wszyscy o nim słyszeli, łącznie z właścicielką domu, która w końcu dołączyła do naszego dwuosobowego kółka majsterkowiczów, próbując naciągnąć oporną poręcz w swoją, trzecią stronę… Wreszcie się udało! Pamiętajcie: najpierw dwie krótsze poręcze, potem dwie dłuższe. Powtórzcie! No, dobra…
Tamaluga jest Forrestem Gumpem. Ze wszystkich atrakcji interesuje ją tylko przestrzeń do biegania. Przy domu jest to możliwe, na deptaku już nie. W zasadzie tłumek turystów też nie jest dla niej przeszkodą – z przerażeniem obserwuję jak toruje sobie drogę łokciami. Biegnie na oślep, przepycha się między nogami i leci dalej. Z jednej strony to nas wykańcza, z drugiej – nie musimy wydawać kasy na kiczowate pierdoły, wylewające się ze straganów. „Za rok taki numer już nie przejdzie. Będzie chciała wszystko” stwierdza Tomek. „Za rok może jeszcze nie, ale za dwa, trzy lata na pewno… A za piętnaście?!” „Za piętnaście jedzie sama!”