Słowotwór Obcy

Powziąwszy, wynikłą z chwili nudy decyzję, zainteresowania Tomasza lokalną florą, zatoczyłam dłonią szeroki gest. Manewr obejmował kuchenny parapet, na którym w większych i mniejszych szklankach stały kwiatki na Dzień Kobiet. (Cierpię na wazonowy deficyt).

– Zobacz, jaki piękny ten różowy. To od sąsiada.

– Mhm.

– A ten, fioletowy? Nietypowy kolor, co?

– No.

– To od naszego przyszłego zięcia.

– Lizus.

– To samo powiedziała Wiktoria.

Nie wiedzieć dlaczego, Tomasz nie podzielał mojego florystycznego entuzjazmu.

– A o moim kwiatku to nic nie powiesz – stwierdził z wyrzutem. – Wychwalasz wszystkie inne…

– No, twój też, wiadomo…

Ścisnęłam z czułością kielich kwiatka i zagapiłam się w jego środek. Wychodził z niego jakiś pręcik i rozchodził się na cztery.

– No, też jest fajny. Ma twarz jak Obcy Predator.

– No wiesz?!

– Przepraszam, tak mi się skojarzyło…

– No wiesz?! Pomylić Obcego z Predatorem?!!

I znowu poczułam się jak bym grała w Shreku: „Tak, masz prawo zachować milczenie, ośle. Problem w tym, że z niego nie korzystasz!”

 

Chyba tylko mnie samą martwią dziwne skojarzenia i nienormalny odbiór bodźców wizualnych. Chociaż lubię zabawy w „Co widzisz na obrazku” i „Trzy pierwsze skojarzenia”, nie znaczy, że moje odpowiedzi są standardowe, i że wpisuję się w tak zwany ogół. Wcale nie znaczy. Zaczęłam wysuwać nieśmiałe przypuszczenia, że coś jest ze mną nie tak. Ot, chociażby we wpisie u Asi (https://zolza73.blogspot.com/2019/03/pozadanie-mieszka-w-szafie.html) . Na zdjęciu okładki jest kobiecy tyłek, widziany (nomen omen) od tyłu. Przypuszczam, że tylko ja dostrzegłam na nim stojącą bokiem ciężarną kobietę, na której udzie – o zgrozo – odznacza się penis. Według programu „Pułapki umysłu” otwiera mi się niewłaściwa półkula. Nie pamiętam czy lewa zamiast prawej, czy na odwrót. W każdym razie niewłaściwa. Gdybym podążyła tym tropem, wyjaśniłoby się wiele moich irracjonalnych zachowań. Mogłabym z powodzeniem tłumaczyć tym niemal wszystko. Tak naprawdę problem nie rozbija się o moją niewłaściwą półkulę, ale o to, że świat tego nie rozumie. W ogóle naprawa zaburzeń w komunikacji międzyludzkiej jest kluczem do wszystkiego.

To tak, jak z Tamalugą.

Zazwyczaj ją rozumiemy. Przeważnie oboje, ale czasami jeśli nie ja, to Tomek, jeśli nie Tomek, to ja. Ale bywa też, kochani, oj bywa, że dziecka NIKT NIE ROZUMIE. Ani ja, ani Tomek, ani cierpliwie ucząca się jej języka, Oliwia, ani, zapisująca zwroty na kartce, Wiktoria. NO NIKT. Przeważnie Tamaluga tłumaczy nam cierpliwie, a polega to na tym, że uparcie powtarza niezrozumiałe słowo. Co oczywiście niczego nie zmienia. W ostateczności pokazuje gestami (jest w tym naprawdę kreatywna), a w ostatecznej ostateczności, gdy wszystko zawodzi, z cierpliwością włącznie – wpada w lekką histerię.

Na szczęście zazwyczaj rozwiązanie zagadki wypływa z kontekstu:

– Dzisiaj jeśt dzień i jeśt zimno. I pada deść.

– Tak, pada deszcz, i nie możemy iść „Tatanienie”*

– Moziemy. Tami musi mieć siasiasiuke.

– Hmmm.

– Tami chcie siasiasiuke!

– Eeeee…

– SIASIASIUKE pink!

– Parasolkę?

– Tiak!

– Różową?

– Tiak!

– A skąd?

– Kupimy w śklepie.

– W jakim sklepie?

– W „Pepco”.

 

Pozostając w temacie Tamalugi. Ostatnio była z Tomkiem w sali zabaw. Tomek poszedł do toalety, i słyszy „Tataaaa!!! Tauuuuś!!!” Wybiega, ledwo zdążywszy zapiąć spodnie. Wbiega na salę, a stojąca na środku Tamaluga, krzyczy: „Tatuś!!! Kocham cię!!!”

I tym optymistycznym akcentem mogłabym zakończyć, ale coś mi się jeszcze przypomniało.

Nowe słowotwory nie przestają mnie zdumiewać, i chociaż są już w powszechnym użyciu (jak? kiedy?) wyłapuję je z opóźnieniem.

„Możemy te życzenia dla dziadka sforwardować do wszystkich dziadków!” – wykrzyknął entuzjastycznie z telewizora, Marcin Prokop, a mnie na chwilę przytkało. Że co możemy zrobić??? Rozpoczął się u mnie intensywny proces myślowy, z którego jestem bardzo dumna, bo trwał zaledwie pięć sekund. Wyraz skojarzył mi się ze skrzynką e-mailową i po nitce do kłębka… Jak widać, czasami otwiera mi się ta właściwa półkula.

Ja: „Słyszałeś?”

Tomek: „Słyszałem. Myślę, że z dwojga złego lepiej sforwardować, niż wylałdować”.

I tego się trzymajmy, kochani. Forwardujcie swoją miłość gdzie popadnie!

To na absolutnie końcowy koniec, rysunki Tamalugi:

Tamaluga i Tatuś

Scena zbiorowa

*TATANIENIE jest to, w języku Tamalugi jedno słowo, nie mające nic wspólnego z tatą. Istnieje od zawsze i oznacza spacer, wyjście z domu. Jeśli poza domem jest akurat tata, Tamaluga stwierdza, że „Tata jeśt na tatanienie”.