Co koty mają do roboty, czyli ranking Zmyślonych Przyjaciół Ahai (gdzieś tam się czai)

Trzy kroki naprzód, jeden wstecz. Tak wygląda efekt, narzuconej samej sobie, spaniowej dyscypliny. Postanowiłam, bowiem, że zacznę wreszcie chodzić spać w okolicach 12 (przed lub po) i budzić się między 8 a 9. Przysięgam, że się udało! Przez 3 dni. Czwartego dnia mój organizm musiał sobie odbić i wrócił do normy, czyli znów siedziałam do 3 w nocy, nad Bardzo Ważnymi Pierdołami. Ostatnio, zresztą, Tamaluga złapała potężny katar i budziła się, mniej więcej co godzinę. A ja razem z nią, więc tak sobie myślałam, czy w ogóle jest sens się kłaść.
W naszym bloku, jak grzyby po deszczu, wyrastają kociarze. Ostatnio na ławeczkach zamieszanie: pięć osób skupionych nad jednym smartfonem. I tylko piski, i ochy, i achy. Nie wytrzymam, myślę sobie, muszę tam podejść, bo zejdę z ciekawości.
„Ahaja, zobacz jaką nowoczesną halę wybudowano. To kotownia.”
„W sensie: kotłownia?”
„Nie, kotownia czy kociarnia, jak kto woli. Schronisko dla kotów.”
„Po co kotom schronisko?” zapytałam nieopatrznie, aż zaległa cisza i spoczęło na mnie pięć par zbulwersowanych oczu.
Żeby była jasność w temacie Marioli: nie mam nic przeciwko kotom. Sama nawet byłam kiedyś krótką posiadaczką jednego. Ale schronisko? Myślałam, że one po prostu żyją sobie dziko, przecież tyle ich na podwórku! Podejrzewam, że lepiej radzą sobie poza schroniskiem. No, może za wyjątkiem grubiutkich, wykastrowanych Garfieldów – bo te pewnie nie.
Tak naprawdę lubię prawie wszystkie zwierzęta, ale mam swój ranking. Wygląda on następująco:
PSY
długo, długo nic
długo, długo nic
Yorki
😀 😀 😀
foki
ptaki
słonie
legwany
koty
pszczoły
konie
jednorożce i smoki
glonojady
reszta zwierząt
komary
kleszcze
(os nie ma nawet w rankingu, gdyż pałam do nich wyjątkową nienawiścią)
Jak widać, koty zajmują u mnie stosunkowo wysoką pozycję.
No i właśnie przeczytałam swój ranking i stwierdzam, że jeśli jeszcze do niedawna tliły się we mnie jakieś oznaki normalności – zginęły bezpowrotnie.

W celu ułaskawienia kociarzy, wymyślam na szybko, coś takiego:
Fajny kotek, fajny kotek,
aż pogłaskać mam ochotę,
ale cóż to? Moment, chwila,
kot przez okno daje dyla,
żeby się z naturą spotkać,
bo już miauczy jakaś kotka,
zew go wzywa, życie wzywa…
Pewnie miłość to, prawdziwa.
I już koci ogon znika,
i już nura do śmietnika…
Kto by myślał? Ten czyścioszek?
A tu w śmieciach grzebie, proszę!
W domu zawsze strzela focha,
jeśli w misce ma paprocha,
nie podniesie też ogona,
gdy kuweta nie zmieniona…
Lecz na dworze, do przesady,
kot nagina swe zasady.
Śpi pod jakimś samochodem
i przesiąka spalin smrodem.
Wraca – kiedy ma ochotę,
przeciskając się pod płotem,
lecz nie wejdzie do mieszkania,
bez wielkiego powitania.
Mają brawa być, owacje,
no i pora na kolację,
no i miejsce na zabawę…
Wtedy kot przemyśli sprawę.

Cholera… Chyba nie taki był zamysł…